felieton tabletowo kaja gran turismo 7 yangwang u9
(Źródło: Bartosz Kaja | Tabletowo)

Pewna era w motoryzacji właśnie się skończyła. Gran Turismo to niezbity dowód

W ponad stuletniej historii motoryzacji gry wideo towarzyszą jej od ponad pięciu dekad. Choć grafika i poziom skomplikowania zmieniały się z roku na rok, pewne cechy pozostawały takie same. Najnowsza aktualizacja do Gran Turismo 7 (i nie tylko) uświadomiły mi, że pewna era w wirtualnej motoryzacji właśnie dobiega końca.

Cyfrowe ściganie w pigułce

Nie potrafię sobie odmówić poświęcania pierwszych akapitów na zabawę w historyka, więc pozwólcie na szybkie przebrnięcie motoryzacyjną historię gier wideo, którą otwiera wydany w 1973 roku Gran Trak 10 – tytuł przeznaczony na automaty, gdzie sterujemy bolidem po jednej trasie.

Branża motoryzacyjna szybko wyczuła potencjał reklamowy i pierwszego auta na licencji doczekaliśmy się w 1977 roku. 280 ZZZAP pozwalał graczom wcielić się w kierowcę Datsuna 280Z, co na tamte czasy oznaczało oczywiście umowną grafikę, opartą wyłącznie o czerń i biel.

Wrzućmy jednak piąty bieg, wciśnijmy gaz do dechy i przejdźmy od razu do lat 90. Wtedy to bowiem rodzą się dwie najważniejsze franczyzy dla fanów wirtualnych czterech kółek – Need for Speed (pierwsza odsłona w 1994 roku) oraz Gran Turismo (1997).

Pierwszy traktowany jako przykład zręcznościowego ścigania się (z wyjątkiem dwóch odsłon z podtytułem „Shift”), drugi wprowadzał niespotykany wcześniej realizm i symulację prawdziwej fizyki w pełne 3D.

Lamborghini Diablo czy Toyota Supra?

Serie różniły się nie tylko modelem jazdy, ale też filozofią dotyczącą tego, jakie auta gracz znajdzie w swoim garażu. W przypadku Need For Speed większy nacisk położony był na supersamochody pokroju Ferrari 512 TR czy Porsche 911 Carrera – tutaj akurat za wyjątek można uznać obie odsłony Underground, gdzie „sufitem” była zaledwie Toyota Supra czy Subaru Impreza WRX. W ostatniej odsłonie z 2022 roku, Need for Speed Unbound, można było wsiąść za kółko zarówno Hondy Civic z 2000 roku, jak i Lamborghini Aventadora.

Gran Turismo od prawie 30 lat stara się pokazywać motoryzację w jej jak najszerszym spektrum. Japońskie klasyki z lat 90., amerykańskie muscle-cary czy europejskie bestie o mocy przekraczającej 700 koni są przeplatane kei-carami, maszynami, które trafiły na rynek 80 lat temu czy Vision Gran Turismo – modelami koncepcyjnymi, opracowanymi we współpracy z motoryzacyjnymi gigantami.

Tak się składa, że od dnia premiery w miarę regularnie ogrywam Gran Turismo 7, ale ostatnio w przypadku chęci szybkiej sesji na mniejszym ekranie uczę się kolejnych torów i powiększam kolekcję aut w Gran Turismo przygotowanym na PSP. Po kilku miesiącach ścigania i premiery ostatniej aktualizacji z numerem 1.69 do „siódemki” zdałem sobie sprawę, że świat motoryzacji, jaki zastałem ja i inne dzieciaki wychowane w latach 90. i 00., znika na naszych oczach.

mclaren f1 nfs 2 ps
Innym przykładem maszyny towarzyszącej graczom w grach od dekad jest McLaren F1 – na zrzucie ekranu wersja z Need for Speed II na PlayStation 1. (źródło: Comendattore112 | Need for Speed Wiki)

„szuuuuu” zamiast „brrruuum”

Zacznę może od najbardziej prozaicznej rzeczy, która nie do końca jest clou tekstu – głupio byłoby jednak o niej nie wspomnieć. W końcu od dekad zarówno wirtualnie, jak i w prawdziwym życiu, częścią motoryzacji zawsze był hałas. Nieważne, czy chodziło o oglądanie Top Gear, przekręcenie kluczyka w swoim pierwszym samochodzie czy moment, kiedy na drodze mija cię ryczące, amerykańskie V8.

Histora aut elektrycznych w Gran Turismo zaczyna się już w szóstej odsłonie z 2013 roku od – jakżeby inaczej – kilku modeli Tesli, ale też Citroena GT i Mitsubishi i-MiEV. Widać, że Polyphony Digital nie boi się pokazywać nowej ery motoryzacji, będącej przeciwieństwem tego, co znamy od dekad i elektryczne maszyny nie są w GT7 dodaną na boku ciekawostką.

W 2026 roku możemy ścigać się po Monzy czy Black Forest m.in. Teslą Model S, konceptami Vision Gran Turismo, Xiaomi SU7, a także Afeelą, projektem Hondy i Sony, który – jak wiemy od marca 2026 roku – nie dojdzie do skutku. To wyścigi, w których dźwięk, jaki wydaje nasze auto, to specyficzny gwizd elektryka połączony z oporem toczących opon i przecinanego powietrza.

Kiedy wyprzedzam Porsche Taycana Turbo S spalinowym 911 jest w tym coś zarówno lekko magicznego, jak i przygnębiającego. Wyobrażam wtedy sobie, że wirtualne ściganie w przyszłości nie będzie dla przyszłego nastolatka zawieszeniem niewiary, że pod maską auta faktycznie panuje kanonada dźwięków generowanych przez wirtualne tłoki a pozbawioną pierwotnej energii operacją. Czymś, co ekscytacją można porównać do wykładania towarów na taśmie w sklepie.

Sony Honda Afeela samochód elektryczny
fot. Afeela

Moto-muzeum

Listę pojazdów w grach wyścigowych można podzielić na trzy dość nietypowe kategorie. Pierwszą z nich i w miarę przewidywalną są wyścigowe „świętości”, czyli auta, bez których współczesna ścigałka po prostu się nie obędzie. Toyota Supra Mk4 trafiła zarówno do pierwszego Need for Speeda w 1994 roku i jestem na 100% pewien, że zobaczymy ją w nadchodzącej odsłonie Forzy Horizon 6.

Jeżeli jesteś prawdziwą grą rajdową, musisz mieć na liście maszyn niebieską Subaru Imprezę i jako dowód na potwierdzenie hipotezy niech będzie fakt, że pojawia się w aktualizacji 0.4 do Assetto Corsa Rally, czyli na wczesnym etapie early accessu.

Są też oczywiście auta, których obecność podyktowana jest potrzebą pokazywania współczesnych maszyn – niekoniecznie wyłącznie z wyższej półki. Dlatego w zestawie startowym dla Gracza w Gran Turismo 7 znajduje się Toyota Aqua i Honda Fit, a na początek Need for Speed Underground mieliśmy do wyboru Peugeota 206 lub Forda Focusa Mk1.

Jest jednak trzecia kategoria samochodów, która od zawsze była bliska mojemu sercu, czyli maszyny, których próżno szukać na plakatach magazynów i w rankingach najpopularniejszych maszyn. W końcu każdy widział na oczy Toyotę Corollę czy Audi A4 – być może nawet miał okazję przejechać się którąś z generacji.

I to właśnie w tym miejscu Gran Turismo na PSP (i nie tylko) uświadomiło mi, jak dużo zmieniło się w ciągu ostatnich 20 lat. Przeglądając salon dealerski i widząc, że mogę kupić Cizetę, Spykera czy TVR przypomniałem sobie, jakim małym szokiem było dla mnie zobaczenie Wiesmanna MF3 i Ascari KZ1 w Test Drive Unlimited czy widok Vauxhalla Monaro w Need for Speed: Carbon.

felieton kaja gran turismo psp
Przejażdżka Hommellem – tego nie da Ci ani prawdziwe życie, ani najnowsza odsłona Gran Turismo – fot. Bartosz Kaja | Tabletowo

Stare gry wyścigowe były czasami wyjątkową szansą, aby poczuć się niczym motoryzacyjny kustosz – przyglądać się z bliska zarówno popularnym maszynom, hipsersamochodom, jak i pojazdom, których szansa na zobaczenie w ruchu jest niemalże zerowa i wierzyć, że wrażenia z wirtualnej jazdy są faktyczną namiastką tego, co dany model oferował w rzeczywistości.

Najprawdopodobniej przez problemy z uzyskaniem licencji wiele niszowych marek skazanych jest dziś na zapomnienie. Nie pomaga też skonsolidowany rynek, gdzie rządzi zaledwie kilkanaście korporacji, a te nie zawsze czują potrzebę wyciągania z szuflady dawno zapomnianych modeli, których wskrzeszanie na potrzeby gier nie musi dawać wymiernych korzyści.

Nowy gracz dołączył do serwera

Choć jedno wcale nie wynika z drugiego, jest ktoś, kto coraz mocniej zaznacza swoją obecność w grach wideo – mocniej niż niszowe marki sprzed lat. To ten sam podmiot, który zaczyna coraz mocniej wpływać na tę „realną” motoryzację, czyli Chiny. Wcześniej, bo w latach 2022-2023, w Forza Horizon 5 pojawiły się modele chińskich producentów, m.in. NIO EP9 czy Xpeng P7. Czuję, że dodanie do gry Xiaomi SU7 i Yangwang U9 w tak krótkim odstępie pokazuje, że proces idzie już pełną parą.

felieton tabletowo kaja gran turismo 7 yangwang u9
Jak wszyscy wiemy, czerwony to z automatu szybszy (źródło: Bartosz Kaja | Tabletowo)

Część osób czytających ostatnie zdanie może się grubo zdziwić – czym do cholery jest Yangwang? To submarka stworzona przez BYD, mająca oferować luksusowe i superszybkie samochody. Model U9 w wersji Extreme to obecny rekordzista w kwestii prędkości auta dopuszczonego do ruchu (496,22 km/h), zajmujący również wysokie, 22. miejsce na liście najszybszych okrążeń po pętli Nordschleife – wyżej niż Porsche 911 GT3 RS (generacja 992.1) czy Ferrari 488 Pista.

Auto może być Wasze za jedyne 350 tysięcy kredytów. Jako że konfiguracja simracingowa czeka na odpowiedni moment na złożenie, mogę jedynie opisać, że na padzie prowadzi się on ciekawiej niż SU7. Ten – ze względu na masę – wymagał długiej drogi hamowania i jakiekolwiek dodanie gazu szybko prostowało kierunek jazdy. Yangwang U9 ma w sobie więcej pazura – odpowiednio operując gazem można wprowadzić go w lekki poślizg, a dohamowania do zakrętów i szukanie apexów sprawia nie mniejszą frajdę niż za kółkiem LaFerrari czy Huracana.

felieton tabletowo kaja gran turismo 7 yangwang u9
Chiński producent na Karussell spuszczający łomot Porsche – w 2013 uznalibyśmy to za science-fiction (źródło: Bartosz Kaja | Tabletowo)

Gdyby przyjrzeć się chińskiej motoryzacji i porównać ją z wiekiem niektórych niszowych producentów z Europy czy Ameryki, nie wypadają oni wcale tak źle. BYD jako producent aut działa od 2003 roku – dłużej niż funkcjonował Spyker. Chery (właściciel m.in. marki Omoda) założono w 1997 roku i produkuje auta do dziś, natomiast TVR o ponad 80-letniej historii ostatni raz zaprezentował nową maszynę w 2004 roku, czyli ponad dwadzieścia lat temu.

Mam przeczucie graniczące z pewnością, że z roku na rok chińskie soft power będzie tylko mocniej inwestować w gry wyścigowe. Kto wie, czy w następnym Need for Speed startowym zestawem aut nie będzie Ford Puma, Volkswagen T-Roc i BAC Beijing 3, a pod koniec gry gracz będzie miał dylemat między kupnem Ferrari F80 a Hongqi S9.

Niemożliwe? Jak kupowałem w 2016 Redmi Note 4 Pro spoza polskiej dystrybucji nie spodziewałem się, że za 10 lat producent mojego smartfona opracuje samochód, który na Nurburgringu skopie cztery litery nowemu Lamborghini czy McLarenowi.

felieton tabletowo kaja gran turismo 7 yangwang u9
Mam nadzieję, że nie tylko ja widzę tutaj zadziorny uśmiech (źródło: Bartosz Kaja | Tabletowo)

Ostatnie okrążenie

Jeżeli ktoś myślał, że będę na koniec rozpaczał, jakby pojawienie się chińskich producentów w grach wyścigowych oznaczało koniec świata, to jest w błędzie. Szkoda, że okazja do przejechania się niektórymi autami we współczesnej oprawie graficznej może przepaść, ale równie dobrze mógłbym rozpaczać nad brakiem Panharda czy Studebakera w grach. Czasy się zmieniają i nie zawsze ma się wpływ na bieg historii.

Tym bardziej, że życie bywa nieprzewidywalne i może chińska ekspansja w grach wyścigowych wcale nie musi oznaczać oswajania fanów czterech kółek z elektrykami? Skoro Hyundai wypuścił na świat i30 N, który potrafi dostarczyć nie mniejszych emocji niż Golf GTI i Koreańczycy są obecni od kilku lat w WRC to czemu Chińczycy mieliby nie zrobić usportowionej wersji jednego ze swoich modeli?

Nie ma co się łudzić, że wrzuciliby tam wolnossące V6, ale wyścigowa hybryda z uturbionym R4 z Państwa Środka, prowadząca się niczym topowe europejskie hot hatche, nie brzmi dzisiaj jak coś nieosiągalnego.

felieton tabletowo kaja gran turismo 7 yangwang u9
źródło: Bartosz Kaja | Tabletowo

Dopóki istnieją fizycznie kopie, gracze będą mieli okazję wsiąść za kółko TVR Sagaris i Saleena S7 w starym Gran Turismo czy Test Drive Unlimited. Warto jednak spojrzeć na przyszłość z nadzieją i liczyć, że przejażdżka autem „Made in China” może być w grach wideo równie ekscytująca, co maszyną z podwórka znanego od dekad.