Facebook
Facebook (fot. Tabletowo.pl)

Oto, do czego może doprowadzić tzw. „podatek od linków”. Facebook decyduje się na drastyczny krok w Australii

Mimo że Australia to bardzo odległy kraj, to właśnie dzieje się w niej to, do czego jeszcze niedawno mogła doprowadzić Unia Europejska. Tamtejszy rząd planuje wprowadzić „podatek od linków”, co spotkało się z ogromnym sprzeciwem ze strony gigantów, takich jak Google i Facebook. Ten ostatni zdecydował się na radykalny krok, który odczują wszyscy użytkownicy serwisu społecznościowego w Australii.

„Podatek od linków”

„Podatek od linków” w założeniach ma zrekompensować straty, jakie ponoszą wydawcy. Często bowiem zdarza się, że ktoś przeczyta tylko tytuł i zajawkę w wyszukiwarce Google bądź na Facebooku i nie przejdzie do całego artykułu. Dla jego autora oznacza to stratę, ponieważ na stronach znajdują się reklamy, na których media zarabiają.

Reklama

Jednocześnie właśnie Google i Facebook „napędzają” ruch serwisom internetowym (szczególnie ten pierwszy), więc nie są tak złe, jak niektórzy je malują. Obie strony są od siebie zależne, co ma zarówno swoje zalety, jak i wady. Urzędnicy często jednak widzą tylko te ostatnie i dlatego przychodzą im do głowy takie pomysły, jak „podatek od linków”.

Co ciekawe, temu pomysłowi przyklaskują też niektórzy wydawcy, którzy czują się stratni. Są to jednak raczej giganci, którzy i tak by sobie poradzili, gdyby Google przestało indeksować ich artykuły w swojej wyszukiwarce, a Facebook linkować do nich w swoim serwisie.

„Podatek od linków” zabije media informacyjne z Australii na Facebooku

Jeszcze nie tak dawno Unia Europejska przymierzała się do wprowadzenia tzw. „podatku od linków”, ale pomysł zdaje się upadł, ponieważ nic się nie zmieniło. Urzędnicy cały czas jednak zastanawiają się, jak dobrać się do kieszeni amerykańskich gigantów, o czym świadczy chociażby polska propozycja podatku od reklamy, który miałyby płacić media. Pomysł oczywiście nie spodobał się mediom, dlatego w minioną środę wiele serwisów internetowych nie działało, a w telewizji nie puszczano żadnych programów.

Australijski rząd zdaje się być zdeterminowany, aby wprowadzić „podatek od linków”. Google początkowo groziło, że jeżeli zostanie wprowadzony, to całkowicie wycofa się z Australii, ale szybko zmieniło zdanie i aktualnie jest na etapie dogadywania się oraz podpisywania pierwszych umów z różnymi wydawcami.

Facebook nie zamierza natomiast się ugiąć, ponieważ uważa nowe zasady za niesprawiedliwe, i właśnie zapowiedział, że uniemożliwi australijskim wydawcom i użytkownikom serwisu w tym kraju publikowania i udostępniania linków do wiadomości, w tym także tych z innych krajów.

Facebook zdecydował się na tak drastyczny krok, ponieważ uważa, że australijski rząd w ogóle nie rozumie jego roli w rozpowszechnianiu wiadomości. Bo o ile Google automatycznie indeksuje całą zawartość internetu, tak w przypadku Facebooka wydawcy sami muszą udostępnić link do swojego artykułu. Pozwala im to zwiększyć zasięg, zachęcić nowych użytkowników do odwiedzenia ich strony, a przy okazji zwiększyć przychód z reklam.

Facebook podatek od linków

Facebook podaje, że to właśnie wydawcy mają więcej korzyści z tego, że linki do ich treści pojawiają się na tej platformie. Według deklaracji serwisu, w zeszłym roku wygenerował w przybliżeniu 5,1 mld darmowych przekierowań do australijskich wydawców o wartości szacowanej na 407 mln tamtejszych dolarów.

Facebook deklaruje, że linki do wiadomości generują dla niego samego minimalne przychody, ponieważ stanowią zaledwie 4% wszystkich materiałów, jakie użytkownicy widzą w swoich Feedach. Co ciekawe, serwis przygotowywał się do uruchomienia platformy Facebook News w Australii, ale został zmuszony się z tego wycofać.

Decyzja Facebooka będzie brzemienna w skutkach i odczuwalna nie tylko dla Australijczyków, ponieważ:

  • wydawcy z Australii nie będą mogli publikować żadnych treści na swoich stronach na Facebooku,
  • informacje międzynarodowych wydawców nie wyświetlą się użytkownikom Facebooka w Australii; nie będą oni mogli też ich udostępnić,
  • użytkownicy w Australii nie zobaczą i nie udostępnią żadnych treści informacyjnych w serwisie,
  • użytkownicy międzynarodowi nie będą mogli zobaczyć ani udostępnić informacji od australijskich wydawców.

To bezprecedensowa sytuacja i być może australijski rząd jeszcze się opamięta, ponieważ mimo wszystko dla wielu osób Facebook to główne źródło informacji. Jeśli jednak „podatek od linków” przejdzie, będzie istniała obawa, że na podobny krok zdecydują się też inne kraje. A tego chyba nikt by nie chciał.