Nowy Mercedes klasy C – pierwsze spotkanie z samochodem wyposażonym w dużego „iPada”

Pod oznaczeniem W206 kryje się się nowy Mercedes klasy C, wyraźnie czerpiący z topowej limuzyny klasy S. Ostatnio miałem okazję spędzić kilka godzić z tym samochodem, który szczególnie fascynuje pod względem zastosowanej technologii.

Elektryfikacja wchodzi na wyższy poziom

Mercedes klasy C będzie dostępny w wersji plug-in, która ma pozwolić na przejechanie nawet do 100 km wyłącznie na silniku elektrycznym. Warto zauważyć, że do niedawna podobne konstrukcje oferowały 30-40 km jazdy na akumulatorach, a więc możemy mówić o naprawdę sporym postępie.

Reklama

Co więcej, standardem staje się układ miękkiej hybrydy, w której silnik spalinowy jest wspomagany przez niewielką jednostkę elektryczną. W założeniach ma to przełożyć się na mniejsze zużycie paliwa, ale także zapewnić dodatkowy zastrzyk mocy – np. podczas przyspieszania. Ponadto, zyskujemy tryb żeglowania, w którym silnik spalinowy jest wyłączony jeszcze podczas toczenia się, po puszczeniu pedału przyspieszenia.

Mercedes klasy C
Mercedes klasy C – trzy razy w wersji niebieskiej

W moje ręce, podczas jazd premierowych, trafił wariant o oznaczeniu 220d. Mamy do czynienia z 2-litrowym dieslem, aczkolwiek przeprojektowanym względem podobnej jednostki stosowanej w W205. Zapewnia on 200 KM i 440 Nm.

Do wspomnianego silnika dochodzi układ miękkiej hybrydy, wykorzystujący instalację elektryczną 48 V – podczas przyspieszania oferuje ona dodatkowe 15 kW i 200 Nm. Nieźle! Dodatkowo, oprócz wyżej wymienionych zalet, zyskujemy świetnie pracujący system start-stop. Ponowne uruchomienie diesla jest prawie nieodczuwalne i odbywa się naprawde płynnie. Nowy Mercedes klasy C to jedno z nielicznych aut, w którym nie musiałem dezaktywować systemu start-stop – wreszcie jego działanie nie jest irytujące, co ma miejsce w wielu dieslach bez miękkiej hybrydy.

Mercedes klasy C
Mercedes klasy C – ujęcie z tyłu

Gdzie ten iPad?

Klasa C wizualnie wyraźnie nawiązuje do S-ki, zarówno zewnętrznie, jak i w środku. Chociaż słyszałem opinie, że sylwetka przypomina również model CLA. Wewnątrz znajdziemy dwa duże ekrany, które wyglądają jak przyczepione tablety. Nie jest fanem takiego podejścia, ale muszę przyznać, że w codziennym użytkowaniu to naprawdę się sprawdza.

Nie bez powodu wspomniałem o iPadzie – centralny wyświetlacz kojarzy mi się z tabletem Apple. Oczywiście wyłącznie pod względem wizualnym. W przeciwieństwie do modelu S, Mercedes klasy C ma mniejszy ekran główny i nie otrzymujemy technologii OLED, ale został on skierowany bardziej w kierunku kierowcy, co pozytywnie wpływa na komfort jego obsługi.

Mercedes klasy C
Mercedes klasy C – dwa ogromne tablety

Centralny ekran ma 11,9 cali, wysoką rozdzielczość, dobrze radzi sobie nawet w słońcu i sprawnie reaguje na wszystkie dotknięcia. Jak najbardziej jego działanie można porównać do topowych tabletów na rynku. Szkoda tylko, że zbyt chętnie zbiera odciski palców.

Na pokładzie mamy jeszcze jeden wyświetlacz, który znajduje się tuż za kierownicą. Tutaj również mamy technologię LCD, wysoką rozdzielczość, ale przekątna wynosi już 12,3 cala. Całkiem sporo, ale należy mieć na uwadze, że ekran musi dostarczyć wiele danych, często zastępując lub wspomagając centralny wyświetlacz.

Mercedes klasy C
Mercedes klasy C – uwagę zwraca nietypowa kierownica

Uratował mnie asystent głosowy

Miałem już styczność z wieloma nowymi Mercedesami, a poprzednią generację systemu infotainment znam już prawie na pamięć. W związku z tym, podczas pierwszych jazd wsiadłem do klasy C i od razu ruszyłem, będąc przekonanym, że bez problemów odnajduję się w nowej generacji systemu MBUX. To był jednak błąd.

Mercedes klasy C nastawiony jest na obsługę dotykową, liczbę przycisków fizycznych ograniczono do zupełnego minimum, a do tego ma on znacząco przebudowany interfejs systemu, więc początkowo nie mogłem zbyt sprawnie obsługiwać nowego oprogramowania. Przyznam, że miałem problem ze znalezieniem chociażby przycisku ekranu domowego. Potrzebowałem go, aby przełączyć się z widoku radia na nawigację.

Co więc robić podczas jazdy? Przecież nie będę grzebał w dotykowym wyświetlaczu, ucząc się nowego oprogramowania i odwracając wzrok od drogi. Na szczęście, z pomocą przyszedł asystent głosowy Mercedesa. Wystarczyło wypowiedzieć komendę „Hej Mercedes” i następnie poprosić o widok nawigacji – zadziałało za pierwszym razem.

Mercedes klasy C
Mercedes klasy C – wnętrze

Za pomocą asystenta zmieniłem stację radiową, obniżyłem temperaturę i to wszystko bez sięgania do centralnego wyświetlacza. Asystent głosowy działa bardzo dobrze, aczkolwiek nie zamierza mu wystawiać teraz ostatecznej oceny. Mercedes twierdzi, że w celu uzyskania pełnej sprawności wymaga on przynajmniej kilku dni na poznanie głosu właściciela, a także jego preferencji. Mimo wszystko, pozytywnie zaskoczył mnie tuż po zajęciu miejsca kierowcy i pomógł w początkowym odnalezieniu się w nowym interfejsie.

Nowy MBUX nie jest zły, ale wymaga zmiany przyzwyczajeń

Problemy ze zmienionym systemem infotainment nie wynikały z jego ułomności, a raczej z mojej zbyt dużej pewności siebie. W końcu jeździłem tyloma nowymi autami, że zazwyczaj odnajduję się w nich od razu – wsiadam i wiem, jak poradzić sobie z rozwiązaniami, które obecnie znajdziemy w Audi czy BMW, ale to dlatego, że miałem z nimi już dłuższy kontakt.

Dobrze też znam poprzednią generację MBUX, ale tutaj również muszę zaznaczyć, że jeździłem wieloma Mercedesami. Natomiast z najnowszą wersją nia miałem zbytnio kontaktu, więc początkowo byłem zagubiony. Szybko jednak okazało się, że wspomniany przycisk ekranu domowego znajdował się bezpośrednio na wyświetlaczu, a szukałem go wśród fizycznym przycisków tuż przed ekranem, co nie dało żadnego efektu.

Może to przez zmęczenie lub zadziałały inne siły, ale początkowo nie mogłem zlokalizować potrzebnego mi przycisku. Po kilku kilometrach go znalazłem i dość szybko polubiłem się z nowym systemem infotainment. Trochę mi teraz głupio – ten przycisk jest spory i dobrze widoczny – cóż, wpadki zdarzają się najlepszym. Powtórzę to jeszcze raz – wina leży po mojej stronie, a nie nowego systemu Mercedesa, który charakteryzuje się wysoką intuicyjnością.

Musiałem po prostu zmienić przyzwyczajenia i nauczyć, że Mercedes klasy C to przede wszystkim obsługa dotykowa. Prawie wszystko robimy teraz sięgając do dotykowego wyświetlacza lub ewentualnie rozmawiając z asystentem głosowym. Pokolenie przyzwyczajone do smartfonów i tabletów będzie zachwycone, bardziej konserwatywni fani motoryzacji już niekoniecznie.

Jeśli uważasz, że system w Twoim aucie działa szybko, to chyba nie siedziałeś w Mercedesie

Do niedawna byłem przekonany, że mój MacBook Pro z 2017 roku to szybki laptop. Wystarczyło jednak, że spędziłem kilka minut z nowym modelem, wyposażonym w procesor Apple M1 – różnica w czasie uruchamiania aplikacji jest faktycznie odczuwalna. Podobnie miałem z systemem infotainment w Mercedesie.

Mercedes klasy C – rozszerzona rzeczywistość w nawigacji (fot. Mateusz Budzeń, Tabletowo.pl)

Wielokrotnie chwaliłem Audi MMI, BMW iDrive czy wcześniejszą wersję MBUX za sprawność reakcji na polecenia kierowcy. Mercedes klasy C z nowym oprogramowaniem, a także z nowymi wnętrznościami w środku, działa jeszcze szybciej, wnosząc komfort obsługi na wyższy poziom, identycznie jak komputery z Cupertino z procesorami Apple M1.

Przełączanie się pomiędzy poszczególnymi aplikacjami, a także uruchomienie nowej, odbywa się natychmiastowo. Wystarczy dotknąć odpowiednią ikonkę, aby od razu zobaczyć ekran nawigacji, odtwarzacz muzyki czy ustawienia pojazdu. Nawet funkcje, z których korzystamy rzadko, pojawiają się natychmiastowo na wyświetlaczu. Nie ma mowy o żadnym zwolnieniu czy jakimkolwiek przycięciu.

Mercedes klasy C – chyba największy ekran Apple CarPlay jaki widziałem w samochodzie (fot. Mateusz Budzeń, Tabletowo.pl)

System infotainment działa wzorowo, nie atakując kierowcy żadnym błędem czy opóźnieniem. Pod względem optymalizacji Mercedes wykonał sporo dobrej pracy, podnosząc tym ogólne odczucia z korzystania z MBUX.

Konfigurowalny zestaw zegarów

Ekran umieszczony tuż za kierownicą pozwala na wybranie jednego z kilku trybów wyświetlania – podstawowe zegary, widok sportowy, pełna nawigacja, informacje o asystenach wspomagających kierowcę, a także dane pojazdu. Pomiędzy poszczególnymi ekranami przełączamy się za pomocą przycisków zlokalizowanych na kierownicy.

Mercedes klasy C dostarcza całkiem sporo danych na cyfrowych zegarach, ale całość pozostaje czytelna i nie czułem się przytłoczony informacjami. Najczęściej korzystałem z widoku nawigacji, dzięki czemu centralny wyświetlacz mógł służyć do pokazywania innych treści – Apple CarPlay czy stacje radiowe, bez konieczności powracania do mapy.

Warto dodać, że z poziomu kierownicy możemy również sterować centralnym ekranem. Służy do tego niewielki gładzik, dobrze znany z pozostałych nowych Mercedesów. Nie musimy więc sięgać do dotykowego wyświetlacza. Traktowałbym go jednak jako dodatkową opcję, a nie możliwość pełnego zastąpienia obsługi systemu – często wygodniej i szybciej jest po prostu tapnąć w odpowiedni wirtualny przycisk na centralnym ekranie.

Niestety, w testowym modelu nie znalazł się wyświetlacz Head-Up. Nie mogłem więc sprawdzić, jak nowa klasa C prezentuje treści na przedniej szybie. Obiecuję to jednak nadrobić, gdy samochód z lepszym wyposażeniem trafi do mnie na dłuższe testy.

Reflektory DIGITAL LIGHT, czyli możliwość projekcji symboli na drodze

Identycznie jak w klasie S, Mercedes klasy C opcjonalnie może być wyposażony w innowacyjne reflektory DIGITAL LIGHT. Muszę przyznać, że pod względem budowy są one naprawdę interesujące.

Każdy reflektor dysponuje modułem świetlnym z mocnymi diodami LED, które są załamywane i kierowane przez 1,3 mln mikroluster. Rozdzielczość oświetlenia wynosi ponad 2,6 mln pikseli na jeden samochód, co pozwala na bardzo precyzyjną dystrybucję światła.

Przy tak wysokiej rozdzielczości możliwe jest wyświetlanie różnych symboli na drodze, tuż przed samochodem, a także Mercedes klasy C może ostrzegawczo kierować punktowe światło na pieszych wykrytych na poboczu drogi lub wspomagać poruszanie się wąskimi pasami w obszarach robót drogowych poprzez rzutowanie na nawierzchni odpowiednich krawędzi.

Niestety, technologia wymaga jeszcze legislacji, ale powinno to nastąpić już niebawem. Wówczas każda klasa C z DIGITAL LIGHT będzie mogła rzutować na drogę dodatkowe wskazania, działając prawie jak projektor. Prawdopodobnie rozwiązanie będzie wkrótce dostępne również w Polsce.

Krótkie podsumowanie

Sporo nowych samochodów, które miały ostatnio premierę, były bardziej ewelucją poprzedniej generacji niż odczuwalną rewolucją. Natomiast Mercedes klasy C wprowadzona odczuwalnie dużo zmian względem swojego bezpośredniego poprzednika. Na tyle dużo, że początkowo musiałem się nauczyć wielu nowych rozwiązań, co zdarza mi się dość rzadko w nowych autach.

Mercedes klasy C
Mercedes klasy C – przycisk start/stop

Nowości dotyczą m.in. systemu infotainment, który teraz oparty jest głównie na obsłudze dotykowej. Liczba fizycznych przycisków została zredukowana do minimum. W związku z tym, osoby przesiądajace się do nowej generacji najpewniej będą zmuszone do zmiany wcześniej wyrobionych przyzwyczajeń.

Jak już wspomniałem, początkowo miałem problemy z odnalezieniem się w znacząco przeprojektowanym wnętrzu, ale dość szybko polubiłem się z rozwiązaniami zastosowanymi przez Mercedesa. Nadal, pod względem wizualnym, nie jest w stanie zaakceptować tych doklejonych tabletów, ale całość działa rewelacyjnie i sprawdza się w normalnym użytkowaniu.

Mercedes klasy C
Mercedes klasy C – opcjonalny system audio Burmester

Po zajęciu miejsca za kierowcą, jeszcze przed dotknięciem dotykowych ekranów, czuć rozwój w kierunku komputeryzacji wnętrza. Jeszcze lepiej widać to, gdy zaczniemy bawić się wszystkimi nowinkami. Postęp jest spory i to jak najbardziej zaleta.

Warto dodać, że Mercedes klasy C to także nawigacja z rozszerzoną rzeczywistością, rozbudowany wyświetlacz Head-Up, bogaty zestaw systemów bezpieczeństwa i wsparcia kierowcy, innowacyjne refklektory DIGITAL LIGHT z funkcją projektora czy asystent głosowy pozwalający na sterowania wieloma funkcjami pojazdu, a to jeszcze nie wszystko, co producent wdrożył wraz z nową generacją.

Kilka informacji dla ciekawskich

Nowa klasa C, zgodnie z panującymi trendami, urosła. Rozstaw osi wzrósł o 25 mm, do 2865 mm. Długość to 4751 mm, a szerokość wynosi 1820 mm. Dla porównania, klasa E (W124) produkowana w latach 90., a więc samochód wyższego segmentu, miał 4740 mm długości i 1740 mm szerkości.

Mercedes klasy C
Mercedes klasy C w wersji białej

Większy rozstaw osi pozytywnie wpłynął na przestrzeń osób siedzących z tyłu. Pasażerowie zyskują 35 mm na nogi, a także 13 nm na głowę. Nie jest to znacząca zmiana, ale potrafi być odczuwalna.

Kierowcy preferujący większe silniki nie będą zachwyceni. Teraz cała gama składa się wyłącznie z jednostek 4-cylindrowych o maksymalnej pojemności 2 litrów. Nie będzie dostępny silnik 3-litorwy, nie mówiąc już o V8 znanym z poprzedniego AMG C63. Cóż, większkość klientów raczej nie będzie narzekać – w końcu największym zainteresowaniem cieszą się modele z jednostkami 2-litrowymi, a tutaj producent nie tylko zwiększył moc względem wcześniejszej klasy C, ale także przeprowadził elektryfikację pozytywnie wpływającą na chociażby zużycie paliwa.

Mercedes klasy C
Mercedes klasy C w wersji białej

Mercedes klasy C prowadzi się pewnie, co jest zasługą m.in. skrętnej tylnej osi, aczkolwiek wciąż czuć bardziej komfortową charakterystykę niż w konkurencyjnym BMW serii 3. Wnętrze jest bardzo dobrze wykonane, wyciszenie stoi na wysokim poziomie, a system audio – sygnowany logo Burmester – to topowa półka.

Po kilku godzinach spędzonym z nowym dzieckiem Mercedesa mam pewien problem. Wcześniej moim numerem w segmencie było BMW serii 3 G20, ale teraz nie jest w stanie wybrać, czy w garażu wolałbym mieć BMW, czy jednak Mercedesa. Odpowiedź na to pytanie poznam najpewniej przy okazji dłuższy testów klasy C, w których dokładniej skupię się na oprogramowaniu i systemach wsparcia kierowcy.