Czegoś takiego w smartfonach jeszcze nie widziałem. Wszystko przez AI

Fani urządzeń elektronicznych, w tym smartfonów, nie mają w ostatnich latach lekko. Po podwyżkach i problemach z łańcuchem dostaw wywołanych pandemią Covid-19, rynek ponownie musi dostosować się do nagłych zmian – tym razem spowodowanych zwiększonym zapotrzebowaniem na sztuczną inteligencję. Nie spodziewałem się jednak takiego obrotu spraw.

Chińczycy nie chcą już robić ultraflagowców. Winne AI

Trudno jest nie zauważyć skutków, jakie ma ofensywa sztucznej inteligencji. Pierwszym sygnałem były rosnące ceny kości RAM na przełomie października i listopada 2025 roku. Choć mogłoby się wydawać, że sprawa ostatnio nieco ucichła – nic bardziej mylnego. W lutym 2026 roku Lenovo ostrzegło o podwyżkach cen laptopów, a w kwietniu 2026 roku Samsung podniósł ceny składanych smartfonów.

Podobne obrazki widzieliśmy w latach 2020-2022, kiedy to smartfony drożały o kilkaset złotych względem poprzednich generacji ze względu na załamanie łańcucha dostaw wywołanego globalną pandemią. Dowodem na to, że obecna sytuacja jest gorsza od poprzedniej, jest fakt, że chińscy producenci rozważają przerwę w dostarczaniu ultraflagowych rozwiązań na rynek.

Całą sprawę streścił Digital Chat Station na platformie społecznościowej Weibo. Napisał on bowiem, że ze względu na ceny pamięci, następna generacja smartfonów „Ultra” o dużym zapasie pamięci może nie ujrzeć światła dziennego.

Bardziej wylewny okazał się IceUniverse, który postanowił doprecyzować, dlaczego Chińczycy mogą wstrzymać produkcję flagowców z dopiskiem „Ultra” w nazwie. W końcu rozsądek podpowiada nam, że przecież wystarczy podnieść ceny.

smartfon vivo x300 ultra w kolorze zielonym
Vivo X300 Ultra (źródło: Vivo)

Tyle że nie do końca. O ile zwykłe flagowce nastawione są na jak największą sprzedaż, o tyle modele „Ultra” stanowiły pokaz siły danego producenta ze świadomością mniejszego wolumenu sprzedaży. Wszystko musi być w nich -naj: najlepsze aparaty, wyświetlacz czy ilość dostępnej pamięci. Jeżeli zabraknie któregoś elementu to nie jest to prawdziwy „ultraflagowiec”. Podniesienie cen sprawiłoby, że urządzenia zbliżyłyby się cenowo do Samsunga Galaxy S26 Ultra – ale na przyklejenie metki z ceną powyżej 8000 złotych za wariant 16 GB RAM-u + 1 TB pamięci wewnętrznej mogą pozwolić sobie tylko Koreańczycy – dla producenta z Chin może to oznaczać marginalną sprzedaż, co negatywnie wpłynie na wyniki finansowe.

Póki co jesteśmy po premierze Xiaomi 17 Ultra, Vivo X300 Ultra, a Oppo Find X9 Ultra dopiero przed nami, więc przez najbliższych kilka-kilkanaście miesięcy możemy być pewni, że Chiny będą brały udział w rynku ultraflagowców. Los następców jest jednak w tej chwili niepewny.

Używany RAM w twoim nowym smartfonie

Jeżeli jednak uważacie, że dzisiejsze złe wieści dotyczą wyłącznie najdroższych rozwiązań na rynku, cóż…

Yogesh Brar, informator udostępniający swoje wpisy na Twitterze/X podzielił się rewelacjami, że niektórzy producenci urządzeń mobilnych – ze względu na problemy z dostaniem się do nowych pamięci – zaczynają produkować urządzenia korzystając z odnowionych kości.

Choć można by w tym miejscu pochwalić producentów ze proekologiczną postawę, to takie podejście na dłuższą metę nie będzie dobre dla konsumentów. Od strony technicznej pamięci NAND i DRAM w trakcie pracy zużywają się (choć każda w inny sposób), więc zastosowanie odnowionej pamięci może oznaczać szybszą awarię układów – nawet, jeżeli te zostały przetestowane przez producenta przed montażem.

Od strony konsumenckiej producent nie ma obowiązku informować o fabrycznie regenerowanym komponencie spełniającym normy jak nowy układ. Problemy z takim elementem mogą jednak pojawić się szybciej niż w nowym, nieużywanym wcześniej czipie. Jeżeli więc zależy komuś na trzymaniu jednego urządzenia jak najdłużej, to w dalekiej przyszłości awaria urządzenia może być właśnie przyczyną takiej odnawianej pamięci.

Miejmy nadzieję, że branża znajdzie wkrótce rozsądne wyjście – inaczej pozostanie nam czekanie na technologicznego czarnego łabędzia.