Elon Musk zaangażował trzy swoje firmy w jeden wspólny projekt o nazwie Terafab. Z charakterystyczną dla siebie pompatycznością zapowiedział, że owocem tej współpracy będzie największa w historii fabryka półprzewodników, która pozwoli postawić kolejny krok w kierunku stworzenia galaktycznej cywilizacji.
Elon Musk buduje fabrykę półprzewodników. Oczywiście, że największą na świecie
Niekwestionowany lider rynku samochodów elektrycznych (Tesla), gigant przemysłu kosmicznego (SpaceX) oraz firma zajmująca się sztuczną inteligencją (xAI), której najgłośniejszym produktem jest chatbot Grok. To trzy firmy, których prezesem jest Elon Musk, a zarazem trzy firmy, które wspólnie rozwijać będą projekt Terafab. Tak jak wskazuje na to sama nazwa, celem jest stworzenie fabryki, która będzie w stanie rocznie produkować chipy o łącznym poborze mocy na poziomie 1 terawata (czyli biliona watów).
Skąd taki pomysł Elona Muska? Otóż twierdzi on, że obecni dostawcy chipów (tacy jak TSMC, Samsung i Micron) są w stanie zapewnić jedynie 2% tego, czego zaraz mają potrzebować SpaceX i Tesla. – Albo zbudujemy Terafaba, albo nie będziemy mieli chipów – stwierdził najbogatszy człowiek świata. – A że potrzebujemy chipów, to zbudujemy Terafaba. Czyż to nie jest proste?
Dla skali: Terafab chce ostatecznie produkować milion wafli miesięcznie, co stanowi około 70% całej globalnej produkcji (branżowego giganta) TSMC – i mówimy tu o jednej fabryce, za którą stoi przedsiębiorstwo, które dotąd nie wyprodukowało ani jednego układu scalonego. Trudno też jednak powiedzieć, skąd Musk ma takie wyliczenia dotyczące zapotrzebowania, bo obecnie roczne zapotrzebowanie na chipy w całych Stanach Zjednoczonych jest wyliczane na +/- 0,5 terawata.

20 miliardów dolarów, 2 typy chipów, litografia 2 nm – oto Terafab w skrócie
Projekt ma pochłonąć nie mniej niż 20 miliardów dolarów, a sama fabryka będzie zlokalizowana w Austin w stanie Teksas. Na miejscu ma być realizowany cały proces: od projektu, przez litografię, a następnie produkcję wszystkich elementów, aż po montaż i testowanie.
Powstawać mają w niej dwa rodzaje chipów wykonywanych w procesie 2 nm:
- do zastosowań naziemnych, przede wszystkim samochodów elektrycznych i autonomicznych robotów,
- do zastosowań kosmicznych – wydajniejsze i bardziej wytrzymałe, przede wszystkim do satelitów orbitalnych.
Co ciekawe, te kosmiczne mają odpowiadać za 80% produkcji, co oznacza, że naziemne – jedynie za 20%.
TERAFAB: the next step to becoming a galactic civilization
— Tesla (@Tesla) March 22, 2026
Together with @SpaceX & @xAI, we're building the largest chip manufacturing facility ever (1TW/year) – combining logic, memory & advanced packaging under one roof.
To harness as much power as possible from the Sun, we… https://t.co/QYfGR8XsJx
Kolejna bajka Elona Muska?
Sugerowałbym jednak, żeby wszystkie te huczne zapowiedzi potraktować z przymrużeniem oka. Raz, że nie byłby to pierwszy raz, kiedy Elon Musk ogłasza pomysł, którego potem nie potrafi zrealizować (jak Hyperloop, rakiety do transportu międzykontynentalnego, samokierujące się Tesle czy – ostatnio – rewolucyjne akumulatory 4680). Dwa – projekt Terafab naprawdę wydaje się obecnie całkowicie nierealny.
Produkcja półprzewodników jest jednym z najważniejszych, ale i najbardziej skomplikowanych procesów na świecie. Im bardziej zaawansowana litografia (a Terafab ma opierać się na przyszłościowym procesie technologicznym 2 nm), tym większe wymagania pod względem precyzji. Jest to niebywale trudne do realizacji dla branżowych wyjadaczy, a co dopiero dla debiutantów.
Jest to też szalenie kosztowne. Musk wspomina o 20 miliardach dolarów, podczas gdy TSMC wydało już 165 miliardów dolarów, a i tak nie wdroży wielkoskalowej produkcji w litografii 2 nm przed 2029 rokiem. Jeśli Terafab zrealizuje cel, dokona czegoś, co w tej chwili wydaje się absolutnie niemożliwe, a zarazem czegoś, co wywróci przemysł półprzewodnikowy do góry nogami.
Raczej jednak pohamowałbym entuzjazm.





