Vivo X300 Pro dziewięć miesięcy później. Mój agent do zadań specjalnych

Pod koniec października ubiegłego roku swoją premierę miał Vivo X300 Pro, będący wówczas drugim flagowcem marki dostępnym w naszym kraju od chwili powrotu do Polski. Został ciepło przyjęty zarówno przez recenzentów, jak i samych użytkowników. Z racji, że korzystam z niego niemal od samej premiery, postanowiłem podsumować, jak wygląda jego użytkowanie przeszło dziewięć miesięcy od debiutu i w zasadzie lada moment przed prezentacją jego następcy.

Vivo X300 Pro wprost świetnie znosi upływ czasu – także cenowo

Zazwyczaj moja styczność z większością testowych smartfonów ogranicza się do użytkowania ich przez standardowe dwa tygodnie, niekiedy zdarza mi się przeciągnąć testy do miesiąca. I o ile to wystarczająco długi czas, by prześwietlić i wyrobić sobie opinię co do większości kluczowych aspektów, oczywistym jest, że są kwestie, które trudno jednoznacznie ocenić po takim okresie. Mam tu na myśli oczywiście przede wszystkim kwestię trwałości konstrukcji smartfona.

Oczywiście, nie jest tak, że Vivo X300 Pro towarzyszy mi dzień w dzień, bo często w ferworze testów innych smartfonów zwyczajnie nie mam czasu po niego sięgać. Bynajmniej wcale nie oznacza to, że ma ze mną lekko, bowiem przez te ponad dziewięć miesięcy noszenia go w kieszeniach, plecakach i torbach oraz odkładania w różnych miejscach, cały czas korzystam z niego bez jakiegokolwiek etui, szkła czy nawet folii na ekranie. Masochizm? Brutalność? Zapraszam do dyskusji ;).

Fakt jest jednak taki, że zniósł on (i nadal znosi) moje użytkowanie naprawdę bardzo dobrze. Na tafli wyświetlacza – owszem – pojawiło się nieco rys, głównie spowodowanych odkładaniem telefonu ekranem do dołu, przy czym są one na tyle płytkie, że widać je dopiero pod światło.

Tylny panel i ramka wyglądają wręcz idealnie i nie widać na nich zarysowań ani obić, a – nie ukrywam – telefon zdążył zaliczyć dwa bliskie spotkania z panelami. Jedynie na szkle wyspy aparatów zlokalizowałem dwie małe ryski, przy czym są one daleko od samych obiektywów i, aby je zobaczyć, trzeba naprawdę bardzo dokładnie się przyjrzeć.

Do pozostałych aspektów wizualno-percepcyjnych także trudno mi mieć zastrzeżenia. Wyświetlacz nadal prezentuje się w pełni topowo w każdej rozpatrywanej kwestii (w tym szczytowej jasności w słoneczne dni), zatem patrzenie na niego to czysta przyjemność. Zresztą, równie dobre wrażenie sprawiają też wąskie rameczki wokół ekranu. A, no i jest jeszcze błyskawicznie szybki, ultradźwiękowy skaner odcisków palców.

Niezmiennie uważam natomiast, że głośniki mogłyby być lepsze. Grają one bardzo dobrze, donośnie i symetrycznie, ale nie są aż tak świetne jak – chociażby – w iPhone’ach Pro czy Xiaomi 17 Ultra. Brzmieniu brakuje nieco głębi i przestrzenności oraz trochę więcej siły w niskich tonach. Bezdyskusyjnie świetne są za to wibracje.

Co ciekawe, mimo że od debiutu minęło już dziesięć miesięcy, cena wciąż utrzymuje się na relatywnie wysokim poziomie. Dla przypomnienia, w dniu premiery Vivo X300 Pro premiery kosztował 5999 złotych.

W chwili, gdy to piszę, w oficjalnej dystrybucji, zależnie od sklepu i wariantu kolorystycznego, można go kupić za 5134 złotych lub 5499 złotych. Nie możemy mówić tu zatem o drastycznym spadku ceny, co poniekąd może potwierdzać, z jak dobrym urządzeniem mamy do czynienia.

Vivo X300 Pro

Jeden aspekt nadal trochę kuleje

Po mniej niż roku użytkowania z reguły raczej trudno narzekać na kwestię ogólnej wydajności smartfona. Tak też i w przypadku Vivo X300 Pro, po upływie tych niemal dziesięciu miesięcy po prostu nie mam na co narzekać. Dla przypomnienia, za jego wydajność odpowiada wciąż topowy MediaTek Dimensity 9500 w kooperacji z 16 GB RAM LPDDR5X Ultra oraz 512 GB pamięci masowej UFS 4.1.

Żwawość działania i szybkość uruchamiania aplikacji stoją na absolutnie nienagannym, doskonałym poziomie. Nie są one nawet odrobinę gorsze od tych, które pamiętam z pierwszego dnia użytkowania. Optymalizacja w dalszym ciągu nie zawodzi, a smartfon nie łapie zadyszek nawet podczas żonglowania apkami czy intensywnego korzystania z aparatu, co akurat robię nagminnie.

Nie odnotowuję też większych problemów z kulturą pracy. Zdarza się, że przy dłuższym robieniu zdjęć oraz ciągłym nagrywaniu wideo potrafi niekiedy zrobić się bardzo ciepły, ale absolutnie jeszcze nie parzy. W pozostałych sytuacjach, a więc – na przykład – zwykłym używaniu aplikacji czy przeglądaniu sieci jest raczej relatywnie chłodny. Nieco mocniej grzeje się przy użytkowaniu na transmisji danych przez 5G.

Dodam jeszcze, że w chwili pisania tego materiału Vivo X300 Pro pracuje pod kontrolą Androida 16 z nakładką OriginOS 6. Tak na dobrą sprawę od chwili premiery aż po dziś smartfon na bieżąco (średnio co około 1-2 miesiące) dostaje jakieś mniejsze i większe aktualizacje oprogramowania. Poprawki zabezpieczeń Androida datowane są na 1 lipca 2026.

Vivo X300 Pro

Gdyby ktoś zapytał mnie jaka jest jedna rzecz, którą poprawiłbym w Vivo X300 Pro, bezwzględnie wskazałbym na baterię. Utyskiwała na nią w swojej tekstowej recenzji Kasia, utyskiwałem ja w recenzji wideo i mogę to zrobić ponownie teraz. Co prawda nie uważam, by oferowany czas pracy był bardzo słaby czy beznadziejny, jednak mając w pamięci, jak wręcz świetnie na tym polu spisywał się poprzedni Vivo X200 Pro, czuję duży niedosyt.

Czas pracy Vivo X300 Pro jest co najwyżej dobry, jednak nic ponadto. Potrafi dzielnie wytrzymać cały, nawet dość intensywny dzień użytkowania od rana do późnego wieczora, do około 23:00-24:00, ale tylko przy przeważającym wykorzystaniu WiFi. Gdy w grę wchodzi wykorzystanie danych mobilnych 5G/LTE, przy mocniejszej eksploatacji bateria potrafi skapitulować nawet już o 18:00-19:00.

Wyniki czasu na włączonym ekranie to około 7-7,5 godziny na WiFi i w cyklu mieszanym oraz do 4-5 godzin, gdy znacząco przeważa użycie komórkowej transmisji danych. Szału zatem nie ma.

Pociesza za to obsługa szybkiego ładowania do 90 W. Korzystając z uniwersalnych ładowarek Power Delivery spokojnie jestem w stanie naładować go do pełna w mniej niż 45 minut. Jeśli ktoś lubi ładować bezprzewodowo, tej opcji również tu nie zabrakło (z mocą do 40 W), podobnie jak indukcyjnego zwrotnego oddawania energii.

Vivo X300 Pro

To niezmiennie mój ulubiony smartfon do zdjęć

Z racji, że – jak widzicie – to nie jest typowa recenzja, nie będziemy powielać w tym miejscu pełnych opisów jakości zdjęć. Niemniej jednak, już na starcie tej części muszę to zaznaczyć – Vivo X300 Pro w dalszym ciągu oferuje bardzo, bardzo mocny technicznie zestaw aparatów. Jasne, słabszy od Vivo X300 Ultra, ale mówimy o dwóch drastycznie różnych półkach cenowych, do czego zresztą zaraz jeszcze wrócę.

Oczka są tutaj trzy i w zasadzie każdemu z nich trudno wiele zarzucić, choć nie ukrywam, że z uwagi na specyfikę wykonywanych zdjęć wybierałem przede wszystkim teleobiektyw i aparat główny. To dlatego, że Vivo X300 Pro rzadko służy mi do typowego fotografowania krajobrazów. Przede wszystkim jest on moim aparatem roboczym i to nim robię wszystkie zdjęcia recenzowanego sprzętu.

Efekt tego jest taki, że po ponad dziewięciu miesiącach korzystania, liczba zdjęć, które wykonałem Vivo X300 Pro, przebija już pięć tysięcy i ciągle rośnie. A wiecie co jest w tym najlepsze? Liczba tych zdjęć, które mógłbym z jakichś względów uznać za nieudane, jest naprawdę znikoma.

To jeszcze kilka fotek w pionie:

Zapytacie, co z kadrami po zmroku? Proszę bardzo, oto one:

Aspektem, który sprawia, że Vivo X300 Pro tak dobrze sprawdza się przy cykaniu fotek urządzeń, jest wspomniany teleobiektyw uzbrojony w dużą matrycę o wysokiej rozdzielczości (dla przypomnienia to sensor HPB 1/1.4″ 200 Mpix). Oferuje on bardzo dużą szczegółowość, świetnie ostrzy, także na mniejsze elementy (co sprawdza się przy uchwycaniu detali) i generuje absolutnie fantastyczne rozmycie tła.

Ale żeby była jasność, przez ten cały okres użytkowania udało mi się zrobić też całkiem sporo fotek podczas zwykłych, codziennych spacerów czy odleglejszych wyjazdów. Część tych najlepszych z najlepszych możecie tu zobaczyć, choć i tak zmieści się ich zaledwie ułamek.

Koniec końców, bez wahania mogę stwierdzić, że Vivo X300 Pro to obecnie mój ulubiony, bardzo wszechstronny aparat. Daje mi to kluczowe poczucie, a w zasadzie wręcz pewność, że finalny efekt mnie usatysfakcjonuje.

Poza fotografią, Vivo X300 Pro nie ma się czego wstydzić także w zakresie nagrywania filmów, a maksymalna dostępna jakość to 4K w 120 klatkach na sekundę lub 8K w 30 kl./s. Miałem okazję wykorzystać go do kilku projektów, w tym między innymi do nakręcenia poniższego pionowego wideo z targów MWC w Barcelonie.

Vivo X300 Pro kontra Vivo X300 Ultra – czy tańszy brat nadal ma sens?

Tutaj dochodzimy do kluczowego pytania, które zadawało i zapewne wciąż zadaje sobie wiele osób od momentu wiosennej premiery Vivo X300 Ultra, będącego modelem uplasowanym jeszcze wyżej. Czy kupno Vivo X300 Pro w dalszym ciągu jest sensownym posunięciem?

Teoretycznie wydaje się, że odpowiedź nasuwa się sama, tak finalnie będzie ona zależała od tego, czego konkretnie oczekujemy od smartfona. Nie oszukujmy się, cena X300 Ultra, wynosząca nadal aż 8499 złotych, dla większości potencjalnych klientów okaże się barierą nie do przeskoczenia. Wówczas, oczywistym ruchem jest spojrzenie w stronę o ok. 3000 złotych tańszego X300 Pro.

Gdzie kupić?

Vivo X300 Ultra

ok. 8499 zł
(Przybliżona cena z dnia: 12 września 2026)
Zawiera linki afiliacyjne.

Być może wbiję tym stwierdzeniem kij w mrowisko, ale uważam, że dla lwiej części kupujących model z dopiskiem Ultra jest przerostem formy nad treścią i trudnym do wykorzystania potencjałem fotograficznym. I w takiej sytuacji to właśnie Vivo X300 Pro stanowi taki złoty środek. Wciąż bowiem oferuje on doskonały, wszechstronny aparat, wykonujący zdjęcia potrafiące wprawić w zachwyt, ale już w znacznie bardziej przystępnej formie oraz cenie.

W efekcie, o ile Vivo X300 Ultra mogę polecić raczej tylko prawdziwym, zapalonym pasjonatom fotografii z grubym portfelem, tak Vivo X300 Pro to w moim odczuciu – po prostu – flagowiec dla każdego. Każdego, kto chce, by jego smartfon umiał robić kapitalne, lepsze od większości smartfonów na rynku zdjęcia.

Gdzie kupić?

Vivo X300 Pro

ok. 5499 zł
(Przybliżona cena z dnia: 12 września 2026)
Zawiera linki afiliacyjne.

Ponad dziewięć miesięcy korzystania z Vivo X300 Pro to dla mnie naprawdę udany czas. Ba, w dalszym ciągu uznaję go za mojego agenta do zadań specjalnych… czyli do robienia ogromnych ilości zdjęć. Tak dobre odczucia po tym czasie sprawiają, że jeszcze bardziej intryguje jaki będzie kolejny flagowiec Vivo z nadchodzącej linii X500. Może uda mu się znów oferować lepszy czas pracy, niczym Vivo X200 Pro? Kto wie. W każdym razie – mocno na to liczę.

A może Wy macie jakieś pytania dotyczące Vivo X300 Pro patrząc na niego z perspektywy długodystansowego użytkowania? Sekcja komentarzy poniżej jest do Waszej dyspozycji – nie krępujcie się :).