Okiem Tabletowo: Trzy smartfony wydane w 2018 roku, które najbardziej zapadły nam w pamięć

Dziś, zamiast standardowego tekstu z serii Co kupić, skupimy się na smartfonach, które według redaktorów Tabletowo z jakichś powodów są najciekawsze. Każdy z nas wskazał trzy modele, po jednym z każdej półki cenowej: niskiej, średniej i wysokiej.

Zaczynamy od moich typów.

Reklama

Huawei Mate 20

Najbardziej niedoceniany smartfon Huawei w tym roku. Wszyscy mówią o Mate 20 Lite i Mate 20 Pro, a o “środkowym” mówi się niewiele. Mam okazję korzystać z niego w ostatnich tygodniach (recenzja już niebawem) i, nie ukrywam, jestem bardzo zadowolona. Bardzo dobrze działa (różnica względem Pro jest niewielka), ma 3.5 mm jacka audio i zamiast notcha ma łezkę. Do tego czytnik linii papilarnych z tyłu na obudowie (szybszy od tego w ekranie), płaski ekran IPS zamiast AMOLED-a) i najnowszy Android. No i kosztuje o 1300 złotych mniej od najważniejszego flagowca, a to też nie bez znaczenia. Trudno też nie wspomnieć o zielonych problemach, które miał model Pro, a zwykły nie.

Za telefon ten przyjdzie nam zapłacić 2999 złotych. Do kupienia m.in. w Media Expert.

Pocophone F1

Największą zaletą modelu jest to, że działa jak flagowiec, dzięki zastosowanemu procesorowi – Snapdragon 845. I to tak naprawdę najważniejsza rzecz w przypadku tego telefonu, który kosztując względnie niewiele, pokazał wszystkim, że średniak może działać bardziej niż tylko zadowalająco. Z całą stanowczością muszę stwierdzić, że Pocophone F1, pod względem kultury pracy, nie zawodzi.

Niestety, jednocześnie trzeba pamiętać o tym, że nie ma NFC, a notch, który tu znajdziemy, jest wielki i uniemożliwia wyświetlanie powiadomień na górnej belce systemowej.

Za Pocophone F1 przyjdzie nam zapłacić 1499 złotych. Kupicie go m.in. w Media Expert.

Moto G6

Spodziewam się, że to dość nieoczywisty wybór, ale moim zdaniem Moto G6 zasługuje na uwagę. Oferuje świetną relację ceny do jakości, będąc ciekawym modelem z NFC i pełnoprawnym dual SIM (2x nanoSIM plus microSD) za kilkaset złotych.

Do tego Moto G6 jest bardzo dobrze wykonany (i stylistyka jest typowa dla Motoroli), ma niezły głośnik, choć warto pamiętać, że pojedynczy i zadowalający aparat główny. Zwolennikom selfiaków natomiast raczej nie przypadnie do gustu, bo przednia kamerka jest dość przeciętna. Trzeba też pamiętać o braku diody powiadomień.

Moto G6 kosztuje ok. 700 złotych. Możecie ją kupić m.in. Media Expert.

HTC U12+

W tym roku pojawiło się mnóstwo ciekawych urządzeń. Ja osobiście najlepiej wspominam testy HTC U12+. Uważam, że jest to niesamowicie niedoceniane urządzenie, które świetnie łączy stosunek jakości do ceny.

Do dyspozycji mamy w nim bardzo dobrze wykonaną obudowę, która może się spodobać wielu osobom. Nie umieszczono też tu żadnego “wcięcia”, co dodatkowo przemawia na jego korzyść. Na tyle widoczne są dwa aparaty o matrycach 12 i 16 Mpix z przesłonami odpowiednio f/1,75 i f/2,6, laserowym autofokusem i optyczną stabilizacją obrazu, które wykonują świetne, naturalnie wyglądające fotografie pełne szczegółów w niemal każdych warunkach oświetleniowych. Na froncie kamerki też są niczego sobie, obie mają po 8 Mpix.

Smartfon działa błyskawicznie i bardzo stabilnie, co jest zasługą podzespołów, takich jak procesor Qualcomm Snapdragon 845 z grafiką Adreno 630 i 6GB RAM. Mamy też świetne głośniki stereo, które grają głośno i czysto. Ciekawostką jest również Edge Sense 2.0, czyli ściskane krawędzie mocno rozszerzające funkcjonalność, a jednocześnie spory wyróżnik na tle konkurencji. Są też cyfrowe klawisze, na które większość osób narzeka, ja jednak twierdzę że komfortowe korzystanie z nich to kwestia przyzwyczajenia.

Można przyczepić się do dwóch mniejszych wad. Przede wszystkim nie mamy tu złącza słuchawkowego, na szczęście odpowiednie słuchawki na USB typu C są dołączone do zestawu. Nieco lepszy mógłby być też akumulator – ten zamontowany w HTC U12+ jest pojemności 3500 mAh i wystarcza na od 2,5 do 5,5 godziny na wyświetlaczu w zależności od intensywności użytkowania. Na pocieszenie mamy jednak tryb szybkiego ładowania Quick Charge 3.0.

HTC U12+ w Media Expert.

Huawei Nova 3

Moim ulubionym smartfonem ze średniej półki cenowej z tego roku jest Huawei Nova 3. Uważam go za niemal kompletną propozycję smartfona, która w swojej cenie chyba nie ma sobie równych.

Huawei Nova 3 jest świetnie działającym urządzeniem z funkcjonalnym systemem i wydajnym akumulatorem o pojemności 3750 mAh pozwalającym uzyskać wyniki od 4 do ponad 7 godzin na wyświetlaczu. Są też niezłe aparaty – na tyle są to dwa “oczka” o matrycach 24 i 16 Mpix z przysłoną f/1.8. Pozwalają one wykonać ładne zdjęcia ze sporą ilością szczegółów, które mogą zostać jeszcze nieco ulepszone dzięki obecności sztucznej inteligencji.

Spore wrażenie zrobił na mnie też aparat frontowy. A w zasadzie dwa aparaty o matrycach 24 oraz 2 Mpix z przysłoną f/2.0. Wykonane nimi zdjęcia są świetnej jakości i chyba nie korzystałem jeszcze z żadnego smartfona, który pod tym względem sprawdzałby się lepiej. Mamy też szybki skaner linii papilarnych, NFC, złącze słuchawkowe oraz USB typu C z trybem szybkiego ładowania. Całość dopełnia ładna obudowa – szczególnie w gradientowej wersji kolorystycznej.

Jedynymi wadami tego smartfona są: głośnik mono, brudząca się obudowa, nie każdemu spodoba się też wcięcie w ekranie. Jednak te minusy nie są zbyt uciążliwe i dla niektórych w ogóle nie będą wpływały na ostateczną ocenę smartfona.

Huawei Nova 3 w Media Expert.

Huawei Nova 3 / fot. Kacper Żarski (Tabletowo.pl)

Alcatel 5V

Miano najciekawszego, według mnie, budżetowca 2018 otrzymuje Alcatel 5V. Jestem pod sporym wrażeniem ile smartfon nam oferuje w stosunkowo niskiej cenie. Część zalet tego urządzenia nie jest dostępnych w niektórych nawet dwa razy droższych smartfonach, co tym bardziej wpływa na pozytywną ocenę.

Jest to bowiem płynnie działający smartfon, w którym przycinki czy spowolnienia działania praktycznie się nie zdarzają. Mamy też stosunkowo nowego Androida z kilkoma fajnymi dodatkami (w tym jest pełnoekranowe) oraz niezły akumulator o pojemności 4000 mAh. Jest złącze słuchawkowe, skaner linii papilarnych, szybkie rozpoznawanie twarzy, a nawet moduł NFC.

Umieszczone na tyle aparaty o rozdzielczościach 12 i 2 Mpix z przysłonami odpowiednio f/2.2 oraz f/2.4 wykonują ładne zdjęcia ze sporą szczegółowością i naturalnymi kolorami. Nieco gorzej kamerka frontowa z 8 Mpix i przysłoną f/2.8, ale też wielkiej tragedii nie ma.

Niektórym może przeszkadzać Notch, szczególnie, że jest on bardzo szeroki i ogranicza możliwość wyświetlania powiadomień. Brakuje też USB typu C, które w tym modelu zastępuje stanowczo starsze złącze microUSB.

Alcatel 5V w Media Expert.

Xiaomi Mi A2 Lite

Producenci bardzo łaskawie traktują tańsze smartfony. Nie są to urządzenia idące na potężne kompromisy, jak bywało to jeszcze parę lat temu. Zamontowane w nich ekrany potrafią cieszyć oko, design często przypomina „flagowce”, a jakość wykonania również nie odbiega jakoś specjalnie od czołówki. Legendarne określenie „kiedyś to było” w tym przypadku nie jest trafne… i całe szczęście.

Gdybym miał osobiście wybierać telefon z niższej półki cenowej, to moim priorytetowym kryterium byłaby płynność działania. Żadnych nakładek producenta, które niepotrzebnie zabierają moc obliczeniową, a możliwie jak najczystszy Android. Takie coś oferuje właśnie Xiaomi Mi A2 Lite, który należy do programu Android One, tym samym otrzymuje on aktualizacje od samego Google i nie jest też zaśmiecony zbędnymi aplikacjami. Po prostu śmiga jak rakieta, a Chińczyk płakał jak sprzedawał.

Xiaomi Mi A2 Lite kosztuje około 850 złotych, a przy tym na pokładzie ma Snapdragona 625 oraz 3 lub 4 GB pamięci RAM. Może i brakuje mu NFC, ale dla życia bez większych ścinek animacji, jest to rzecz, jaką można poświęcić.

Xiaomi Mi A2 Lite w Media Expert.

Xiaomi Pocophone F1 lub Xiaomi Mi 8

Xiaomi w tym roku absolutnie przewróciło średnią półkę cenową do góry nogami, wypuszczając na rynek Xiaomi Pocophone F1. Telefon ten można obecnie kupić za jakieś plus minus 1400 złotych, za co dostajemy procesor Snapdragon 845, 6 GB pamięci RAM oraz wielki akumulator o pojemności 4000 mAh. Jeśli chodzi o wydajność, to za te pieniądze praktycznie nie ma on sobie równych. Smartfon radzi sobie też dobrze z robieniem zdjęć i choć odbiegają one jakością od „flagowców”, to wyróżniają się w pozytywny sposób na tle innych urządzeń ze średniej półki.

Gdyby jednak przeszkadzała Wam obecność plastiku w Pocophone F1, to po dorzuceniu paru stówek, dostajecie Xiaomi Mi 8. Specyfikacja zostaje podobna, ale dostajemy lepszą jakość wykonania, NFC czy ekran Super AMOLED zamiast IPS. Poświęcamy za to baterię, która w przypadku Mi 8 ma 3400 mAh.

Decyzję zostawiam już Wam, ale na żadnym z tych urządzeń nie wyjdziecie źle, a portfel nie będzie bolał tak bardzo jak w przypadku zakupu iPhone’a XS.

Pocophone F1 i Xiaomi Mi 8 w Media Expert.

OnePlus 6T

Jeśli mamy w kieszeni blisko 3000 złotych i rozglądamy się za jakimś bardziej kompletnym urządzeniem, to wyjścia są dwa – ściągnąć Google Pixel 3 (nie XL) zza granicy w dobrej cenie lub sięgnąć po OnePlus 6T.

Z racji na niższą cenę (około 2400 złotych), byłbym bardziej skłonny ku OnePlus 6T. Może nie ma on aktualizacji oraz oficjalnego wsparcia Google, ale mini-nakładka Oxygen OS zamienia ten telefon w istną bestię wydajnościową. Zapomnijcie o zwolnieniach animacji czy wolnym wczytywaniu się aplikacji, bo w końcu całość hula na Snapdragonie 845 oraz minimum 6 GB pamięci RAM. OnePlus 6T to jednak nie tylko szybkość, ale też świetny design (to górne wcięcie jest wreszcie akceptowalne), czytnik linii papilarnych w ekranie i bardzo dobry aparat (choć i tak gorszy niż w Pixel 3).

Wybierając OnePlus 6T nie idziemy na większe kompromisy, otrzymując flagowe doświadczenie w dobrych pieniądzach. Czy jest sens dopłacać drugą taką pulę pieniędzy do iPhone’a XS czy Galaxy Note 9? Prawdę mówiąc nie, bo OnePlus 6T oferuje wystarczająco wiele.

SONY XPERIA XZ3

Po długim namyśle zdecydowałem się wskazać na smartfon od Sony, jednak nie ukrywam, że do ostatniej chwili w grze pozostawał OnePlus 6T. Co zaważyło? Powiedziałbym, że w dużej mierze to, że z Xperią miałem możliwość spędzenia kilku tygodni, podczas gdy z tegorocznych urządzeń z logo OnePlus, trafiła do mnie “tylko” starsza wersja oznaczona numerem sześć.

Sony Xperia XZ3 to – w mojej subiektywnej opinii – jedno z tych urządzeń, które faktycznie postawiło na innowacje. 6-calowy Ekran bazujący na matrycy OLED (QHD+), topowa specyfikacja techniczna na czele ze Snapem 845 i 4 GB RAM, a także przbudowana nakładka systemowa. A wszystko to okraszone błyskawiczną polityką aktualizacji, z której Japończycy uczynili swój znak rozpoznawczy.

Dobrego wrażenia dopełniają też świetne głośniki stereofoniczne, wydajna bateria, flagowa wydajność oraz znacząco ulepszona bryła urządzenia, która wreszcie nie dość, że leży w dłoni pewnie, to jeszcze wygląda o wiele nowocześniej aniżeli starsza Xperia XZ2. Sony dopieściło też aparat, który wreszcie pokazał pazur. NIby tylko 19-Mpix ze światłem f/2.0, ale naprawdę, jest moc.

Z perspektywy osoby, która spędziła z tym urządzeniem sporo czasu, mogę Was zapewnić o tym, że jest to flagowiec pełną gębą. Warto też zwrócić uwagę na to, że topowe Xperie mają to do siebie, że całkiem szybko schodzą z ceny. Pozwala to żywić nadzieję na to, że w początkach 2019 roku Xperię XZ3 będzie można kupić za całkiem przystępne kwoty. Na razie trzeba za nią zapłacić 3299 złotych.

Sony Xperia XZ3 w Media Expert.

Motorola One

Do niedawna nie powiedziałbym, że w kwocie zbliżonej do tysiąca złotych można stworzyć tak dobre urządzenie, które – co bardzo ważne – zaoferuje wszystkie ważne moduły łączności na czele z NFC. Tak się bowiem składa, że jest jeszcze jedna firma, która mogłaby nawiązać naprawdę wyrównaną walkę, ale, jak na złość, nie decyduje się na wdrożenie NFC, które umożliwia choćby realizowanie płatności zbliżeniowych.

Producent umiejętnie połączył solidną specyfikację techniczną, na czele ze Snapdragonem 625 i 4 GB RAM z wystarczającą ilością miejsca na pliki, atrakcyjnym wizualnie designem oraz dużym, jasnym wyświetlaczem. Warto mieć na uwadze, że Motka nie ustrzegła się notcha, który dla jednych będzie ciekawym elementem wizualnym, a dla innych będzie raczej rysą, która po prostu szpeci tak udaną wizualnie konstrukcję.

Dobre wrażenie pozostawił po sobie duet 13 + 2 Mpix, który spokojnie daje sobie radę nawet w niezbyt dobrych warunkach, świetna bateria oraz obecność portu słuchawkowego. Motorola zaskoczyła też bardzo pozytywnie tempem wydawania aktualizacji. I tak, Android Pie tylko czeka na to, aż go na tym urządzeniu zainstalujecie. Bez dwóch zdań, jest to produkt bliski ideału, gdy patrzymy na relację ceny do specyfikacji i kultury pracy.

Motorola One w Media Expert.

Xiaomi Redmi 5

Stawkę zamyka budżetowiec od Xiaomi. Co nie powinno nikogo zaskoczyć, urządzenie bryluje zwłaszcza w kwestii wyceny, acz nie oznacza to, że producent poszedł na skróty i stworzył urządzenie, którego specyfikacja techniczna woła o pomstę do nieba, co to, to nie. Mówiąc szczerze, jest wprost przeciwnie.

Xiaomi postawiło na ekran o przekątnej 5,7 cala, który pracuje w rozdzielczości HD+. Co nie powinno dziwić, mamy tu wyświetlacz wykonany w formacie 18:9. Sercem konstrukcji jest Snapdragon 450, który pracuje w asyście 2 lub 3 GB pamięci RAM. Osobiście polecam dopłacić do wersji z 3 GB RAM na pokładzie. To niewielka inwestycja, która może nieco wydłużyć czas komfortowej pracy ze smartfonem.

Nabywcy często dobrze wypowiadają się o baterii, która ma pojemność 3300 mAh, trudno też znaleźć jakieś słabostki – w tej kategorii cenowej – w aparacie głównym, na który składa się pojedynczy, 12-Mpix moduł ze światłem f/2,2. Dobre wrażenie zostawia też po sobie wsparcie dla dwóch kart SIM oraz możliwość rozbudowania pamięci przez kartę microSD.

W cenie zbliżonej do 600-700 złotych, to naprawdę rzetelna, uczciwie wykonana konstrukcja.

Xiaomi Redmi 5 w Media Expert.

Xiaomi Redmi 5 (fot. Xiaomi)

Samsung Galaxy Note 9

Po premierze tego telefonu, pierwszy raz od kilku lat zacząłem poważnie myśleć o porzuceniu ekosystemu Apple na rzecz Androida. Jako fan nadgryzionego jabłka bardzo cenię sobie stabilność pracy na danym urządzeniu, zbędne wodotryski nie znajdują się w kręgu moich zainteresowań. Samsung Galaxy Note 9 właśnie to oferuje. Jest ewolucją poprzedniego modelu, a nie rewolucją pełną błędów wieku dziecięcego.

Bardzo wydajne, topowe komponenty, nowy rysik S Pen, Samsung DEX czy obecność złącza słuchawkowego, którego wciąż w niektórych sytuacjach mi brakuje, to tylko niektóre cechy, które zachęcają mnie do kupna produkty Samsunga. Od premiery iPhone’a 6 wymieniałem swój telefon wraz z prezentacją kolejnego modelu – po prostu go kupowałem, ale nie w tym roku. Czy rok 2019 spędzę z systemem Android? Myślę, że jeszcze nigdy nie było to tak prawdopodobne.

Samsung Galaxy Note 9 kosztuje ok. 3999 złotych. Kupicie go m.in. w Media Expert.

Huawei Mate 20 Lite

Wybierając w sposób bardzo subiektywny najlepszy smartfon 2018 roku, ze średniej półki cenowej, kieruję się głównie wydajnością takiego urządzenia, która była sprawdzana na przestrzeni dłuższego czasu. Niejednokrotnie używając telefonu z Androidem, po około 3-4 miesiącach odczuwałem wyraźne spowolnienia w pracy, zacięcia animacji. Przypadłości, które nie były widoczne przez pierwsze tygodnie użytkowania takiego telefonu. Kierując się wieloma recenzjami i opiniami samych nabywców z tego segmentu cenowego wybrałbym właśnie model Mate 20 Lite.

Przede wszystkim ze względu na pozytywne wrażenia osób korzystających z tego telefonu przez dłuższy czas, jak i również na funkcje, takie jak NFC, a przyznam szczerze, że nie kupiłbym telefonu, który nie oferuje płatności telefonem. Pozostała część specyfikacji telefonu, również prezentuje się nie najgorzej. Przyzwoite aparaty umożliwiają wykonanie dobrego zdjęcia w dobrych warunkach oświetleniowych, w nocy już one tak nie zachwycają, ale nie jest najgorzej. Dobry ekran, na którym bez problemu będę mógł obejrzeć film podczas długiej podróży pociągiem, a co najważniejsze przyzwoite materiały z których wykonany jest telefon sprawiają, że naprawdę ten model wart jest swojej cenie.

Huawei Mate 20 Lite w Media Expert.

TP-LINK NEFFOS C9A

Smartfon za około 400 złotych, a przyznam szczerze, że wizualnie podoba mi się zdecydowanie bardziej niż nowy iPhone XR. Dość wąskie ramki, brak wcięcia w ekranie, ale również przyzwoite parametry sprawiają, że stosunek ceny do jakości w przypadku tego telefonu prezentuje się naprawdę świetnie.

Podoba mi się również nakładka, z jakiej korzysta producent, jest bardzo intuicyjna, bez zbędnych dodatków spowalniających pracę systemu. Za pracę urządzenia odpowiada procesor MediaTek MT6739, przyzwoita jednostka jak na tę półkę cenową – 4 rdzenie o częstotliwości 1,5 GHz. 2GB RAM-u umożliwią uruchomienie kilku aplikacji społecznościowych w tle, bez spowolnienia pracy całego systemu operacyjnego i przecież właśnie do tego ten telefon ma służyć. Zdjęć wykonanych tym smartfonem nie dołączycie do swojego portfolio, ale w dobrych warunkach oświetleniowych wygląda to stosunkowo dobrze. Zdecydowanie polecam go osobom z ograniczonym budżetem, jak i tym, korzystającym jedynie z portali społecznościowych, myślę że w tych dziedzinach urządzenie jak najbardziej się sprawdzi.

TP-Link Neffos C9A w Media Expert.

Teraz czas na Wasze propozycje

Tak prezentują się smartfony, które w jakiś sposób nas zainteresowały. Oczywiście wybór jest dużo większy i jestem przekonana, że każdy może wskazać trzy zupełnie inne urządzenia z każdej półki cenowej, które dla niego są modelami wartym największej uwagi spośród wszystkich w 2018 roku.

Na Wasze typy oczywiście czekamy w komentarzach!