LG K40 – ktoś tu się pomylił z ceną (recenzja)

Rzadko się zdarza, żeby recenzowany przeze mnie sprzęt wydawał się do bólu zły. LG K40 nie jest najgorszym smartfonem, jakiego testowałem, ale niewątpliwie najgorzej wycenionym przez producenta. Przypadek chciał, że K40 recenzuję po tym, jak jeszcze nie tak dawno testowałem Xiaomi Redmi Note 7, który… kosztuje tyle samo. Oczywiście trzeba wziąć poprawkę na to, że zwykle Xiaomi królują w stosunku kosztu do możliwości, a LG z kolei mają to do siebie, że ich ceny szybują w dół już miesiąc po premierze.

Specyfikacja LG K40

Procesor Mediatek MT6762 Helio P22 (12 mm)
Wyświetlacz 5,7-cala HD+ 18:9 IPS LCD Display (720 x 1440) ~282 ppi
Pamięć 2 GB RAM / 32 GB pamięci ROM / gniazdo kartmicroSD (maks. 1 TB)
Aparat tylny: 16 Mpix, f/2.0, PDAF, przedni: 8 Mpix, f/2.0
Bateria 3000 mAh
System operacyjny Android 8.1 Oreo z nakładką LG
Wymiary 153 x 71,9 x 8,3 mm
Masa 150 g
Łączność Wi-Fi 802.11 a, b, g, n, ac / Bluetooth 5.0 BLE, A2DP / port microUSB 2.0
Inne Przycisk Asystenta Google / czytnik linii papilarnych / DTS: X Surround Sound / odtwarzanie ECO / migająca dioda w rytm muzyki / NFC

Wideorecenzja LG K40

Obudowa i design

LG K40 wygląda niezwykle zwyczajnie. Jak na smartfon za 800 zł spodziewałbym się nieco więcej polotu, a tymczasem urządzenie przypomina dowolny plastikowy, losowy budżetowy telefon niemalże jakiejkolwiek firmy i to niekoniecznie z 2019 roku. Owszem, mamy tu ekran o proporcjach 18:9, ale brakuje mu nieco zaokrąglanych rogów, a górna i dolna ramka są zaskakująco spore.

Poza tym wygląda na pierwszy rzut oka dość minimalistycznie – nie ma żadnego logo producenta z przodu, z tyłu znajdziemy jedynie pojedynczy aparat z diodą i skaner linii papilarnych. Wracając jeszcze na przód urządzenia – to bzdura, ale cieszy zachowana symetria przedniego aparatu i diody doświetlającej względem przedniego głośniczka.

Z drugiej strony mocno mieniące się i błyszczące krawędzie telefonu skrywają pewien mały koszmarek wizualny. Na prawym boku urządzenia znajduje się wyłącznie przycisk power, ale lewa krawędź to istny wysyp elementów. Mamy tam rozdzielone przyciski głośności, przycisk Asystenta Google i aż dwa sloty na na karty SIM i microSD, z czego jeden jest sporo większy od drugiego.

Na dole znajdziemy klasycznie – główny głośnik, port microUSB, mikrofon i złącze miniJack.

Tył obudowy w przeciwieństwie do boków jest matowy, aczkolwiek też potrafi konkretnie odbijać światło i błyszczeć, w przypadku mojego testowego modelu jasnoniebieskim kolorem. Muszę przyznać, że wygląda to całkiem dobrze. Mam jednak zastrzeżenia do spasowania tych dwóch elementów – tylnej obudowy i krawędzi.

Podczas testów wielokrotnie wyciągałem stamtąd sierść mojego psa, jakieś małe włoski, a do krawędzi dostawały się jakieś drobinki czy kurz, których bardzo trudno było się pozbyć.

Dla równowagi trzeba jednak dodać, że LG zdecydowało się na wprowadzenie do tego budżetowego modelu standardu znanego ze znacznie droższych modeli, czyli standard odporności MIL-STD-810G. Oznacza to wysoką odporność na wstrząsy, upadki i skrajne temperatury.

Wyświetlacz i dźwięk

W wyświetlaczu w smartfonie za 800 zł najbardziej boli mnie chyba jego rozdzielczość – 720p z dość niskim zagęszczeniem pikseli na cal zasługuje na mocną krytykę. Tym bardziej, że w innych aspektach smartfon nie nadrabia w żaden sposób tej wady i nie można tu mówić o szukaniu kompromisów tylko o ostrej oszczędności i chłodnej kalkulacji.

5,7-calowy wyświetlacz IPS LCD nie należy też do najjaśniejszych i pozytywnie mogę się o nim wypowiedzieć jedynie w kontekście odwzorowania barw czy bieli i kątach widzenia. Przez niską rozdzielczość widać czasem poszarpane krawędzie, a gdy tylko słońce wyjdzie zza chmur to trudno mówić o jakiejkolwiek czytelności ekranu nawet przy największej jego jasności.

Na pewno na plus zasługuje tryb czytania czy możliwość skalowania aplikacji do proporcji 18:9, ale to już jest standard. Podoba mi się natomiast pomysł na… odtwarzanie np. YouTube’a w tle. LG jasno komunikuje, że to telefon dla młodzieży, raczej tej młodszej sądząc po reklamach. W szybkich ustawieniach znajdziemy tryb odtwarzania eco – powoduje on, że ekran niemal całkowicie się wygasza (do ekstremalnego wręcz poziomu) i dzięki temu można np. odtwarzać w pewnym sensie YouTube’a w tle i zaoszczędzić nieco na baterii. Fajna metoda na zachowanie w kieszeni 30 zł za YouTube Premium (o ile komuś nie zależy na ściąganiu wideo offline itp.).

Poza tym smartfon doskonale radzi sobie z dźwiękiem. Do odtwarzania muzyki nadaje świetnie – byłem zaskoczony, że tak budżetowy model może radzić sobie lepiej niż niejeden sporo droższy smartfon. K40 obsługuje dodatkowo tryb DTS:X 3D Surround, który przenosi dźwięki na nieco inny poziom. Jest podobny do Dolby Atmos i w dużym uproszczeniu miksuje dźwięk tak, żeby wydawał się być bardziej przestrzenny. W praktyce odniosłem wrażenie, że po prostu muzyka zyskała na basach kosztem czystości i płaskości dźwięku. W niektórych przypadkach (głównie popowej muzyki) ten tryb rzeczywiście ma sens i z przyjemnością z niego korzystałem.

Oprogramowanie i wydajność

Kolejnym aspektem każącym wierzyć, że LG K40 to jakiś zaginiony projekt koreańskiego producenta sprzed wielu miesięcy jest fakt, że startuje on z Androidem 8.1 Oreo, podczas gdy konkurencja ma od początku Pie, a za rogiem jawi się przecież już następna wersja systemu. Nawet jeżeli K40 dostanie 2 większe aktualizacje, to najprawdopodobniej zawsze będzie z tyłu za konkurencyjnymi modelami.

To samo tyczy się poprawek bezpieczeństwa, o których raczej trzeba zapomnieć. Jeszcze pod koniec maja LG K40 miał poprawki datowane na początek lutego. Oczywiście możemy się spierać o to, czy w telefonie dla absolutnie niewymagającego klienta jakiekolwiek aktualizacje czy aktualny system w dzisiejszych czasach ma jakiekolwiek znaczenie, ale przypominam, że to nie jest smartfon kosztujący 300 czy 400 zł, tylko dwa razy tyle i pewne standardy wypadałoby zachować.

Nie mogę powiedzieć nic złego o nakładce, którą po prostu można lubić lub nie. Nie znajdziemy w niej nic spektakularnego, ale nie zabrakło kilku przydatnych rozwiązań znanych ze smartfonów LG, jak chociażby wybudzanie ekranu podwójnym stuknięciem, rozbudowanego notatnika Quick Memo+ czy zaawansowanego narzędzia do przechwytywania treści z ekranu Capture+. Młodzieży może przypaść do gustu miganie diody doświetlającej głównego aparatu w rytm odtwarzanej muzyki (w aplikacji LG do odtwarzania muzyki).

Moją uwagę zwróciła za to możliwość zmiany kształtów ikon w launcherze, właściwie nie możliwość, tylko różnice między tymi kształtami, które są praktycznie żadne. Potraktujcie to jako ciekawostkę. Zupełnie nie rozumiem wycofania się LG z zupełnie okrągłych ikon, które były dostępne jeszcze w LG V30, ale już w następnych flagowcach i budżetowcach nie.

Jednak jaka nakładka LG by nie była, to schodzi ona na dalszy plan z racji niskiej wydajności K40, momentami wręcz dramatycznie niskiej. Za 800 zł otrzymujemy 8-rdzeniowego Mediateka z zaledwie 2 GB RAM-u. To wszystko przekłada się na mocno negatywne doświadczenia związane z systemem, aplikacjami i ogólną obsługą telefonu.

Aplikacje nierzadko uruchamiają się długo, bardzo często można doświadczyć przycięć animacji i łatwo odnieść wrażenie, że nakładka jest ociężała. Bardziej wymagające gry, takie jak Neverwinter Nights, są niemal niegrywalne (za to w Hearthstone i PUBG nawet dało się pograć, choć niezbyt komfortowo) i zdarza się, że czasem telefon reaguje na takie proste polecenia jak “wstecz”, “home” czy prosty wybór jakiejś opcji w systemie dopiero po sekundzie lub nawet dwóch. W mojej opinii to niedopuszczalne i ewidentnie LG zbyt mocno przyoszczędziło na podzespołach. Przypomnę tylko, że w tej samej cenie w Redmi Note 7 otrzymujemy porządnego Snapdragona 660 i 4 GB RAM-u. Nad 32 GB wbudowanej pamięci wewnętrznej w LG już nie będę się znęcać, bo nie ma problemu z jej rozszerzeniem kartą pamięci, ale reszta zasługuje na mocną krytykę.

Wymownym jest też fakt, że wbudowany w nakładkę Smart Doctor co kilka dni przypomina nam o poprawie wydajności za pomocą… uruchomienia telefonu ponownie.

Bateria, biometria i NFC

Akumulator o pojemności 3000 mAh też szału nie robi. Przy tej specyfikacji sprzętowej LG K40 powinien lekką ręką wyciągać 11h SoT (Screen on Time) i ok. 3 dni czasu pracy na baterii. Mógłby być większej pojemności, ale nie jest. Smartfon wytrzymuje więc 2 dni i osiąga od 5-6h w porywach do 8h SoT co nie jest złym wynikiem, ale jest tu pole do poprawy.

Z tyłu urządzenia znajdziemy okrągły skaner linii papilarnych, który nie należy co prawda do najszybszych (i znowu – jak np. W Redmi Note 7) ale… jest. Zawsze poprawnie odblokowuje telefon, oznajmia nas o tym całkiem przyjemną wibracją, jednak mógłby być szybszy.

Wspominam też o NFC, bo niestety nie jest to standard nawet w tej klasie. Dobrze jest móc skorzystać z Google Pay i tutaj akurat Xiaomi mogłoby się czegoś nauczyć i zgapić od takiego budżetowca jak LG K40.

Aparaty

LG w swojej komunikacji chwali się także aparatami i pod kilkoma względami rzeczywiście ma czym, a pod kilkoma absolutnie nie.

W LG K40 znajdują się dwa pojedyncze aparaty – 16-Mpix z tyłu i 8-Mpix z przodu. Największą ich zaletą ma być sztuczna inteligencja, ale od razu mówię – ja jej praktycznie nie widzę lub uważam za mało inteligentną. I tak, kwiatek doniczkowy potrafi rozpoznać jako jedzenie, albo po wykryciu obiektu i przypisaniu odpowiedniego filtru praktycznie trudno dostrzec jakiekolwiek różnice. W przypadku trybu jedzenia i wielu innych sytuacjach “AI” po prostu  ociepla zrobione zdjęcie i ot cała filozofia.

Poza tym zdjęcia wychodzą szczegółowe, przyjemne dla oka, choć oczywiście nie można się po nich spodziewać żadnych cudów. Aparat ma problemy z rozpiętością tonalną, niebo wychodzi najczęściej przepalone, a po zapadnięciu zmroku wszelka szczegółowość zanika i trudno mówić o jakiejkolwiek jakości, choć od tej reguły zdarzają się wyjątki.

Przedni aparat porządnie spełnia swoją rolę i raczej niewiele mogę mu zarzucić. Tu oczywiście też łatwo o przepalenie nieba, ale sama szczegółowość daje radę. Jest też tryb portretowy, który pozwala na regulowanie rozmycia w tle z podglądem na żywo.

Ponadto tym w samej apce aparatu znajdziemy tylko dwa dodatkowe tryby (jedzenia i kreatora animacji), kilka prostych filtrów, możliwość włączenia migawki komendą głosową oraz zrobienia selfie gestem dłoni czy wykryciem twarzy.

 



Podsumowanie

LG K40 jest niezwykle nieudanym telefonem jak za te pieniądze. W zasadzie większość wad można by było wyeliminować niższą ceną urządzenia. Tyle tylko, że K40 musiałoby kosztować jakieś 300 zł, żeby móc wybaczyć mu jego większe i mniejsze przywary. Paradoks polega na tym, że to… LG. O ile początkowo smartfon został fatalnie wyceniony, to buszując po serwisach aukcyjnych znajdziemy go już za 600 zł, a przecież dopiero co miał premierę.

Jeszcze trochę i naprawdę nie zdziwię się, jeżeli będzie sprzedawany za te 300 czy 400 zł i wtedy będziemy mieć do czynienia z całkiem fajnym urządzeniem dla najmłodszych za rozsądne pieniądze. Pozostanie wtedy tylko już problem aktualizacji i jego wydajności, ale być może dla niektórych te kwestie i tak zejdą na dalszy plan.

LG K40 – ktoś tu się pomylił z ceną (recenzja)
Wyświetlacz
6
Działanie, płynność, wydajność
4
Oprogramowanie
6
Akumulator
7.5
Multimedia
7.5
Porty, złącza, łączność
8
Jakość wykonania
6.5
Wzornictwo
6.5
Ocena użytkownika0 głosów
0
Zalety
Przyzwoita bateria
Jakość zdjęć
Jakość dźwięku
Tryb odtwarzania eco
Standard odporności MIL-STD-810G
NFC
Wady
Specyfikacja
Niska rozdzielczość ekranu
Kiepska wydajność
Dość wolny skaner linii papilarnych
Lewa krawędź telefonu
5.5
OCENA
Exit mobile version