(fot. Apple)

Historia jak z harlekinów. Apple i Intel znowu razem?

W 2020 roku Apple powiedziało Intelowi „żegnaj” i przeszło na autorskie rozwiązania. Teraz okazuje się, że stara znajomość może zostać odnowiona. Dlaczego firmy miałyby zdecydować się na taki krok?

15 lat współpracy

Historia współpracy Apple i Intela trwała 15 lat. Rozpoczęła się w 2005 roku, kiedy Steve Jobs ogłosił odejście od rozwiązań PowerPC na rzecz niebieskich. Wspólną historię otworzył nowy MacBook Pro i iMac, które trafiły na rynek 10 stycznia 2006.

Niestety, nie wszystko jednak układało się po myśli giganta z Cupertino. W kolejnej dekadzie Apple obwiniało Intela za problemy techniczne modemów do iPhone’ów i spóźnione deadline’y (2017 rok), potrzebę przeprojektowania MacBooków ze względu na procesor (2018) czy spadek sprzedaży Maców (2019). Były główny inżynier firmy Intela napisał w 2020 roku, że problemy z jakością procesorów Skylake sprawiły, że Apple było firmą numer jeden pod względem liczby zgłaszanych problemów z architekturą.

Czara goryczy została jednak przelana i w 2020 roku Apple rozpoczęło proces odchodzenia od rozwiązań niebieskich na rzecz autorskich chipsetów z serii M, opracowywanych w architekturze ARM. Ostatnim sprzętem, opartym na technologii Intela, stał się Mac Pro, który w 2023 roku został wyparty przez nową generację korzystającą z procesorów M2 Ultra.

Apple Mac Pro 2019
Mac Pro 2019 – ostatnia maszyna Apple z procesorem Intela, zastąpiona nowszym modelem w 2023 roku. (źródło: Apple)

W trakcie konferencji WWDC 2025 Apple poinformowało, że macOS Tahoe będzie ostatnią wersją systemu wspierającą procesory Intela, a funkcje translatora Rosetta 2 zostaną usunięte w 2027 roku. Okazuje się jednak, że pełen rozwód może nigdy nie dojść do skutku.

Apple wybaczy Intelowi?

Analityk łańcucha dostaw Apple, Ming Chi-Kuo, przewiduje, że w połowie 2027 roku Intel zacznie dostarczać firmie podstawowe procesory z serii M. Czyżby giganci nie byli w stanie bez siebie żyć niczym kochankowie powieści romantycznych?

Oczywiście, że możliwe powody takiej decyzji są o wiele bardziej pragmatyczne. Po pierwsze, Intel ma najbardziej zaawansowane węzły do produkcji chipów o litografii poniżej 2 nm w Stanach Zjednoczonych, wykorzystywane do produkcji m.in. procesorów w architekturze Panther Lake. Po drugie, Apple chce zdywersyfikować łańcuch dostaw, a obecnie za dostawy odpowiada głównie tajwańskie TSMC. Dla Intela może to być natomiast sposób na odzyskanie reputacji wśród firm, którą nadszarpnęły problemy w ostatnich latach.

No i jest też wątek „siły wyższej”, której zależy na takiej współpracy – ojciec pana młodego Prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump z pewnością ucieszy się na widok dwóch potężnych amerykańskich korporacji, współpracujących w celu tworzenia najbardziej amerykańskiej elektroniki w historii.

Jeżeli zakulisowe informacje Kuo okażą się prawdziwe, chipsety M6 lub M7 mogą wyjechać już z fabryk Intela – oczywiście z wykorzystaniem w tym celu architektury Arm. Oby tym razem obyło się bez problemów z niezawodnością i komunikacją między firmami.