Nowa Motorola Signature 27 to smartfon, jakiego w ofercie Motoroli jeszcze nie było. Jest ona bowiem pierwszym tak pełnoprawnie flagowym w każdym aspekcie specyfikacji i – niestety – zarazem też aż tak drogim modelem (nie licząc składanego Razr Folda). Spędziłem z nią trzy pełne dni, zatem to dobry czas, by pomówić chwilę o tym, jakie na ten moment sprawia wrażenie, co już zdążyło mi się spodobać, a co niekoniecznie.
Zdecydowanie wyróżnia się w tłumie
To, czy dany smartfon wpadnie nam w oko pod kątem wizualnym, jak zawsze stanowi kwestię bardzo subiektywną, bo przecież każdy lubi co innego. Niezależnie od preferencji, nie da się natomiast ukryć, że Motorola Signature 27 wygląda wręcz diametralnie inaczej niż to, co serwują nam inni producenci w tym flagowym segmencie.
Czy Motorola Signature 27 mi się podoba? To zależy gdzie ucho, a raczej oko przyłożyć. Rzekłbym, że połowicznie. Bo, o ile niekoniecznie przemawia do mnie całokształt wyglądu wyspy aparatów, tak doceniam sam fakt, że zaprojektowanie tej wyspy w ten sposób sprawiło, że smartfon sprawia wrażenie bardzo opływowego i nie buja się podczas korzystania na płaskiej powierzchni. Widzę jednak jeden problem – tak masywna wyspa sprawia, że trzymając smarfon w dłoni mamy odczucie, jakby górna część, czyli miejsce wyspy, przeważało i ciągnęło go w dół. Choć, jednocześnie, ani razu nie wypadł mi jeszcze z rąk z tego powodu.
Podoba mi się również wykończenie całej obudowy – przez cały obwód aluminiowej ramy biegną prążkowania, które – przy okazji – nieco poprawiają chwyt, a tkaninowy, sztywno pleciony materiał na pleckach, sprawia wrażenie trwałego i jest całkiem przyjemny w dotyku. No i wygląda – również – zdecydowanie inaczej niż wszechobecne szkło w większości smartfonów.
Przy tym wszystkim, mimo gabarytów (mówimy tu jednak o smartfonie z niemal 6,8-calowym ekranem), jest to jeden ze smuklejszych i lżejszych flagowców na rynku. Motorola Signature 27 mierzy bowiem dokładnie 7,99 mm przy wadze wynoszącej 227 gramów. To również wpływa na fakt, że ergonomicznie trudno mieć do niego bezwzględne zastrzeżenia.


Ekran? Mucha nie siada. Zastosowano tutaj wyjątkowy – jak na smartfon – panel wykonany w technologii tandemowej. Ściślej ujmując, jest to wyświetlacz Extreme AMOLED Duo Tandem o przekątnej 6,78, rozdzielczości 2772×1272 pikseli, z adaptacyjną częstotliwością odświeżania do 120 Hz i szczytową jasnością – rzekomo – do 12000 nitów. Jego specyfikację dopina wsparcie Dolby Vision i HDR10+ oraz kalibracja kolorów Pantone Validated.
I, tak jak świetnie wygląda na papierze, tak rewelacyjny jest w użytkowaniu, absolutnie w każdym możliwym aspekcie. Przeglądanie internetu, oglądanie wideo – każdą z czynności wykonuje się na nim przyjemnie. Z ekranem zintegrowano też ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych, który działa wprost nienagannie szybko.
Nie wypada mi zapomnieć o głośnikach, którymi tak szczyci się Motorola Signature 27, bowiem za ich strojenie odpowiadała marka Bang & Olufsen. Istotnie, muszę przyznać, że grają one bardzo, bardzo dobrze – są donośne, brzmienie jest przestrzenne, a bas naprawdę dobrze wyeksponowany.

Kapitalna wydajność i bardzo obiecujący czas pracy
Motorola Signature 27 to pierwszy smartfon debiutujący na polskim rynku, którego sercem jest najnowszy i najpotężniejszy procesor spod szyldu Qualcomma, czyli Snapdragon 8 Elite Extreme Gen 6. Wykonano go w litografii 2 nm, a dwa z jego ośmiu rdzeni taktują aż do 5,01 GHz. Do pomocy ma 12 GB RAM LPDDR5X oraz 512 GB pamięci masowej UFS 4.1.
W ramach ciekawostki, poniżej wrzucam Wam wyniki benchmarków, zwłaszcza, że wyglądają one co najmniej imponująco. W przypadku AnTuTu mówimy o wyniku o ponad pół miliona punktów wyższym od poprzedniego Snapdragona 8 Elite Gen 5. Bez zaskoczenia, przekłada się to na – po prostu – rewelacyjną wydajność w codziennym użytkowaniu.




Niezależnie od tego, co robię i między iloma aplikacjami się przerzucam, każda z nich otwiera się błyskawicznie, interfejs systemu pozostaje płynny, zatem Motorola Signature 27 bardzo godnie dotrzymuje kroku. Jednocześnie, póki co nie mogę też narzekać na aspekt kultury pracy, bowiem – poza momentem robienia benchmarków – nie odnotowałem poważniejszego nagrzewania.
Całość pracuje pod kontrolą Androida 17 z interfejsem Motoroli. Doczekał się on dość sporego odświeżenia wizualnego, zarówno w obrębie centrum sterowania, panelu powiadomień, ekranu blokady, jak i nawet sekcji ustawień telefonu. Wygląda to obecnie nieco bardziej cukierkowo, ale wciąż pozostaje schludne.







Za zasilanie Motoroli Signature 27 odpowiada akumulator krzemowo-węglowy o pojemności 7000 mAh, zatem śmiało można uznać, że mamy do czynienia z dużą baterią. Siłą rzeczy, przez te trzy dni użytkowania nie udało mi się wykonać zbyt dużej liczby cykli, więc na osądy co do czasu pracy przyjdzie jeszcze czas.
Muszę jednak przyznać, że na ten moment jestem wybitnie pozytywnie zaskoczony. W obu przebytych pełnych cyklach korzystania, dzień kończyłem mając jeszcze duży zapas baterii sięgający 40-50%, a czas na włączonym ekranie oscylował w okolicach 6-7 godzin. Co jeszcze ciekawsze, oba te cykle były mieszanym użyciem WiFi i 5G, zatem pozwala mi to przypuszczać, że na samym WiFi będzie jeszcze lepiej.
Motorola Signature 27 potrafi ładować się przewodowo z mocą 90 W oraz indukcyjnie do 50 W. Jest tutaj również zwrotne ładowanie bezprzewodowe (5 W) i przewodowe (4.5 W).




A jakie zdjęcia robi Motorola Signature 27?
Motorola Signature 27 została wyposażona w zestaw trzech aparatów. Główne oczko bazuje na najnowszym, wysoko pozycjonowanym sensorze Sony LYTIA L910 o rozmiarze 1/1.28″ i rozdzielczości 50 Mpix z technologią LOFIC dla ultraskutecznego HDR. To dokładnie ta sama matryca, która znalazła się w Vivo X500 Pro i X500 Pro Max.
Ultraszeroki kąt ma rozdzielczość 50 Mpix (sensor o wielkości 1/2.76″), wartość przysłony f/2.0 oraz pole widzenia wynoszące 122,1°. Do kompletu ma też autofocus. Teleobiektyw z kolei cechuje się 3-krotnym zbliżeniem optycznym, rozdzielczością 200 Mpix (matryca 1/1.56″) oraz 100-krotnym cyfrowym, wspomaganym AI.
Z reguły w pierwszych wrażeniach powstrzymuję się od opisywania własnych wrażeń dotyczących jakości zdjęć z danego smartfona i opinię pozostawiam Wam. Nie będę jednak ukrywać, że – na ten moment – nie czuję się wybitnie pozytywnie zaskoczony możliwościami fotograficznymi Motoroli Signature 27, w szczególności patrząc na to przez pryzmat ceny (o której zaraz).
Zdjęcia macie poniżej – oceńcie je sami i oczywiście napiszcie w komentarzach, co o nich sądzicie:
























Dla uzupełnienia nie mogłoby oczywiście zabraknąć też zdjęć nocnych:














Mam mieszane odczucia
W dużej mierze moje obecne wrażenia co do Motoroli Signature 27 są pozytywne, a w części aspektów nawet bardzo. Wydajność jest świetna, czas pracy zapowiada się bardzo obiecująco, system zyskał fajne odświeżenie wizualne, a ekran robi doskonałe wrażenie.
Aparat robi bardzo dobre zdjęcia, ale – po prawdzie – nie rzucają one na kolana, a mam prawo oczekiwać tego od smartfona w tych pieniądzach.
No właśnie, wszystko rozbija się o cenę. Motorola Signature 27 została wyceniona na 7599 złotych za jedyny dostępny w Polsce wariant, czyli 12/512 GB. Nie ma co owijać w bawełnę – to wprost ogromna kwota. Inna kwestia jest taka, że w tych pieniądzach można obecnie kupić inne, typowo fotograficzne smartfony, takie jak wspomniany już Vivo X500 Pro Max czy Oppo Find X10 Pro Max.
Jasne, Motorola Signature 27 broni się w kilku kwestiach, ale wciąż mam wątpliwości, czy możliwości fotograficzne, które oferuje, aby na pewno są godne tej kwoty. Będę to jeszcze sprawdzać na przestrzeni najbliższych parunastu dni, a tymczasem, jak zawsze, jeśli macie jeszcze jakieś pytania – zapraszam do komentarzy.







