Peugeot 308
fot. Peugeot

Diesel wraca na europejskie drogi. Koncern wstrzymuje elektryczną rewolucję

Przyszłość najpewniej będzie należeć do samochodów elektrycznych. Wciąż jest jednak miejsce dla silników diesla, które właśnie postanowił wskrzesić Stellantis.

Diesel wraca… przynajmniej na jakiś czas

Prawdopodobnie samochody elektryczne w niedalekiej przyszłości zastąpią auta spalinowe, przynajmniej te nowe sprzedawane w salonach. Jednak cała ta rewolucja nadejdzie później niż niektórzy wskazywali, a co więcej klienci w najbliższych latach nadal będą chętnie sięgać po silniki napędzane paliwami ciekłymi.

Wie to już Porsche, Mercedes zrozumiał, że modele AMG powinny mieć przynajmniej 6 cylindrów, a teraz przyszła kolei na jeden z największych koncernów motoryzacyjnych. Stellantis, w ostatnich latach coraz wyraźniej stawiający na elektryfikację, zdecydował się wprowadzić do europejskiej oferty więcej modeli z silnikami diesla.

Jak informuje Reuters, koncern po cichu (bo dziś inaczej chyba nie wypada) postanowił wskrzesić silnik diesla w co najmniej siedmiu modelach samochodów osobowych i dostawczych. To wszystko przy jednoczesnym zmniejszeniu zaangażowania w produkcję pojazdów elektrycznych.

Test Fiat 600e
fot. Mateusz Budzeń | Tabletowo.pl

Nowa strategia, która objęła m.in. Peugeota 308 czy DS 4, rozpoczęła się pod koniec 2025 roku. Można oczekiwać, że będzie kontynuowana przez najbliższe lata, ale najpewniej nie jest to polityka długoterminowa. Coraz bardziej restrykcyjne normy emisji spalin, a także spadająca sprzedaż diesla w Europie (zaledwie 7,7% rynku w 2025 roku), nie zapowiadają atrakcyjnej przyszłości w dłuższej perspektywie.

Stellantis musi nauczyć się robić samochody elektryczne

Nowe platformy, STLA Medium czy STLA Large, zapowiadają się całkiem obiecująco. Może nie równie imponująco, jak technologia, którą chwalą się Chińczycy, ale jest potencjał, aby projektować dobre elektryki. Tylko, że Stellantis tego potencjału chyba nie chce wykorzystać. Dobrym przykładem jest Peugeot E-3008, który w odmianie elektrycznej jest źle wyceniony i podejrzewam, że sukcesu na rynku nie osiągnie. Ten sam los może spotkać BEV-y innych marek Stellantisa.

Do tego dochodzą elektryki, które nie są w stanie zastąpić modeli spalinowych w wielu scenariuszach. Po prostu mają skromny akumulator, który sprawdza się w trakcie jazdy wokół komina, ale niezbyt nadaje się na jakiekolwiek dłuższe wycieczki. Szczególnie, że chociażby elektryczny Opel Astra czy Fiat 600e nie słyną z efektywności energetycznej. Jasne, czasami można natrafić na wyjątkowo atrakcyjny plan finansowania, ale nadal mówimy o samochodach, które sprawdzą się jako drugi lub trzeci w rodzinie.

Stellantis, jeśli więc chce utrzymać przy życiu większość z posiadanych marek, musi zmienić podejście. Jasne, silniki diesla mogą teraz przyciągnąć klientów do salonów, ale ich wprowadzenie nie powinno wiązać się ze zmniejszeniem priorytetu dla elektryków.

Porsche czy Mercedes, o których napisałem na początku, zamierzają produkować silniki spalinowe, także te większe. Tylko, że wciąż będą inwestować duże pieniądze w elektryczną przyszłość. Efektem takiego podejścia jest przykładowo elektryczny Mercedes CLA, który w kwestii zasięgu, szybkości ładowania czy efektywności napędu wypada bardzo dobrze. Do tego jego cena – jak na Mercedesa – nie jest odstraszająca.