Apodyktyczny Nieregularnik Aperiodyczny #5 – felieton Schrödingera

Listopad dobiega końca. Zza węgła szczerzą kły Gody, zwane także czasem Jul. Kalendarz i Pogoda, wypiwszy nieco deszczówki, dostały zgodnie czkawkę, przy której aż słupek w termometrze podnosi się ze zdziwienia. Po drugiej stronie lustra, pokrytego Gorilla Glass, Alicja z Kapelusznikiem macerują Zająca w dzbanku do herbaty, a pogromny banderzwierz drzemie cicho czekając na swoją porcję. W pudełku żałośnie miauczy głodny i najedzony Kot Schrödingera.

Black Friday

Wyprzedażowe szaleństwo ostatniego piątku listopada jak co roku dezorganizuje życie rodzinne, portfele, staje się przyczyną nowych związków i rozwodów, kto wie, czy nie i poczęć… Kontuzje od sprintów i przepychanek w sklepach konwencjonalnych, oczy czerwone od śledzenia stron internetowych zbierających promocje i zespół cieśni nadgarstka od nadmiernego, nerwowego klikania. Polskie sklepy internetowe prześcigają się, który na krócej z tej okazji padnie (bo że padnie jest niemal pewnikiem) i jakież to inne atrakcje w związku z tym zaoferuje. Tu szczególnie pozdrawiam pana Przemysława, życząc mu wiele sił przy odbieraniu wszystkich niezamówionych smartfonów :)

Ja – rzecz jasna – okazałem się całkowicie odporny na uroki Czarnego Piątku. Kupiłem tylko Steam Link w okazyjnej cenie i laptopa dla żony, za to już w czwartek ;-) Brawo ja!

Pożegnanie z Amazingiem

To mrożące krew w żyłach wydarzenie rodem z horroru miało miejsce w późnych godzinach wieczornych w czwartek. Mordercą był nowiutki Lenovo Yoga, a ofiarą niemłody już MacBook Pro. Po pierwszych reakcjach żony w rodzaju „jakie to lekkie i eleganckie”, przyszedł czas na kolejne w rodzaju „jakie to szybkie”. Ale ja w sumie nie o tym chciałem napisać. Wiadomo, że sprzęt współczesny i taki sprzed 7 lat różnią się dość poważnie, szczególnie, jeśli chodzi o wydajność. Chodzi o to, że w sumie to wszędzie mowa o przejściu na Maca i jaki to jest sprzęt ach i och. Pełno opowieści, że jak się już Maca kupi, to się w tym ekosystemie zostanie. Otóż właśnie zobaczyłem, że tak nie jest. Jeśli jest się użytkownikiem, a nie wyznawcą, to adaptacja jest nie tylko możliwa, ale i szybka, i w miarę bezproblemowa. Windows może ładnie wyglądać, może mieć niezawodne aplikacje (Office na Maca to wciąż opowieść grozy, choć jest lepiej niż było), a okienkowy ultrabook może trzymać na baterii dłużej niż najnowszy MacBook Pro przy podobnej wydajności. Pewnie, nie każdy program ma równie dobry odpowiednik. Ale można się przystosować. I to działa w obie strony. Żona ogarnia Yogę, a ja jej byłego MacBooka, który będzie wsparciem dla mojego stacjonarnego desktopa z Windowsem. Do tego nie potrzebuję maszyny bardzo wydajnej, więc MBP z 2010 roku jest jak znalazł, tym bardziej, że po zmianie baterii wyciąga od biedy te 7 godzin. Zamiast szukać nieco zwietrzałego amazingu, trzeba było przemapować prawy alt, żeby dało się pisać, a zmuszenie Windowsa i macOS do sensownej współpracy z chmurze okazało się mocno nieoczywiste – OneDrive na Macu to aplikacja o bardzo niskiej funkcjonalności w porównaniu z odpowiednikiem z Windowsa, a iCloud na Windows jest jeszcze słabszy. Ale się da, zwłaszcza przy wsparciu sieciowego dysku lokalnego. Co dalej – zobaczymy.

 

Wielki Zderzacz Andronów

Jak doniosły dobrze poinformowane źródła, na sejmowej komisji do spraw rolnictwa ujawniła się matka boska. Nie jest jasne czy była sama, czy też przyjechała na osiołku, choć nagrania z monitoringu wydarzenia wskazują, że nieparzystokopytnych tam akurat nie brakowało. Po zakończeniu objawienia w kłębach dymu straż marszałkowska doliczyła się również sześciu Elvisów, Napoleona Bonaparte Elba Edition, Doktora Strange i sekretarki z Chłodni Ciechanów mamroczącej pod nosem „ile kosztuje zamrożenie Hana Solo”.

Bajka Wektorowa

Za siedmioma przestrzeniami, za siedmioma podprzestrzeniami, dana była pewna unormowana, dobrze uporządkowana rodzina wektorów w1, w2, w3, … Nie były one przynależne do żadnej wartości własnej, a mimo to rodzina żyła zgodnie i szczęśliwie. Nie mieli żadnych kłopotów, prócz jednego: jak zarobić na życie. Od okresu do okresu, od -π do +π, pracowali w pocie czoła w bazie wielowymiarowego Sympleksu – wyzyskiwacza, darmozjada i homotopijcy, który całe swoje życie przeżył według zasady najmniejszego działania. I ruszyli się wektorowi bracia, striangulowali Sympleks, zrobili z niego Kompleks, ale doli swej nie polepszyli. Wyczynia on z nimi swoje homologiczne sztuczki: a to na brzeg wyrzuci, a to obszar określoności do punktu ściągnie…

Kącik Muzyczny

Dziś podano wielowariantowy remaster klasyka Metalliki „Master of Puppets”. Dla wytrwałych, bo album ma 137 ścieżek i trwa ponad 11 godzin.

A dla podleczenia skołatanych nerwów słuchowych po powyższym albumie, coś lżejszego i z uśmiechem. Poleca Kazimierz Szpachel.

Sowa na niedzielę

Źródło

Exit mobile version