Minął miesiąc – czas na rachunek sumienia. Jak tam Twoje kroki?

Artykuł sponsorowany

Przy okazji premiery serii zegarków Huawei Watch GT 7 podzieliłam się refleksją na temat mojego bardzo biernego sportowo życia. Podjęłam się wtedy niepisanego wyzwania, które kontynuowałam cały kolejny miesiąc i… w sumie dalej kontynuuję. Tym razem jednak z najnowszym Huawei Watch 6 Pro na nadgarstku.

Ależ mi się podobają te zegarki!

Na serię Huawei Watch 6 składa się w sumie pięć zegarków – trzy podstawowe: Watch 6 Active 42 mm, Watch 6 Classic 42 mm, Watch 6 Active 46 mm oraz dwie wersje Pro: Watch 6 Pro Ceramic Edition 43 mm i Watch 6 Pro Space Edition 46 mm. Tak się składa, że w moje ręce trafiły dwie ostatnie i… jestem nimi zauroczona. Wyglądają wręcz rewelacyjnie. I są tak samo świetnie wykonane.

Musicie bowiem wiedzieć, że model Watch 6 Pro Ceramic Edition ma ceramiczną obudowę i ceramiczny pasek, z kolei Watch 6 Pro Space Edition – tytanową obudowę i czarną tytanową bransoletę. Im dłużej na nie patrzę, tym bardziej nie jestem w stanie zdecydować, który z nich podoba mi się bardziej.

Czujnik X-TAP pozwala zbadać najważniejsze parametry zdrowotne w 60 sekund

Na szczęście design (i wielkość oczywiście, która przekłada się na pojemność baterii) to jedyne różnice pomiędzy nimi. Oba – tak samo, jak Watche 6 zresztą – oferują sferyczny ekran pokryty szkłem szafirowym z jasnością 3500 nitów (aczkolwiek o sporo mniejszej krzywiźnie niż w poprzedniku), udoskonalony czujnik X-TAP, z użyciem którego można zbadać aż 11 parametrów zdrowotnych w minutę, eSIM czy NFC z obsługą płatności zbliżeniowych Curve. Oczywiście jest tu też tryb oszczędzania energii, który znacznie wydłuża czas pracy bez większego ograniczania funkcjonalności.

Ale o tym i nie tylko o tym możesz przeczytać w recenzji Huawei Watch 6 Pro Space Edition, która już wleciała na Tabletowo. 

Aha! I pamiętaj, że do 8 listopada 2026 roku obowiązuje oferta premierowa, w ramach której wszystkie warianty Huawei Watch 6 i Huawei Watch 6 Pro dostępne są o 300 złotych taniej.

Tymczasem wróćmy do tej aktywności lub jej braku…

Tytanową bransoletę można wymienić na pasek z fluoroelastomeru (jest w zestawie sprzedażowym)

Właściwie skąd ten brak aktywności?

Wiele osób po moim poprzednim tekście zaczęło się zastanawiać jak można robić średnio 2500 kroków dziennie (średnio, co oznacza, że czasem nawet mniej!). Ano można. Wystarczy pracować z domu, jeść w domu i mieć kilka kotów zamiast psa ;) Wszystko mam dosłownie pod ręką, więc – jeśli tylko nie mam żadnego spotkania na mieście – nie muszę wychodzić z mojego domowego zacisza.

Sytuacji nie polepsza też fakt, że wraz z mężem jesteśmy “na pudełkach”, co oznacza, że nie chodzimy na zakupy, podczas których moglibyśmy zrobić kilka kroków, nie dochodzimy do samochodu ani sklepu, etc. Przy czym catering dietetyczny to – uważam – świetna rzecz, zwłaszcza dla nas, i zwłaszcza teraz, kiedy staramy się zrzucić trochę zbędnego balastu i wiemy dokładnie, ile kcal przyjmujemy. 

Swoją drogą, mając te wartości pod ręką, niezmiennie polecam wpisywać do modułu W formie – dzięki temu na bieżąco wiemy ile kalorii powinniśmy jeszcze spożyć w ciągu dnia lub jak dużo się ruszać, by spalić tyle, by zafundować sobie konkretny, określony wcześniej deficyt kaloryczny.

Wracając jednak do głównego wątku – moim największym problemem był brak motywacji. Po całym dniu siedzenia przed komputerem, bo do tego sprowadza się moja praca, nie chciało mi się ruszyć tyłka. Ot, tyle. Na szczęście, jak już wiecie, sytuacja diametralnie się zmieniła. 

Zaczęło mi się chcieć.

Moja gotowość fizyczna w dniu pisania tego tekstu… nie zachwyca ;)

Jak ta aktywność wygląda teraz?

Smartwatch nie zrobi formy za Ciebie, ale… może w tym pomóc – pisałam w poprzednim tekście. Dla jednych to tylko puste frazesy, dla mnie – realna sprawa. Bo choć może zegarek nie stanowił dla mnie motywacji samej w sobie, to jednak fakt, że napisałam publicznie, że niebawem zrobię update sytuacji krokowej, niejako wymusił patrzenie w kierunku jego samego i apki Huawei Health. 

Ba, po jakimś czasie okazało się, że ja naprawdę lubię patrzeć na te dzienne wykresy. I bardzo nie lubię, gdy tych kroków w ciągu dnia jest tam mało. Tak, wjechałam sobie na ambicję. Tak, było mi to potrzebne. I trzecie tak wreszcie – ta przygoda trwała cały wrzesień i, co najważniejsze, trwa nadal.

Umówmy się – próba danych, na której opierałam poprzedni materiał, była dość mała. Huawei Watch GT 7 wylądował na moim nadgarstku 21 sierpnia i do 30 dnia tego miesiąca udało mi się robić średnio 7704 kroki dziennie. 11 dni to dużo, bo daje jakiś tam obraz aktywności, ale jednocześnie mało, bo to tylko 1/3 miesiąca. A zatem… jaki był wrzesień?

Świetny! W sensie… świetny jak na mnie (ja naprawdę nie mam potrzeby wychodzenia z domu – wszystko mam pod ręką…). Pierwsze dni spędziłam na targach IFA w Berlinie, a tam – jak pewnie się domyślasz – chodzenia jest sporo, więc i kroków pojawiało się na liczniku ogrom. W późniejszych dniach trochę zluzowałam, ale nie do przesady.

Ostatecznie miesiąc zakończyłam ze średnią 7116 kroków dziennie. Przez cały miesiąc zrobiłam 213466 kroków – a od 26 września towarzyszył mi Huawei Watch 6 Pro Space Edition. Na wielu Czytelnikach Tabletowo nie zrobi to żadnego wrażenia. Na mnie – robi.

I, póki co, nie zatrzymuję się. Korzystam z ładnej pogody. Wciąż podkradam psa sąsiadce ku obopólnemu zadowoleniu ;) I mam nadzieję, że to będzie trwało jak najdłużej. Gorzej, że jesień już trwa, a to oznacza robienie się ciemno o nieprzyzwoicie wczesnej godzinie, szarość i pluchę. Czyli nic, co by sprzyjało aktywności. A i czwarty kwartał to dla wielu z nas najbardziej intensywny czas w roku…

Huawei Watch 6 Pro Space Edition
Spacer z Frodziem :)

Wierzę jednak, że razem damy radę. Ale tym razem nie obiecuję kolejnego update’u sytuacji. No, może po zakończeniu całego kwartału… To by dopiero było wyzwanie!

Huawei Watch 6 Pro Space Edition kupisz na huawei.pl

Materiał powstał na zlecenie Huawei CBG Polska