Recenzja Razer Deathstalker V2 Pro – optyczna i niskoprofilowa

Producent sprzętu dla graczy z trzema zielonymi wężami w logo zdecydowanie przoduje na rynku, jeśli chodzi o wykorzystanie technologii optycznych przełączników. Ma w swojej ofercie serię klawiatur Huntsman, która korzysta właśnie z przełączników działających w oparciu o światło podczerwone, a także kilka myszek (np. Razer Viper V2 Pro), używających podobnej technologii. Teraz marka postanowiła wkroczyć na rynek klawiatur niskoprofilowych, przywracając do żywych serię Deathstalker. Dziś przed Wami recenzja Razer Deathstalker V2 Pro.

Jeśli śledzicie poczynania Razera od wielu lat, powinniście pamiętać jedną z pierwszych klawiatur w ich ofercie – model Deathstalker. Choć premierę miał on ponad 10 lat temu, od tamtej pory próżno było szukać w ofercie Razera nowych modeli niskoprofilowych (poza, rzecz jasna, Deathstalker Ultimate i Deathstalker Essential, ale to ta sama konstrukcja, co pierwowzór, tylko w lekko zmienionej formie). Aż do teraz, bo amerykański producent postanowił właśnie przywrócić serię Deathstalker za pomocą modelu Deathstalker V2 i jednocześnie wydać pierwszą w swoim portfolio klawiaturę optyczną o niskim profilu.

Razer Deathstalker V2 dostępny jest w trzech wariantach: pełnowymiarowym przewodowym, pełnowymiarowym bezprzewodowym (Pro) i turniejowym bezprzewodowym (Pro TKL). Wszystkie występują wyłącznie w kolorze czarnym i korzystają z tych samych przełączników optycznych i podobnej konstrukcji. Ja na testy wybrałem sobie model V2 Pro w wersji pełnowymiarowej. Czy jest to klawiatura, o której powinien marzyć każdy gracz? Czy nadaje się również do pracy przed komputerem? Czy technologia optyczna to przyszłość dla klawiatur, której nie jesteśmy w stanie uniknąć? Na te pytania postaram odpowiedzieć się w dzisiejszej recenzji!

(fot. Mateusz Szymański – Tabletowo.pl)

Opakowanie

Produkt trafia do nas zapakowany w standardowe dla Razera pudełko: czarne z zielonymi akcentami. Na froncie widnieje render klawiatury, a tuż obok wymienione są trzy najważniejsze, według producenta, cechy. Są to:

W lewym górnym rogu umieszczono dodatkową naklejkę, która informuje nas, na którym z dwóch wariantów przełączników bazuje nasz egzemplarz. W moim przypadku są to liniowe czerwone, a do wyboru są też klikające fioletowe.

Na tyle pudełka ponownie widnieje render klawiatury, ale tym razem dookoła niego znalazło się nieco więcej przydatnych informacji. Producent mówi nam tu o obecności odpinanego kabla USB-C, wytrzymałych nakładek, wykonanych metodą „laser-etching”, rolki do sterowania głośnością i osadzonego obok niej przycisku multimedialnego, a także aluminiowego korpusu, który ma 19,1 mm grubości. Znajdziemy tu też wzmiankę o obsłudze oprogramowania Razer Synapse, podświetlenia RAZER CHROMA RGB oraz 2 latach gwarancji od producenta.

Akcesoria

W pakiecie z klawiaturą otrzymujemy instrukcję obsługi, zestaw naklejek holograficznych, długi kabel USB-A do USB-C w czarnym oplocie, przejściówkę USB-A do USB-C, służącą jako przedłużacz dla adaptera i sam adapter do podłączenia klawiatury bezprzewodowo za pomocą połączenia radiowego HYPERSPEED 2,4 GHz.

Brakuje w zestawie podstawowego narzędzia, jakim jest keycap puller, za pomocą którego użytkownik byłby w stanie zdjąć nakładki z przełączników. Niektórzy zauważyli też pewnie, że Razer nie dołącza do tego modelu podpórki pod nadgarstki, która kojarzona jest z wygodą. To dziwne, bo przecież niski profil również celuje w komfort, dlaczego więc nie dorzucić jakościowej podpórki Razera, którą fani marki tak kochają?

(fot. Mateusz Szymański – Tabletowo.pl)

Od góry

Razer Deathstalker V2 Pro to klawiatura o bardzo stonowanym wyglądzie. Łatwo to zauważyć patrząc na nią z góry, gdyż to ta perspektywa pozwala nam zauważyć, że producent postawił przede wszystkim na minimalizm i nie starał się, żeby przekombinować design produktu. Mamy tu więc proste boki i lekko zaokrąglone rogi, a wszystko utrzymane w matowej czerni.

Trudno nie zauważyć różnicy w szerokości przestrzeni pomiędzy krawędziami, a przełącznikami. Ta blisko frontowej krawędzi jest znacznie szersza od pozostałych i daje się to we znaki podczas pisania. Niejednokrotnie miałem okazję przypadkowo zahaczyć kciukiem o kant klawiatury z tego powodu. Z przestrzeni tej korzysta napis Razer, który został wycentrowany i odgrywa tu rolę logotypu. Na szczęście jest on w kolorze czarnym, a więc widoczny jest wyłącznie pod kątem i w odpowiednim oświetleniu, dzięki czemu nie rzuca się w oczy i nie psuje estetyki produktu.

Nowa klawiatura niskoprofilowa Razera jest pełnowymiarowa, a zatem mamy tu wszystkie potrzebne do pracy z komputerem klawisze, w tym osadzony po prawej stronie panel numeryczny. Układ, którego używa mój egzemplarz, to klasyczny ANSI, czyli ten z długim lewym Shiftem i jednowierszowym Enterem. Dolny rząd ma standardowe wymiary, ale raczej nie pomoże to w łatwej wymianie keycapów, bo klawiatura ma niski profil i przez to nie jest kompatybilna ze wszystkimi nakładkami.

Chociaż Razer deklaruje, że korpus jest wykonany z aluminium, to już w specyfikacji na stronie podaje, że tylko górna część obudowy została wykonana ze stopu aluminium 5052. Deathstalker V2 Pro korzysta bowiem z designu floating-key design, który wymusza na płycie mocującej odgrywanie również roli górnej części obudowy. Z tego też powodu część obudowy jest wówczas metalowa, co jest prawdopodobnie celowym zabiegiem wielu producentów. Uważają oni, że jak klient zobaczy metal w specyfikacji, to natychmiast kupią ich produkt, bo przecież aluminium jest lepsze od plastiku.

Szkoda tylko, że klawiatura cierpi na tym pod względem projektu, który zmuszony jest zawierać przełączniki wystające ponad obudowę. Dodam jeszcze, że aluminium to jest wykończone na matowy, czarny i – niestety – strasznie się palcuje, co widać z resztą na moich zdjęciach w tej recenzji. Wystarczy, że lekko dotkniecie płyty mocującej, a zostanie na niej brzydki ślad.

(fot. Mateusz Szymański – Tabletowo.pl)

Od spodu

Po odwróceniu klawiatury do góry nogami jesteśmy w stanie dostrzec, że nie jest ona idealnie płaska, a ma lekkie podwyższenie przy tylnej krawędzi. To sprawia, że klawiatura leżąca na biurku bez rozłożonych nóżek podwyższających kąt nachylenia nie będzie miała pochylenia 0°, bo sama obudowa nadaje jej kilkustopniowy kąt. A skoro już o obudowie, to ta od spodu wykonana została z czarnego tworzywa sztucznego, co jednoznacznie dowodzi, że niecały korpus jest metalowy.

We wszystkich czterech rogach, a także po środku przy przedniej krawędzi, umieszczone zostały gumki antypoślizgowe, które skutecznie dbają o stabilność klawiatury na biurku. Rozkładane nóżki podwyższające kąt nachylenia są dwustopniowe, a producent zadbał o wygrawerowanie na nich wartości, do które podwyższają kąt. Po rozłożeniu mniejszych klawiatura będzie do nas pochylona pod kątem 6°, a w przypadku większych – 9°. Obie pary nóżek są dodatkowo ogumowane na końcach, dzięki czemu nawet po ich rozłożeniu klawiatura nie będzie się ślizgać.

Przy jednej z nóżek ulokowany został slot, który odkryć możemy poprzez podważenie paznokciem plastikowej zasłonki. Pod nią schować możemy adapter 2,4 GHz, dzięki czemu nie zgubimy go podczas podróży z klawiaturą.

(fot. Mateusz Szymański – Tabletowo.pl)

Od boku

Żeby być w stanie w pełni zauważyć niski profil nowej klawiatury Razera musimy spojrzeć na nią z boku. Z tej perspektywy dostrzec można, że jest to zdecydowanie klawiatura niska. Razer podaje, że cała klawiatura (włącznie z nakładkami) ma na froncie około 21 mm grubości, natomiast z tyłu – 26,6 mm. Postanowiłem to zmierzyć i, ku mojemu zdziwieniu, producent dodał swojej klawiaturze kilka milimetrów, oczywiście na swoją niekorzyść. Od frontu ma ona grubość 10,5 mm, jeśli zmierzymy samą obudowę, 16 mm, jeśli dodamy dystans do początku keycapa, a 19,5 mm, jeśli zmierzymy całość, włącznie z nakładką w najgrubszym punkcie. Wychodzi więc na to, że Deathstalker V2 Pro nie jest najcieńszą klawiaturą na świecie, ale zdecydowanie zasługuje na pochwałę, bo jej wymiary są godne modelu niskoprofilowego.

Metalowa płyta mocująca jest zagięta i nachodzi na dolną część obudowy, przez co wszystkie boki klawiatury również są aluminiowe. To zapewnia znacznie sztywniejszą konstrukcję, a w efekcie daje nam solidniejszy produkt. Na tyle znajdziemy jednak jedno miejsce, gdzie metal zastąpiono plastikiem. Wycentrowana strefa ma nadrukowane logo i logo HYPERSPEED, który to jest technologią bezprzewodowego połączenia Razera, pozwalającą na opóźnienie bliskie zeru. Fale sygnału bezprzewodowego lepiej przedzierają się bowiem przez plastik niż przez metal, więc taki zabieg był wymagany.

Z tej perspektywy widać również, że producent zdecydował się na wspomniany przeze mnie w sekcji „Od góry” floating-key design. Polega on na tym, że przełączniki wystają ponad obudowę klawiatury. Sprawia to, że klawiatura wydaje się bardziej goła i tania, a według mnie wygląda po prostu mało elegancko. Ponadto nie jest to pozytywne dla akustyki, gdyż dźwięk nie jest blokowany przez żadne ścianki, a w efekcie klawiatura jest znacznie głośniejsza. Szkoda, że wciąż tak mało producentów decyduje się na konstrukcje z obudowanymi przełącznikami. Co prawda klawiatury z floating-key design łatwiej wyczyścić, bo można z łatwością wymieść wszelki brud poza klawiaturę, lecz z drugiej strony, przez brak obudowania, więcej brudu będzie tam trafiać. Czy są więc jakiekolwiek zalety takiej konstrukcji, poza aspektem wizualnym, który jest w pełni subiektywny i zależy od osoby?

Rolka i multimedia

Razer zdecydował się umieścić nad sekcją numeryczną przycisk multimedialny oraz rolkę do regulacji głośności. Ta druga jest bardzo szeroka i moim zdaniem wybitnie wygodna. Ma ona bowiem bardzo wyraźnie wyczuwalny przeskok pomiędzy poszczególnymi stopniami, co jest w mojej opinii niezwykle przyjemne w użytku. Mimo to trzeba się nią trochę nakręcić, żeby znacznie zmniejszyć głośność, ale Razer o tym pomyślał i, jeśli ją wciśniemy, to dźwięk systemowy zostanie kompletnie wyciszony. Ponownie kliknięcie odcisza go.

Ciekawie jest też w przypadku umieszczonego obok niej przycisku, który choć jest jeden, to ma wiele funkcji. Ma on okrągły kształt i grawerowanie jak regulatory głośności w głośnikach – tak przyjemnie odbija światło. Jeśli wciśniemy go raz, to ten zatrzyma aktualnie odtwarzany utwór lub odpauzuje go. Dwa szybkie wciśnięcia pominą utwór i od razu puszczą następny, natomiast trzy szybkie wciśnięcia zrobią coś odwrotnego – cofną nas do poprzedniego utworu. Podobne rozwiązanie spotkałem w klawiaturach SteelSeries i uważam je za naprawdę praktyczne, bo zamiast zajmować miejsce trzema osobnymi przyciskami dostajemy wszystkie funkcje w jednym klawiszu.

(fot. Mateusz Szymański – Tabletowo.pl)

Keycapy

Razer chwali się w swoim spocie reklamowym nowego modelu klawiatury niskoprofilowej, że użył w niej nakładek, których nadruki powstały z użyciem techniki „laser-etching”. Jest to metoda, znana jako jedna z najgorszych pod kątem wytrzymałości, gdyż opiera się ona na nałożeniu lakieru na prześwitującą nakładkę, w którym następnie laserowo wycinany jest nadruk. Właśnie przez obecność lakieru w tym przepisie wytrzymałość jest tak niska, gdyż ten często jest słabo zabezpieczony cienką przezroczystą warstwą i po krótkim czasie zaczyna schodzić z powierzchni nakładek, pozostawiając brzydkie prześwitujące kropki.

Jednak Razer zapewnia, że w przypadku tych keycapów jest inaczej. Uważa on, że powstały one z użyciem warstwy ochronnej, która zapewnia tym nakładkom wytrzymałość lepszą od tych produkowanych z użyciem metody podwójnego wtrysku – czyli najwytrzymalszej metody na rynku. Nie jestem w stanie sprawdzić, na ile jest to prawda, bo lakier w lepiej zrobionych keycapach potrafi schodzić nawet miesiącami, ale jestem w stanie uwierzyć w deklarację Razera z prostego powodu. Kilka lat temu byłem szczęśliwym posiadaczem klawiatury Razer Blackwidow V2, która również miała nakładki laser-etched. Byłem jej drugim właścicielem i gościła ona u mnie sporo czasu, a ślady zużycia nakładek nigdy się nie pojawiły. Jeśli zatem po 8 latach od jej premiery Razer dodatkowo poprawił tę technikę i jest w stanie zadeklarować, że keycapy w Deathstalkerze V2 są wytrzymalsze niż klasyczny ABS double-shot, to jestem mu w stanie uwierzyć.

Jeśli chodzi o materiał, z którego wykonano te nakładki, to Razer zdradza nam, że jest to ABS. Mamy tu więc do czynienia z mniej wytrzymałym na czynniki zewnętrzne tworzywem od PBT, natomiast o ile nie będziemy go myć we wrzątku, to nie powinniśmy się o to martwić. Powodem jest fakt, że skoro cała ich powierzchnia została pokryta czarnym lakierem, a następnie warstwą ochronną, to nasze palce nie wchodzą w kontakt z ABS-em. Nie powinniśmy więc spodziewać się tu wycierania powierzchni. Producent zapewnia też, że są one odporne na rysy. Co natomiast ciekawe to to, jak nakładki te reagują na odciski palców. Na ogół lakierowane keycapy brudzą się niemiłosiernie i zostają na nich tłuste ślady, a w tym przypadku tak nie jest. Żadne smugi nie pojawiły się na nich nawet, gdy używałem klawiatury brudnymi dłońmi.

Domyślnie powierzchnia w tych nakładkach jest bardzo gładka, typowa dla lakierowanych keycapów. Czuć pod palcem taką charakterystyczną fakturę, którą spotkać można tylko w tego typu nakładkach. Jest to jednak moim zdaniem dość przyjemne. Profil jest z kolei dostosowany do klawiatury – niskoprofilowy. Wszystkie rzędy mają taki sam kształt, ale nie są płaskie. Każda nakładka ma lekkie wgłębienie, dzięki czemu pisanie i granie na tej klawiaturze jest bardzo wygodne.

Dzięki laserowemu wycięciu znaków w lakierze Razer mógł pozwolić sobie na ładniejszą czcionkę. Mamy tu więc do czynienia z eleganckim i minimalistycznym krojem pisma. Wszystkie znaki są wycentrowane w górnej części powierzchni nakładki. Niestety, Backspace, Windows i Menu są reprezentowane przez ikony zamiast napisy, w przeciwieństwie do pozostałych modyfikatorów. Tworzy to niepotrzebny brak spójności i psuje nieco estetykę. Mogło być tak pięknie, bo producent pozwolił sobie na napisanie wszystkich nazw modyfikatorów małymi literami. Kompletnie nie rozumiem czemu nadal projektanci nie widzą, że lepiej gdyby reprezentowali wszystkie modyfikatory napisami, zamiast wplatać tu i ówdzie niepasujące do reszty ikony.

Stabilizatory

Standardowo w klawiaturze pod dłuższymi klawiszami znajdują się stabilizatory, których zadaniem jest stabilizowanie klawisza podczas wciskania go na skrajnych bokach – tak, aby chodził równomiernie. W przypadku recenzowanego dziś modelu mamy do czynienia z dwoma rodzajami stabilizatorów. Jedne z nich opierają się na druciku i przymocowanych do niego trzonach, które następnie wchodzą w keycapa z użyciem krzyża, podobnie jak przełącznik. Drugie z kolei mają wyłącznie drucik, który zatrzaskuje się w dodanych w tym celu szparkach w keycapach.

Ten pierwszy rodzaj znajdziemy pod wszystkimi klawiszami, które stabilizowane są w typowej klawiaturze mechanicznej, natomiast ten drugi ulokowany jest wyłącznie pod CapsLockiem, który na ogół nie otrzymuje swojego własnego stabilizatora. Zauważyłem jednak, że stosunkowo często w niskoprofilowych konstrukcjach dodatkowe klawisze otrzymują swoje własne stabilizatory, takie jak właśnie CapsLock czy nawet czasami lewy Control. Ciekawe dlaczego? Czyżby niższe keycapy były bardziej podatne na gibanie się pod naciskiem, gdy są niekontrolowane? Raczej wątpię, aczkolwiek zawsze lepiej mieć choć trochę stabilniejsze klawisze, nawet, jeśli nie jest to wymagane do poprawnego działania klawiatury.

Niestety, na próżno można szukać na drucikach tych stabilizatorów jakiegokolwiek smaru. Ten nie został tam umieszczony w żadnym stopniu, natomiast – co ciekawe -klawiatura mimo tego wcale nie ma aż takich problemów z klekotaniem drucików. Podejrzewam, że może być to kwestia budowy Deathstalkera V2 Pro i rozmiaru zamontowanych w nim stabilizatorów. Może być też tak, że druciki są o wiele stabilniej przymocowane do obudów i dzięki temu mniej się poruszają, generując przy tym mniej niepożądanych odgłosów.

Przełączniki

Zdecydowanie najciekawsze w całej klawiaturze są użyte w niej przełączniki. To dzięki nim Razer Deathstalker V2 Pro jest w ogóle konstrukcją niskoprofilową. Producent nazwał te przełączniki Linear Low-Profile Optical, ale ja będę mówił na nie Low-Profile Red. Wydawać się może, że są to autorskie przełączniki marki, ale jak dobrze wiadomo Razer nigdy nie produkował swoich przełączników samodzielnie, a wszystkie z nich trafiały do niego z różnych chińskich fabryk. Podejrzewam zatem, że model, który był pierwowzorem dla powstania niskiprofilowych Redów Razera, był MJ5.0 od firmy DongGuan MingJian Electronic Technology Co., Ltd., w skrócie DMET. Podejrzewam tak dlatego, że są to przełączniki niemal identyczne pod względem budowy, jak i wyglądu. Jedyne różnice, jakie znalazłem, to lekko inny kształt wycięcia w trzonie, jak i rzecz jasna obecność wygrawerowanego logo Razera.

Razer Low-Profile Red to przełączniki liniowe, a zatem cały ich skok jest płaski i jedynym oporem jest kompresująca się pod naciskiem sprężyna. Nie wyczujemy tu więc aktywacji poprzez sprzężenie zwrotne, przez co nasz palec nie będzie wiedział, kiedy się cofnąć. Uważam więc, że niskoprofilowość jest świetnym rozwiązaniem dla fanów liniowców, którym zależy na szybkiej reakcji, ponieważ dzięki temu ich palce będą musiały wciskać klawisze na krótszy dystans zanim będą mogły się cofnąć. Przez zamontowanie w nich dodatkowych gumek wyciszających stuknięcie ma też nieco miększy impakt. W normalnych przełącznikach uderzenie trzonu o spód obudowy jest twarde i wyraziste, niczym uderzanie w drewniany blat, a tutaj bardziej mogę to porównać do stukania w blat pokryty obrusem. Niby nie jest bardzo miękko i nadal czuć uderzenie, ale jednak jest ono wyczuwalnie stłumione.

Co ciekawe producent zapewnia nam na stronie naprawdę bogatą w przydatne informacje specyfikację przełączników. Według niej niskoprofilowe Redy Razera aktywują się po użyciu 45 gramów siły, a trzon musi pokonać dystans 1,2 mm do osiągnięcia punktu aktywacji. Cały skok ma niecałe 3 milimetry, a doprowadzenie trzonu do samego dołu wymaga od naszych palców użycia siły około 58 g. Nie są to zatem bardzo lekkie przełączniki, ale pasują do moich palców perfekcyjnie, gdyż moje ulubione wyważenie oscyluje w okolicach 60 gramów właśnie. Nie uważam też, żeby gracze mogli jakkolwiek zyskać na jeszcze lżejszych przełącznikach, bo moim zdaniem obniżyłoby to ich precyzję, generując masę przypadkowych wciśnięć.

Ponadto Razer szczyci się, że ich wytrzymałość sięga 70 milionów użyć, co nie jest jednak zależne od samego przełącznika, a od nadajników i odbiorników światła podczerwonego umieszczonych na płytce drukowanej. To właśnie ich lasery muszą być ciągle włączone, żeby klawiatura działała. Przełącznik działa tu jedynie jako element przecinający wiązkę światła, co klawiatura odbiera jako wprowadzenie znaku, a następnie przesyła informację o tym do komputera. Dobrą wizualizację tego zjawiska stworzył sam Razer, więc przedstawiam ją poniżej, wraz z wykresem wizualizującym skok Razer Low-Profile Red.

Optyczne przełączniki są uznawane za te wytrzymalsze i lepsze od standardowych opartych na metalowych kontaktach z dwóch powodów. Po pierwsze, w optycznym przełączniku nie ma co się zepsuć, a wszystko zależne jest od PCB i jego jakości. Jeśli umrze dioda lub odbiornik, to umiera przycisk, ale nie przełącznik. Przełączniki są niezniszczalne przy standardowej, przewidzianej dla klawiatury, eksploatacji. Jeśli więc producent zadba o dobre nadajniki i odbiorniki to klawiatura prędzej nam się znudzi niż umrze którykolwiek z jej klawiszy. Uważam też, że o ile 70 milionów to ogromna liczba i musielibyśmy korzystać z klawiatury naprawdę wiele lat, by móc przebić ten próg, to podejrzewam, że Razer zwyczajnie zadeklarował tyle i przestał testować dalej czy klawiatura wytrzyma więcej, bo nie miałoby to większego sensu.

Po drugie, optyczne przełączniki nie potrzebują metalowych kontaktów, a więc w obudowie znajduje się mniej części ruchomych. Muszą być one oparte wyłącznie o trzon, który zasłoni lub odsłoni (zależnie od konstrukcji) wiązkę światła, a także element, który stawia opór przy wciśnięciu, a więc w tym przypadku sprężyna. Z tego też powodu w optycznych przełącznikach ma miejsce mniejsze tarcie, w wyniku czego ich praca jest o wiele gładsza i przyjemniejsza. W przypadku niskoprofilowych Razer Red kompletnie nie czuć żadnego ocierania, wszystko chodzi bardzo płynnie.

Mogłoby się zdawać, że przełącznik o tak ogromnym kwadratowym trzonie nie będzie bardzo podatny na wobble, czyli zjawisko bujania się trzonu na boki pod naciskiem. Nic bardziej mylnego! Razer Low-Profile Red jak najbardziej się bujają i to bardziej niż myślałem, natomiast nie jest to poziom nieużywalności, a po prostu poziom niegodny pochwały i tak wysokiego progu cenowego. Chociażby ASUS potrafi w podobnej cenie zaoferować przełączniki pełnoprofilowe, które nie mają takiego problemu.

Warto natomiast powiedzieć kilka słów o samej wygodzie pracy na niskoprofilowych przełącznikach. Osobiście jestem ich fanem i uwielbiam pisanie na konstrukcjach opartych o przełączniki z niskim skokiem. Te użyte w Deathstalkerze V2 Pro nie mają jeszcze tak krótkiego skoku, jak niektóre z konstrukcji na rynku, natomiast jest to pełnoprawny niski profil, który ma wszystkie cechy wymagane, by go tak nazwać. Granie na tej klawiaturze to czysta przyjemność, gdyż krótszy skok pozwala na szybszą reakcję, a perfekcyjne wyważenie sprężyn pozwala moim palcom na komfortowe korzystanie z tego modelu. Również pisanie jest niczego sobie, czego dowodzi fakt, że bez żadnych problemów przez cały okres testów byłem w stanie wykonywać swoją pracę, polegającą na pisaniu na klawiaturze, właśnie na Razer Deathstalker V2 Pro.

(fot. Mateusz Szymański – Tabletowo.pl)

Brzmienie

Nie wolno zapomnieć, że Razer Low-Profile Red to niezwykłe przełączniki niskoprofilowe, gdyż zamontowane zostały w nich dodatkowo gumki, które mają na celu wyciszenie ich stukania. Robi to świetną robotę, gdyż pisanie na Razer Deathstalker V2 Pro jest rzeczywiście ciche, natomiast oczekiwałem szczerze nieco cichszej pracy. Nie zrozumcie mnie źle, i tak jest naprawdę cicho, ale w produkcie za takie pieniądze myślałem, że będzie lepiej niż tylko dobrze.

Niemały wpływ ma na to budowa klawiatury, gdyż floating-key design wpływa negatywnie na głośność. Przez brak obudowania przełączników dźwięk wydobywa się we wszystkie strony niekontrolowany, a w efekcie klawiatura jest głośniejsza. Gdyby tylko producent zdecydował się na nieco inną konstrukcję…

Jak wspominałem wcześniej, stabilizatory nie są nasmarowane, co również negatywnie wpływa na brzmienie klawiatury. Ta jest przyjemnie wytłumiona, ale wszystko to psuje klekotanie drucików pod stabilizowanymi klawiszami. Najgorzej jest w przypadku spacji, która szeleści najbardziej i najgłośniej. Pozostałe klawisze, szczególnie CapsLock, nie mają aż takiego problemu, niemniej jednak spodziewałbym się obecności smaru pod każdym z nich w tak drogim produkcie, by całkowicie usunąć niepożądane odgłosy.

https://www.tabletowo.pl/wp-content/uploads/2022/09/recenzja-Razer-Deathstalker-V2-Pro-brzmienie.mp3
Tak brzmi Razer Deathstalker V2 Pro na przełącznikach Razer Low-Profile Red

Podświetlenie

Razer to marka, która słynie ze swojego podświetlenia. To głównie na nim zbudowany został charakter firmy. Co to więc za produkt Razera bez kolorowych światełek? Na szczęście nie zabrakło ich w modelu Deathstalker V2 Pro, który to wspiera kultowe podświetlenie RAZER CHROMA RGB. Możemy je konfigurować w oprogramowaniu, natomiast klawiatura nie zapamiętuje naszych ustawień światełek. W momencie wyłączenia Razer Synapse klawiatura momentalnie przywraca domyślny profil podświetlenia. Na szczęście jesteśmy je w stanie skonfigurować również z poziomu klawiatury, za pomocą skrótów klawiszowych. Dzięki temu udało mi się włączyć jednolite podświetlenie w kolorze białym i w ten sposób korzystałem z klawiatury przez większość trwania testów.

Muszę pochwalić producenta za użycie tu wysokiej jakości diod LED, które prawie perfekcyjnie reprodukują wszystkie barwy. Nie mają one najmniejszego problemu z kolorem białym (choć po odbiciu się go o płytę mocującą widać lekko niebieską poświatę, ale moim zdaniem lepsze to niż róż zamiast bieli), jak i żółtym. Pozostałe barwy również są idealne. Efektów jest do wyboru masa, ale ja i tak wolę jeden statyczny kolor na całej klawiaturze zamiast fikuśnych tęcz i fal.

Podświetleniu pomaga również fakt, że użyte tu keycapy mają znaki, które przepuszczają znacznie więcej światła. To dzięki temu nieszczęsnemu laserowemu wycinaniu legend w lakierze. Choć nie jest on zbyt polecany, to przepuszcza zdecydowanie najwięcej światła ze wszystkich opcji na rynku. Razer nieraz przyznawał, że preferuje stosowanie tego typu nakładek właśnie z tego powodu.

Lampki kontrolne

Przestrzeń nad strzałkami została zagospodarowana poprzez umieszczenie tam lampek kontrolnych z oznaczeniami odpowiadającymi ich roli. Diody świecą głównie na biało i osadzone są w małych dziurkach, przez które jednak emitowane światło bez problemu się wydostaje. Lampek jest łącznie pięć, a świecą się, kolejno od lewej, gdy włączymy: CapsLocka, NumLocka, ScrollLocka, tryb nagrywania makr i tryb gracza. Ta przedostatnia dla odmiany mruga na czerwono.

Na czerwono mruga również ta maksymalnie po lewo, gdy stan naładowania baterii jest bardzo niski. Dzięki temu wiemy kiedy podpiąć klawiaturę do ładowania. Dodam jeszcze, że to jedyny sposób, w który klawiatura powiadamia nas o rozładowującym się akumulatorze.

Wracając jeszcze na moment do lampek, te są moim zdaniem bardzo ładne i wpasowują się w ogólny styl klawiatury. Nadruki również są świetne, bo widać je jedynie pod odpowiednim kątem, podobnie jak wspomniane na początku recenzji logo Razera. Może to jednak przysporzyć problemów, jeśli nie pamiętamy, która dioda odpowiada za którą funkcję, a nie mamy odpowiednich warunków oświetleniowych by z łatwością dostrzec jaka widnieje pod nią ikona.

(fot. Mateusz Szymański – Tabletowo.pl)

Oprogramowanie

Za wsparcie działania recenzowanej dziś klawiatury odpowiada oprogramowanie Razer Synapse 3, które pobrać możemy ze strony producenta, jednak klawiatura również samodzielnie wgrywa je na komputer wraz z pierwszym jej podłączeniem. Możemy jednak nie instalować tego programu i Deathstalker V2 Pro będzie działał równie sprawnie. Oprogramowanie ma jednak wspomóc działanie klawiatury poprzez dodatkowe funkcje oraz łatwiejszą w obsłudze konfigurację.

Możemy w nim na przykład zmienić działanie dowolnych klawiszy, za wyjątkiem FN, na co tylko zechcemy. Nie musi to być inna funkcja klawiatury, bo ustawić możemy nawet przycisk myszy. Mnie zawsze cieszy obecność opcji remapowania klawiszy, bo dzięki temu mogę umieścić lewy Control w miejscu CapsLocka i vice versa, czyli tak, jak jest mi najwygodniej. Dodatkowym atutem jest fakt, że możemy zmienić również działanie rolki i przycisku umieszczonego pod nią. Niestety, Razer nie zapewnił podobnej opcji w przypadku dodatkowego klawisza multimedialnego, który znajduje się po lewo od rolki. Szkoda, bo ciekawą opcją byłaby możliwość ustawienia jego działania przy jednym, dwóch i trzech wciśnięciach. Trzy własnoręcznie wybrane funkcje pod jednym przyciskiem. To byłoby coś świetnego! Dodam jeszcze, że do dyspozycji mamy nie tylko domyślną warstwę, ale też tę, do której dostęp dostajemy po przytrzymaniu klawisza FN. Na niej również możemy umieścić dowolne działanie każdego z przycisków, poza tym multimedialnym obok rolki.

Poza remapowaniem klawiszy mamy w Razer Synapse do dyspozycji opcję konfiguracji podświetlenia. Możemy wybrać standardowy tryb z listy albo stworzyć własny, o wiele bardziej rozbudowany, w Chroma Studio – dodatkowym pluginie do oprogramowania. Mamy tu też opcję zmiany jasności, a także kompletnego wyłączenia podświetlenia. Istnieje również możliwość ustawienia po jakim czasie nieużywania klawiatura zgasi podświetlenie, o ile w ogóle chcemy, aby miało to miejsce.

W zakładce Power możemy z kolei ustawić po upływie ilu minut bez wciskania żadnych klawiszy klawiatura ma przyciemnić podświetlenie, a także po jakim czasie ma kompletnie odciąć zasilanie. To ostatnie jest bardzo przyjemnym dodatkiem, bo nieraz odszedłem od komputera, a klawiatura świeciła się na pełnej jasności. Dzięki tej funkcji zaoszczędziłem jednak nieco baterii, bo po 15 minutach mojej nieobecności przy klawiaturze ta przestała czerpać energię z baterii. Fajnie też, że po powrocie klawiatura momentalnie włącza się po wciśnięciu dowolnego klawisza. Co prawda jeśli zaczniemy od razu na niej pisać to zgubimy pierwszy znak, ale drugi już zostanie wprowadzony.

Mam natomiast dwie ogromne uwagi do Razer Synapse. Po pierwsze jest to oprogramowanie, które zajmuje na komputerze prawie 1 GB, jeśli zainstalujemy również Chroma Studio. To naprawdę dużo, jak na program, który ma jedynie wspomóc działanie naszej klawiatury. Dodatkowo wciąż nie chodzi on najlepiej i pomimo upływu wielu lat od premiery trzeciej jego wersji ten wciąż potrafi się zacinać i wykrzaczać.

Najgorszy jest jednak dla mnie fakt, że klawiatura nie zapamiętuje wszystkich ustawień, które wprowadzimy podczas konfiguracji w Razer Synapse. Co prawda Razer Deathstalker V2 Pro zapisuje ustawienia układu klawiszy, a także jasność LED-ów i czas, po którym ma się przygaszać podświetlenie, ale sam tryb podświetlenia niestety musimy ustawić ponownie z poziomu klawiatury. Na całe szczęście wystarczy kilkakrotnie powciskać kombinację klawiszy FN+CTRL+2 i za którymś razem trafi się kolor biały w trybie statycznym, czyli moim zdaniem najlepszy dla tej klawiatury. Szkoda natomiast, że producent nie zadbał, by klawiatura dała się skonfigurować w pełni przez oprogramowanie, a następnie pamiętała wszystkie ustawienia. Ja osobiście wolę od razu odinstalować software po konfiguracji, stąd moje narzekanie w tej sprawie.

Bezprzewodowość

Jednym z trzech głównych głównych atutów (pozostałe dwa to niski profil i optyczne przełączniki) Razer Deathstalker V2 Pro jest możliwość pracy w trybie bezprzewodowym. Producent daje nam możliwość wyboru: albo praca po kablu, albo przez Bluetooth 5.0, albo przez HYPERSPEED 2,4 GHz za pomocą dołączonego adaptera. Ja przez cały okres trwania testów korzystałem z tego ostatniego i, muszę przyznać, że tryb ten nie ma żadnego wyczuwalnego opóźnienia, nawet w grach wymagających szybkiej reakcji. Podłączyłem jednak dla testu klawiaturę do swojego smartfona przez BT5.0 i również nie zauważyłem żadnych opóźnień podczas pisania.

Przez okres trwania testów miałem jednak kilkukrotnie nieprzyjemność doświadczyć problemów ze stabilnością połączenia. Dzieje się tak dlatego, że plastikowa strefa z logiem HYPERSPEED, przez którą przedostają się swobodnie fale radiowe jest ulokowana na tyle. Reszta klawiatury (po bokach i od góry) jest pokryta aluminiową płytą mocującą, a fale mają problem z przedzieraniem się przez metal. Dlatego też mając adapter wpięty bezpośrednio w komputer, który stoi na podłodze na lewo od klawiatury czasami potrafił przestać poprawnie kontaktować się z klawiaturą. Wraz z podpięciem adaptera do przedłużacza, który jest w zestawie, i postawienia go tuż za klawiaturą wszelkie problemy poszły w zapomnienie.

Jeśli natomiast chodzi o baterię i jej żywotność to muszę przyznać Razerowi punkt za poprawną jej reprezentację na stronie. Możemy tam bowiem wybrać, w jakim trybie będziemy korzystać z klawiatury, z jaką jasnością podświetlenia i przez ile godzin dziennie. Skrypt obliczy nam ile około godzin i dni (bazując na liczbie godzin codziennej pracy podanej przez nas) klawiatura będzie działać na jednym ładowaniu. Ja naładowałem klawiaturę do 100% dwukrotnie, żeby to przetestować. Za pierwszym razem korzystałem z niej różnorodnie, ale po kilka godzin dziennie na podświetleniu ustawionym na 50% jasności. Klawiatura wytrzymała 4 dni, czyli tyle, ile producent deklaruje przy pracy przez 11 godzin dziennie.

Przy drugim teście ustawiłem, żeby klawiatura bez przerwy działała w trybie jasności 100% i nie przygaszała się podczas nieaktywności. W efekcie bateria w niej padła po równych 24 godzinach, czyli tylko 2 godziny mniej niż deklaruje strona. W praktyce produkt trzeba ładować raz na kilka dni, zależnie od naszego trybu pracy i liczby godzin, przez które będziemy korzystać z klawiatury. Jeśli wydaje Wam się to słabym wynikiem, to pamiętajcie, że jest to klawiatura optyczna, w której pod każdym klawiszem bez przerwy emitowana jest wiązka światła podczerwonego, by ta mogła działać. Sporym czynnikiem jest też podświetlenie, więc jeśli wyłączymy kompletnie LED-y, to klawiatura powinna wytrzymać nawet 195 godzin pracy, zgodnie z deklaracją strony, a przez Bluetooth nawet 214 godzin.

Ładowanie nie należy jednak do najprzyjemniejszych i trwa aż kilka godzin, by naładować akumulator od 0% do 100%. Ponadto podczas ładowania (i nie tylko) dzieją się jakieś dziwne akcje z procentową reprezentacją naładowania. Potrafiłem naładować klawiaturę do 60%, odłączyć ją od ładowania i włączyć tryb bezprzewodowy, a ta nagle wyświetlała, że jest naładowana tylko w 45%. Gdy podpiąłem kabel ponownie, ta znów pokazywała 60%. Dodatkowo momentami klawiatura ładuje się bardzo szybko (np. jednym razem ładowanie o 20%, od 40% do 60%, trwało kilkanaście minut), a czasem bardzo powolnie. To samo jest w drugą stronę. Bateria potrafi bardzo szybko spadać od 20% do 6%, ale gdy sięgnie już tego progu, to podziała jeszcze dobre dwie godziny na najwyższej jasności podświetlenia. Nawet podczas pisania tego tekstu Razer Synapse wyświetlił mi stan naładowania na poziomie 21%, a dosłownie minutę później 22%, choć klawiatura nie jest podpięta do zasilania i działa bezprzewodowo.

Za połączenie bezprzewodowe odpowiadają osadzone na tyle klawiatury przyciski i przełącznik. Tam też znajduje się port USB-C, w który możemy wpiąć kabel do ładowania bądź działania przewodowo. Przełącznik ma trzy tryby: po lewo BT5.0, po środku OFF lub przewodowo, a po prawo HYPERSPEED 2,4 GHz. Dziwnym jest, że podczas ładowania nie możemy jednocześnie korzystać z klawiatury bezprzewodowo i sygnał musi być przesyłany kablem. Przez to, gdy chcemy wciąż pisać na klawiaturze, musimy w takiej sytuacji przełączyć tryb na OFF. Trzy przyciski obok służą natomiast do wyboru profilu, gdyż Razer Deathstalker V2 Pro wspiera działanie z wieloma urządzeniami jednocześnie przez Bluetooth 5.0. Możemy więc sparować ją z trzema urządzeniami i przełączać się pomiędzy nimi właśnie za pomocą tych przycisków.

(fot. Mateusz Szymański – Tabletowo.pl)

Razer Deathstalker V2 Pro – ocena końcowa

Ożywienie serii klawiatur niskoprofilowych przez Razera może być jedną z ich najlepszych decyzji, czego dowodzą modelem Deathstalker V2 Pro. To naprawdę udana konstrukcja, jednak nie obyło się bez wad. Na ogromny plus zasługują tutaj trzy najważniejsze cechy, czyli:

Podoba mi się też, jak ładne kolory potrafi generować podświetlenie, a także mnogość opcji przy jego konfiguracji. Oprogramowanie jest także ogromnym plusem, gdyż pozwala na prawdziwe dostosowanie klawiatury pod nas i nasz styl pracy. Dodatkowymi atutami są dwustopniowe nóżki do regulacji kąta nachylenia, rolka do regulacji głośności i wielofunkcyjny przycisk multimedialny. Miło, że konstrukcja w dużej mierze korzysta z metalu, co zapewnia jej sztywność i wytrzymałość.

Nie można jednak pominąć wszystkich potknięć, które Razer zaliczył tym modelem. Moim największym zarzutem jest zdecydowanie obecność floating-key designu, który nie tylko ujmuje klawiaturze wizualnie, ale również psuje jej akustykę. A nie zapomnijmy, że producent stawia tutaj na cichą pracę, w czym wcale nie pomaga brak ścianek dookoła przełączników, które wytłumiłyby nieco dźwięk. Strach pomyśleć, jak wygląda to w przypadku wariantu na przełącznikach klikających.

Na reprymendę zasługuje też brak jakiegokolwiek smaru na drucikach stabilizatorów oraz zbyt częste problemy z połączeniem bezprzewodowym, jeśli adapter nie znajduje się blisko tyłu klawiatury. Muszę też wspomnieć, że choć Razer deklaruje znaczną poprawę jakości ich keycapów, których znaki są laserowo wycinane w lakierze, to należy uważać czy nie jest to zbyt odważna deklaracja. Ten typ nakładek nigdy nie słynął z wytrzymałości i podobnie może być tutaj, jednak aby się o tym przekonać trzeba by poużywać tej klawiatury co najmniej kilka miesięcy.

Poza tymi wadami raczej nie mam nic do zarzucenia tej klawiaturze. Jest to zdecydowanie dobrze wykonany produkt, który – choć nie jest w pełni z najwyższej półki – to wciąż reprezentuje dość dobry poziom. Rujnuje to niestety jego cena. Razer Deathstalker V2 Pro to na chwilę obecną koszt 1199,99 złotych w polskiej dystrybucji. To kosmiczna cena dla praktycznie każdej osoby, która decyduje się na zakup klawiatury. Choć entuzjaści, tacy jak ja, słusznie zauważą, że jakościowe konstrukcje potrafią kosztować kilkukrotność tej kwoty, to Razer Deathstalker V2 Pro nie jest produktem skierowanym do hobbystów. To klawiatura do grania i pracy przed komputerem, w czym sprawuje się naprawdę świetnie.

W takich pieniądzach oczekiwałbym jednak produktu perfekcyjnego na każdej płaszczyźnie. Dlatego niełatwo jest mi jednoznacznie stwierdzić dla kogo jest ta klawiatura. Jej zakup bez względu na wymagania raczej nie będzie zbyt rozsądnym posunięciem, jednak jeśli nie przeszkadzają Wam jej wady, a odpowiadają jej zalety, to nic nie stoi na przeszkodzie, by ją nabyć. W końcu to Wy i tylko Wy decydujecie co leży na Waszych biurkach, a jeśli czegoś naprawdę pragniecie to cena często schodzi na boczny plan.

klawiatura Razer Deathstalker V2 Pro keyboard
Recenzja Razer Deathstalker V2 Pro – optyczna i niskoprofilowa
Zalety
wygodny niski profil
przyjemne, dobrze wyważone i gładkie przełączniki liniowe
możliwość pracy bezprzewodowej
wystarczająca żywotność baterii, lecz mocno zależna od warunków pracy
rozbudowane oprogramowanie
obecność rolki do regulacji głośności i wielofunkcyjnego klawisza multimedialnego
Wady
absurdalnie wysoka cena, która nie jest niczym usprawiedliwiona
brak smaru na drucikach stabilizatorów
częste problemy ze stabilnością połączenia bezprzewodowego
floating-key design, który negatywnie wpływa na głośność klawiatury i moim zdaniem na jej wygląd
keycapy, które potencjalnie mogą mieć bardzo niską wytrzymałość
7
Ocena
Exit mobile version