Recenzja Samsung Wireless Battery Pack | Tabletowo.pl

Recenzja Samsung Wireless Battery Pack – świetnie wykonanego powerbanku indukcyjnego

Dołącz do dyskusji 0

Powerbanki można kupić właściwie wszędzie – niektóre z nich są już tak tanie, że mogłyby być wręcz dołączane do paczek chipsów czy innych płatków śniadaniowych. Jednak kluczem dobrego przenośnego magazynu energii nie jest to, żeby po prostu był – warto by było, żeby oferował przyzwoitą pojemność, zadowalającą prędkość ładowania, a w zależności od potrzeb – zintegrowane przewody, dodatkowe gniazda, latarkę czy… bezprzewodowe ładowanie. W dzisiejszym tekście chciałbym Wam nieco przybliżyć, jak sprawuje się powerbank wyposażony w ostatnią z wymienionych funkcji, czyli indukcyjny Samsung Wireless Battery Pack o pojemności 10000 mAh i wdzięcznym oznaczeniu modelowym EB-U1200CSEGWW.

Rozważania te warto byłoby zacząć od kilku słów na temat technologii zastosowanej w powerbanku. Zacznę nietypowo, bo od tego, że… w celu naładowania smartfona tym urządzeniem wcale nie musi on nosić na sobie logo Samsunga ;). Brzmi jak coś całkiem oczywistego, ale w swoich komunikatach prasowych producent uparcie zaznacza, że opisywany model umożliwia bezprzewodowe ładowanie Galaxy S10e, S10, S10+ lub Galaxy Watch Active, więc wolę rozwiać ewentualne wątpliwości. Zapewne domyślacie się, że powerbank poradzi sobie także ze smartfonami linii Galaxy Note 10, ale te nie zostały wymienione ze względu na datę premiery – recenzowane urządzenie jest po prostu starsze niż te modele.

Jakiś czas temu opublikowałem tekst, w którym poruszam temat przesiadki z LG G6 na LG G7 ThinQ. Ci z Was, którzy go czytali, być może zwrócili uwagę na fakt, że aspekt istnienia ładowania bezprzewodowego potraktowałem tam dosyć po macoszemu i przyznam szczerze, że zrobiłem to z pewną premedytacją. Postanowiłem bowiem wrażenia odnośnie do tego, czy ładowanie bezprzewodowe ma (moim zdaniem) sens przenieść właśnie do tego tekstu. Powerbank indukcyjny Samsunga jest bowiem pierwszym urządzeniem z technologią tego typu, którego miałem okazję przez dłuższy czas użytkować w życiu codziennym, co idealnie sparowało się z LG G7 ThinQ – pierwszym smartfonem z możliwością bezprzewodowego ładowania, który stał się moim daily-driverem.

Dodam jeszcze tylko, że ten interesujący duet producencki pojawił się w tym wpisie zupełnym przypadkiem, niemniej warto odnotować, że w przeciętnym sklepie znajdziemy sporo ładowarek indukcyjnych z logo Samsunga właśnie, przy czym nie udało mi się doszukać ani jednej ze znaczkiem LG na obudowie. Co ciekawe, kiedyś Life’s Good oferował takie urządzenie i udało mi się znaleźć je na stronie producenta bezprzewodową ładowarkę dedykowaną do smartfona LG G3 pod oznaczeniem modelowym WCD100, jednak teraz w sklepach nie znajdziemy ani jej, ani żadnego następcy. W ramach nadgorliwej wręcz w tym aspekcie precyzji dodam jeszcze, że według strony Samsunga recenzowany model również jest niedostępny w sprzedaży, jednak szybki rzut oka do porównywarki cenowej podpowiada, że powerbank indukcyjny jest jeszcze w sprzedaży w większości sklepów, w tym u czterech oficjalnych partnerów producenta oraz u naszego partnera ;). W jakiej cenie? Od 159 do 199 złotych, w zależności od miejsca, które wybierzemy. A jeśli recenzowany wariant srebrny jest dla Was zbyt nudny, to powerbank w różowej wersji możecie kupić już za kilkanaście złotych mniej – nie miałem okazji widzieć go na żywo, ale na zdjęciach prezentuje się całkiem nieźle, a na dodatek jest nadal dostępny na stronie producenta.

Parametry

Dość tego przydługawego wstępu, przejdźmy do konkretów. Powerbank indukcyjny Samsunga został wyposażony w litowo-jonowe ogniwo o pojemności nominalnej 10000 mAh. Według oznaczeń na samym urządzeniu jest to 10 amperogodzin przy napięciu równym 3,85V (czy też, jak kto woli, 38,5 watogodziny). Co to oznacza? Po pierwsze to, że dziesięć tysięcy dziesięciu tysiącom nierówne – większość powerbanków nosi w sobie ogniwa o napięciu 3,6 V, przez co magazynują mniej energii przy tej samej pojemności nominalnej wyrażonej w mAh. Dla przykładu – recenzowany przeze mnie ponad rok temu powerbank ADATA P10050 miał 10500 mAh, jednak ze względu na niższe napięcie wbudowanego ogniwa nosił w sobie zaledwie 36,18 Wh energii. Niby miał trochę więcej miliamperogodzin, jednak w rzeczywistości umieszczona w nim bateria była – z punktu widzenia nas i naszego smartfona – mniejsza.

Wracając jednak do wspomnianych 38,5 Wh – oznacza to, że przy standardowym prądzie ładowania (5V, 2A) nasz powerbank powinien wytrzymać dokładnie 231 minut, czyli niespełna 4 godziny. Powinien, bo matematyka ta nie uwzględnia oczywiście żadnych strat energii, innych obciążeń dla technologii szybkiego ładowania, czy nawet wahań parametrów prądu ładowania w zależności od stanu naładowania naszego smartfona. Myślę jednak, że warto uświadamiać ludziom, jak mają się sprawy realnych pojemności powerbanków – najbardziej rzetelne będą tu po prostu watogodziny, bo analiza sprawności układów byłaby zwyczajnie zbyt skomplikowana i oznaczalna właściwie dopiero po specjalistycznych pomiarach.

Powerbank, oprócz możliwości ładowania bezprzewodowego, został wyposażony w umieszczony na górze port USB typu A, dzięki którym przy pomocy wybranego przez siebie kabla doładujemy jedno, dowolne urządzenie. Obok niego umieszczone jest wejście USB typu C, którym możemy zasilić nasz bank energii, diodę sygnalizującą pracę urządzenia, cztery diody odpowiedzialne za reprezentację stanu naładowania powerbanku oraz przycisk wywołujący ładowanie bezprzewodowe (podpięcie smartfona po kablu jest wykrywane automatycznie). Osobiście uważam, że wejście USB typu C w powerbanku to bardzo przydatna opcja – choć na dalsze wojaże zawsze mam ze sobą przewód microUSB, to na wyjścia na miasto czy krótsze wyjazdy możemy dzięki temu ograniczyć kable do dokładnie jednego. A w gruncie rzeczy, dzięki bezprzewodowemu ładowaniu, te najkrótsze będziemy mogli odbyć nawet bez niego ;).

Jeżeli chodzi o wymiary, to te są bardzo wdzięczne. Powerbank jest bardzo smukły, ma zaokrąglone krawędzie i mierzy 149,93 x 70,8 x 15,09 milimetrów przy wadze równej 234 gramy. To czyni urządzenie nie tylko dosyć kompaktowym, ale bardzo wygodnym w przenoszeniu – zawsze zmieści się do plecaka czy torby, kurtki, a nawet spodni w razie zaistnienia takiej potrzeby. Dodatkowo, niesie to za sobą pewien aspekt funkcjonalny, ale o nim później.

Bardzo istotne jest to, że według deklaracji producenta powerbank oferuje technologię Quick Charge 2.0. Coś nowego? Niekoniecznie, ale wciąż rzadkie jest to, żeby powerbank obsługiwał szybkie ładowanie również na wejściu. Tym samym maksymalne prądy oferowane przez Wireless Battery Pack zarówno pod kątem przyjmowania energii, jak i jej oddawania to 5V 2A, 9V 1,67A oraz 12V 1,25A. Obustronne szybkie ładowanie – lubię to! Dzięki temu pełne nakarmienie prądem w pełni rozładowanego powerbanku zajmuje nieco mniej niż cztery godziny – to bardzo przyzwoity wynik.

Wygląd i wykonanie

Jeżeli chodzi o wzornictwo to muszę przyznać, że jestem jego wielkim fanem – indukcyjny Samsung jest smukły, metalowy i na swój sposób elegancki. Ze wszystkich powerbanków, które przeszły przez moje ręce, uważam, że ten prezentuje się po prostu najlepiej i wyciągnięcie go na jakimkolwiek spotkaniu biznesowym wcale nie zaburzy poważnej atmosfery. Oczywiście pod warunkiem, że ktoś na takie spotkania chodzi – równie dobrze prezentuje się zarówno na biurku, jak i w pociągu czy plecaku ;). Pod kątem designu porównałbym go nieco do Macbooka, bo właśnie z tym sprzętem kojarzy mi się zastosowane przez koreańskich inżynierów wzornictwo.

Jeśli chodzi o jakość wykonania, to nic nie mogę jej zarzucić. Powerbank nie jest już taki nowy, a przez cały okres użytkowania nabawił się zaledwie jednej czy dwóch pomniejszych rysek i jednego uszczerbienia. Myślę, że upadki i ostre przedmioty znosi lepiej niż plastikowa konkurencja, więc w tej kwestii nie można zarzucić mu zbyt wiele. Na dodatek wszystko jest perfekcyjnie spasowane, dobrze się prezentuje i nie mam podstaw, by sądzić, że rozpadnie się wraz z trwającym użytkowaniem. Warto jedna nadmienić, że okrągły pierścień będący częścią elementu ładującego bezprzewodowo niezwykle łatwo łapie brud, którego pozbycie się nie jest już takie łatwe.

Powerbank w praktyce

Zacznijmy od tego, co najważniejsze, a więc czasu ładowania. Postanowiłem sprawdzić to w dosyć prozaiczny, acz wymierny sposób i różnice w oferowanej smartfonowi energii przyrównać do podstawie danych oferowanych przez niego samego. Do LG G7 ThinQ rozładowanego do poziomu 15% podłączyłem kolejno oryginalną ładowarkę Fast Charge od producenta, Battery Packa za pomocą tego samego przewodu, a na samym końcu położyłem smartfon na powerbanku i wcisnąłem przycisk powodujący rozpoczęcie ładowania bezprzewodowego. Jakie czasy potrzebne do naładowania do poziomu 100% pokazał telefon?

  • oryginalna ładowarka, 15-100% – 1 godzina 33 minuty,
  • powerbank – ładowanie przewodowe, 15-100% – 1 godzina 33 minuty,
  • powerbank – ładowanie bezprzewodowe, 15-100% – 2 godziny 47 minut.

Przypomnę tylko, że ogniwo, w jakie wyposażony jest LG G7 ThinQ, ma pojemność nominalną wynoszącą 3000 mAh. Zarówno na podstawie sugerowanych czasów, jak i informacji podawanej przez smartfon po podpięciu ładowarki za pomocą przewodu oraz empirycznych pomiarów mogę potwierdzić, że powerbank indukcyjny sygnowany logo Samsunga bezproblemowo obsługuje szybkie ładowanie smartfonów konkurencji, a w każdym razie technologię Quick Charge.

A co z pojemnością powerbanku? Powiem tak – po uwzględnieniu różnić napięć w ogniwach (to ważne!), strat cieplnych i wydajności oferowanej przez urządzenie, mogę śmiało potwierdzić, że oferuje tyle miliamperogodzin, ile podaje specyfikacja. Trudno zresztą, żeby było inaczej – wydaje mi się, że od jakiegoś czasu jakiekolwiek przekłamania w tej kwestii to domena wyłącznie niezwykle tanich, chińskich propozycji. Warto nadmienić, że podczas ładowania bezprzewodowego zarówno powerbank, jak i smartfon, trochę się nagrzewają, co jest odczuwalne także w postaci trochę szybszej utraty energii przez urządzenie, jednak to zupełnie naturalny dla tej technologii proces. Warto zwrócić uwagę na fakt, że podczas ładowania przewodowego Samsung Wireless Battery Pack nie uzyskuje żadnych nadprogramowych stopni Celsjusza – ani żadnych innych, po prostu się nie grzeje.

Jeżeli chodzi o użytkowanie powerbanku w praktyce, to chciałbym zwrócić uwagę na kilka spraw, a właściwie różne konsekwencje jednego rozwiązania. Recenzowany model jest wyposażony w jedno gniazdo USB typu A, co oznacza, że jednocześnie za pomocą przewodu naładujemy tylko jedno urządzenie. Oczywiście Samsung Wireless Battery Pack może swobodnie ładować dwa urządzenia jednocześnie, z tym że wtedy pozbawiamy się technologii szybkiego ładowania, a na dodatek co najmniej jedno z nich będziemy ładować powoli, bezprzewodowo – nie jest to żadnym problemem w przypadku chęci nakarmienia energią zegarka ze wsparciem dla Qi. A skoro już przy szybkim ładowaniu jesteśmy, to należy zwrócić uwagę na fakt, że jedyne dostępne dla nas gniazdo USB używa tej technologii niezależnie od tego, czy my tego chcemy czy nie. Moim zdaniem nie jest to żaden problem, zwłaszcza, że „ograniczenia” te niosą za sobą bardzo kompaktowe i praktyczne wymiary powerbanku, ale wiem, że sporo osób z premedytacją sięga od czasu do czasu po standardowe, wolne ładowanie po kablu. Tutaj takiej możliwości nie ma – jedna opcja jest szybka i przewodowa, a druga wolniejsza i bezprzewodowa, a obie są przez wielu określane jako szkodliwe dla baterii ;).

Przyznam szczerze, że choć ładowanie bezprzewodowe jest wyraźnie wolniejsze (o czym świadczą przywołane liczby), to bardzo się do niego przekonałem. Jeśli wcale nie zależy nam na czasie, chociażby przy zostawianiu telefonu na hotelowej szafce nocnej, to po prostu nie musimy wyciągać kabli. Ze względu na kompaktowe wymiary powerbanku wręcz idealnie pokrywające się ze smartfonem, zdarzyło mi się w pociągu używać z wygody właśnie tej technologii – może z tak grubego duetu niezbyt wygodnie się pisało czy przeglądało media społecznościowe, to brak konieczności ciągnięcia kabla podczas zwykłego oglądania serialu na Netfliksie była wystarczająco kusząca. Podobnie zresztą podczas jakichkolwiek spotkań ze znajomymi – na ogół smartfon ładowany przy pomocy powerbanku chowam do plecaka, żeby nie zajmować miejsca na stole nieporęczną konstrukcją. Jednak w przypadku recenzowanego Samsunga, chęć użycia powerbanku nie tylko nie wymuszała na mnie brania ze sobą wspomnianego plecaka czy torby (bo w razie potrzeby bez problemu można włożyć go do kieszeni kurtki), ale swobodnie mogłem zostawić ładujący się duet na stole bez obawy, że będzie komuś przeszkadzać – pamiętajcie tylko, że podczas spotkania ze znajomymi najlepiej telefon schować i cieszyć się realnym życiem ;).

Tak, pod spodem jest powerbank :)

Samsung Wireless Battery Pack ma jednak jedno istotne ograniczenie, które warto mieć na względzie – choć to tak naprawdę wynika z samej technologii ładowania bezprzewodowego, a nie konkretnego produktu. Jeśli tak jak ja korzystacie w samochodzie z uchwytu magnetycznego na smartfona to… macie problem. Blaszka służąca do złapania telefonu niespecjalnie współgra z ładowarkami bezprzewodowymi, a mówiąc „niespecjalnie” mam na myśli „wcale”. Osobiście dedykowany kawałek metalu mam włożony pod etui, więc po prostu wyciągnąłem go i zostawiłem w samochodzie – w razie potrzeby skorzystania z nawigacji po prostu jest pod ręką. Warto mieć jednak to na względzie, jeśli takową blaszkę przykleiliście na stałe do swojego ulubionego etui, czy nawet bezpośrednio do smartfona. A skoro już przy etui jesteśmy – jak zapewne się domyślacie, powerbank bezproblemowo radzi sobie z ładowaniem smartfona przez przeciętnego Nillkina, choć w przypadku udziwnionych czy metalowych konstrukcji rodem z Aliexpress może nie być tak kolorowo.

Podsumowanie

Podsumowując, jeśli macie jeszcze okazję gdzieś wyrwać recenzowany powerbank, to… po prostu Wam go rekomenduję. Nie dlatego, że jest jakiś innowacyjny, ani też nie dlatego, że jest szczególnie tani. Stosunek pojemności do ceny wcale nie jest jakiś rewelacyjny i jeśli zerkniemy ile watogodzin możemy nosić ze sobą wydając tyle samo złotówek, to okaże się, że Samsung Wireless Battery Pack jest wręcz przepłacony. Jednak wiele osób rzadko zwraca uwagę na to, że urządzenie tego typu nie musi wyłącznie magazynować w sobie horrendalnej ilości energii, bo może być przy okazji poręczne i ładne. Dodatkowym atutem jest tutaj szeroko pojęta funkcjonalność – „karmienie” naszego powerbanku za pośrednictwem USB typu C i technologii szybkiego ładowania, co w duecie z opcją ładowania bezprzewodowego czyni urządzenie bardzo wygodnym w codziennym użytkowaniu. Polecam z czystym sumieniem – szczególnie tym, którym zdarza się sięgać po ładowanie bezprzewodowe ;).

9 Ocena (1-10)

Plusy
  • rewelacyjna jakość wykonania
  • kompaktowe, poręczne wymiary
  • szybkie ładowanie zarówno na wyjściu, jak i wejściu
  • wejście USB typu C
  • technologia ładowania bezprzewodowego
  • wzornictwo
Minusy
  • część ładująca bezprzewodowo łatwo łapie brud
Dodaj swoją recenzję  |  Read reviews and comments

Jeżeli znalazłeś literówkę w tekście, to daj nam o tym znać zaznaczając kursorem problematyczny wyraz, bądź zdanie i przyciśnij Shift + Enter lub kliknij tutaj. Możesz też zgłosić błąd pisząc na maila.

Komentarze

Przeczytaj następny wpis niżej
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona