Prawnicy twierdzą, że producent popularnego urządzenia wprowadza konsumentów w błąd. Pozew już trafił do sądu, a firma nie ma zamiaru się poddawać.
Znany sprzęt pod lupą sądu – jego producent miał wprowadzać konsumentów w błąd
Oura Ring jest jednym z najbardziej znanych i zaawansowanych inteligentnych pierścieni dostępnych na rynku. Producent deklaruje, że sprzęt ten pozwala na śledzenie parametrów życiowych, ocenę gotowości, gromadzenie danych na temat treningów oraz monitorowanie jakości i faz snu. W maju 2026 roku Oura wprowadziła na rynek nową, już piątą generację Oura Ring, określając nowość jako najmniejszy inteligentny pierścień na rynku. Warto wspomnieć, że cena tego najnowszego modelu wynosi 1819 złotych.
Teraz okazuje się, że ten popularny pierścień może nie być tak dobry, jak twierdzi producent. Kancelaria Clarkson Law Firm z San Francisco złożyła pozew zbiorowy do sądu, w którym oskarża markę Oura o wprowadzanie konsumentów w błąd w kwestii dokładności monitorowania snu – firma twierdziła, że jej pierścienie oferują 95-procentową dokładność określania fazy snu.
Prawnicy w dokumencie wspominają, że smart ring nie jest w stanie mierzyć sygnałów fizjologicznych, które mogłyby oceniać jakość snu lub określać jego poszczególne fazy. Zamiast tego Oura miałaby z pomocą sztucznej inteligencji szacować te dane. W pozwie stwierdzono, iż szansa na ich poprawność jest równa rzutowi monetą.
Inteligentny pierścień Oura Ring pod ostrzałem – firma nie ma zamiaru się poddać
TechCrunch twierdzi, że złożenie pozwu jest wynikiem wielu skarg użytkowników, którzy zgłaszali wątpliwości co do dokładności pomiarów m.in. na Reddicie. W pozwie wspomniano, że Oura sprzedawała drogie pierścienie śledzące w cenie od 300 dolarów wzwyż, reklamując się właśnie tym, że pierścienie Oura potrafią zobaczyć to, co widzi tylko szpitalne laboratorium snu, w tym cztery różne fazy snu.
Firmie zarzucono również nieprawdziwe deklaracje o tym, jakoby pierścień mierzył sen, co według prawników nie jest możliwe, gdyż sen zachodzi w mózgu, a nie na palcu. Ponadto podkreślono, iż określenie fazy snu wymaga specjalistycznego sprzętu zakładanego na głowę osoby badanej.
Według Ryana Clarksona – współzałożyciela i partnera zarządzającego kancelarią odpowiedzialną za pozew – użytkownicy Oura ufają, że liczby na ich ekranie odzwierciedlają rzeczywistość. Co więcej, wiele osób polega na urządzeniu, interpretuje wyniki i swoje samopoczucie, a nawet na podstawie pomiarów planuje swój harmonogram dnia. Clarkson podkreśla też, że promowanie niedokładnego monitora snu jako precyzyjnego i wiarygodnego jest niebezpieczne dla użytkowników.
W pozwie kancelaria wnosi o wydanie nakazu sądowego, który uniemożliwi wprowadzanie konsumentów w błąd oraz zadośćuczynienia klientom, którzy zdecydowali się na kupno Oura Ring zachęceni fałszywymi reklamami.
Oura przesłała już do TechCrunch oświadczenie w tej sprawie, w którym deklaruje, że podtrzymuje dotychczasowe twierdzenia dotyczące nauki, badań i dokładności inteligentnego pierścienia. Producent zdradza, że Oura Ring szacuje fazy snu na podstawie wielu sygnałów fizjologicznych, takich jak tętno, zmienność rytmu serca, ruch, wzorce oddychania i temperatura. Według firmy istnieje wiele naukowych dowodów na powiązania pomiędzy tymi sygnałami a fazami snu. Jednocześnie w oświadczeniu pokreślono, że smart ring nie jest urządzeniem medycznym ani substytutem klinicznego badania snu.
Twórcy pierścienia kwestionują zarzuty i mają zamiar bronić się w sądzie.








