Pierwszym smartfonem, który świadomie wybrałem i kupiłem za własne pieniądze, był Samsung Galaxy Note 4. Było to już dobrych kilka lat temu i, jak być może pamiętacie, wówczas to był naprawdę kawał sprzętu. Potem już przy dużych ekranach zostałem i długo nie rozumiałem, po co komu mniejszy smartfon. Dziś korzystam na co dzień z OnePlusa 15, który też do maluchów nie należy.
Dopiero po testach Vivo X300 i Vivo X300 FE zacząłem doceniać kompakty. Wygodę czułem na co dzień, a ograniczenia coraz mniej mi przeszkadzały. Vivo X500 Pro, którego teraz wziąłem na tapet, dostał do tego flagowy procesor, rozbudowany zestaw aparatów ZEISS i możliwości wideo, których po kompaktoym smartfonie raczej bym nie oczekiwał.
Zmienił się też podział modeli w serii. Dotychczas Pro w nazwie Vivo oznaczało raczej duży telefon, a kompakt z dobrym aparatem uzupełniał ofertę. Tymczasem najmniejszy w nowej rodzinie – przynajmniej na ten moment – jest właśnie model z dopiskiem „Pro”. Duży ekran i najbardziej rozbudowane wyposażenie zostawiono modelowi Vivo X500 Pro Max.
Jak taki kompakt z dopiskiem Pro wypada na co dzień i czy po kilku dniach nie zacznę tęsknić za większym ekranem? Sprawdziłem.
Specyfikacja Vivo X500 Pro. Co oferuje ten smartfon?
| Ekran | 6,36″ AMOLED LTPO, 2660 × 1216 px, 459 ppi, 1 do 144 Hz, jasność szczytowa do 4500 nitów, Dolby Vision |
| CPU | MediaTek Dimensity 9600 Pro |
| RAM | 12 GB |
| Pamięć wewnętrzna | 256 lub 512 GB |
| System operacyjny | Android 17 (OriginOS 7) |
| Aparat z tyłu #1 | główny 50 Mpix, Sony LYTIA L910 1/1,28″, f/1,57, ekwiwalent 24 mm, OIS |
| Aparat z tyłu #2 | teleobiektyw peryskopowy ZEISS APO 64 Mpix, Sony LYTIA 610 1/2″, f/2,52, ekwiwalent 85 mm, OIS |
| Aparat z tyłu #3 | ultraszerokokątny 50 Mpix, 1/2,75″, f/2,0, ekwiwalent 15 mm, AF |
| Aparat z przodu | 50 Mpix, f/2,0, ekwiwalent 20 mm, AF |
| Wideo | do 8K 30 kl./s, 4K do 240 kl./s, Log |
| Akumulator | 6510 mAh, ładowanie 90 W przewodowo i 40 W bezprzewodowo |
| Łączność i komunikacja | 5G, WiFi (2,4 / 5 / 6 GHz), Bluetooth 6.0, NFC, USB typu C 3.2 |
| Głośniki | stereo |
| Biometria | ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych w ekranie |
| Wymiary | 151,78 × 71,92 × 8,12 mm (Sunny White) / 7,95 mm (Moonlit Black) |
| Waga | 197 g (Sunny White) / 192 g (Moonlit Black) |
| Odporność | IP68 i IP69 |
| Cena | od 5999 złotych za wariant 12/256 GB |
Przygotowano na podstawie danych Vivo
Do testów trafił do mnie wariant kolorystyczny Sunny White z 12 GB RAM i 512 GB pamięci wewnętrznej. Na ten moment nie wiem, czy takowy będzie dostępny w Polsce – mam jedynie informacje na temat wersji 12/256, która została wyceniona na 5999 złotych.

Design. Wielka wyspa, mały telefon
Mój egzemplarz jest biały (producent nazwał go Sunny White). Z tyłu jest matowe szkło. Czarny Moonlit Black wykonany jest z kolei z tworzywa wzmacnianego włóknem szklanym i stąd różnice w wymiarach oraz masie. Biały ma 8,12 mm grubości i waży 197 g. Czarny jest o 0,17 mm cieńszy i o 5 g lżejszy.
Niecałe 72 mm szerokości robią swoje. Smartfon świetnie leży w dłoni. Przed przesiadką z OnePlusa 15 zastanawiałem się, czy nie będzie mi brakowało większego ekranu. Po jednym dniu przestałem o tym myśleć. Rozmiar mi nie przeszkadzał, a z każdym kolejnym dniem coraz bardziej doceniałem taki format. Mógłbym korzystać z niego na co dzień i coraz częściej łapię się na tym, że właśnie tej wielkości smartfon mi odpowiada.
Z tyłu uwagę przyciąga przede wszystkim duża, okrągła wyspa aparatów z logo ZEISS. Osobną lampę błyskową umieszczono obok, w rogu plecków. Całość mocno wystaje, szczególnie z założonym etui. Przy Vivo X300 FE chwaliłem podłużną belkę, bo okrągłe wyspy zdążyły mi się już przejeść. Tutaj koło wraca.
Na blacie urządzenie leży stabilnie. W recenzji Vivo X300 narzekałem na kołysanie się obudowy, tutaj dobrze rozłożona wyspa aparatów rozwiązuje ten problem. Obiektywy dostały też powłokę Ultra Hard AR Coating. Sądząc po nazwie, ma ograniczać odblaski i zabezpieczać szkło przed rysami.
Do jakości wykonania nie mam uwag. Odpowiada klasie urządzenia, podobnie jak dołączone etui. Jest solidnie wykonane i zapewnia dobry chwyt. Wchodząc w posiadanie tego telefonu nie szukałbym alternatywnego etui.
Odporność urządzenia potwierdzają certyfikaty IP68 i IP69. Z pływaniem bym więc nie szalał, ale na deszcz czy przypadkowe zalanie dostajemy taki zestaw zabezpieczeń, jakiego oczekuje się w tej klasie.





Ekran, czyli AMOLED w najlepszym wydaniu
Ekran ma przekątną 6,36 cala, przy czym Vivo liczy ją dla pełnego prostokąta. Zaokrąglone rogi odrobinę zmniejszają rzeczywistą powierzchnię wyświetlania. Rozdzielczość wynosi 2660 × 1216 pikseli, zagęszczenie 459 ppi, a panel LTPO pracuje z odświeżaniem od 1 do 144 Hz.
Pod względem ostrości te 459 ppi daje praktycznie to samo, co w testowanym przeze mnie niedawno Vivo X300 FE, czyli bardzo dobry obraz. LTPO pozwala natomiast zejść aż do 1 Hz – przy czytaniu nieruchomego tekstu albo na ekranie Always On Display telefon nie musi odświeżać obrazu kilkadziesiąt razy na sekundę. W teorii powinno to pomóc oszczędzać energię (a to w przypadku tego modelu może mieć naprawdę duże znaczenie).
Z samego obrazu jestem bardzo zadowolony. Czerń jest taka, jakiej oczekuję od dobrego panelu AMOLED, a automat dostosowujący jasność do zastanych warunków działa bez zarzutu. Z tymi 144 Hz odświeżania jest jednak pewien warunek. Według Vivo pełne odświeżanie działa tylko w obsługujących je grach i aplikacjach. System oraz większość programów nie będą więc pracować na maksymalnej wartości. Sam nie podejmuję się jednak odróżniania gołym okiem 120 Hz od 144 Hz. Nie gram na tyle dużo, żeby to wyłapać. W codziennym korzystaniu ta liczba niewiele dla mnie zmienia.
Jasność też wymaga pewnego dopowiedzenia. Deklarowane 4500 nitów to szczyt osiągany lokalnie, podczas odtwarzania wideo HDR na 20% powierzchni panelu i w warunkach odpowiadających pełnemu słońcu. Przy przeglądaniu np. Instagrama cały ekran tak nie zaświeci.
Jest Dolby Vision oraz opracowane przez Vivo Ultra XDR, które ma poprawiać wyświetlanie zdjęć i filmów HDR. Sam panel nosi nazwę ZEISS Master Color Display i ma certyfikat SGS związany z ograniczeniem niebieskiego światła.




Wydajność i system. Mocy nie zabraknie
Za płynne działanie smartfona odpowiada procesor MediaTek Dimensity 9600 Pro i 12 GB RAM. Względem Snapdragona 8 Gen 5 z Vivo X300 FE to jedna z ważniejszych zmian. Producent wymienia też Origin Smooth Engine, Snap Up Engine i Sustained Smoothness, czyli rozwiązania programowe, mające zadbać o płynne działanie.
Na co dzień smartfon działa bardzo dobrze. Ma duży zapas mocy, co widać też w części benchmarków. Do wyników przejdę za chwilę.
Aktualizacje przychodziły podczas testów aż trzy razy. Obecnie mój egzemplarz działa na Androidzie 17 z OriginOS 7 i poprawkami zabezpieczeń z 1 września 2026 roku. Mimo że to sprzęt przedpremierowy, nie trafiłem na żaden błąd.
Nie znam natomiast polityki aktualizacji, bo w przekazanych mi materiałach jej nie podano. Vivo X300 miał obiecanych pięć dużych aktualizacji Androida i siedem lat poprawek bezpieczeństwa. Czy Vivo X500 Pro dostanie tyle samo? To powinno wyjaśnić się na premierze.
OriginOS nadal bardzo lubię, przede wszystkim dlatego, że jest bardzo czytelny. Potrzebne rzeczy znajduję tam, gdzie ich szukam, i dobrze mi się z niego korzysta. Z HyperOS z Poco F9 Ultra nie do końca się polubiliśmy. Z systemem Vivo jest mi wyraźnie bardziej po drodze, choć oczywiście to kwestia gustu.
Wśród nowości OriginOS 7 Vivo wymienia Origin Workbench do rozbudowanej pracy z wieloma aplikacjami oraz Snap & Go i Snap Note do szybkiego zapisywania i przenoszenia treści. Cross Ecosystem Connectivity oraz Quick Share mają ułatwiać współpracę ze sprzętem innych marek. Jest też Android Switch do przenosin ze starego telefonu, a za bezpieczeństwo odpowiadają rozwiązania Vivo Security i Security Shield.






AI, czyli każdy ma swoje
W AI wielkiej zmiany względem OriginOS 6 z Vivo X300 FE nie widzę. W notatkach jest Projekt AI, który pozwala między innymi podsumować tekst, skrócić go, wydłużyć, poprawić gramatykę czy kontynuować pisanie. Z wykonywaniem poleceń bywa jednak różnie.
Dwa razy poprosiłem po polsku o wiadomość dotyczącą nieobecności w pracy i w obu próbach narzędzie zaczęło pisać po angielsku. Za drugim razem wyraźnie dodałem „napisz po polsku”. Nie pomogło. Już podczas generowania było widać, że odpowiedź znów zaczyna się po angielsku. Po takich próbach trudno mi chwalić pomoc w pisaniu w tej wersji oprogramowania.
Z prostymi poprawkami zdjęć jest lepiej. W galerii i aparacie mamy retusz, usuwanie zbędnych obiektów, poprawianie wyglądu, zmianę kolorów i rozszerzanie kadru. Na zdjęciu fasady budynku udało się rozszerzyć obraz oraz usunąć kwiaty z balkonu. To działa, choć podobne narzędzia znajdziemy również u konkurencji. Tłumaczenie tekstu też daje radę, a napisy AI oferują dwujęzyczne tłumaczenie. Vivo zastrzega, że dostępność poszczególnych funkcji zależy od kraju, języka i ustawień.
Mam wrażenie, że „własne AI” stało się już obowiązkowym punktem każdej premiery. Można wymienić siedem funkcji, można osiemnaście, ale dla mnie niewiele to zmienia. Nie potrzebuję kolejnych narzędzi wbudowanych w system, skoro pod ręką mam choćby Gemini. Nawet darmowa wersja zrobi z tekstem praktycznie to samo i przy okazji posłuży do wyszukiwania informacji.










Kompaktowy, a do tego mobilny gaming? To możliwe
Na smartfonie gram głównie wtedy, gdy wymaga tego test. Tym razem znów uruchomiłem Call of Duty Mobile i Diablo Immortal, w obu przypadkach na najwyższych ustawieniach graficznych. Oba tytuły działały bez problemu. Do grania w te gry nie potrzebowałbym niczego więcej.
Bardziej ciekawiła mnie temperatura. Po mniej więcej pół godzinie grania w Call of Duty czułem jedynie lekkie ciepło pośrodku plecków, tuż pod wyspą aparatów. Podczas testów obciążeniowych odczucie było podobne. Obudowa robiła się ciepła, ale bez przesady.
To o tyle ciekawe, że pod długim, bardzo dużym obciążeniem, benchmarki pokazują wyraźny spadek wydajności. W grach, które sprawdziłem, nie odczułem jednak jego skutków.

Benchmarki
Przejdźmy do pomiarów. Do testów wykorzystałem 3DMarka oraz PCMark Work 3.1.
| Test | Vivo X500 Pro |
|---|---|
| 3DMark Wild Life | Maxed Out |
| 3DMark Wild Life Extreme | 6312 pkt / 37,80 kl./s |
| Wild Life Stress Test (najlepsza / najsłabsza pętla) | 11819 / 10156 pkt |
| Wild Life Stress Test, stabilność | 85,9% |
| Wild Life Extreme Stress Test (najlepsza / najsłabsza pętla) | 5490 / 1997 pkt |
| Wild Life Extreme Stress Test, stabilność | 36,4% |
| PCMark Work 3.1 | 13610 pkt |
3DMark Wild Life zakończył się komunikatem Maxed Out. Vivo X500 Pro przekroczył skalę, podobnie jak wcześniej Vivo X300 i Vivo X300 FE. W trakcie testu liczba klatek wahała się od 48 do 167 na sekundę, a temperatura od startu do końca pozostawała na 43 stopniach.
W Wild Life Extreme Stress Test wydajność szybko spada. To dwadzieścia powtórzeń wymagającego testu, które sprawdzają, jak długo telefon utrzyma tempo. Pierwsza pętla dała 5490 punktów, druga i trzecia około 4000 oraz 4300. W czwartej zostało 2454, a od piątej wyniki oscylowały wokół 2000 punktów. Minimum wyniosło 1997 punktów, co przełożyło się na stabilność 36,4%. Dopiero pod sam koniec nastąpiło jeszcze odbicie do mniej więcej 3800 punktów.
W lżejszym Wild Life Stress Test urządzenie wypadło znacznie lepiej. Uzyskało 11819 punktów w najlepszej pętli i 10156 w najsłabszej, ze stabilnością 85,9%. Najgorzej wypadł początek, a pod koniec wyniki rosły.
PCMark Work 3.1 sprawdza bardziej przyziemne zadania, takie jak przeglądanie internetu, edycję tekstu i zdjęć oraz obróbkę danych. Tutaj wyszło 13610 punktów, a w samym przeglądaniu internetu 13906. To słabiej od Vivo X300 FE z jego 14930 punktami i 15583 w przeglądaniu internetu. Do Poco F9 Ultra, który uzyskał 19000, też sporo brakuje. Temperatura na wykresie przez cały pomiar utrzymywała się w okolicach 30 stopni.
Przez krótki czas Vivo X500 Pro potrafi pokazać bardzo dużą wydajność, ale długie, ciężkie obciążenie, wyraźnie ją ogranicza. PCMark też wypadł poniżej tego, czego oczekiwałbym po tej klasie procesora. Powtórzę jednak jeszcze raz: na co dzień i w sprawdzonych grach nie odczułem jednak żadnego z tych problemów.





Głośniki, zabezpieczenia i łączność
Głośniki stereo w X500 Pro szczególnie mnie nie zachwyciły. Nie znaczy to jednak, że grają źle – są po prostu sensowne i takie, jakich spodziewałbym się po flagowcu.
Wysokie tony wypadają naprawdę przyzwoicie, dźwięk jest czysty i wyraźny. Brakuje mi za to niskich tonów, ale to akurat zarzut, który powtarzam przy niemal każdym smartfonie. W tak małej obudowie głębszego basu po prostu nie da się uzyskać. To nie wina Vivo, tylko fizyki.
Ciekawiej robi się w ustawieniach. Warto przy tym wiedzieć, że w specyfikacji producenta nie znajdziemy Dolby Atmos. Vivo opisuje głośniki jako „Master-Level Dual Stereo Speaker”, wspomina o trzech mikrofonach i stawia na autorskie rozwiązania, a tych jest całkiem sporo.
Zacznę od korektora, który działa wyłącznie z głośnikami telefonu. Mamy gotowe profile, na przykład z podbitymi basami albo nastawiony na wysokie tony, a do tego możliwość stworzenia własnych ustawień. Korektor ma dziesięć pasm, więc da się nim dość precyzyjnie dopasować brzmienie do własnych upodobań i, co najważniejsze, zmianę ustawień naprawdę słychać.
Druga opcja to Super Audio z dwoma trybami. Inteligentny sam rozpoznaje, czego słuchamy, i dobiera do tego odpowiedni efekt dźwiękowy. Maestro wzmacnia efekty przy filmach i grach, ale producent od razu uczciwie zaznacza, że kosztem większego zużycia energii.
Jest też superrozdzielczość dźwięku, która ma automatycznie poprawiać dźwięk niskiej jakości w plikach wideo i audio. W ustawieniach możemy od razu odsłuchać próbkę przed i po włączeniu tej funkcji, co jest fajnym rozwiązaniem, bo od razu słychać, czy w ogóle warto ją włączać. Tutaj również Vivo ostrzega o wyższym zużyciu baterii. Chociaż w tym wypadku szczerze mówiąc gra nie jest warta świeczki i w codziennym użytkowaniu większość osób nie odczuje różnicy.
Do tego dźwięk przestrzenny, który działa zarówno z głośnikiem telefonu, jak i ze słuchawkami. Na koniec drobiazgi, które jednak warto mieć, bo dzięki nim system możemy jeszcze bardziej spersonalizować. Osobno włączymy lub wyłączymy dźwięk klawiatury, dotknięcia, blokady ekranu, zrzutu ekranu oraz dźwięki i wibracje ładowania.





Bez zastrzeżeń wypadł też ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych. Korzysta z technologii 3D, a więc odczytuje palec falą ultradźwiękową. Nie podświetla go jak czytnik optyczny.
W łączności dostajemy 5G, WiFi z pasmem 6 GHz, Bluetooth 6.0, NFC oraz USB typu C w standardzie 3.2. Większe pliki, choćby nagrania 4K, można teraz sprawniej zgrać kablem. Przy nagrywaniu w Logu bardzo się to przydaje. GPS działa bez problemu. Na jakość rozmów telefonicznych nie mogłem narzekać.
Bateria. Wystarcza, ale oczekiwałbym więcej
Wewnątrz testowanego telefonu znalazło się pojedyncze ogniwo o pojemności 6510 mAh. Producent podaje też 6305 mAh pojemności znamionowej, czyli minimalną wartość gwarantowaną dla każdego egzemplarza.
Z telefonu korzystałem intensywnie – również w pracy. W domu było WiFi, poza nim 5G. Kilka przykładowych dni ze statystyk systemowych zebrałem poniżej.
| Dzień | Czas na ekranie | Zużycie baterii | Czas przy wyłączonym ekranie |
|---|---|---|---|
| Czwartek | 7 godz. 22 min | 90% | 9 godz. 53 min |
| Sobota | 5 godz. 43 min | 82% | 8 godz. 56 min |
| Niedziela | 3 godz. 33 min | 54% | 5 godz. 17 min |
| Poniedziałek | 6 godz. 51 min | 84% | 3 godz. 41 min |
| Wtorek | 4 godz. 24 min | 76% | 10 godz. 39 min |
Najwięcej mówi mi czwartek. Niemal rozładowałem wtedy akumulator i uzyskałem 7 godzin i 22 minuty na ekranie, głównie za sprawą Messengera, który zużył najwięcej energii. W sobotę często sięgałem po aparat. Odpowiadał za jedną piątą zużycia, a cały dzień dał 5 godzin i 43 minuty przy 82%. Niedziela upłynęła z kolei pod znakiem jazdy z nawigacją, więc 3 godziny i 33 minuty przy 54% pasują do takiego scenariusza. We wtorek robiłem benchmarki i w statystykach też to widać. Ani razu telefon nie rozładował mi się przed wieczorem.
Przy Vivo X300 FE chwaliłem 6500 mAh i nadal uważam, że to dobra pojemność jak na kompakt. W tak małej obudowie trudno zmieścić dużo więcej. Od testowanego flagowca oczekuję jednak czegoś ponad to, co daje wersja FE. Tutaj czasy pracy są podobne, a w starszym modelu zdarzało mi się uzyskiwać również 8-9 h SoT.





Co z ładowaniem? Przewodowo telefon obsługuje do 90 W, bezprzewodowo do 40 W. Ładowarki w pudełku oczywiście nie ma. Korzystałem z własnej o mocy 60 W i przejście od 10 do 100% zajmowało około 50 minut. Oryginalna ładowarka Vivo powinna ten czas skrócić, choć producent przypomina, że moc jest regulowana dynamicznie, zależnie od warunków.
Bezprzewodowe ładowanie również działa, choć sam zazwyczaj wybieram kabel. Zanim sięgniecie po stację, sprawdźcie tylko jej zgodność. Według Vivo do uzyskania 40 W potrzebna jest 50 W Vertical Wireless Flash Charger 2 albo odpowiednik iQOO. Pierwsza generacja stacji Vivo w ogóle nie współpracuje z serią X500. Dla posiadaczy starszego akcesorium to istotna informacja przed zakupem.
Aparaty. Tu Vivo ma naprawdę solidne argumenty
Aparaty w Vivo X500 Pro opracowano we współpracy z ZEISS. Główny aparat to 50 Mpix jednostka z nową matrycą Sony LYTIA L910 o rozmiarze 1/1,28 cala, przysłoną f/1,57 i OIS. Peryskopowy teleobiektyw ma 64 Mpix, matrycę 1/2 cala i ekwiwalent 85 mm. Dalej jest ultraszeroki kąt 50 Mpix z autofokusem i ekwiwalentem 15 mm, a z przodu również 50 Mpix oraz autofokus.
Przy głównym aparacie Vivo podkreśla zakres dynamiczny do 17 EV. Chodzi o zachowanie detali zarówno w jasnych, jak i ciemnych częściach zdjęcia, co przydaje się pod światło, o zachodzie słońca czy nocą, gdy w kadrze są mocne źródła światła. Druga mocno akcentowana rzecz to OIS klasy gimbala i wynik 7.0 według standardu CIPA – ma to pozwalać na dłuższe naświetlanie z ręki bez poruszenia zdjęcia.
Główny aparat wypada świetnie. Kolory są naturalne, skóra zachowuje właściwy odcień i nie widać przesadnego podbijania wszystkiego na siłę. Pod tym względem dostaję dokładnie to, czego oczekuję od fotograficznego flagowca.

























Do teleobiektywu mam więcej uwag, choć zacznę od pochwały. Jest wyjątkowo jasny i robi naprawdę ładne zdjęcia nocne. Przy zbliżeniu 3,5× też trudno się do czegoś przyczepić. Ekwiwalent 85 mm to klasyka portretu, więc sam wybór ogniskowej wydaje mi się rozsądny. Jest również optyczna stabilizacja. Przy dłuższej ogniskowej, która mocniej pokazuje każde drgnięcie dłoni, to szczególnie przydatne.


























































Gorzej, kiedy zaczynamy przybliżać mocniej. Przy zoomie 10× algorytmy wygładzają obraz na tyle, że znikają drobne szczegóły. Większe zbliżenia jeszcze mocniej pokazują skutki tej obróbki. Na przykład w serii z tablicą Kraków Bronowice przy 20×, 50× i 100× napisy pozostają czytelne, ale liście i drobna roślinność wokół wyglądają coraz mniej naturalnie. Bez przyglądania się detalom można tego nie zauważyć. To mój stały zarzut do AI-owej obróbki, o którym pisałem już wcześniej, i bynajmniej nie dotyczy tylko Vivo.



Teleobiektyw jest jednym z kompromisów wynikających z małych rozmiarów telefonu. Zarówno poprzedni Vivo X300 Pro, jak i większy Vivo X500 Pro Max, mają 200 Mpix oraz wyraźnie większe matryce. Nie testowałem tych modeli, więc zdjęć nie porównam. Jeśli dalekie zbliżenia są dla was najważniejsze, warto o tej różnicy wiedzieć. W sieci właśnie zmianę teleobiektywu wskazuje się jako największy kompromis tego urządzenia.
Można dołożyć opcjonalny konwerter ZEISS Telephoto Extender Gen 2, z którym ekwiwalent ogniskowej rośnie do 200 mm. Nie miałem okazji go sprawdzić, więc nie ocenię, jak bardzo pomaga przy fotografowaniu odległych obiektów. Tyle że – aby z niego skorzystać – trzeba włożyć telefon w dedykowane etui i ten telekonwerter mieć przy sobie.
Vivo wymienia też kilka dodatkowych trybów teleobiektywu. Telephoto Stage Snapshot i Stage Mode 3.0 mają pomagać na koncertach oraz innych wydarzeniach scenicznych, Telephoto Action Tracking śledzić poruszające się obiekty, a Long Range Motion Snapshot działać przy zbliżeniu 20x.



































Ultraszeroki kąt wypada dobrze. W odpowiednim świetle zdjęcia są przyzwoite i szczegółowe jak na ten rodzaj aparatu. Tutaj mamy 50 Mpix, autofokus i ekwiwalent 15 mm. Jest naprawdę szeroko i z tych zdjęć jestem znacznie bardziej zadowolony.
Z przodu mamy 50 Mpix, ekwiwalent 20 mm oraz autofokus. Szerszy kadr przyda się do selfie w grupie i filmowania z ręki. Autofokus powinien natomiast utrzymywać ostrość na twarzy także wtedy, gdy zmienimy odległość telefonu.





















Log w systemowym aparacie. Tego się nie spodziewałem
Najbardziej zaskoczyły mnie możliwości wideo. Vivo X500 Pro potrafi nagrywać w 8K przy 30 klatkach na sekundę, a w 4K dochodzi nawet do 240 klatek. Jak na smartfon tej wielkości robi to na mnie wrażenie.
Zacznę jednak od podstaw, bo same liczby to nie wszystko. W dzień nagrania wyglądają bardzo dobrze. Kolory są naturalne, tak samo jak na zdjęciach, a szczegółowości trudno coś zarzucić.
Stabilizacja również robi robotę. Vivo chwali się w swoich materiałach optyczną stabilizacją ze standardem CIPA 7.0 w głównym aparacie i teleobiektywie, ale porównań do gimbala bym tu nie szukał. Obraz jest stabilny i spokojnie można nagrywać z ręki, także w ruchu, tylko nie spodziewajcie się efektu, jaki daje porządny stabilizator.
Wieczorem i nocą w nagraniach pojawia się szum. To normalne, bo algorytm walczy o jak najjaśniejszy obraz i to ma swoją cenę. Jeśli przełączymy się na tryb profesjonalny i sami dostosujemy ISO oraz ekspozycję, ten efekt da się wyraźnie ograniczyć.
Dźwięk z mikrofonów jest bez zastrzeżeń, choć też bez zaskoczeń. Odwzorowanie jest dobre i do większości nagrań w zupełności wystarczy.
Mnie najbardziej ucieszył jednak Log dostępny prosto w systemowej aplikacji aparatu – w 4K przy 60 klatkach na sekundę, a maksymalnie nawet przy 240. Dla osób nagrywających coś więcej niż relacje na Instagram to bardzo ciekawa opcja. Jeśli nie korzystaliście z Loga, chodzi o płaski obraz z małym kontrastem i nasyceniem, który zachowuje więcej informacji w światłach oraz cieniach. Bez obróbki wygląda szaro, ale podczas montażu daje znacznie większą swobodę korekcji kolorów.
Możemy też od razu nałożyć LUT, choćby Rec.709, i zobaczyć podgląd wyglądu po korekcji. Dawno nie trafiłem na smartfon oferujący tyle w domyślnej aplikacji. Włączam profesjonalny tryb nagrywania i mam potrzebne narzędzia na miejscu, bez sięgania po Blackmagic Camera czy inne zewnętrzne programy. Dla mnie to bardzo wygodne.
Sprawnie działa również zmiana obiektywów w trakcie nagrywania. Co ważne, ultraszeroki kąt także obsługuje 4K. W wielu telefonach przełączenie z głównego aparatu na szeroki oznacza zejście do Full HD. Tutaj możemy zachować tą samą rozdzielczość przez całe ujęcie i bardzo mnie to cieszy.
Vivo oddaje do naszej dyspozycji jeszcze wideo portretowe 4K z rozmyciem tła, Golden Hour Portrait Video, kinowe profile kolorystyczne, automatyczne kadrowanie podczas filmowania oraz Movie Workshop. Możliwości jest sporo, ale mnie najbardziej spodobał się Log. To z niego najchętniej skorzystałbym przy poważniejszym nagrywaniu.


Vivo X500 Pro a konkurencja
Xiaomi 17 jest jednym z najbliższych rywali pod względem rozmiaru. Ma ekran 6,3 cala, waży 191 g i korzysta ze Snapdragona 8 Elite Gen 5. Akumulator 6330 mAh jest niewiele mniejszy niż w testowanym smartfonie, a ładowanie ma moc 100 W przewodowo i 50 W bezprzewodowo. Z tyłu są trzy aparaty po 50 Mpix. Teleobiektyw oferuje jednak ekwiwalent 60 mm zamiast 85 mm, więc przy odległym obiekcie trzeba mocniej sięgnąć po zoom cyfrowy. Jest też Log w 4K przy 60 klatkach na sekundę.
Samsung Galaxy S26 też mieści się w tej kategorii, ale bardziej spodoba się osobom szukającym lekkiego telefonu. Przy ekranie 6,3 cala waży 167 g, czyli o 30 g mniej od mojego testowego egzemplarza Vivo X500 Pro. Ma za to znacznie mniejszy akumulator – 4300 mAh. Aparat główny ma 50 Mpix, ultraszeroki 12 Mpix, a teleobiektyw 10 Mpix i zoom optyczny 3×. Samsung jest przede wszystkim alternatywą dla kogoś, kto chce małego telefonu z One UI i ceni niską masę bardziej niż pojemność baterii.
iPhone 18 Pro jest ważnym punktem odniesienia przy wideo. Ma ekran 6,3 cala, ale waży 211 g, więc podobna przekątna nie oznacza równie lekkiego urządzenia. Apple oferuje Log 2, ProRes RAW i zapis ProRes do 4K przy 120 klatkach na sekundę na zewnętrznej pamięci masowej. Jeśli szukacie niewielkiego telefonu do nagrywania i możecie przejść na iOS, warto go uwzględnić. Z samej specyfikacji nie rozstrzygnę, który sprzęt nagrywa lepiej, ale możliwości obróbki materiału są wystarczającym powodem do porównania.
Vivo X300 to z kolei najbliższy kompakt tej samej marki. Ma ekran 6,31 cala, waży 190 g, korzysta z Dimensity 9500 i w polskiej wersji oferuje 16 GB RAM. Aparat główny ma 200 Mpix, a oba pozostałe tylne aparaty po 50 Mpix. Nowszy model nie wygrywa więc samymi liczbami w specyfikacji. W moim przypadku ważna byłaby bateria: Vivo X300 ma 5360 mAh, podczas gdy testowany smartfon 6510 mAh. Do tego w nowszym urządzeniu odświeżanie sięga 144 Hz zamiast 120 Hz. Porównywałbym tu konkretne zdjęcia, czas pracy i wygodę, zamiast zakładać, że dopisek Pro załatwia sprawę.
Vivo X300 Ultra rozważałbym wtedy, gdy aparaty są ważniejsze od małej obudowy. Ma ekran 6,82 cala i waży 232 g w wersji czarnej albo 237 g w zielonej. Główny aparat 200 Mpix z matrycą 1/1,12 cala ma ekwiwalent 35 mm, a teleobiektyw 200 Mpix z matrycą 1/1,4 cala oferuje 85 mm. W Vivo X500 Pro główny aparat jest szerszy, ma 24 mm, a teleobiektyw korzysta z mniejszej matrycy 1/2 cala. Ultra obsługuje też Log 10 bit w 4K przy 120 klatkach na sekundę na kilku ogniskowych. To sensowny model do porównania dla kogoś, kto dużo fotografuje i nagrywa, ale trzeba zaakceptować wyraźnie większy telefon.
Czy warto kupić Vivo X500 Pro?
Vivo X500 Pro przekonał mnie, fana dużych telefonów, do kompaktu. Bardzo dobrze leży w dłoni, ma świetny ekran, duży zapas mocy, bardzo dobry aparat główny i rozbudowane wideo w systemowej aplikacji. Do tego przedpremierowe oprogramowanie nie sprawiło mi żadnego problemu, mimo trzech aktualizacji w trakcie testów.
Najlepiej zapamiętam Log oraz to, jak szybko przyzwyczaiłem się do mniejszego ekranu. Wystarczył dzień po przesiadce z OnePlusa 15 i przestałem zwracać uwagę na rozmiar. Gdyby ktoś poprosił mnie o argument za kompaktowym smartfonem, pokazałbym mu właśnie ten model. W małej obudowie znalazło się niemal wszystko, czego potrzebuję.
Kilka uwag jednak zostaje. Bateria wystarcza na intensywny dzień, ale w tej klasie liczyłbym na coś więcej. Teleobiektyw na zbliżeniu 3,5× wypada świetnie, za to dalej algorytmy za mocno wygładzają szczegóły. Przy długim obciążeniu wydajność wyraźnie spada, PCMark dał wynik niższy niż w zeszłorocznym Vivo X300 FE.
Cena? 5999 złotych za wariant z 12 GB RAM i 256 GB pamięci. Tanio nie jest, czego się zresztą spodziewałem. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że płacimy tu za coś, czego w tak małej obudowie łatwo nie znajdziemy, czyli bardzo dobry aparat główny, szczegółowy ultraszeroki kąt i Log w systemowej aplikacji aparatu. Jeśli to są Wasze priorytety, X500 Pro broni się także ceną.
Komu warto polecić? Osobom szukającym flagowego aparatu i rozbudowanego wideo w małej, wygodnej obudowie. Również tym, którzy dotąd wybierali duże smartfony, ale coraz mniej chętnie noszą je ze sobą. Jeśli nagrywacie materiały i chcecie mieć Log od razu w aparacie, bez dodatkowych aplikacji, ten smartfon dobrze się do tego nadaje.
Komu odradzam? Rozważyłbym inny model, gdyby najważniejsze były dla mnie zdjęcia z bardzo dużej odległości. I, co oczywiste, jeśli priorytetem jest jak najdłuższy czas pracy – większe smartfony po prostu mają więcej do zaoferowania (kosztem wielkości, wagi i, często, również ceny).










