Kiedyś na kolejny odcinek serialu czekało się tydzień i nikt nie narzekał. Netflix (wraz z innymi serwisami VOD) spopularyzował jednak wypuszczanie całych sezonów w tym samym momencie. W efekcie wiele osób zaczęło uprawiać binge-watching, czyli wielogodzinne siedzenie przed ekranem i oglądanie odcinka za odcinkiem. Wiele mówi się o tym, jak szkodliwe może to być, ale nowe badanie pokazuje, że jest też druga strona.
Co o binge-watchingu mówiło się dotychczas?
Do tej pory o binge-watchingu mówiło się niemal wyłącznie w negatywnym tonie. Tu i tam zwracano uwagę na to, że oglądanie odcinka za odcinkiem sprzyja wielogodzinnemu siedzeniu, co spowalnia metabolizm i może prowadzić do otyłości. Długie pozostawanie w tej samej pozycji nie sprzyja też kręgosłupowi, a wlepianie oczu w ekran – wzrokowi. Naturalnym następstwem mogą być również trudności z zasypianiem.
Do tego binge-watching może być jak nałóg – widz najpierw nie potrafi wyłączyć telewizora, a po wszystkim ma poczucie winy, że nie zrobił tego wcześniej. Serialowe maratony bywają również mechanizmem obronnym służącym do ucieczki przed samotnością i tłumienia stresu. Poza tym jeszcze niektórzy wskazywali na to, że zbyt szybkie przyswajanie historii może przekładać się na gorsze przetwarzanie informacji.
Binge-watching jednak nie taki zły?
Nowe badanie, zrealizowane przez naukowców z University of Georgia, każe jednak spojrzeć na binge-watching z drugiej strony. Długie oglądanie seriali lub czytanie książek – jak sugerują wyniki – może pomóc w zapamiętywaniu historii i zwiększać prawdopodobieństwo, że pozostanie ona w ich głowach na dłużej.
W badaniu skupiono się na retrospektywnym zaangażowaniu wyobrażeniowym (ang. retrospective-imaginative-involvement – RII). To psychologiczny termin opisujący to, jak ludzie mentalnie powracają do historii długo po ich przyswojeniu. Chodzi o odtwarzanie scen, empatyzowanie z bohaterami, wyobrażanie sobie alternatywnych zakończeń itp.
Naukowcy wykazali, że maratony serialowe (jak i czytelnicze, również eksplorowane w tym badaniu) mocniej pobudzają RII niż tradycyjne, wolne konsumowanie treści. W intensyfikacji RII pomagały również: redukcja stresu oraz traktowanie przyswajania historii jako ucieczki od codzienności.
Na tym nie koniec: oglądanie odcinków ciągiem pomaga również w łączeniu wątków fabularnych i dostrzeganiu szerszego kontekstu, szczególnie w serialach o złożonej historii z wieloma postaciami. Widz potrafi lepiej śledzić osie czasu i motywacje bohaterów, o ile ogląda aktywnie, a nie biernie (przeżywając opowieść, a nie tylko zabijając czas) – to z kolei odnosi się do koncepcji zaangażowania narracyjnego.
Uczestnicy badania twierdzili, że aktywny binge-watching sprzyjał u nich pobudzaniu wyobraźni i prowadził do tego, że częściej fantazjowali o historiach i ich bohaterach. Seriale robiły to skuteczniej, chociaż w przypadku książek można doświadczać podobnych efektów.
Binge-watching prowadzi również do rozwoju relacji paraspołecznych, czyli jednostronnych więzi emocjonalnych pomiędzy widzami a fikcyjnymi postaciami. Chociaż nie są to prawdziwi ludzie, pozwalają uzyskać emocjonalny komfort, a przez to obniżać poziom stresu.
Werdykt nie jest jednoznaczny
Ostatecznie jednak główny badacz, Joshua Baldwin, wyraźnie podkreśla, że skutków binge-watchingu nie można jednoznacznie sklasyfikować, że są dobre lub złe. Istnieje wiele niuansów – począwszy od samych treści, a na powodach takiego ich konsumowania skończywszy – przez które każdy przypadek należy oceniać indywidualnie. Dlatego nie można powiedzieć, że maratony są dobre. Nie można też jednak powiedzieć, że zawsze są złe.
Binge-watching może wzmacniać pamięć, wyobraźnię i komfort psychiczny. Równocześnie może pogłębiać izolację społeczną, tłumić stres i przyczyniać się do problemów zdrowotnych. Jak zwykle w tematach psychologicznych całość sprowadza się do stwierdzenia to zależy.





