Współpraca znanego producenta laptopów z marką odpowiedzialną za jedne z najpopularniejszych kamerek sportowych na rynku to wręcz naturalna rzecz. Do podobnego wniosku doszedł ASUS z GoPro, w efekcie czego powstała edycja specjalna laptopa dla twórców z serii ProArt. Miałam okazję spędzić z nim tydzień. Jaki jest ASUS ProArt PX13 GoPro Edition?
To się nazywa bogaty zestaw sprzedażowy
Któregoś razu wracam do domu, a mąż wita mnie słowami: spodziewałaś się jakiejś przesyłki od ASUS-a? No tak, spodziewałam się – laptopa. Po czym spojrzałam w miejsce, które wskazał Kuba i ze zdziwieniem odkryłam, że to ogromne pudło to właśnie to, na co czekałam.
Nie byłam bowiem ani trochę przygotowana na to, że zestaw sprzedażowy jest tak bogaty. W kartonie znalazłam: twarde pudełko z piankami, z użyciem których można stworzyć bezpieczną strefę do transportowania laptopa z całym osprzętem GoPro (łącznie z akcesoriami), jak również pokrowiec, który można przewiesić przez ramię z użyciem charakterystycznych pasów GoPro.
Zestaw obejmuje też 200-watowy zasilacz (niestety, duży i ciężki) oraz rysik z ładowarką – akcesoria są skrzętnie schowane w odpowiedniej przegródce, więc łatwo pominąć ich obecność.
Jeśli zrobiliście wielkie wow po zobaczeniu tego zestawu – wcale się nie dziwię, moja reakcja była dokładnie taka sama.





Nie da się zapomnieć, że to GoPro Edition
Wystarczy pierwszy rzut oka na klapę laptopa po wyjęciu go z pudełka, by dostrzec nawiązanie do designu kamerek GoPro – i nie mam tu na myśli samego logo marki w rogu. Obudowa ProArta PX13 w tej konkretnej wersji ma czarne, metalowe wykończenie z wygrawerowanymi CNC poziomymi liniami, nawiązującymi do obudowy GoPro. Fajny detal, dzięki któremu GoPro Edition wygląda o wiele lepiej od podstawowej edycji ProArt PX13.
Druga rzecz to umieszczony na klawiaturze skrót klawiszowy pod F8, kierujący bezpośrednio do aplikacji GoPro. Co mnie jednak setnie rozbawiło, GoPro Player nie jest preinstalowany na laptopie. Oznacza to, że gdy pierwszy raz klikniemy na F8, zostaniemy przeniesieni do Microsoft Store w celu pobrania rzeczonego programu.
To też dobry moment, by wspomnieć, że – decydując się na zakup ASUS-a ProArt PX13 GoPro Edition – dostajemy roczny abonament na oprogramowanie (o wartości 99 dolarów) oraz 15% rabatu na zakup sprzętu GoPro.
A to jeszcze nie wszystko, bo dodatkowo ASUS dorzuca roczną gwarancję Perfect Warranty na uszkodzenia mechaniczne. Wystarczy zarejestrować ProArt PX13 GoPro Edition na stronie usługi w ciągu 90 dni od daty zakupu. Gwarancja obejmuje przypadkowe upuszczenia i uderzenia, zalania cieczą, przepięcia elektryczne i przypadkowe uszkodzenia mechaniczne.



Co mi się w ProArt PX13 GoPro Edition podoba?
Zacznijmy od oczywistości. Pro Art PX13 GoPro Edition jest laptopem, który powstał z myślą o pracy w terenie. Stąd też producentowi zależało na maksymalnej mobilności – i trudno mu tego odmówić. Laptop waży 1,39 kg, a jego wymiary to 29,82 x 20,99 x 1,58 ~ 1,77 cm. Mamy zatem do czynienia z urządzeniem lekkim i maksymalnie przenośnym, a przy tym, jak się później przekonacie, również odpowiednio wydajnym.
Wszystko to było możliwe dzięki zastosowaniu wyświetlacza o przekątnej 13,3”, który jest kompromisem pomiędzy małą przestrzenią roboczą i mobilnością, a większym ekranem, ale i wyższą wagą.
ASUS ProArt PX13 GoPro Edition został wyposażony w OLED-owy, dotykowy ekran o rozdzielczości 2880×1800 pikseli, częstotliwości odświeżania 60 Hz (dlaczego nie 120 Hz?), jasności 400 nitów (HDR: 500 nitów) i czasie reakcji 0,2 s. Matryca może się pochwalić kontrastem 1 000 000:1 i pokryciem palety barw DCI-P3 100%.
Osobiście, zwłaszcza do pracy w trasie, preferuję matowe ekrany, ale do błyszczącego – jak w tym przypadku – też jestem w stanie szybko przywyknąć. Zwłaszcza, gdy ma dodatkowy atut, a tutaj mamy z takim do czynienia. Mowa o możliwości obracania ekranu o 360 stopni, dzięki czemu można z niego korzystać w trybie namiotu czy tabletu (zwłaszcza tak wygodniej jest korzystać z rysika).



Same ramki wokół ekranu nie są ani przesadnie wąskie, ani przesadnie grube – screen to body wynosi 85%. Jakość wykonania całej konstrukcji laptopa oceniam bez zastrzeżeń, jest dokładnie taka, jak można się spodziewać po (wysokiej) cenie urządzenia. Nie mam wątpliwości, że jest to sprzęt premium. Do tego warto wiedzieć, że spełnia militarną normę odporności MIL-STD 10H.
Wątpliwości mam za to za każdym razem, gdy trafia do mnie nowy laptop – odnośnie tego czy polubię się z jego klawiaturą. W przypadku omawianego modelu już pierwsze minuty z nim spędzone sugerowały, że będzie świetnie. I rzeczywiście tak było. Klawiatura jest bardzo wygodna, odstępy między klawiszami są odpowiednio duże, a ich skok (1,7 mm) jest satysfakcjonujący – podobnie zresztą jak głośność klikania (cichość, właściwie).
Dodajmy do tego fakt, że klawiatura podświetlana jest na niebiesko (błękitno czy też cyjanowo). Do wyboru mamy trzy stopnie jasności, a właściwie cztery, gdy pod uwagę weźmiemy brak podświetlenia.
W teście 10fastfingers udało mi się uzyskać wynik 103 słów na minutę z dokładnością 98,29%. Mój standard w przypadku testowanych laptopów to ~100 słów na minutę i z niższą dokładnością. Jest zatem naprawdę dobrze. Zresztą, niniejszy tekst też w całości powstał na omawianym laptopie.
Touchpadowi też nie mogę nic zarzucić. Jest responsywny, działa bezproblemowo i obsługuje gesty multidotykowe. Ma też dodatkowy element, do którego użytkownicy laptopów z serii ProArt zdążyli się już przyzwyczaić. Mowa oczywiście o ASUS DialPad, który w tym przypadku jest dotykowy.
ASUS DialPad to nic innego jak dotykowe pokrętełko, ułatwiające korzystanie z laptopa. I nie mam na myśli posiadania pod ręką dodatkowych narzędzi w programach do edycji wideo czy grafiki, ale również zwykłe użytkowanie sprzętu, typu przeglądarka internetowa – nawet wtedy mamy pod ręką lupę czy możliwość przełączania się pomiędzy otwartymi kartami. Możemy też np. zmieniać jasność czy głośność bez potrzeby sięgania w stronę ekranu. Fajne i rzeczywiście przydatne.



Podobnie zresztą jak obecność slotu kart pamięci microSD na prawej krawędzi. Zresztą, gdybyśmy mieli do czynienia z GoPro Edition bez takiego dodatku, to… chyba wszyscy się ze mną zgodzą, że to by było bez sensu. Pachniałoby wręcz hipokryzją – w końcu jakoś te nagrane materiały trzeba na komputer zrzucić.

Pani, a wydajna jest ta maszyna?
ASUS ProArt PX13 GoPro Edition to pierwszy laptop z AMD Ryzen AI MAX+ 395, który trafił w moje ręce, więc właściwie nie będzie przesadnym stwierdzenie, że zupełnie nie wiedziałam czego się po nim spodziewać. Zwłaszcza, gdy doczytałam, że ten procek ma zintegrowaną grafikę, a jest to przecież sprzęt dla twórców, więc trochę mi się to gryzło. Dopiero zagłębienie się w szczegóły dało mi pełen obraz sytuacji.
Bo – tak – AMD Radeon 8060S to zintegrowana grafika, ale działająca na zupełnie innych zasadach. Korzysta z dobrodziejstwa ogromnej ilości superszybkiego RAM-u (w tym przypadku mamy go przecież aż 128 GB!) i nowej architektury, wspieranej dodatkowo przez potężne NPU XDNA do zadań AI.

Wydajnością ma dorównywać takim jednostkom, jak NVIDIA GeForce RTX 4050 czy nawet RTX 4060 Laptop. A czy tak rzeczywiście jest? Cóż, wygląda na to, że tak.
Wystarczy rzut oka na poniższą tabelkę. Oto dwa różne laptopy ASUS-a ze zintegrowanym Intel Arc – ASUS Zenbook Duo z Intel Core Ultra 9 285H i 32 GB RAM oraz ASUS Zenbook 14 OLED 2014 z Intel Core 7 i 16 GB RAM, ale do tego dołożyłam model konkurencji z RTX 4060 – MSI Katana 17 B13V:
| 3DMark | ASUS ProArt PX13 GoPro Edition | ASUS Zenbook Duo 2025 | ASUS Zenbook 14 OLED 2024 | MSI Katana 17 B13V z GeForce 4060 |
| Time Spy | 9352 | 4510 | 2938 | 10452 |
| Time Spy Extreme | 4566 | 2166 | 1456 | 4888 |
| Fire Strike | 21925 | 9619 | 6228 | 22209 |
| Fire Strike Ultra | 5936 | 2464 | 1769 | 6061 |
| Wild Life | 54220 | 19316 | 15126 | 46888 |
| Wild Life Extreme | 18424 | 5283 | 4461 | 18733 |
| Night Raid | 56505 | 33607 | 22627 | 55036 |
Wnioski? Jest naprawdę dobrze!
Rzućmy jeszcze okiem na pozostałe testy z 3DMark:
- Port Royal: 4573
- Speed Way: 1193
- Night Raid: 56505
- Steel Nomad: 1851
- Steel Nomad Light: 8877
- Solar Bay: 41810
- Solar Boat Extreme: 5678

















A na deser zostawiłam jeszcze trochę innych testów syntetycznych:
Blender:
- monster: 615.419872
- junkshop: 218.802001
- classroom: 303.862728


Cinebench R23:
- single core: 26915
- multi core: 2047


Geekbench:
- single core: 2943
- multi core: 18055
- OpenCL: 76677


Przydałby się jeszcze benchmark AI, a tu z pomocą przychodzi Procyon i testy wchodzące w jego skład. Patrząc na wyniki trudno nie uznać ProArta PX13 za świetny sprzęt do korzystania ze sztucznej inteligencji lokalnie:
- AI Computer Vision Benchmark:
- CPU: 186
- GPU: 528
- AI Text Generation Benchmark:
- PHI 3.5: 1087
- MISTRAL 7B: 934
- LLAMA 3.1: 711






Słowem wypadałoby jeszcze wspomnieć o kulturze pracy – głośności i temperaturach. Podczas typowej pracy biurowej jest wręcz bezgłośnie, a spód laptopa staje się tylko ciepły – ale nie na tyle, by powodować dyskomfort korzystając z niego na kolanach. Sytuacja zmienia się jednak, gdy w grę wchodzą bardziej zaawansowane zastosowania – obróbka zdjęć, montaż wideo, etc. Nie dość, że z obudowy wydobywa się ogromny szum wentylatorów, to jeszcze rosną temperatury, z którymi te wentylatory próbują sobie poradzić.
Lojalnie muszę jednak dodać, że podczas tego tygodnia nie miałam okazji sprawdzić ASUS-a Pro Art PX13 GoPro Edition do granic możliwości. Poza jakimiś podstawowymi zabawami z obróbką zdjęć i montażem kilku krótkich form pionowych – nie potrzebowałam sięgać po montaż długiej i skomplikowanej poziomej formy.
Stąd też – i z faktu, że test trwał zaledwie tydzień – niniejszy materiał nie jest oznaczony jako recenzja, choć długością mógłby sugerować, że nią jest.

Czas pracy ASUS ProArt PX13 GoPro Edition
Pod maską umieszczony został akumulator o pojemności 73 WHr, a to, na jak długo wystarczy do kolejnego ładowania, właściwie zależy tylko i wyłącznie od intensywności korzystania z niego.
Idealny przykład to skrajnie różna jasność ekranu. Z maksymalną jasnością (100%) w trybie baterii zrównoważonym, laptop działał w moich rękach przez dokładnie pięć godzin, przy czym była to w głównej mierze praca biurowa – obróbka zdjęć czy wideo czas ten dodatkowo skróci.
Gdy jednak przy podobnych zastosowaniach zjechałam z jasnością do 60%, czas pracy udało się znacznie wydłużyć – po 3,5 godzinie laptop wskazywał jeszcze 60% zapasu, by ostatecznie paść po łącznie 7 godzinach i kwadransie pracy. I, co warto podkreślić, były to wyniki jak najbardziej powtarzalne.
Jako ciekawostkę dodam jeszcze, że z jasnością ekranu 30%, urządzenie po 2h20’ pokazywało 75% baterii.
Jak już wiecie, z laptopem otrzymujemy 200-watową ładowarkę, która pozwala bardzo szybko uzupełnić energię. Pełne ładowanie trwa ok. 1,5 godziny, przy czym imponująca jest jego pierwsza faza – do 55% w zaledwie pół godziny, a do 80% w 45 minut.

Czego mi w ProArt PX13 GoPro Edition brakuje?
Ekranu o wyższej częstotliwości odświeżania. To już kolejna generacja ProArt PX13, w której wyświetlacz ma 60 Hz. Halo, ASUS, czas wziąć to na klatę – zwłaszcza, że mamy do czynienia z naprawdę drogim sprzętem dla twórców, którzy nie chcą liczyć się z kompromisami.
Brakuje mi też lepszych głośników – zdecydowanie. Przez moje ręce przez lata przeszedł tylko jeden laptop z serii ProArt, konkretnie ProArt Studiobook 16 OLED, ale pamiętam, że w jego przypadku też narzekałam na głośniki. Podobnie jak tam, także i tutaj na temat jakości dźwięku nie mogę powiedzieć nic dobrego, więc może sobie to po prostu darujmy.

To, czego mi jeszcze brakuje, to czytnik linii papilarnych. Włącznik laptopa w ProArt PX13 umieszczony jest dość nietypowo, bo na prawej krawędzi, w dodatku dość blisko użytkownika, i idealnie by się nadawał, by zaimplementować w nim skaner odcisków palców. Niestety, tego tutaj nie znajdziemy.

Jest za to kamerka Full HD z obsługą Windows Hello. I, tu kolejny brak, który według mnie jest warty odnotowania – brak choćby niewielkiej diodki obok kamerki, która informowałaby nas o tym, czy kamera jest włączona czy nie. Nie ma fizycznej zasuwki prywatyzującej, nie ma diody – jedyna opcja, by sprawdzić czy jest uruchomiona, to skorzystanie ze skrótu klawiszowego F10 (w ten sposób można ją szybko włączyć lub wyłączyć – a tuż obok jest włącznik mikrofonu).


Gdybym miała się czepiać, powiedziałabym, że przydałby mi się jeszcze jeden pełnowymiarowy port USB A, ale biorąc pod uwagę, że jeden jest (i dobrze!), a w małych laptopach powoli odchodzi się od nawet tego minimum, to tylko o tym wspomnę.
A samo zaplecze portów i złączy jest bogate. Na lewej krawędzi mamy port zasilania, pełnowymiarowe HDMI 2.1, USB C 4.0 Gen 3 (40 Gbps) oraz 3.5 mm jack audio. Na prawej krawędzi z kolei ulokowano drugie USB C 4.0 Gen 3 (też 40 Gbps), USB A 3.2 Gen 2 (10 Gbps), slot kart microSD 4.0 oraz włącznik.
Przydałaby się też jakaś powłoka, która mogłaby zapobiegać palcowaniu się obudowy – zarówno klawiatura, jak i pokrywa laptopa – zbierają odciski palców jak szalone. Na szczęście nie jest je trudno usunąć szmatką.


Podsumowanie
Nie jestem GoPro-filem. Ale ten laptop wcale nie jest skierowany wyłącznie do użytkowników tych popularnych kamer sportowych. To sprzęt dla twórców, którzy wymagają solidnej wydajności, mobilności i wszechstronności. Dokładnie tak określiłabym ASUS-a ProArt PX13 GoPro Edition.
Ah, zapomniałabym. A może właściwie specjalnie zostawiłam to na koniec. ASUS ProArt PX13 GoPro Edition kosztuje 13999 złotych. Mówiłam, że to nie jest tania zabawka?



