Z każdym kolejnym rokiem smartfony stawały się coraz bardziej uniwersalne – dzięki nim pozbyliśmy się empetrójek czy cyfrowych aparatów, a aplikacje sprawiły, że kartę płatniczą czy dokumenty możemy zostawić w domu. Okazuje się jednak, że są rzeczy, które może powinny pozostać „po staremu”.
Notowanie na smartfonie
Zapisywanie tymczasowych myśli towarzyszy urządzeniom mobilnym dłużej, niż może nam się wydawać. Pierwszy telefon, który pozwalał na tworzenie notatek – IBM Simon – powstał już w 1994 roku, jednak dopiero smartfony sprawiły, że proces stał się przyjemny i poniekąd naturalny.
Dziś zarówno Sklep Play, jak i App Store, mają w swoich bazach setki aplikacji, które pomagają w tworzeniu list zakupów, planowania obowiązków i tym podobnych. Tradycyjne, papierowe notatniki nie wyginęły w tym procesie, ale z pewnością nie są tak popularnym rozwiązaniem jak dwadzieścia lat temu. Czy jest jednak dobry argument, abyście wrócili do żółtych karteczek i długopisu lub ołówka?
Naukowcy sugerują – wybierz papier
Na pierwszy rzut oka sięgnięcie po starą metodę, wymagającą zużywania dodatkowych zasobów, ma w sobie niewiele sensu. Aplikacje uczą się naszych wzorców zachowań, biorą pod uwagę czas i lokację, więc są w stanie idealnie podpowiedzieć, jak powinien wyglądać plan działania w najbliższy weekend.
Cóż – to właśnie ta wygoda zmienia sposób, w jaki nasz mózg funkcjonuje w trakcie zapisywania informacji. Jednym z badań, które porusza ten problem, jest artykuł opublikowany w czasopiśmie Life. Zespół naukowców z różnych włoskich uczelni zauważył, że pisanie angażuje więcej obszarów w mózgu, odpowiedzialnych m.in. za przetwarzanie motoryczne, sensoryczne czy poznawcze. Dzięki temu tworzenie planu dnia z pomocą kartki i ołówka pozwala na lepsze przyswojenie wiedzy, poprawę pamięci i łatwiejszą naukę słowa pisanego. Z pisaniem na klawiaturze czy ekranie jest odwrotnie. Angażuje ono mniej połączeń neuronowych, z czym wiąże się bardziej pasywne zaangażowanie w czynność.

Czy to oznacza, że smartfony nas ogłupiają? Byłoby to nieco złowieszcze uproszczenie. W końcu na pewno nietrudno byłoby znaleźć kogoś piszącego odręcznie, kto nie jest nomen omen najostrzejszym ołówkiem w piórniku lub kogoś polegającego wyłącznie na cyfrowych planerach, będącego jednocześnie bardzo bystrą osobą. Bardziej chodzi w tym wszystkim o fakt, że polegając wyłącznie na jednym rozwiązaniu, angażującym inne obszary naszego mózgu, osłabiamy te rejony, które wcześniej rozwijaliśmy właśnie dzięki takim drobnym akcjom jak napisanie listy pod tytułem „Plan na piątek”.
Ludzki organizm dąży do tego, aby nie marnować zasobów. Dlatego nietrenowane mięśnie zanikają, prowadząc do atrofii. Nie inaczej jest z naszym mózgiem – jego neuroplastyczność sprawia, że połączenia neuronowe mogą powstawać, wzmacniać się lub słabnąć.
Choć artykuł, na który się tu powołuję, nie jest absolutną świeżynką, to każdy moment jest dobry, aby zasugerować zmiany na lepsze. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie proponował Wam wyrzucenia smartfona do kosza i rozpoczęcia pisania listów i tworzenia notatek za pomocą pióra. Warto jednak spróbować znaleźć w tym pewien balans i nie powierzać wszystkiego autokorekcie i algorytmom. Zmian nie poczujecie może z dnia na dzień, ale – kto wie – czy pewnego dnia nie obudzicie się z myślą, że warto było nieco odkleić się od smartfona i wrócić do odręcznego notowania.




