Są takie smartfony, które pozostawiają po sobie dobre, a niekiedy nawet świetne wrażenie. Zdarzają się też takie, o których – z jakichś powodów – niekoniecznie chcemy pamiętać. No i jest jeszcze iPhone Air – telefon, o którym nadal nie wiem co mam myśleć i komu mógłbym go polecić. Bo, choć nie jest on zupełnie beznadziejny w każdym calu, to wiele jego cech zwyczajnie nie przystoi urządzeniu w tej cenie. I, tym jakże optymistycznym wstępem, możemy przejść do części właściwej.
Specyfikacja techniczna iPhone’a Air:
- wyświetlacz Super Retina XDR OLED o przekątnej 6,5″, rozdzielczość 2736×1260 pikseli, adaptacyjna częstotliwość odświeżania ProMotion do 120 Hz, szczytowa jasność do 3000 nitów (HDR do 1600 nitów), jasność minimalna 1 nit, Ceramic Shield 2,
- procesor Apple A19 Pro (6-rdzeniowe CPU, 5-rdzeniowe GPU, 16-rdzeniowy Neural Engine),
- 12 GB RAM,
- 512 TB pamięci wewnętrznej NVMe,
- system iOS 26.2,
- aparat główny 48 Mpix (26 mm, f/1.6, 100% Focus Pixels, Sensor Shift OIS),
- przedni aparat 18 Mpix Center Stage (f/1.9, autofocus),
- układ Apple N1 do łączności bezprzewodowej + modem Apple C1X,
- WiFi 7 (802.11a/b/g/n/ac/ax/be), 2.4 + 5 + 6 GHz, 2×2 MIMO,
- 5G (sub-6), 4×4 MIMO, VoLTE i WiFi Calling, eSIM,
- dualSIM (2x eSIM, brak slotu fizycznych kart SIM),
- Bluetooth 6.0,
- NFC,
- UWB,
- GPS, GLONASS, Galileo, QZSS, BeiDou, NavIC,
- rozpoznawanie twarzy Face ID,
- USB-C (USB 2 do 480 Mb/s),
- akumulator o pojemności 3149 mAh, ładowanie przewodowe 20 W + MagSafe 20 W + indukcyjne Qi2 25 W,
- wymiary: 156,2×74,7×5,64 mm,
- waga: 165 g,
- IP68 (IEC 60529, do 6 m do 30 minut).
Cena iPhone’a Air w momencie publikacji recenzji wynosi 4799 złotych za bazowy model 256 GB. Oznacza to, że od chwili premiery, jego cena zdążyła spaść o 500 złotych, bowiem startował on z pułapu 5299 złotych. Testowy wariant 512 GB kosztuje około 5900 złotych.
iPhone Air 256 GB

Smukłość, która naprawdę imponuje, ale…
Trzeba otwarcie przyznać, że iPhone Air to rzeczywiście bardzo smukły smartfon. Konkretniej, mowa o grubości 5,64 mm oraz wadze 165 g przy przekątnej wynoszącej 6,5 cala. Nie tylko widzimy to już na pierwszy rzut oka, ale i czujemy, że jest on sporo cieńszy i lżejszy od typowych smartfonów. Powoduje to, że iPhone Air świetnie leży w dłoni, a korzystanie z niego należy do bardzo komfortowych.
I, choć smukłość faktycznie jest jego imponująca cechą, to śmiem twierdzić, że nie jest to na tyle kluczowy aspekt, by stanowił jakąś kartę przetargową. Zwłaszcza, że odchudzenie przyniosło liczne, niekiedy bardzo gorzkie kompromisy, przez które stopniowo będziemy przechodzić w dalszej części tekstu.
Ponadto, w zasadzie wystarczy włożenie telefonu w etui (co przecież uczyni większość osób) albo podczepienie akumulatora MagSafe, by praktycznie cały czar prysnął.


Wróćmy do konkretów. Na całość konstrukcji składają się dwie płaskie tafle szkła oraz również płaska, zaledwie lekko oszlifowana na krawędziach, tytanowa rama. Mimo smukłości, bryła jest bardzo solidna, zwarta i nie daje najmniejszych obaw, by mogła się jakkolwiek wygiąć.
Wyświetlacz pokryto szkłem Ceramic Shield 2 z powłoką antyrefleksyjną (choć nie przynosi ona większego efektu), a ramki wokół panelu są symetryczne i smukłe. Plecki mają matowe wykończenie, co jest super, bo nie dość, że są świetne w dotyku, to jeszcze w białym wariancie nie widać na nich żadnych smug ani zarysowań. Połyskują tu natomiast dwa elementy – logo Apple na środku i wyspa na górze.
Wyspa jest podłużna, ma zaokrąglone boki i zajmuje całą szerokość plecków. Stanowi nieco dyskusyjny element, bo mocno odstaje od korpusu telefonu, praktycznie podwajając grubość urządzenia w tym miejscu. Jednak – jak twierdzi Apple – jest ona kluczowa, bo to tam znajduje się znaczny fragment płyty głównej (włącznie z procesorem). Pojedynczy aparat również dodatkowo odstaje od wysepki, dodając jej milimetrów.




W odróżnieniu od iPhone’a 17 i iPhone’a 17 Pro, iPhone Air niejako wraca do designu sprzed lat, bowiem ramka została wykończona na wysoki połysk i w przypadku białej wersji jest ona srebrna. Z jednej strony, prezentuje się to naprawdę gustownie, z drugiej – widać dużo zabrudzeń i odcisków palców.
Rozlokowanie elementów na krawędziach jest już typowe dla wszystkich modeli iPhone’a. Na lewej krawędzi umieszczono przycisk czynności (Action Button) i odseparowane od siebie przyciski regulacji głośności. Na prawej znalazł się przycisk odpowiadający za wybudzanie oraz klawisz sterowania aparatem. Ten ostatni wykrywa naciśnięcia, mocniejsze dotknięcia i przesunięcia palcem.
Górna ramka jest zupełnie pusta, natomiast na dole mieści się port USB-C oraz maskownice mikrofonów. Zabrakło tu więc dwóch elementów – dolnego głośnika i fizycznego slotu na kartę SIM. I czytnika kart microSD czy 3.5 mm jacka audio, ale to już raczej nikogo nie dziwi.



Wyświetlacz z najwyższej półki
Front iPhone’a Air wypełnia ekran o nietypowej dla ostatnich iPhone’ów przekątnej. Konkretniej, jest to 6,5-calowy panel Super Retina XDR, czyli OLED LTPO o rozdzielczości 2736×1260 pikseli z adaptacyjnym odświeżaniem ProMotion 120 Hz. Szczytowa jasność dochodzi do 3000 nitów (w HDR do 1600 nitów), a minimalna to 1 nit.
Parametry wyświetlacza wypadają więc nienagannie i dokładnie tak samo sprawdza się on w użytkowaniu. Trudno czegokolwiek się tutaj czepiać – jest po prostu bardzo dobry i nie mam co do niego najmniejszych zarzutów. Zarówno kąty widzenia, jak i jasność minimalna oraz maksymalna są bardzo dobre, a kolorystyka odpowiednio żywa.
Przy tym, muszę też dodać, że te 6,5 cala to zaskakująco optymalna przekątna. Ekran – w moim odczuciu – nie wydaje się ani za mały (jak to niektórzy mogą uznawać w mających 6,3″ iPhone’ach 17 i 17 Pro), ani przesadnie za duży (jak w iPhonie 17 Pro Maxie mierzącym 6,9″).

Ustawienia wyświetlacza – niestety – nie są przesadnie rozbudowane. Nie mamy opcji szerszego dostosowania wyświetlania barw, poza możliwością włączenia True Tone, czyli adaptacyjnej temperatury barwowej. A, no i możemy jeszcze zmienić stopień przejrzystości elementów Liquid Glass.
Podobnie jak siedemnastki, iPhone Air został wyposażony w Always On Display, które domyślnie pokazuje się jako przygaszony ekran blokady z tapetą. Jeśli chcemy, możemy to wyłączyć, by wyświetlało się wówczas tylko na czarnym tle. Brakuje tu ustawień czasu wyświetlania, choć wyłączenie AoD następuje po włączeniu trybu sen, zatem to on może służyć nam jako harmonogram.




Wydajność i kultura pracy, czyli blaski i cienie smukłej konstrukcji
Apple zdecydowało się na zastosowanie w swoim cienkim iPhonie wydajniejszego procesora z dopiskiem Pro, zatem serce iPhone’a Air stanowi układ Apple A19 Pro. Nie jest to jednak identyczna jednostka, co w iPhonie 17 Pro, bo pozbawiona jednego rdzenia graficznego (pięć zamiast sześciu). Kooperuje z nią 12 GB RAM i – w moim wariancie – 512 GB pamięci masowej NVMe.
Całościowo, pod kątem wydajności, iPhone Air sprawdza się fantastycznie. Uruchamianie aplikacji następuje błyskawicznie, responsywność i płynność oprogramowania pozostaje na bardzo wysokim poziomie, a pamięć RAM jest dobrze zoptymalizowana i pozwala na dość długie przetrzymywanie apek w tle.
Dosłownie zaledwie parę razy wyłapałem pomniejsze przycięcia animacji i lekkie spowolnienia, przy czym pojawiały się one w momencie większego obciążenia telefonu zadaniami oraz idącego za nim wzrostu temperatury. No właśnie, skoro już o tym mowa…











Wydajny procesor, smukła obudowa i upchanie płyty głównej w relatywnie małym skrawku obudowy sprawiają, że iPhone Air ma tendencję do osiągania wysokich temperatur. To jeszcze nie jest skrajne przegrzewanie od byle czego albo powodujące dyskomfort podczas używania, ale wyraźnie da się odczuć częste nagrzewanie.
Następuje ono najczęściej w dwóch scenariuszach – podczas korzystania z telefonu na transmisji danych 5G, a także w chwili, gdy zaczynamy dynamiczniej przerzucać się między aplikacjami. Potrafi to jednak występować też w losowych sytuacjach podczas dość normalnego przeglądania internetu.
Wówczas, wzrost temperatury odczuwalny jest na powierzchni całej wysepki i w jej okolicach, zatem – de facto – tam, gdzie trzymamy palec podczas chwytu. Zdecydowanie nie jest to uczucie parzenia, ale czasem plecki w tym miejscu stają się na tyle ciepłe, że trudno nie zwrócić na to uwagi.

W momencie, gdy to piszę, iPhone Air pracuje pod kontrolą systemu iOS 26.2. Na temat kwestii oprogramowania nie będę jednak rozwodzić się nazbyt długo, bo omawiałem go szerzej przy okazji recenzji iPhone’a 17 Pro, jak i w osobnych wrażeniach z użytkowania wersji beta.
Muszę jednak przyznać, że od czasu testów modelu Pro, Apple chyba udało się trochę bardziej połatać dziury w systemie, bowiem praktycznie wszystkie przywoływane przeze mnie wtedy problemy teraz już nie występują.







Zaplecze komunikacyjne
O ile w Stanach Zjednoczonych już od jakiegoś czasu Apple sprzedaje swoje smartfony wyłącznie w wersjach eSIM, tak iPhone Air jest pierwszym, który został pozbawiony slotu na fizyczną kartę SIM na absolutnie wszystkich rynkach.
Teoretycznie jest to pokłosie zbyt cienkiej bryły, przez którą zabrakło już miejsca na tackę SIM. Tyle że Samsungowi udało się ją zmieścić w swoim Galaxy S25 Edge o niemal identycznej grubości (Edge ma tylko 0,2 mm więcej). Kupując iPhone’a Air trzeba być więc tego świadomym i – przede wszystkim – upewnić się czy nasza obecna taryfa u operatora umożliwia korzystanie z eSIM.
W pozostałych aspektach obyło się już bez braków. Za łączność odpowiadają autorski układ Apple N1 i modem C1X, a zaplecze komunikacyjne obejmuje WiFi 7, 5G (z obsługą dwóch kart eSIM, VoLTE i WiFi Calling), Bluetooth 6.0, GPS, NFC i ultraszerokopasmowe UWB.
Na ogół nie miałem większych problemów z działaniem wymienionych modułów, choć idealnie nie było. Trzykrotnie zdarzyło mi się, że z niewiadomych powodów nie chciała włączyć się komórkowa transmisja danych. Próba wyłączenia i włączenia nic nie dawała, a jedynym sposobem było wówczas aktywowanie na moment trybu samolotowego lub restart telefonu.
Zdarzało się też, że niekiedy nawet w centrum miasta telefon pokazywał tylko jedną kreskę zasięgu, choć – koniec końców – nie przynosiło to wówczas odczuwalnych trudności w korzystaniu z internetu komórkowego czy prowadzeniu rozmów.

Zabezpieczenia biometryczne
Od lat sztandarową formą biometrycznej blokady dostępu do smartfona w przypadku Apple jest rozpoznawanie twarzy Face ID. W przeciwieństwie do większości smartfonów z Androidem, Face ID wykorzystuje nie tylko przedni aparat, ale i sensory do wykrywania głębi. Jest to więc skan 3D.
I w zasadzie mógłbym tutaj w całości przekleić fragment recenzji iPhone’a 17 Pro, bo nie ma tu dosłownie żadnych różnic – ani w użytej technologii, ani w samym jej działaniu.
Face ID to – po prostu – naprawdę udane zabezpieczenie. Odblokowanie telefonu następuje wręcz w mgnieniu oka od wybudzenia poprzez podniesienie go lub dotknięcie ekranu, przy czym wymaga to patrzenia na telefon. Co istotne, szybkość rozpoznawania twarzy jest tak samo dobra zarówno w mocnym oświetleniu, jak i w zupełnej ciemności.
Szkoda tylko, że Apple nadal nie pozwala włączyć omijania ekranu blokady, które jeszcze bardziej przyśpieszyłoby cały proces odblokowania. W dalszym ciągu, by przejść do pulpitu, po rozpoznaniu twarzy musimy przeciągnąć palcem od dołu wyświetlacza.



Na smukłości oberwały także głośniki
W tym miejscu niemalże zawsze pada zdanie, że dany smartfon został wyposażony w głośniki stereo, czyli jeden na górze, drugi na dolnej ramce. Ale nie tym razem. Wiemy już, że iPhone Air to rzeczywiście cienki smartfon, ale z każdym kolejnym akapitem odkrywamy, jakie ograniczenia za tym idą.
Kolejne z nich dotknęło głośników, bowiem iPhone Air został wyposażony wyłącznie w pojedynczy głośnik – został on ulokowany nad wyświetlaczem. To o tyle bolesne, że obecnie nawet smartfony za około 1000 złotych oferują głośniki stereo. Tu mówimy o urządzeniu parokrotnie droższym.
Pewnym pocieszeniem jest, że brzmi on naprawdę dobrze. Wydobywający się z niego dźwięk ma charakterystykę znaną z innych iPhone’ów – jest relatywnie donośny, słychać sporo basu, który potrafi rezonować na obudowie urządzenia, dość bliskie tony średnie i nieźle wyeksponowaną górę. Brzmi to – dosłownie – tak, jakby z iPhone’a 17 czy 17 Pro po prostu zabrać jeden z głośników, nie zmieniając przy tym brzmienia.
Niestety, z racji, że jest to głośnik mono, brakuje tej głębi, mocy, jeszcze większej soczystości dźwięku. Spory niedosyt. Nie ma też obsługi dźwięku przestrzennego Dolby Atmos przy odtwarzaniu na głośniku. Sam iPhone oczywiście go wspiera, ale tylko korzystając ze słuchawek.
Tym, co jest niezmiennie świetne, są wibracje. Haptyka, którą oferuje iPhone Air, jest na kapitalnym poziomie, sygnały przez nią przekazywane są wysokiej jakości, odpowiednio zróżnicowane zależnie od powiadomienia i wystarczająco intensywne.

Czas pracy – jak to jest z tą baterią w iPhonie Air?
O tym, jak wygląda czas pracy Samsunga Galaxy S25 Edge, mogliście już przeczytać w tekście Kasi i raczej nie miała ona co do tego przesadnie pozytywnych odczuć. A jak to wygląda w przypadku cieniasa Apple? Odpowiedź brzmi: to zależy. Z jednej strony bowiem, jest co najwyżej przyzwoicie, niekiedy bardzo przeciętnie, ale z drugiej, bywały momenty, w których wyniki okazywały się lepsze niż zakładałem.
Zacznijmy od tego, że iPhone Air zasilany jest przez akumulator o pojemności 3149 mAh. Dla porównania, ogniwo w iPhonie 17 ma 3692 mAh, z kolei w iPhonie 17 Pro – 3988 mAh. Nie ma co więc ukrywać, że mamy do czynienia z zauważalnie mniejszą baterią.
Sformułowanie to zależy naprawdę dobrze opisuje czas pracy iPhone’a Air. Bo – faktycznie – wszystko zależy od tego, w jaki sposób z niego korzystamy. Uzyskiwane przeze mnie wyniki były dość mieszane, ale – z reguły – telefon rozładowywał się w okolicach wczesnego wieczora. Pełny dzień jest w zasadzie nie do osiągnięcia, zwłaszcza przy choćby minimalnie intensywniejszym użytkowaniu.

Problem stanowi spora utrata energii na czuwaniu, czyli gdy telefon leży nieużywany. Za przykład może tu posłużyć jeden z cykli, w którym co prawda wytrzymał mi do północy, ale przez to, że większość czasu leżał bezczynnie, czas włączonego ekranu wyniósł zaledwie niecałe 4 godziny.
Zazwyczaj, od odłączenia rano, iPhone Air był w stanie działać do godziny 17:00-19:00. Sporadycznie, gdy rzadziej po niego sięgałem, rozładowywał się przed 21:00. Bywały jednak i dużo gorsze dni – przy intensywnym użytkowaniu poza domem, na transmisji danych 5G, padał już około 15:00. A to już prezentuje się bardzo miernie.
Czas na włączonym ekranie, czyli tak zwany SoT, rekordowo potrafił dobić do 8 godzin na WiFi, choć z reguły, przy mieszanym użyciu WiFi i 5G, było to już raczej stabilne 6-7 godzin. Na 5G osiągane wyniki zamykały się w okolicach 5 godzin. Koniec końców, mogło być gorzej.











W dalszym ciągu iOS nie ułatwia liczenia SoT-u, bo pokazywane w statystykach baterii czasy odnoszą się do użytkowania w ciągu doby. Przez to, używając telefonu po północy – de facto – nabijamy już wyniki na kolejny dzień.
Mimo mniejszej baterii, iPhone Air ładuje się… jeszcze dłuższej od swoich braci. Wszystko dlatego, że obsługuje ładowanie o mocy maksymalnie 20 W i dokładnie tyle też szczytowo wskazywał mój zasilacz.
Startując od 1%, po upływie 30 minut ekran wskazywał dokładnie 55% (Apple deklaruje 50% w 30 minut). Później szybkość ładowania wyraźnie zwalnia – po godzinie było to 82%, a 100% uzyskałem dopiero po godzinie i 40 minutach. Bardzo długo, niestety.
W ramach alternatywy, na pokładzie nie zabrakło dobrze znanego z innych iPhone’ów magnetycznego ładowania MagSafe i bezprzewodowego w standardzie Qi2.




Na ile pomocny jest dodatkowy akumulator MagSafe?
Wraz z iPhonem Air, do testów dostałem dedykowany mu magnetyczny powerbank MagSafe. Mimo że uważam go za niesamowicie komiczne i zdecydowanie przepłacone akcesorium, postanowiłem sprawdzić, na ile realnie potrafi uratować sytuację w chwili, gdy poziom baterii robi się niski.
Wedle obietnic Apple, akumulator ten ma być w stanie doładować iPhone’a Air o dodatkowe 65% z mocą do 12 W. W moich testach, podczepiając go przy 1% baterii, sam powerbank rozładowywał się po uzupełnieniu iPhone’a do około 62-65%. Tu wypada wspomnieć, że o poziomie naładowania powerbanku informuje nas ikona na widżecie baterii.
No dobrze, a jak to się sprawdza w praktyce? Jako przykład niech posłuży jeden z moich dni: telefon został odłączony od ładowania około 8:00 i był użytkowany w sposób mieszany – nie tylko z WiFi, ale i sporo na 5G. Chwilę po 15:00, gdy byłem jeszcze poza domem, jego poziom baterii spadł do 5% i tu do gry wkroczył powerbank. Padł on w momencie, gdy stan baterii iPhone’a osiągnął dokładnie 63%.




Jeszcze do około 18:00 używałem go z internetem 5G, a później już, do końca cyklu, na WiFi. W ten sposób, ponowne rozładowanie telefonu nastąpiło o 22:00, zatem użytkowanie z zewnętrznym akumulatorem pozwoliło mi na kolejnych 7 godzin działania, w tym dodatkowe 3 godziny SoT.
I, z jednej strony, stanowi to już zupełnie niezły wynik, z drugiej… powerbank ten kosztuje 499 złotych, co jest – w moim odczuciu – zdecydowanie zbyt zaporową, wręcz kuriozalną ceną. Tym bardziej, że nie jest w stanie doładować iPhone’a o pełne 100%, a tylko o 65%.
No i wreszcie po trzecie – przyczepiając go do plecków w mig tracimy tą mityczną smukłość telefonu. Choć potrafi on nas uratować – szczególnie poza domem.


Aparat to jeden z istotniejszych problemów iPhone’a Air
Rozpoczynając testy iPhone’a Air podśmiewałem się, że tym razem nie będę miał przesadnie dużo roboty przy opisywaniu możliwości fotograficznych. I, choć można z tego żartować, to prawda jest taka, że aspekt ten stanowi największą piętę achillesową telefonu.
iPhone Air został bowiem wyposażony w zaledwie jeden aparat. Od razu budzi to skojarzenia ze starymi modelami sprzed wielu lat, iPhone’ami SE czy iPhonem 16e, czyli – umówmy się – nie są to skojarzenia godne współczesnego smartfona, wycenianego na około 5000 złotych.
Aparat ten ma rozdzielczość 48 Mpix, przysłonę o jasności f/1.6 i optyczną stabilizację obrazu Sensor Shift OIS. Przy tym, Apple chce nam wmówić, że ten jeden aparat działa jak wiele aparatów w jednym, bo oferuje 2-krotny zoom i pozwala domyślnie na wykonywanie zdjęć w 24 Mpix. Wy też się właśnie zaśmialiście…? ;).
No dobrze, do rzeczy – jakie zdjęcia robi iPhone Air? Kadry ustrzelone tym pojedynczym aparatem są zbliżone do fotek z głównego obiektywu iPhone’ów 17. Są więc w gruncie rzeczy po prostu bardzo dobre, ale nic ponadto i raczej na próżno szukać tu jakichś zachwytów.
Zdjęcia – na ogół – mają fajną plastykę, bardzo dobrą rozpiętość tonalną, odpowiednio przynoszący efekty HDR i naturalnie wyglądającą kolorystykę. Szczegółowość stoi na świetnym poziomie – detali nie brakuje, zwłaszcza dzięki robieniu zdjęć w 24 Mpix. Autofocus działa celnie i względnie dobrze radzi sobie z ostrzeniem także na nieco bliższe obiekty, odwdzięczając się przy tym ładnie wyglądającym rozmyciem tła. Jednak im dany obiekt mniejszy i znajduje się bliżej, tym gorsze łapanie ostrości.
























Dla uzupełnienia jeszcze kilka kadrów w pionie:
















Maksymalna wartość zbliżenia cyfrowego to 10x i całe szczęście, że tylko tyle, bo – ewidentnie – i tak stanowi to już szczyt możliwości tego aparatu. O ile fotki z 2-krotnym zoomem wyglądają zupełnie nieźle, tak każde większe zbliżenie sprawia, że zdjęcie staje się coraz bardziej wyprane z detali i zaszumione.












Po zmroku automatycznie włącza się tryb nocny (i nastepuje to z reguły trafnie), o czym informuje nas ikonka księżyca w interfejsie aparatu, natomiast po kliknięciu w nią możemy go dezaktywować.
Zdjęcia nocne wyglądają dobrze, choć wiele zależy od scenerii. Zdarzyło mi się bowiem kilka takich kadrów, w których aparat nie do końca sobie poradził i nie rozjaśnił tego, co powinien, zostawiając wręcz czarne miejsca. Na ogół jednak, fotki są odpowiednio doświetlone, nie widać na nich przesadnych przepaleń źródeł światła w kadrze i zbyt dużego zaszumienia.
























Podobnie jak siedemnastki, iPhone Air został wyposażony w przedni aparat Center Stage o rozdzielczości 18 Mpix. Jest on o tyle wyjątkowy względem konkurencji, że pozwala na robienie zdjęć i nagrywanie wideo w proporcjach poziomych nadal trzymając telefon w pionie.
Z kolei funkcja W centrum uwagi śledzi naszą twarz i wyrównuje ją w kadrze, a – gdy wykryje przed aparatem więcej osób – automatycznie poszerza pole widzenia.
Opisy jakości zdjęć są w zasadzie zbędne – wyglądają dokładnie tak samo, jak ze wspomnianych iPhone’ów 17. Są one po prostu bardzo dobre. Koloryt skóry jest dobrze oddany, niebo i inne jasne punkty kadrów nie są przepalone, a twarz i sylwetka pozostają ostre.







W zakresie wideo, iPhone Air oferuje nagrywanie w rozdzielczości 4K przy maksymalnie 60 klatkach na sekundę i z szerokim zakresem dynamicznym HDR Dolby Vision. Z racji, że mamy tu tylko jeden obiektyw, nie ma mowy o żadnym przełączaniu, natomiast sama jakość wideo wypada już naprawdę bardzo dobrze.
Kolorystyka na filmach jest bliska naturalnej, stabilizacja sprawdza się wysoce skutecznie i zapewnia płynny obraz, autofocus działa szybko i z reguły bardzo celnie, o ile nie próbujemy ostrzyć na mały, znajdujący się zbyt blisko obiekt.

Podsumowanie
Naprawdę próbowałem przekonać się do iPhone’a Air. Niestety, każdy kolejny dzień testów uświadamiał mnie o brakach tego telefonu, które – przynajmniej częściowo – są po prostu trudne do przełknięcia w tym segmencie cenowym. Ma swoje dobre cechy, ale są one skutecznie przykrywane licznymi, istotniejszymi brakami.
Istotnie, nie sposób odmówić mu smukłości i lekkości, które sprawiają, że iPhone Air leży w dłoniach jak niemal żaden inny smartfon. Przy tym, jest on zbudowany naprawdę bardzo solidnie. Wyświetlacz jest wprost wyśmienity, podobnie jak wydajność – te aspekty rzeczywiście wypadają dokładnie tak, jak powinny.
Tyle że smukłość i niska waga to wciąż za mało, by zrekompensować pojedynczy aparat przywodzący na myśl dawno minione czasy, głośnik mono, co najwyżej przyzwoitą baterię, tendencję do nagrzewania czy wreszcie strasznie wolne ładowanie. Dla części potencjalnych klientów kolejną wadę może stanowić też brak slotu na fizyczną SIM-kę.
Wszystko to sprawia, że trudno stwierdzić, komu w zasadzie można z czystym sumieniem polecić ten telefon. Bo raczej mało kto bez wahania będzie w stanie postawić smukłość ponad lepszą baterię czy solidny zestaw aparatów. Gdyby poprawić te dwa aspekty, mielibyśmy do czynienia ze znacznie bardziej udanym urządzeniem.
Już teraz wiele wskazuje na to, że iPhone Air nie jest i nie będzie hitem sprzedaży, co potwierdza szybko spadająca cena i fakt, że po premierze był jedynym dostępnym od ręki nowym iPhonem.












