Nie ma już Essential, ale będzie OSOM. "Ojciec Androida" pozostawił po sobie zdolny zespół
Essential Phone

Nie ma już Essential, ale będzie OSOM. „Ojciec Androida” pozostawił po sobie zdolny zespół

Andy Rubin, nazywany „ojcem Androida” nie zdołał zawojować rynku swoim smartfonem. Zamknął swoją firmę, ale jej byli pracownicy założyli inną. OSOM może jeszcze namieszać.

OSOM nie zrobi kolejnego smartfona Essential

Rubinowi się nie udało. Jego firma Essential, zdołała skierować do sprzedaży tylko jeden model smartfona. Miał on być prawdziwym „iPhonem na Androidzie”. Choć rzeczywiście otrzymywał aktualizacje systemu na równi z Pixelami od Google, to na jego zakup zdecydowało się tak mało ludzi, że Andy nie zdecydował się nawet podjąć ryzyka wydania Essential Phone 2. Swoją firmę zamknął i tyle było o nim słychać.

Nie ma już Essential, ale będzie OSOM. "Ojciec Androida" pozostawił po sobie zdolny zespół
Essential Phone (fot. Essential)

Za to jego pracownicy nie przestali działać. Szef działu badań i rozwoju w Essential, Jason Keats, wraz z kilkoma innymi byłymi współpracownikami Rubina, założył na początku tego roku przedsiębiorstwo OSOM Products (od Out of Sight, Out of Mind). Dziś zdradzili oni, nad czym zamierzają pracować.

Mało prawdopodobne, żeby podjęli trop stworzenia kolejnego smartfona. OSOM chce w przyszłym roku zaprezentować produkt, który przez połączenie sprzętu i oprogramowania zapewni użytkownikom większą kontrolę nad własnymi danymi. Planuje w tym celu wykorzystać już istniejące systemy operacyjne, takie jak Android, więc nie będzie budować wszystkiego od zera.

Czyli co, bezpieczny pendrive?

Keats jest dość enigmatyczny i nie zdradza szczegółów projektu. Podkreśla tylko, że nasze dane będą przechowywane wyłącznie na tym nowym urządzeniu oraz nie będą przesyłane do OSOM. Nikt z firmy nie będzie miał do nich dostępu.

W ciągu następnych trzech lat planowane jest zaoferowanie różnych produktów dla odmiennych kategorii użytkowników. Podobno będzie dało się na tym zarobić, co dla przetrwania OSOM jest kluczowe. Błędów Andy’ego Rubina lepiej nie powtarzać.