Netflix na Androida ze „studyjnym” audio – brzmi (bez)sensownie

(fot. Tabletowo.pl)

Netflix, jak przystało na największego gracza VOD, ciągle stara się udoskonalać swoje aplikacje. Niedawno pisaliśmy o możliwości wyłączenia obrazu, a teraz dowiadujemy się, że aplikacja na Androida stanie się jeszcze lepsza.

Netflix od dawna zwraca uwagę na jakość dźwięku

Jak możemy przeczytać na Tech Blogu Netflixa, amerykański gigant VOD szykuje zmiany w swojej androidowej aplikacji. W nowym wydaniu poprawie ma ulec jakość dźwięku. Nie jest to jednak pierwsze podejście do poprawy wrażeń w odbiorze audio. W 2010 roku Netflix rozpoczął przesyłanie strumieniowego dźwięku przestrzennego 5.1, a w 2017 dołożył obsługę Dolby Atmos.

Dwa lata temu eksperymentowano z adaptacyjnym bitratem dźwięku, aby zoptymalizować ilość przesyłanych danych, nie tracąc przy tym na jakości audio. Teraz zaś ogłoszono kolejny, milowy krok, który ma wynieść wrażenia oglądania i słuchania treści na jeszcze wyższy poziom.

Nowy kodek audio to lepsze wrażenia

Netflix dumnie ogłosił, że od teraz będzie wykorzystywał kodek audio xHE-AAC. Licencja od Fraunhofer (twórcy kodeka) pozwoliła na kodowanie całego katalogu treści dostępnych na platformie.

Jest to o tyle ważne, że kodek ten cechuje się wyjątkowo dobrą wydajnością i jakością przy niskiej przepływności, co pozwala na cieszenie się niemal bezstratną jakością audio niezależnie od możliwości łącza internetowego. Wyróżnikiem xHE-AAC są również obowiązkowe metadane kontroli głośności i dynamiki MPEG-D.

Z badań przeprowadzonych przez Netflixa wynika, że w przypadku treści filmowych i telewizyjnych poziom dialogów jest najważniejszym elementem postrzegania przez widzów głośności programów. Stwarzało to dotychczas niemały problem z uwagi na różny zakres dynamiki audio.

Przykładowy rozkład zakresu dynamiki audio (źródło: Netflix)

To właśnie dialogi stanowią punkt odniesienia. Wspomniane metadane głośności i sterowanie dynamiką pozwolą na odpowiednie zarządzanie głośnością – zarówno w obrębie jednego tytułu, jak i pomiędzy różnymi filmami czy odcinkami, co pozwoli na wyeliminowanie wspomnianego problemu.

Typowy rozkład zakresu dynamiki audio w zależności od gatunku bywa różny, a co za tym idzie – stwarza niemałe problemy w doborze odpowiedniego poziomu dźwięku (źródło: Netflix)

Adaptacyjna kompresja zakresu dynamicznego to coś, co z pewnością podniesie komfort pochłaniania treści. Koniec z żonglowaniem głośnością pomiędzy scenami akcji, wybuchów, wystrzałów itp. a spokojnymi dialogami. Co więcej, to wszystko bez straty na jakości, a wręcz z jej podniesieniem. Netflix nie boi się używać określenia „studyjna jakość”, opisując wrażenia możliwe do uzyskania wraz z nowym kodekiem.

Wraz z nowym kodekiem Netflix podczas dynamicznej regulacji zakresu audio nie zmienia poziomu głośności dialogów (źródło: Netflix)

Studyjne audio prosto z głośników smartfona – brzmi (bez)sensownie

Powyższa zmiana bez wątpienia jest czymś potrzebnym i wygląda na to, że została dobrze przemyślana. Nieco inne zdanie mam na temat przeniesienia tych rozwiązań do smartfonów, a tak się składa, że amerykanie wraz z nowym kodekiem zapowiedzieli, że z jego dobrodziejstw będzie można skorzystać na urządzeniach mobilnych z Androidem 9 Pie i nowszym.

Wszystko fajnie, tylko jeżeli korzystamy ze słuchawek, to problem różnego zakresu dynamiki dźwięku jest mniej uciążliwy. Jeśli z kolei korzystamy z głośników smartfona, to naprawdę ciężko mówić o „studyjnej” jakości audio.

Wygląda więc na to, że najbardziej powinny skorzystać na tym tzw. przystawki TV z Androidem lub sam system Android TV, czyli telewizory, stanowiące centrum kina domowego. Problem polega jednak na tym, że na blogu mowa tylko i wyłącznie o mobilnych urządzeniach, a zatem z tego niewątpliwego udogodnienia skorzystamy na razie wyłącznie na smartfonach i tabletach.

Ciągłe doskonalenie kluczem do sukcesu

Cieszy mnie nieustanne dążenie do poprawy. Prowadzone na przestrzeni lat działania sprawiają, że z katalogu Netflixa korzysta się przyjemnie, niezależnie od platformy z której korzystamy. Niemniej, czasami zdarzają się mało zrozumiałe ruchy, jak opisywana „studyjna jakość” z głośników smartfona.

Trudno mi jednak narzekać, bo wprowadzone rozwiązanie w niedalekiej przyszłości trafi również do innych urządzeń i wtedy naprawdę usłyszymy różnicę. Do tego czasu pozostaje nam rozkoszować się „studyjnym” audio wprost z wbudowanego w smartfon lub tablet głośnika.

Exit mobile version