Huawei Mate 50 Pro w 2023 roku. Jak się sprawuje?

Akcja partnerska

Budzę się rano. Biorę do ręki smartfon – akurat od jakiegoś czasu korzystam z Huawei Mate 50 Pro. Odpalam na nim kalendarz Google i przeglądam zaplanowane na dziś rzeczy. Ale moją uwagę przykuwa zupełnie co innego – data! Ku mojemu zdziwieniu mamy już 14 października 2023. Wiem, że ostatnio czas przelatuje mi przez palce, ale żeby aż tak?! Gdzieś uciekł mi rok. No nic, trzeba się z tym pogodzić.

Dobra, zejdźmy na ziemię. Na szczęście wciąż mamy 2022 rok, a ja zyskałam rok na popełnianie błędów, których nie popełniłam. A może odwrotnie ;) To małe zamieszanie postanowiliśmy wprowadzić razem z firmą Huawei Polska, przy współpracy z którą powstał niniejszy tekst. Cel jest jasny – pokazać Wam, że Huawei Mate 50 Pro to sprzęt na lata. Zresztą, nie wyobrażam sobie, by było inaczej – mamy przecież do czynienia z flagowcem!

Flagowcem z Huawei Mobile Services, dodajmy. To oznacza, że wymaga od nas odrobiny dostosowania się do życia z HMS zamiast GMS. Jak pokazuje moje doświadczenie z ostatnich testów (choćby Nova 10 Pro), nie jest to wcale wielkie wyzwanie czy też jakiekolwiek wyrzeczenie.

Tak na dobrą sprawę wystarczy sklonować zawartość starego telefonu (pomoże w tym sprytne narzędzie Phone Clone), doinstalować dwie aplikacje – Curve, która pozwoli na płatności zbliżeniowe (wystarczy założyć konto i przypisać kartę płatniczą), a także Gspace, która jest oknem na świat. Dosłownie. To właśnie za jej pomocą otrzymujemy dostęp do wszystkich aplikacji, które znamy z Google Play, a których oficjalnie nie ma w AppGallery.

To oznacza, że jeśli potrzebuję pobrać jakiś program, nie stanowi to żadnego problemu. Idąc dalej – niczego nie powinno brakować.

Fotograficzny potencjał na lata

3,5 roku temu na rynku zadebiutował jeden z najfajniejszych smartfonów Huawei w historii – P30 Pro. Wspominam o nim, bo nawet teraz, po tylu długich miesiącach od debiutu, w sieci można znaleźć głosy zadowolonych użytkowników, według których jego aparat – w 2019 roku będący jednym z lepszych w ogóle – wciąż świetnie się sprawdza. Nie wyobrażam sobie, by za rok (czy dwa) posiadacze Mate 50 Pro byli w stanie powiedzieć cokolwiek innego na jego temat.

Mamy tu w końcu do czynienia z aparatem jednym z najlepszych w swojej klasie. Główny ma rozdzielczość 50 Mpix, zmienną przysłonę (f/1.4 – f/4.0) – rozwiązanie, które jest unikatowe na rynku smartfonowym, a także optyczną stabilizację obrazu. Wspiera go, również stabilizowany optycznie, teleobiektyw 64 Mpix f/3.5 z maksymalnym zoomem 100-krotnym, a także ultraszerokokątny obiektyw 13 Mpix f/2.2. Wypada dodać, że mamy tu także 3,5-krotny zoom optyczny, który często okaże się na wagę złota.

Taki zestaw sprawia, że nie mam wątpliwości o długodystansowym potencjale aparatu Mate’a 50 Pro. Z doświadczenia wiem, że im lepszy zoom, tym więcej zdjęć robię – zwłaszcza z wykorzystaniem 10x i 30x. Konkurencyjnym smartfonem (sami wiecie którym ;)) w ciągu pół roku zrobiłam trzy tysiące zdjęć. To strasznie dużo. Spodziewam się, że w tym przypadku mogłoby być podobnie – zwłaszcza w kwestii zdjęć portretowych i nocnych.

Kusi też, by trochę zacząć nagrywać nocnego wideo – w końcu Huawei chwali się, że jakościowo jest torpeda. Będzie co testować :) A i pamięć wewnętrzna powinna to udźwignąć, bo w podstawowych wersjach kolorystycznych, czarnej i srebrnej, mamy jej sporo, bo 256 GB, a w skórzanej – jeszcze więcej, bo 512 GB.

wszystkie wersje kolorystyczne Huawei Mate 50 Pro / fot. Huawei

Zaawansowany kawałek technologii

Patrząc na podzespoły, trudno znaleźć element, który mógłby się szybko zestrzeć. Huawei postawił na parametry, które bronią się teraz, ale za rok też będą.

Trudno uważać inaczej, gdy na pokładzie flagowca znajdujemy wyświetlacz OLED o częstotliwości odświeżania 120 GHz, ośmiordzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon 8+ Gen 1 (w wersji 4G), 8 GB RAM czy wreszcie akumulator o pojemności 4700 mAh z ładowaniem 66 W (acha, i z bezprzewodowym 50 W).

Huawei Mate 50 Pro ma sporo argumentów, by rzeczywiście stać się smartfonem na lata. Bardzo fajny ekran, głośniki stereo, spory akumulator z szybkim ładowaniem czy wreszcie aparat – to tylko te najważniejsze z nich.

Jak zatem wyobrażam sobie Huawei Mate 50 Pro po roku użytkowania? Niewątpliwie jako wydajny, wciąż ładny kawałek elektroniki, który nie zawodzi – ani pod względem wydajności, ani żadnym innym. I, co ważne, wciąż aktualizowany. W końcu dokładnie tego oczekujemy od smartfonów, które sprzedawane są na premierę za ok. 6 tysięcy złotych.

Pamiętajcie o ofercie przedsprzedażowej!

A skoro już o tym mowa – pamiętajcie, że kupując Mate’a 50 Pro do 30 października, za złotówkę lub w ramach gratisu (w zależności od sklepu) otrzymacie rewelacyjne słuchawki Huawei FreeBuds Pro 2, jak również przedłużenie gwarancji o dodatkowy rok. A to oznacza, że za rok będziecie mieć wciąż dwa lata gwarancji – to brzmi naprawdę dobrze.
_

Materiał powstał przy współpracy z Huawei Polska