Po chwilowej przerwie Motorola postanowiła wrócić do wypuszczania flagowców, tworząc przy okazji zupełnie nową linię modelową. Motorola Signature, będąca początkiem dla tej nowej serii, ma być flagowym smartfonem z krwi i kości, zamkniętym w relatywnie smukłej konstrukcji. Co zatem udało się stworzyć Motoroli oraz czy faktycznie jest to taki flagowiec, na jakiego czekaliśmy? Mówię: sprawdzam.
Specyfikacja techniczna Motorola Signature:
- wyświetlacz AMOLED LTPO o przekątnej 6,8″, rozdzielczość 2780×1264 pikseli, częstotliwość odświeżania do 165 Hz (adaptacyjna do 120 Hz), jasność szczytowa do 6200 nitów, 10-bitowa paleta kolorów, Dolby Vision, HDR10+, Pantone Validated, próbkowanie dotyku do 360 Hz, Gorilla Glass Victus 2,
- ośmiordzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon 8 Gen 5 (3 nm, rdzenie Oryon do 3.8 GHz) z GPU Adreno 829,
- 16 GB RAM LPDDR5X,
- 512 GB pamięci wewnętrznej UFS 4.1,
- system Android 16 z interfejsem Motoroli,
- aparat główny 50 Mpix (LYT-828, f/1.6, 1/1.28″, OIS) + ultraszerokokątny 50 Mpix (12 mm, 122°, f/2.0, AF) + teleobiektyw peryskopowy 50 Mpix (LYT-600, 3-krotny zoom optyczny, f/2.4, OIS, makro),
- przedni aparat 50 Mpix (LYT-500, f/2.0, AF),
- WiFi 7 (802.11be), 2.4 + 5 + 6 GHz,
- 5G, VoLTE i WiFi Calling, eSIM,
- dualSIM (nanoSIM + eSIM),
- Bluetooth 6.0 z kodekami audio SBC, AAC, LDAC, aptX Lossless (Snapdragon Sound),
- NFC,
- GPS, AGPS, Glonass, Galileo, LTEPP, SUPL,
- głośniki stereo, Sound by Bose, Dolby Atmos,
- ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych w ekranie,
- USB-C 3.2,
- akumulator krzemowo-węglowy o pojemności 5200 mAh, ładowanie przewodowe 90 W + indukcyjne 50 W + zwrotne bezprzewodowe 10 W,
- wymiary: 162,1×76,4×6,99 mm,
- waga: 186 g,
- IP68 i IP69, MIL-STD 810H.
Cena Motorola Signature w momencie publikacji recenzji wynosi 4299 złotych. Dostępny jest jeden wariant pamięciowy – 16/512 GB i dwie wersje kolorystyczne – czarna (Pantone Carbon) oraz oliwkowa (Pantone Martini Olive).
Motorola Signature

Smukłość, prostota i elegancja
Z jednej strony można powiedzieć, że Motorola Signature wygląda wręcz identycznie jak większość smartfonów w portfolio marki. Z drugiej strony jednak, trzeba przyznać, że Motorola jest konsekwentna w swojej stylistyce, a model ten został zaprojektowany na przekór trendom obecnie panującym na rynku.
Zamiast dwóch zupełnie płaskich tafli szkła jak w większości smartfonów, mamy tu zaoblone szkło na froncie i plecki pokryte tkaninowym materiałem, a całość scala rama wykonana z aluminium klasy lotniczej.
Drugi wyróżnik to smukłość – Motorola Signature ma dokładnie 6,99 mm grubości oraz 186 g wagi. Jest więc sporo cieńsza i lżejsza w porównaniu do większości konkurencyjnych flagowców, które zwykle mają około milimetr więcej i ważą powyżej 200 g. Nie jest to może drastyczna różnica, ale względnie odczuwalna, co sprawia, że – mimo dużej przekątnej – telefon naprawdę bardzo przyjemnie leży w dłoni.
Ekran został umieszczony pod czterostronnie zakrzywioną taflą szkła Gorilla Glass Victus 2. Oczywiście, zakrzywienia te są relatywnie łagodne, choć potrafią powodować lekkie refleksy świetlne pod kątem. Ramki wokół wyświetlacza są symetryczne i względnie smukłe, co prezentuje się jak najbardziej dobrze.


Tylny panel został pokryty dość nietypową, syntetyczną tkaniną z wykończeniem inspirowanym fakturą lnu – daje ona odczucie czegoś pomiędzy płótnem i lnianą ściereczką. Wykończenie to jest lekko szorstkie, ale miłe w dotyku, a jednocześnie powoduje, że telefon nie wyślizguje się z dłoni.
Muszę też odnotować, że po miesiącu testów nie widzę żadnych przetarć ani większych zabrudzeń na materiale (poza lekkim gromadzeniem kurzu), choć trudno stwierdzić, jak będzie on wyglądać po upływie znacznie dłuższego czasu.
Wyspa z aparatami ma kształt kwadratu i została wykonana ze szczotkowanego aluminium. Symetrycznie ulokowano na niej cztery, odseparowane od siebie oczka z dodatkowymi pierścieniami wokół, przy czym same obiektywy są tu oczywiście trzy – czwarte to dioda doświetlająca.

Ramka jest w dużej mierze płaska, z lekkimi szlifami na krawędziach. Jej wykończenie – co cieszy – jest matowe, przy czym widać tutaj pod światło delikatną, szczotkowaną fakturę. Rozlokowanie klawiszy i portów jest z grubsza standardowe, choć z jednym bonusem.
U góry znalazła się maskownica jednego z głośników oraz sygnowanie Dolby Atmos, a na dole slot nanoSIM, port USB-C i drugi głośnik. Po lewej stronie umieszczono przycisk do wywoływania Moto AI, natomiast na prawej krawędzi – klasycznie – przyciski głośności i zasilania.
Wszystko to składa się na całokształt, który naprawdę może się podobać. Motorola Signature wygląda bardzo schludnie i elegancko, a przy tym jest solidnie zbudowana oraz smukła. Przyznaję, mi przypadła do gustu.
A, zapomniałbym – jest tu oczywiście pełna wodo- i pyłoszczelność IP68 i IP69 oraz standard militarny MIL-STD 810H.




Wyświetlacz
Zastosowany tu ekran to AMOLED LTPO, mierzący po przekątnej 6,8″, o rozdzielczości 2780×1264 pikseli. Oferuje on adaptacyjną częstotliwość odświeżania do 165 Hz, przy czym standardowo wynosi ona do 120 Hz, natomiast pełne 165 Hz osiągalne jest tylko w grach. Szczytowa jasność wynosi do 6200 nitów, a próbkowanie dotyku – do 360 Hz. Jest tu także 10-bitowa paleta kolorów oraz wsparcie dla Dolby Vision i HDR10+.
I w zasadzie już po powyższej specyfikacji widzimy, że mamy do czynienia z wyświetlaczem wysokiej klasy, a wrażenia wizualne tylko dobitnie to potwierdzają. Nie brakuje tutaj nienagannych kątów widzenia, głęboko nasyconej (ale w granicach rozsądku), żywej kolorystyki, świetnej jasności minimalnej oraz szczytowej, które zapewniają zarówno komfort po zmroku, jak i czytelność w bardzo jasnym otoczeniu.
Większych problemów nie przysparza także automatyczne sterowanie jasnością, przy czym tu muszę odnotować, że od czasu do czasu zdarzało się, że reagowało ono nieco wolniej. Z reguły jednak, zmiana jasności ekranu odbywa się płynnie i bez zwłoki.







Wchodząc do sekcji ustawień wyświetlacza możemy zdecydować o sposobie wyświetlania barw, wybierając spośród trzech gotowych ustawień: naturalne, promienny oraz żywy (domyślnie ustawiony jest ostatni), a także dostosować temperaturę barwową. W aspekcie częstotliwości odświeżania dostępne są trzy opcje – adaptacyjna, stała do 120 Hz lub do 60 Hz.
Nie zabrakło także funkcji Always On Display, tu nazwanej – po prostu – Ekran zawsze włączony, choć jest ona nieco schowana w opcjach ekranu blokady. Niestety, nie ma możliwości ustawienia harmonogramu, zatem AoD pokazuje się na stałe i gaśnie tylko po włożeniu telefonu do kieszeni lub odłożeniu go ekranem do dołu.
I druga kwestia – Always On Display wyświetla się wyłącznie w formie prostej, czyli na czarnym tle, bez przygaszonej tapety. Jest tu też doskonale znany z innych smartfonów Motoroli tzw. ekran uśpienia, który aktywuje się po dotknięciu wyświetlacza lub poruszeniu telefonem, stanowiący coś w rodzaju bardziej przygaszonego ekranu blokady.

Wydajność i kultura pracy
W tym miejscu dochodzimy do aspektu, w którym Motorola Signature na papierze trochę odróżnia się od większości wypuszczanych obecnie flagowców, jednak – koniec końców – wcale nie oznacza to niczego negatywnego.
Za jej działanie odpowiada ośmiordzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon 8 Gen 5 z grafiką Adreno 829. Nie jest to zatem ten najmocniejszy, będący królem cyferek układ z serii 8 Elite, ale wciąż jest dość wysoko pozycjonowany i bardzo wydajny. Ta sama jednostka napędza też – chociażby – OnePlusa 15R. Znalazło się tu również 16 GB RAM LPDDR5X i 512 GB pamięci wewnętrznej UFS 4.1.
I, jasne, można by czepiać się, że skoro to ma być flagowiec, to powinien być tutaj obecny wspomniany Snapdragon 8 Elite Gen 5. Tyle że w codziennym użytkowaniu Motorola Signature i tak nie pozwala narzekać, bo jej wydajność stoi na wprost rewelacyjnym poziomie.
Praktycznie cały interfejs systemu pozostaje stuprocentowo responsywny, każda animacja jest płynna, a aplikacje uruchamiają się w ułamku sekundy, bez choćby cienia zwłoki. Smartfon nie łapie zadyszki ani podczas typowego użytkowania, ani przy szybkim żonglowaniu apkami jedna za drugą.













Jedynym miejscem, w którym sporadycznie zdarzyło mi się dostrzec lekkie spowolnienie działania, była aplikacja aparatu. Objawiały się one delikatnymi przycięciami podczas przełączania między obiektywami oraz robienia zdjęć z większym zbliżeniem (wtedy, gdy aktywował się zoom AI). Absolutnie nie było to jednak nic nagminnego i pojawiało się – dosłownie – raz na co najmniej kilka użyć aparatu.
Świetnie wypada również kwestia zarządzania pamięcią RAM – aplikacje pozostają otwarte w tle na naprawdę długo, nierzadko przez długie godziny.
Narzekać nie mogę również na kulturę pracy. Producent wspomina o zastosowaniu chłodzenia ArcticMesh Cooling System, wykorzystującego miedzianą siatkę, ciekły metal oraz komorę parową.
Zazwyczaj, Motorola Signature jest zupełnie chłodna i w zasadzie jedyną sytuacją, w której czułem wzrost temperatury, było dłuższe korzystanie z telefonu na 5G, choć i tak był on wtedy najwyżej lekko cieplejszy. Bardziej grzał się już tylko przy ładowaniu i benchmarkach, ale to akurat żadne zaskoczenie.
Przy tym, odnoszę wrażenie, że zastosowanie tego specyficznego, tkaninowego materiału na pleckach, dodatkowo niweluje odczuwanie przez nas nagrzewania urządzenia. Uznaję to za spory, choć dość nieoczywisty atut.

Oprogramowanie
Od wyjęcia z pudełka, Motorola Signature działa na systemie Android 16 z interfejsem Motoroli. Podobnie jak w poprzednich wersjach, nakładka ta jest bardzo lekka i w wielu miejscach wizualnie przypomina niemal czystego Androida. Jednocześnie, nie brakuje tu opcji personalizacji i funkcji dodatkowych, z których spora część jest naprawdę przydatna.
W zdecydowanej większości aspektów trudno jednoznacznie utyskiwać na całokształt oprogramowania, także pod kątem optymalizacji i płynności działania. Znalazły się tu – chociażby – dobrze znane i lubiane gesty Moto, które pozwalają np. zrobić zrzut ekranu kładąc trzy palce na ekranie, włączyć latarkę potrząsając telefonem czy otworzyć aparat obracając dłonią z telefonem.








Muszę też jednak trochę ponarzekać. Nie ma tutaj co prawda ogromnej ilości preinstalowanych, zbędnych aplikacji (tych polecanych przez Motorolę jest pięć, w tym żadnych śmieciowych gier), a już z pewnością jest ich mniej niż w innych smartfonach marki. Niemniej, kompletnie nie rozumiem, dlaczego podczas konfiguracji system wyświetla nam listę tych sugerowanych apek, ale już nie pozwala nam wybrać, których z nich nie chcemy instalować.
Po drugie, domyślnie wgrana przez Motorolę aplikacja pogody – nazwana 1Weather – wyświetla w interfejsie reklamy. I to nie jedną, bo przewijając w dół szczegóły prognozy widzimy ich aż cztery. Reklam możemy się pozbyć… wykupując wersję premium. Brzmi to co najmniej groteskowo. Na szczęście, w pozostałych miejscach oprogramowania nie uświadczymy już takich fikołków, ale – w moim odczuciu – jest to mocno niezrozumiałe podejście.
Domykając kwestię całokształtu systemu wspomnę, że Motorola Signature ma obiecanych 7 lat wsparcia w zakresie aktualizacji do nowych wersji systemu oraz dostarczania łatek bezpieczeństwa.




Co oferuje Moto AI?
Raczej nikogo już nie dziwi, że lwia część wypuszczanych obecnie smartfonów niekiedy wręcz bombarduje nas wszechobecną sztuczną inteligencją. W przypadku Motoroli Signature motor napędowy w tym zakresie stanowi Moto AI.
Tutaj od razu muszę napomnieć, że zdecydowana większość obecnych na pokładzie tego modelu funkcji Moto AI była już dostępna w innych, zeszłorocznych smartfonach Motoroli. Dość szeroko omawiałem je – między innymi – w recenzji Motoroli Edge 60, zatem tu przejdziemy przez to trochę krócej.
Do wywoływania Moto AI służy znajdujący się na lewej krawędzi dedykowany przycisk, który musimy przytrzymać przez chwilę (możemy też przypisać mu dodatkową interakcję pod dwukrotne naciśnięcie). Wówczas, na ekranie pokazuje nam się okno z kilkoma sugerowanymi opcjami użycia, a na samym dole pole do wprowadzenia komendy.
Tym, co na swój sposób wyróżnia Moto AI, jest integracja z chatbotami Microsoft Copilot oraz Perplexity. I poza tym, że możemy – po prostu – zapytać o coś bezpośrednio asystenta Motoroli, można też dodać zwrot Zapytaj Perplexity lub Zapytaj Copilot przez zapytaniem, by zostało ono zadane właśnie któremuś z tych modeli AI. Przy tym, pytając Copilota zostajemy przeniesieni do jego aplikacji.
Oprócz rozwiązywania zapytań, Moto AI umie też chociażby generować grafiki, transkrybować i podsumowywać nagrania głosowe z dyktafonu (bez problemu rozumie język polski) oraz dokonywać podsumowywania powiadomień, które spłynęły na telefon w ostatnim czasie. Z kolei w obrębie aplikacji Zdjęcia Google można korzystać z gumki do usuwania elementów ze zdjęć.














Zaplecze komunikacyjne
Skoro flagowiec, to zaplecze modułów łączności powinno być stuprocentowo kompletne. No i jest. Motorola Signature została wyposażona w trzypasmowe WiFi 7, sieć 5G, Bluetooth 6.0 na czele z kodekami LDAC i aptX Lossless (Snapdragon Sound), GPS oraz NFC.
Nie brakuje też wsparcia dla połączeń głosowych VoLTE, WiFi Calling, a także kart eSIM. DualSIM w tym modelu może być realizowany z użyciem jednej fizycznej karty nanoSIM i drugiej eSIM.
Co jednak najważniejsze, nie tylko wszystko jest na swoim miejscu, ale i wszystko działa tak, jak powinno. Jakość połączeń wypada bez zarzutów, prędkości transmisji danych po WiFi i 5G są na wysokim poziomie, Bluetooth bezproblemowo łączy się z wszelkiego rodzaju słuchawkami, a GPS szybko lokalizuje i nie gubi się.
Kłopotów nie sprawiało również NFC podczas płatności zbliżeniowych, choć odnotowuję, że czasami zdarzało się, że musiałem maksymalnie przyłożyć telefon do terminala, by został on odczytany.

Zabezpieczenia biometryczne
Także i pod tym względem Motorola Signature to zdecydowanie bardzo wysoka liga. Oferuje bowiem zintegrowany z wyświetlaczem, najlepszy możliwy, ultradźwiękowy skaner odcisków palców. Bez cienia zaskoczenia – spisuje się on wprost fantastycznie.
Wysokość umiejscowienia czytnika jest w punkt, ani za wysoko, ani za nisko, dzięki czemu palec ląduje na nim dość intuicyjnie. Rozpoznanie linii papilarnych następuje błyskawicznie, dosłownie w ułamku sekundy, już po lekkim położeniu opuszka w polu skanera.
Do tego, jego działanie jest w zasadzie bezbłędne. Na palcach jednej ręki (i to nie wszystkich) mogę policzyć przypadki, w których musiałem ponownie przyłożyć palec, bo odblokowanie – z jakiegoś powodu – nie doszło do skutku. Wówczas, ta druga próba i tak kończyła się już powodzeniem.






Naturalnie, alternatywna opcja dla czytnika linii papilarnych to rozpoznawanie twarzy. Podobnie jak w miażdżącej większości smartfonów, tak i tutaj wykorzystuje ono wyłącznie skan 2D z przedniej kamerki.
I, analogicznie jak w innych smartfonach, o ile w jasnym otoczeniu, tudzież przy względnie dobrze doświetlonej twarzy, rozpoznawanie działa bardzo szybko, tak wraz z gorszym oświetleniem spada jego szybkość oraz skuteczność.

Głośniki, czyli Sound by Bose w praktyce
Motorola Signature została wyposażona w głośniki stereo – jeden znajduje się na górnej krawędzi telefonu, zaś drugi – analogiczne – na dolnej. Tu wypada dodać, że górny przetwornik ma podwójny otwór wylotowy, bo dźwięk wydobywa się jednocześnie z maskownicy na ramce oraz z krawędzi nad ekranem.
I w zasadzie można powiedzieć, że – ot, głośniki jak głośniki, bo przecież praktycznie każdy smartfon ma stereo. Motorola składa tu jednak obietnicę bogatego brzmienia, bo głośniki te zostały zestrojone w kooperacji z doskonale znaną marką Bose, a jej logo znalazło się nawet na pudełku.
Zatem, jak to brzmi? Ano bardzo dobrze, wręcz świetnie. Po pierwsze, głośniki grają stuprocentowo symetrycznie, czyli oba tak samo głośno. Są przy tym bardzo donośne i na co dzień rzadko kiedy musiałem przekraczać 50-60% głośności. Dźwięk pozostaje czysty także przy najwyższych pułapach głośności, choć czym głośniej, tym zaczyna trochę tracić na basie.

No właśnie – bas. Jest go tutaj zaskakująco dużo, co stanowi jeden z atutów głośników Motoroli Signature na tle konkurencyjnych, nawet droższych modeli, choć do iPhone’ów jeszcze trochę brakuje. Basy potrafią rezonować na obudowie, tony średnie wciąż pozostają dobrze wyeksponowane, podobnie jak górne partie. Całość ma też świetną głębię i dźwięk brzmi bardzo przestrzennie.
Nie zabrakło także wsparcia dla dźwięku Dolby Atmos, a ustawienia audio obejmują kilka gotowych presetów brzmienia, takich jak dźwięk przestrzenny, inteligentny, muzyka, film, gra i podcast. Praktycznie każde z nich możemy dodatkowo spersonalizować lub stworzyć całkowicie niestandardowy. Opcji jest tutaj naprawdę dużo, co nie zdarza się w wielu smartfonach.
Zupełnie dobrze wypada też kwestia haptyki. Wibracje są dobrej jakości, nieźle zróżnicowane zależnie od miejsca i rodzaju komunikatu oraz odpowiednio intensywne, co sprawia, że z reguły bez problemu odczuwamy je mając telefon w kieszeni. Nie jest tu tak świetnie, jak w topowych flagowcach konkurencji, ale nie ma na co przesadnie narzekać.








Czas pracy
Zmniejszenie grubości o około milimetr względem większości smartfonów nie mogło odbyć się bez żadnych kompromisów, a miejscem, w którym to widać, jest bateria. Motorola Signature otrzymała akumulator krzemowo-węglowy o pojemności 5200 mAh, co – z jednej strony – stanowi zupełnie przyzwoitą wartość, ale – z drugiej – nie brakuje już flagowców z ogniwami nawet powyżej 7000 mAh.
No ale przecież nie liczy się wyłącznie wielkość baterii, ale i optymalizacja. Jak więc to wypada w tym wypadku? Zupełnie solidnie. Co prawda nie jest to smartfon, który posłuży nam przez dwa mocne dni bez ładowania, jak chociażby OnePlus 15 czy Realme GT 8 Pro, ale jeden pełny, nawet bardzo intensywny dzień bez zająknięcia, jest osiągalny.
Gdy użytkowanie było nieco mniej intensywne i przeważało wykorzystanie WiFi, telefon odłączony rano, przed północą potrafił kończyć dzień mając jeszcze około 30-35% baterii. Nie był to jednak wówczas zapas pozwalający na używanie telefonu kolejnego dnia, bo rozładowywał się wtedy już o 15:00.
Zazwyczaj, w cyklu mieszanym, Motorola Signature kończyła dzień z 20-25% baterii i wynikiem około 6,5-7 godzin czasu na włączonym ekranie. Uznaję to za dobry, choć może nie oszałamiający wynik. Gdy w grę wchodziło więcej WiFi, uzyskanie ponad 7 godzin SoT było w zasięgu, a przy całym dniu na transmisji komórkowej uzyskiwałem wyniki w granicach 5,5-6 godzin SoT.
























Mimo tej – co już ustaliliśmy – relatywnie małej baterii, smartfon obsługuje szybkie ładowanie o mocy 90 W. Co więcej, wcale nie musimy mieć oryginalnej ładowarki Motoroli, by tą pełną moc osiągnąć, bowiem aktywuje się ona także na dowolnym adapterze USB-C Power Delivery (w moim przypadku była to kostka 140 W Ankera).
Tu jednak należy pamiętać, że dopóki nie włączymy opcji Przyspieszenie ładowania w ustawieniach baterii, to telefon będzie ładować się nam z niższą prędkością.
Gdy rozpoczynamy ładowanie od 1%, osiągnięcie pierwszych 50% zajmuje zaledwie 18 minut, zaś po 30 minutach uzyskujemy już 78%. Później, uzupełnianie baterii nieco zwalnia, bo naładowanie do pełna trwa około 49 minut. Wciąż jest to zatem zupełnie niezły wynik.
Do kompletu mamy także ładowanie indukcyjne z mocą 50 W, zwrotne bezprzewodowe 10 W oraz zwrotne przewodowe 5 W.

Aparat – jakie zdjęcia robi Motorola Signature?
Przechodzimy teraz do aspektu, w którym – przyznam szczerze – nie spodziewałem się przesadnie dużo, a jednak Motorola Signature naprawdę bardzo miło mnie zaskoczyła. Ale po kolei. Zaplecze fotograficzne składa się z trzech obiektywów, a każdy ma rozdzielczość 50 Mpix.
Główne oczko bazuje na flagowej matrycy LYT-828 o wielkości 1/1.28″, która znalazła się chociażby w Vivo X300 Pro. Wartość przysłony to f/1.6, jest tu też optyczna stabilizacja. Ultraszeroki kąt ma pole widzenia 122° (ekwiwalent 12 mm), jasność f/2.0 i autofocus do makro. Trzeci aparat to peryskopowy teleobiektyw na sensorze LYT-600, oferujący 3-krotne zbliżenie optyczne, f/2.4, stabilizację OIS i umożliwiający robienie zdjęć makro.
Gdybym miał wymienić tylko jedną kwestię, w której Motorola Signature okazała się lepsza niż myślałem, byłby nim właśnie aparat. Żeby była jasność, to już na starcie ostudzę entuzjazm poniektórych – to nie jest tak, że Motorola Signature robi tak doskonałe zdjęcia, że wpada w ścisłą czołówkę najlepszych aparatów na rynku. Co to to nie. Prezentują się one jednak po prostu bardzo dobrze i w wielu aspektach bez cienia wstydu mogą konkurować z podobnie wycenionymi smartfonami, jak na przykład OnePlus 15, a niekiedy nawet być od nich lepsze.
Fotki z tego modelu spodobają się przede wszystkim tym, którzy lubią nasyconą kolorystykę. Motorola Signature – podobnie jak wiele innych smartfonów marki – robi zdjęcia o bardzo intensywnych, głębokich barwach. Są one niekiedy może nawet nieco za bardzo nasycone, przez co niektórzy mogą je uznać za przejaskrawione.


















Główny obiektyw to bezapelacyjnie mocna jednostka. Abstrahując od omawianej już kolorystyki zdjęć, oferuje wprost doskonałą szczegółowość, świetną rozpiętość tonalną i bardzo skutecznie działający HDR. Autofocus w większości przypadków poprawnie łapie ostrość i potrafi to zrobić nawet z relatywnie małej odległości. Wówczas, ładnie prezentuje się tu efekt bokeh.
Ultraszeroki kąt jest słabszy od swoich braci, ale wciąż nie słaby. Robi on trochę ciemniejsze zdjęcia i nieco gubi spójność kolorystyczną, bowiem fotki z obiektywu ultraszerokątnego bywają mniej nasycone i cieplejsze w porównaniu do pozostałych dwóch oczek. Detali nie brakuje, nie ma też większych problemów z ostrością na całej fotografii, choć sporadycznie da się dostrzec lekkie rozmydlenie krawędzi kadru.
Teleobiektyw spisuje się naprawdę bardzo solidnie. Szczegółowość kadrów stoi na bardzo wysokim poziomie i to nie tylko przy 3-krotnym zoomie optycznym, bowiem jeszcze przybliżenia do pułapu 10x zachowują odpowiednio dużo detali.
Maksymalnie możemy wykonać 100-krotny zoom cyfrowy i – jak się możecie domyślić – swoje palce macza tu sztuczna inteligencja, a rozwiązanie to nazwano Super Zoom Pro. Przy tym, to wspomaganie algorytmami AI aktywuje się dopiero od 20-krotnego zbliżenia, o czym informuje nas adekwatny komunikat. Oprogramowanie co prawda pozwala nam wyłączyć tą funkcję, ale nie da się tego zrobić bezpośrednio z poziomu podglądu przy robieniu zdjęcia, a dopiero w ogólnych ustawieniach aparatu.








































W ogólnym rozrachunku, to podrasowywanie przez AI daje różne efekty, zależnie od tego, co fotografujemy. Istotnie, udaje się usunąć znaczną część szumów, ale kontury niektórych elementów w kadrze stają się niekiedy zbyt mocno wygładzone. I – jak to zwykle przy zoomie z AI bywa – jeśli będziemy robić zdjęcie jakichś mniejszych napisów, to sztuczna inteligencja często nie umie ich rozpoznać i wówczas zmyślając wstawia tam niezrozumiałe szlaczki.
Teleobiektyw – ku mojemu zaskoczeniu – bardzo dobrze spisuje się również podczas robienia zdjęć mniejszych obiektów, w tym przy makro. Nie ma on bowiem żadnych większych problemów z ostrością, zachowuje wysoką szczegółowość (także przy 6-krotnym przybliżeniu), a przy tym wszystkim potrafi też wygenerować wprost świetnie wyglądający efekt rozmycia tła za pierwszym planem.















Śmiem twierdzić, że najsłabszy punkt aparatu Motoroli Signature stanowią zdjęcia po zmroku. Do ich robienia oddelegowano tryb nocny, który został nieco schowany, bo znajdziemy go dopiero w sekcji ze wszystkimi trybami foto. Nie ma jednak potrzeby włączania go, bo aparat robi to automatycznie, w zasadzie niezauważenie dla nas. W efekcie, zdjęcia z trybu auto i nocnego za każdym razem wyglądają identycznie.
I, generalnie, zdjęcia nocne z Motoroli Signature wyglądają całkiem dobrze, ale – w moim odczuciu – często bliżej im raczej do poziomu średniaka, aniżeli flagowca. Głównym problemem jest tendencja do częstego przepalania źródeł światła oraz wszelakich szyldów i neonów, zamiast delikatnego przygaszenia ich (zwróćcie uwagę np. na zdjęcia szyldu lodziarni). Niekiedy potrafią być też widoczne szumy w ciemnych punktach czy też właśnie wokół źródeł światła, ale to akurat nie jest już tak bardzo nagminne.
Pojawia się tu też lekki rozjazd kolorystyki między obiektywami, zwykle najbardziej widoczny między oczkiem głównym i ultraszerokokątnym, choć nie razi to nad wyraz mocno w oczy. W pozostałych kwestiach zdjęcia wyglądają zupełnie nieźle, a przede wszystkim nie są zbyt mocno naświetlane, przez co nie wyglądają, jakby algorytmy próbowały zrobić dzień z nocy.
































Przedni aparat wykorzystuje sensor LYT-500 o rozdzielczości 50 Mpix. I, w ogólnym rozrachunku, prezentuje naprawdę bardzo wysoką jakość. Zdjęcia selfie mają bardzo dobrą szczegółowość i dobrą rozpiętość tonalną. Kolorystyka, podobnie jak w przypadku fotek z tylnych obiektywów, jest intensywnie nasycona, momentami może nawet za bardzo i twarz na zdjęciu potrafi mieć wyraźnie ocieplone tony.






W zakresie wideo, Motorola Signature może pochwalić się nagrywaniem w rozdzielczości 8K przy 30 klatkach na sekundę lub – bardziej standardowo – w 4K do 60 kl./s, przy czym w 8K możemy korzystać tylko z głównego oczka i teleobiektywu. W każdym wypadku dostępne jest natomiast kręcenie z HDR w formacie Dolby Vision.
Całościowo, jakość nagrań stoi na dobrym poziomie. Autofocus działa w większości przypadków celnie i dość szybko, reakcja na zmiany ekspozycji jest z reguły bezbłędna, a kolorystyka – konsekwentnie jak przy zdjęciach – jest bardzo żywa, ale przyjemna. Nieco zarzutów mam do stabilizacji obrazu, bo potrafi ona nieco szarpać i to nawet przy nieprzesadnie szybkich ruchach kamery. Oprócz tego, przełączanie między obiektywami podczas nagrywania mogłoby być trochę bardziej płynne.

Podsumowanie
Muszę przyznać, że Motorola Signature to dla mnie niemałe zaskoczenie. Z jednej strony, patrząc na segment cenowy i specyfikację, spodziewałem się co najmniej dobrego smartfona, ale nie miałem przesadnie dużych oczekiwań. Tymczasem, model ten okazał się być w większości aspektów naprawdę bardzo solidnym urządzeniem, z którego korzystało mi się z przyjemnością.
Doskonały ekran, bardzo dobre głośniki, świetna wydajność i kultura pracy, szybkie ładowanie, ogólnie bardzo dobry aparat, smukła i lekka konstrukcja, ciekawy design, błyskawiczny skaner odcisków palców – to te największe zalety, które mogę wymienić bez zawahania.
Wad nie ma tu aż tak dużo, a już z pewnością jest ich mniej niż zalet. Bateria mogłaby być większa i oferować lepszy czas pracy, choć na cały dzień wystarcza, zdjęcia nocne powinny być wyższej jakości, a wyświetlanie reklam w systemowej aplikacji pogody jest posunięciem stanowiącym dla mnie lekki zgrzyt.
Najgroźniejszym rywalem Motoroli Signature jest OnePlus 15. W bazowym wariancie 12/256 GB jest on od niej nawet tańszy, bo kosztuje 3999 złotych, a taka sama konfiguracja, czyli 16/512 GB, kosztuje zaledwie około stówkę więcej względem Motoroli – 4399 złotych.
Przy tym, OnePlus 15 oferuje – przede wszystkim – najwydajniejszy flagowy procesor, bo Snapa 8 Elite Gen 5, niebagatelnie większą baterię (7300 vs 5200 mAh), pozwalającą na 2-3 dni pracy oraz jeszcze szybsze ładowanie (120 W vs 90 W). Motorola Signature może natomiast skusić m.in. smuklejszą i lżejszą bryłą (6,99 mm i 186 g vs 8,2 mm i 215 g), subiektywnie ciekawszym designem, mocniejszym zestawem aparatów, bazującym na lepszych matrycach, oraz lepszymi głośnikami.










