Recenzja Samsunga Galaxy Note 10. Mniejszy Note to strzał w dziesiątkę

Trochę to trwało, ale wreszcie nadszedł ten moment. Czas stanąć oko w oko z Samsungiem Galaxy Note 10 – smartfonem, na premierę którego bardzo się cieszyłam. Oto bowiem koreański koncern poszedł na rękę osobom, dla których dotychczasowi przedstawiciele serii Galaxy Note byli po prostu za duzi i stworzył kompaktowy smartfon dla osób preferujących mniejsze smartfony. Jak Samsungowi udał się ten zabieg? Postanowiłam odpowiedzieć na to pytanie równo po miesiącu korzystania z mniejszego przedstawiciela serii.

Parametry techniczne Samsunga Galaxy Note 10:

Cena Samsunga Galaxy Note 10 w momencie publikacji recenzji: 4149 zł

w Polsce dostępne są trzy kolory: Aura Black, Aura Pink i Aura Glow

Wzornictwo, jakość wykonania

Producenci dwoją się i troją, by zaintrygować potencjalnych klientów wyglądem swoich urządzeń. I choć wydawać by się mogło, że jest to z miesiąca na miesiąc coraz trudniejsze wyzwanie, bo nie da się wymyślić koła na nowo, okazuje się, że skoro w obudowach niewiele można zmienić, to trzeba pokombinować w kolorach. I tak też zrobił Samsung, ale o ile podstawowe wersje, jak Aura Black czy Aura Pink są po prostu ładne, tak Aura Glow wybija się ponad przeciętność. To właśnie ta wersja, o którą warto zapytać “jaki to kolor”, by po chwili padła odpowiedź: “każdy” ;). Bo faktycznie – za każdym razem, jak spojrzymy na Aura Glow, obudowa mieni się w innych barwach, nadając temu telefonowi niepowtarzalnego charakteru. I, cóż, zdecydowanie trudno jest oderwać od niego wzrok – za to duży plus dla Samsunga.

Niewielki minus natomiast za to, że obudowa, jak to każda szklana, uwielbia zbierać odciski palców, co oznacza, że już po chwili korzystania ze smartfona, traci swój urok. Wystarczy jednak go przetrzeć, by wszystko wróciło do normy. Przez miesiąc korzystałam z Samsunga Galaxy Note 10 bez żadnego etui ochronnego i muszę przyznać, że bardzo dobrze znosi próbę czasu – nie zauważyłam, by na jego pleckach znalazła się jakakolwiek rysa – to dobrze o nim świadczy.

Galaxy Note 10 ma wymiary 151 x 71,8 x 7,9 mm, co powoduje, że jest niewiele większy od Galaxy S10 (149,9 x 70,4 x 7,8 mm). Dzięki temu ma też nieco większą baterię (3500 mAh vs 3400 mAh) i więcej waży (168 g vs 157 g). Oba jednak są tak samo poręczne i uważam to za bardzo dużą zaletę obu tych modeli. Galaxy Note 10 świetnie leży w dłoni i umożliwia też korzystanie z niego jedną ręką, co w przypadku Galaxy Note 10+ jest już utrudnione przez wzgląd na dużo większe wymiary (162,3 x 77,2 x 7,9 mm). Uważam, że wydanie przez Samsunga dwóch wersji smartfonów z serii Galaxy Note, większej i mniejszej, było strzałem w dziesiątkę i miłym ukłonem w kierunku osób o mniejszych dłoniach. Przecież nie każdy, kto chciałby mieć możliwość korzystania z rysika S Pen, chce mieć też wielki smartfon. Świetna decyzja – nie sądzę, by ktokolwiek uważał inaczej.

Zobaczcie, jak wyglądają oba modele obok siebie:

Patrząc na Samsunga Galaxy Note 10 i Galaxy Note 9 obok siebie wyraźnie widać, że ramki wokół ekranu zostały zmniejszone względem poprzednika – mniej ta pod ekranem, natomiast już znacznie ta nad nim. Ale czas na trochę dziegciu w tej beczce miodu. Bo to, że Galaxy Note 10 mi się podoba i świetnie mi się z niego korzysta, to jedno, ale nie obeszło się bez większych i mniejszych wad. Na pierwszy rzut leci usunięcie 3.5 mm jacka audio – tu warto zaznaczyć, że Galaxy Note 10 i Galaxy Note 10+ są pierwszymi flagowcami Samsunga, w których tegoż jacka nie uświadczymy. Druga rzecz to, jak łatwo się domyślić, brak slotu kart microSD w Galaxy Note 10 (w Galaxy Note 10+ już jest) – nie jest mi on potrzebny do szczęścia w obliczu 256 GB pamięci wewnętrznej, ale rozumiem osoby, które przechowują archiwum zdjęć na zewnętrznym nośniku i chciałyby mieć możliwość włożenia go także do tego urządzenia. Trzecią rzeczą natomiast jest fakt, którego czepiam się przy każdym smartfonie, w którym ma to miejsce, a mianowicie moduł z aparatami nieco wystaje ponad poziom obudowy. Pozytywny natomiast jest fakt, że ramka go otaczająca jest trochę wyżej niż chroniące go szkło, dzięki czemu nie powinno się rysować od samego kładzenia na różnego rodzaju powierzchnie.

Jak przystało na przedstawiciela serii Galaxy Note, także i tu w prawej części dolnej krawędzi znajdziemy schowek na rysik S Pen (pełnowymiarowy, o dokładnie takiej samej wielkości, jak ten z Galaxy Note 10+). Obok niego jest głośnik, USB typu C i mikrofon. Na przeciwległej krawędzi znalazło się miejsce dla drugiego mikrofonu, slotu na dwie karty nanoSIM i niewielkiego otworu, który ma pozwalać na wydostawanie się dźwięku z obudowy (zwróćcie uwagę, że grill głośnika nad ekranem jest bardzo, bardzo niewielki, wręcz ledwo dostrzegalny).

I teraz najciekawsze – prawy bok smartfona pozostał niezagospodarowany. Oznacza to, że nie ma tu również… włącznika, a przecież w każdym poprzednim flagowcu Samsunga włącznik zawsze był gdzieś tutaj. Nie wiedzieć czemu w serii Galaxy Note producent postanowił przenieść włącznik na lewą krawędź, co strasznie irytowało mnie zarówno podczas pierwszego spotkania z tym telefonem, jak i pierwszego dnia testów Galaxy Note 10. Później zdążyłam się przyzwyczaić na tyle, że jak sięgałam np. po Galaxy S10, z przyzwyczajenia chciałam go włączyć przyciskiem Bixby (który w S10 jest w miejscu włącznika z Note’a 10). Ostatecznie uważam, że to kwestia przyzwyczajenia, ale sam fakt zmiany umiejscowienia włącznika z prawej krawędzi na lewą jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe.

W Galaxy Note 10 Samsung nie zdecydował się umieścić przycisku dedykowanego Bixby, co według mnie jest bardzo dobrym posunięciem. Warto jednak odnotować, że włącznik można zaprogramować tak, by uruchamiał Bixby – przez dwukrotne naciśnięcie lub przytrzymanie (w zależności od naszego wyboru). Dodam jeszcze tylko, że nad włącznikiem jest jeszcze przycisk do regulacji poziomu głośności.

Z tyłu telefonu w oczy rzuca się moduł aparatu, który – tu znowu – został przeniesiony ze środka obudowy w jego lewą część. I o ile sporej części recenzentów to przeszkadzało, tak dla mnie to akurat nie ma żadnego znaczenia – ważne, by robił dobre zdjęcia, a to, gdzie jest umiejscowiony i czy pionowo, czy poziomo, jest dla mnie drugorzędne.

Samsung Galaxy Note 10 spełnia oczywiście normę odporności IP68, co oznacza, że jest odporny na zanurzenia w wodzie przez maksymalnie pół godziny na głębokość do 1,5 metra – oczywiście mowa o wodzie słodkiej.

Wyświetlacz

Skończyłam część o wzornictwie, które uważam za bardzo udane i włączył mi się tryb małego złośliwca. Zwróćcie bowiem uwagę, że Galaxy Note 10 został wyposażony w ekran o przekątnej 6,3” i rozdzielczości 2280 x 1080 pikseli, co przekłada się na zagęszczenie pikseli na cal na poziomie zaledwie 401 ppi. Specjalnie użyłam słowa “zaledwie”, bo np. taka Motorola One Action, kosztująca ułamek tego, co testowany Samsung, ma też 6,3-calowy ekran, ale rozdzielczość wyższą – 2520 x 1080 pikseli – 435 ppi. Oczywiście to zupełnie inna liga produktów, ale widzicie, co tu chciałam dać do zrozumienia? Dodatkowo warto pamiętać, że Galaxy S10 ma ekran mniejszy, bo 6,1-calowy, a nie przeszkodziło to zastosować rozdzielczości takiej samej, jak w 6,8-calowym Galaxy Note 10+, czyli 3040 x 1440 pikseli (odpowiednio: 551 ppi i 494 ppi). Żeby było jasne: mimo wszystko uważam, że zastosowana tu rozdzielczość jest całkowicie wystarczająca do komfortowego użytkowania telefonu na co dzień, ale po prostu zastanawiający jest zabieg koreańskiego koncernu, który jakby celowo wykastrował Galaxy Note 10 z wysokiej rozdzielczości ekranu.

Co do “flagowości” ekranu Galaxy Note 10 nie trzeba mnie przekonywać. AMOLED i HDR10+ sprawdzają się doskonale i dają się poznać od zdecydowanie dobrej strony. Właściwie trudno w tym modelu narzekać na jakikolwiek aspekt związany z jakością obrazu, bo ta po prostu stoi na świetnym poziomie, podobnie jak jasność – zarówno minimalna, jak i maksymalna.

Nieodłączną częścią ekranu jest również otwór, w którym umieszczony jest przedni aparat. Zdecydowanie wolę takie rozwiązanie niż (zwłaszcza dużego) notcha i zupełnie mi ono nie przeszkadza, choć wiem, że zdania na ten temat są podzielone. Najważniejszy jest dla mnie fakt, że w ustawieniach ekranu jest opcja Aplikacje na pełnym ekranie, w której można zdecydować które aplikacje wyświetlają się na pełnym ekranie, a które do wysokości górnej belki systemowej.

Jak przystało na flagowca Samsunga, ustawienia wyświetlacza są dość rozbudowane. Jest filtr światła niebieskiego (mogący działać według ustawionego harmonogramu), tryb nocny (zmieniający motyw na ciemniejszy), tryb ekranu (żywy lub naturalny) oraz opcja zmiany balansu bieli. Nie zabrakło oczywiście również Always on Display – skoro nie ma diody powiadomień (choć różnymi drogami można wykorzystać do tego świecącą obramówkę przedniego aparatu), to chociaż AoD pokazuje powiadomienia.

Działanie, oprogramowanie

Właściwie w przypadku flagowców ten akapit mogłabym Wam darować, bo to jest pisanie oczywistych oczywistości. Bo chyba nikt nie spodziewa się, że smartfon kosztujący 4149 złotych będzie działał źle – zacinał się, zamyślał podczas przełączania pomiędzy aplikacjami, zamulał, etc. W przypadku Galaxy Note 10 o takich ekscesach nie ma mowy.

Za jego działanie odpowiada procesor Exynos 9825 z Mali-G76 MP12 i 8 GB RAM, a nad całością czuwa system Android 9 Pie z nakładką One UI (1.5). Wszystkie komponenty tu ze sobą świetnie współgrają i są odpowiednio zoptymalizowane tak, by zapewnić użytkownikowi maksymalną przyjemność z korzystania z telefonu. Poprawki bezpieczeństwa są aktualne – datowane są na 1 września.

Zresztą, wysoką wydajność Samsunga Galaxy Note 10 potwierdzają też wyniki uzyskiwane w popularnych benchmarkach. I o ile nie lubię testów syntetycznych, tak na duże liczby zawsze miło popatrzeć:

AnTuTu: 348412

GeekBench 5:
single core: 822
multi core: 2289

3DMark:
Ice Storm: 52425
Ice Storm Extreme: Max

Sling Shot: 4062
Sling Shot Extreme:
OpenGL ES 3.1: 4950
Vulkan: 4332

Samsunga Galaxy Note 10 można obsługiwać zarówno przy użyciu przycisków nawigacyjnych, jak i gestów pełnoekranowych. Ja jednak w smartfonach tej firmy wciąż nie mogę przeprosić się z gestami – preferuję te z OnePlusa lub iPhone’a, ale to już kwestia indywidualna.

Na górnej belce systemowej mamy dostęp do najważniejszych ustawień, a wśród nich warto wymienić: latarkę, Połącz z Windows, skaner QR (czasem się przydaje, więc fajnie, że jest i nie trzeba kombinować), Smart View, sejf plików, rejestrator ekranu (możemy w szybki i prosty sposób nagrać to, co dzieje się na ekranie), tryb nocny czy Bixby routines.

Fajną funkcją, głównie dla osób sporo pracujących przed komputerem, jest Połącz z Windows. Dzięki niej mamy dostęp do galerii zdjęć (a właściwie ostatnich 25 zdjęć i screenshotów), skrzynki odbiorczej wiadomości SMS z opcją pisania wiadomości oraz powiadomień. Co więcej, mając oba urządzenia (tj. telefon i laptop), podłączone do jednej sieci WiFi, możemy przesyłać na ekran laptopa ekran telefonu.

Oprócz tego mamy też tryb DeX, który działa bez potrzeby posiadania osobnego akcesorium – wystarczy kabel USB typu C podłączony do Galaxy Note 10, wpięty oczywiście do zewnętrznego większego ekranu. I muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem tego, jak dobrze i płynnie wszystko to działa. Aplikacje, nawet nieprzystosowane do działania w trybie DeX, dają sobie nieźle radę, a praca za jego pomocą jest zaskakująco komfortowa. Raczej nie zastąpi komputera, ale w podróży służbowej może się okazać jego dobrym zamiennikiem.

Oczywiście jak to w przypadku smartfonów Samsunga bywa, mamy masę ruchów i gestów ułatwiających korzystanie z telefonu, Game Launcher, opcję podwójnego komunikatora i wiele więcej funkcji. Wielokrotnie na ich temat już rozpisywałam się w recenzjach sprzętu tego producenta, więc pozwólcie, że tym razem ograniczę się wyłącznie do screenów je przedstawiających.

Tu wspomnę jedynie o dwóch istotnych rzeczach, a mianowicie notatniku Samsunga, w którym wreszcie pojawiła się opcja eksportowania plików do wordowskiego formatu .doc (wcześniej tylko PDF, zdjęcie i tekst), a także możliwości szybkiego i sprawnego montowania wideo w natywnym edytorze wideo dostępnym na smartfonie – z przejściami, muzyką, tekstem, etc.

Zaplecze komunikacyjne, jak przystało na Samsunga, jest pełne. Składa się na nie WiFi w najnowszym zakresie ax (lub WiFi 6, jak kto woli), Bluetooth 5.0, GPS, NFC i dual SIM. Nie zabrakło również protokołu ANT+. Przez kilka tygodni testów nie napotkałam na żadne problemy z którymkolwiek modułem, wszystkie działały tak, jak należy. Sama jakość połączeń telefonicznych również była bardzo dobra – z relacji rozmówców wiem, że po obu stronach słuchawki, nie tylko po mojej.

W Galaxy Note 10 mamy pamięć UFS 3.0 – z 256 GB do wykorzystania przez użytkownika zostaje dokładnie 229 GB. W Androbench wykręca następujące wyniki:

Jak już wspominałam, pamięci wewnętrznej nie można rozszerzyć przy użyciu kart microSD.

Rysik S Pen

Chcąc napisać wszystko na temat rysika S Pen, wypadałoby powtórzyć to, o czym wspominałam przy okazji recenzji Samsunga Galaxy Note 9, więc pozwólcie, że nie będę tego robić, tylko Was odeślę do tego tekstu. Wszystko za sprawą tego, że podstawowe funkcje oferowane przez S Pen nie zmieniły się – są dokładnie takie same. Z tą jedną różnicą, że teraz smartfon odczytuje gesty wykonywane rysikiem.

Air Actions dostępne są w wybranych aplikacjach Samsunga i pozwalają na nietypową obsługę za pomocą rysika S Pen właśnie. Akcje czy też gesty wykonywane rysikiem działają między innymi w przeglądarce internetowej – tutaj można wracać do poprzedniej strony lub przechodzić do kolejnej odpowiednio klikając przycisk na S Penie raz lub dwa razy. W aplikacji aparatu akcji jest sporo więcej: gest w dół lub w górę zmienia aparat z głównego na przedni lub odwrotnie, w lewo lub prawo pozwala przejść do kolejnego trybu fotografowania, z kolei wykonanie kółka przytrzymując przycisk umożliwia przybliżanie lub oddalanie (zoomowanie).

Brzmi przedziwnie, a czy faktycznie sięga się po te gesty na co dzień? Przyznaję, że czasem zdarzyło mi się ich używać w przeglądarce internetowej, ale by korzystać z ich jakoś nagminnie – nie powiedziałabym. Ciekawa jestem jak to jest w przypadku innych użytkowników Galaxy Note 10 i Galaxy Note 10+, korzystają czy jednak uważają te gesty za zwykłą ciekawostkę.

Spis treści:
1. Design. Wyświetlacz. Działanie, oprogramowanie. Rysik S Pen
2. Audio. Biometryka. Czas pracy. Aparat. Podsumowanie

Audio

Oddaję głos Kubie: Miałem okazję dłużej przysłuchiwać się muzyce, która wydobywała się z wnętrza Galaxy Note’a 10 i wiecie co Wam powiem? Samsung dalej potrafi w audio. Pomogłem Kasi dobrać słowa do opisu głośników Galaxy S10+ i tutaj posłużę się naszym cytatem:

“Jak doskonale wiecie, słuchanie muzyki z telefonu zazwyczaj nie jest miłym doznaniem, jeśli nie mamy przy sobie zewnętrznego głośnika. W przypadku Galaxy S10+ mamy do czynienia z wbudowanymi głośnikami, które dosłownie wgniatają w fotel i sprawiają, że słuchanie przez nie muzyki czy oglądanie wideo jest prawdziwą przyjemnością. To zdecydowanie jedne z najlepszych głośników w smartfonach.

Dolby Atmos robi tu niesamowitą robotę – ustawiając się na wprost telefonu mamy wrażenie, że dźwięk nas dosłownie otacza – Samsungowi udało się uzyskać świetny efekt przestrzenności. Wysokie i średnie tony słychać bardzo wyraźne, niskie tony też się pojawiają, choć od tak małych głośników nie można wymagać cudów. Jak na głośniki w telefonie, te zasługują na bardzo wysoką notę 9,5/10.”

– te słowa w dalszym ciągu podtrzymuję i myślę, że tych kilka zdań oddaje istotę głośników w tym telefonie. Po prostu – bardzo, bardzo dobra robota Samsung.

Jak wspominałam, Galaxy Note 10 nie został wyposażony w 3.5 mm jack audio, co oznacza, że nie podepniemy do niego ulubionych słuchawek. Co więcej, w zestawie z telefonem nie znajdziemy też adaptera z 3.5 mm jacka audio na USB typu C. W pudełku są natomiast dedykowane słuchawki Samsunga na USB typu C.

Czytnik linii papilarnych i rozpoznawanie twarzy

Skanery odcisków palców w ekranach często mają to do siebie, że umieszczone są albo za nisko, albo za wysoko. Tymczasem w Galaxy Note 10 czytnik znajduje się w optymalnym miejscu – dokładnie tam, gdzie wędruje mój kciuk, gdy sięgam po telefon. Nie wiem czy to kwestia wyuczenia miejsca po tych kilku tygodniach, czy zawsze tak było, ale fakt jest faktem – nie mam problemu z samym umiejscowieniem czytnika.

Co ważne, skaner działa bardzo dobrze i szybko – wystarczy na chwilę przyłożyć do niego palec, by dosłownie po chwili ekran był odblokowany. Skaner jest ciągle aktywny, więc nie trzeba nawet podświetlać ekranu, by z niego skorzystać – wiedząc, gdzie jest, przykładamy palec i po sprawie. Oczywiście czytnik może służyć również jako ułatwienie dostępu do sejfu plików (znanego tutaj jako “Mój sejf”).

Do naszej dyspozycji Samsung oddał również rozpoznawanie twarzy. I o ile jest sporo światła wokół nas, to rozwiązanie to działa naprawdę dobrze. Niestety, im go mniej, tym skuteczność rozpoznawania twarzy maleje i zmusza nas do skorzystania z czytnika linii papilarnych. Nie jest to jednak żadna dyskwalifikująca go wada – tak jest w większości smartfonów.

Akumulator

W maju przez moje ręce przeszedł mój aktualnie ulubiony flagowiec Samsunga, Galaxy S10e. Ten poręczny i kompaktowy malec ma akumulator o pojemności tylko 3100 mAh, efektem czego oferowany przez niego czas pracy, niestety, w żaden sposób nie zadowala. Podobnie jest w przypadku Samsunga Galaxy Note 10… ale tego chyba można było się spodziewać.

Korzystając z Galaxy Note 10 będąc podłączonym do sieci WiFi, czas na włączonym ekranie może nieznacznie przekroczyć 4 godziny, a przy dużym szczęściu dobić do 5 godzin (mi udało się to dosłownie raz). W przypadku LTE czas ten skraca się bardzo – do 3-3,5 godziny na włączonym ekranie (tzw. SoT). A zatem to, czy smartfon wytrzyma w Waszych rękach od rana do wieczora, zależy wyłącznie od intensywności korzystania z niego. Osoby bardziej wymagające, niestety, muszą być zaprzyjaźnione z powerbankiem lub ładowarką – przewodową lub indukcyjną, bo warto pamiętać, że Galaxy Note 10 obsługuje ładowanie bezprzewodowe (zwrotne “Wireless PowerShare” też – można za jego pomocą ładować np. słuchawki Galaxy Buds).

W pudełku z telefonem jest 25-watowa ładowarka, na którą składa się dwustronny przewód USB typu C i adapter. I o ile generalnie uważam to za dobre rozwiązanie, tak w przypadku chęci zgrania danych na jakiś komputer / laptop bez USB typu C, brak pełnego USB w kablu od ładowarki może być problematyczne, o czym przekonałam się na własnej skórze podczas jednej z konferencji na targach IFA 2019.

Ładowarka z zestawu ładuje telefon w 1,5 godziny, przy czym 50% osiąga w ok. pół godziny. Warto też pamiętać, że Galaxy Note 10 nie wspiera szybkiej, 45-watowej ładowarki, sprzedawanej osobno do Galaxy Note 10+.

Aparat

Samsung Galaxy Note 10+ ma cztery obiektywy z tyłu, Galaxy Note 10 – “tylko” trzy. Mniejszemu członkowi rodziny brakuje jedynie aparatu TOF do skanowania 3D i zbierania rzeczywistych wymiarów obiektów – przydatna rzecz, ale według mnie spokojnie można się bez niej obejść. Innymi słowy, chcę powiedzieć, że ten brak nie sprawia, że Galaxy Note 10 automatycznie staje się dużo mniej atrakcyjną propozycją – bo tak zdecydowanie nie jest.

Jeśli chodzi o aparaty, mamy tutaj następujący zestaw:

Jak się możecie przekonać poniżej, zdjęcia zrobione przez Samsunga Galaxy Note 10 są świetne – niezależnie od warunków. Może nocą nie jest to poziom flagowców Huawei, które aż nienaturalnie rozjaśniają fotografowane scenerie, ale pytaniem otwartym pozostaje czy chcemy mieć noktowizor czy aparat mobilny w miarę wiernie odwzorowujący to, co widzi ludzkie oko. Efekty uzyskiwane przez aparat testowanego dziś urządzenia są po prostu przyjemne dla oka, co dla wielu powinno zamknąć temat ich jakości. I pozwólcie, że na tym ograniczę omawianie aparatu w Galaxy Note 10, bo obraz wyraża dużo więcej niż słowa.

Tryb automatyczny i tryb nocny:

Szeroki kąt, ultraszeroki i czasem 2x do kompletu:

I jeszcze trochę przykładowych zdjęć:

A do kompletu jeszcze zdjęcia porównawcze z Samsunga Galaxy Note 10, Huawei P30 Pro i iPhone’a 11 Pro Max:

Jeśli chodzi o aparat przedni, tutaj w dalszym ciągu widzę pole do usprawnień. O ile w dzień radzi sobie bardzo dobrze, w tym wykorzystując różne tryby (jak chociażby czarno-białe tło), tak nocą uzyskiwane efekty wciąż pozostawiają sporo do życzenia. A warto wspomnieć o tym, że Samsung wprowadził tryb nocny w przednim aparacie – niestety, trudno wtedy o nieporuszone ujęcie, efektem czego niestety nie wyszło mi żadne ciekawe zdjęcie z jego wykorzystaniem.

Wideo – tu warto wspomnieć o co najmniej dwóch rzeczach. Pierwsza, ważniejsza, to fakt, że nie ma ograniczenia czasowego podczas nagrywania filmów w najwyższej jakości 4K (wcześniej było to 5 minut). Druga kwestia to live focus video, z którym jeszcze dotychczas nie mieliśmy do czynienia we flagowcu Samsunga (wcześniej funkcja ta pojawiła się w średniaku – Galaxy A80). Trzecia natomiast to to, co już znamy z serii Galaxy S10 – tryb super steady, a więc zaawansowanej stabilizacji obrazu.

Warto też zwrócić uwagę na obecność funkcji zoom in mic, którą kiedyś do U12+ wprowadził HTC. Podczas nagrywania wideo mamy do dyspozycji mikrofon kierunkowy, który – zoomując w konkretne miejsce – ustawia czułość mikrofonu w tym właśnie kierunku. Przykładowe wideo, jakie nagrałam za pomocą Samsunga Galaxy Note 10, to akurat hands on Galaxy Folda – zapraszam:

Podsumowanie

Jeśli przebrnęliście przez powyższe ponad trzy tysiące słów, doskonale znacie już moją opinię na temat Samsunga Galaxy Note 10. Do pełni szczęścia tak na dobrą sprawę brakuje mi tego, co w poprzedniku było na pokładzie – 3.5 mm jacka audio, diody powiadomień i slotu kart microSD (ten ostatni jest zarezerwowany dla modelu Galaxy Note 10+). 8 GB RAM uważam za w pełni wystarczające, podobnie sądzę na temat zastosowanej rozdzielczości Full HD+, choć nie wygląda ona w żadnym razie flagowo i jest niższa niż w Galaxy Note 9. A zatem Galaxy Note 10 to kilka zdecydowanych kroków wprzód, ale też kilka kroczków w tył, co warto mieć na uwadze.

Bardzo cieszy mnie, że Samsung wreszcie postanowił wydać na rynek dwie wersje smartfona z rysikiem, dzięki czemu automatycznie otworzył się na nowych klientów żądnych rysika i jednocześnie kompaktowych wymiarów. Lista zalet zdecydowanie przewyższa wady, wśród których – niestety – na pierwszy plan wysuwa się kiepski czas pracy.

A co Wy sądzicie na temat Samsunga Galaxy Note 10?

Spis treści:
1. Design. Wyświetlacz. Działanie, oprogramowanie. Rysik S Pen
2. Audio. Biometryka. Czas pracy. Aparat. Podsumowanie

Recenzja Samsunga Galaxy Note 10. Mniejszy Note to strzał w dziesiątkę
Zalety
wreszcie kompaktowy Note - duży ekran AMOLED, mała obudowa, rysik
jeszcze bardziej rozbudowane funkcje rysika S Pen - dodanie gestów
aparat - również w nocy; tryb Live Focus
świetne działanie
Always on Display
IP68
Bluetooth 5.0 z opcją dual audio
256 GB pamięci
szybkie ładowanie; ładowanie indukcyjne
ładowanie zwrotne
dobre głośniki stereo
wzornictwo, jakość wykonania
bogate zaplecze komunikacyjne, w tym dual SIM
DeX bez potrzeby korzystania z zewnętrznego akcesorium
Wady
kiepski czas pracy
włącznik przeniesiony na lewą krawędź
brak slotu kart microSD
brak 3.5 mm jacka audio
brak diody powiadomień
ekran Full HD+
obudowa podatna na zbieranie odcisków palców i rysowanie się
9
OCENA
Exit mobile version