Nie jestem nad wyraz aktywną osobą. Lata, w których regularnie biegałam, a jeszcze wcześniej trenowałam piłkę ręczną, odeszły w zapomnienie. Nie oznacza to jednak, że nie chcę do tego wrócić. Może nie do regularnych treningów, ale do większej aktywności z całą pewnością. I za każdym razem, gdy do testów dostaję kolejny smartwatch, oszukuję się mam nadzieję, że to TEN MOMENT. Czy przy okazji premiery Huawei Watch GT 7 wreszcie nadszedł?
Watche GT świetnie się sprzedają – nie bez powodu
Zegarki z serii Watch GT sprzedają się jak szalone. I nie ma w tym nic dziwnego – świetnie wyglądają (w dodatku dostępne są w masie różnych wersji, dzięki czemu każdy może znaleźć idealną dla siebie), pozwalają monitorować aktywność, zdrowie i sen, a do tego kosztują tyle, by każdy mógł sobie na nie pozwolić. Stosunek ceny do jakości to ich niepodważalna zaleta.
Podobnie jak czas pracy, który jest jednym z dłuższych na rynku – w przypadku Watch GT 7 46 mm mówimy o nawet 21 dniach, a 41 mm – do 14 dni działania (bez włączonego Always on Display). I fakt, że zegarki te współpracują zarówno ze smartfonami z Androidem, jak i iOS, jest nie do przeoczenia.
Warto też podkreślić, że oferują możliwość korzystania z płatności zbliżeniowych z użyciem Curve Pay.
Jak już wiesz, oczywiście monitorują też aktywność użytkownika. A skoro już o tym mowa…
Ile kroków dziennie robię?
Nie jest dobrze. Z archiwalnych danych z Huawei Zdrowie wiem, że w maju bieżącego roku robiłam średnio tylko 3974 kroki dziennie, w czerwcu natomiast nieco więcej – średnio 4417 kroków dziennie. Mało, wiem. A i tak jest lepiej niż było. Cofnijmy się o rok, tak dla porównania i szerszego obrazu – w czerwcu ubiegłego roku było to tylko średnio 2413 kroków dziennie. Nawet nie wiem jak to skomentować. Przy czym wtedy mi to nie przeszkadzało – teraz już tak.



Mamy początek września, a debiutujący w Polsce Huawei Watch GT 7 wylądował na moim nadgarstku 21 sierpnia. I ma to całkiem duże znaczenie, bo przez 11 dni poprzedniego miesiąca (to jest sierpnia właśnie) zrobiłam średnio 7704 kroki dziennie. Jest różnica, co?

Lepiej się czuję, dobrze regeneruję (naprawdę dużo śpię – lubię, ale też potrzebuję) i łatwiej jest mi się skupić na pracy. Chciałabym też powiedzieć, że mniej się irytuję, ale do tego poziomu zen jeszcze nie dotarłam.
Skąd biorę motywację?
Ostatnio – lubię widzieć jak na ekranie zegarka wyświetlają się duże liczby (Watch GT 7 w wersji 41 mm ma AMOLED-owy wyświetlacz 1,32” 466×466 o jasności 3000 nitów). Wcześniej powodów było więcej. Największą motywację stanowi mój mąż, choć prawdopodobnie dowie się o tym dopiero czytając ten tekst ;)
To człowiek, który podchodzi do wszystkiego zero-jedynkowo. Któregoś razu wstał rano i powiedział: jem w godzinach 12-20. Po kwartale jest go sporo mniej :) Ja oczywiście towarzyszę mu w tym postanowieniu i też chciałabym zrzucić trochę zbędnego balastu. I tak się zaczęło…
Później sąsiadka poprosiła o wyjście na spacer z jej psem podczas wakacyjnej nieobecności. Poszłam. A później poszłam jeszcze raz. I kolejny. I kolejny. Podkradałam Frodzia co jakiś czas – z korzyścią dla każdej strony ;) Spodobało mi się, że mam cel i towarzysza spacerów. Bo takie chodzenie dla samego chodzenia nigdy mnie nie jarało.



Tym sposobem nie tylko mogę dodać do recenzji zegarka screeny z zadowalającą liczbą kroków, ale też solidnie przetestować GPS. To w sumie była kolejna pomniejsza motywacja do aktywności. Bo jak tu testować smartwatch bez ruszania się sprzed komputera…?
A jeszcze w międzyczasie rodzina zapisała naszą drużynę na zawody charytatywne, gdzie każdy musi przebiec kilka kółek na bieżni (no dobra, w teorii jedno, ale w godzinę to trochę mało). Chodząc po tych kilka czy kilkanaście kilometrów można budować wytrzymałość, ale nad kondycją też warto popracować. I tak zaczęłam wieczorami wychodzić biegać (choć może raczej truchtać).
Jak zatem widzicie – zewsząd miałam mniejsze czy większe bodźce zachęcające mnie do aktywności. Oczywiście – mogłam olać. Frodo może chodzić na krótsze spacery. Na zawodach mogę przejść te kółka zamiast biec. I przecież nikt mnie do niczego nie zmusza.
Ale z tego ruchu zrobiła się rutyna (jak wcześniej z wychodzenia z domu zawsze z butelką wody), która zaczęła mi się podobać. I całkiem się z tego cieszę. A i wygląda na to, że Watch GT 7 jest podobnego zdania, bo wystawia mi całkiem wysokie oceny sprawności i gotowości do aktywności.



Tylko że zaraz jesień…
O motywację będzie coraz trudniej – zdaję sobie z tego sprawę
Nie oszukuję się – nadchodzi jesień i zmuszenie się do wyjścia z domu będzie dużo trudniejsze. Tak, wiem, nie ma złej pogody, jest tylko zły ubiór. Ja jednak jestem zmarzluchem i jesienna aura (zwłaszcza, gdy przychodzi szarość, deszcz i plucha) nie jest moją ulubioną. Jakoś jednak te cynamonki trzeba będzie spalać… ;)
Oczywiście Watch GT 7 potrafi monitorować ogrom dyscyplin sportowych, spośród których gros można uprawiać w pomieszczeniach – i nie mam tu na myśli wyłącznie biegania na bieżni, padla czy pływania na basenie, a np. jazdę na nartach na krytych stokach (tak, też nie wiedziałam, że takie istnieją ;)).
Umówmy się tak: ja postaram się wciąż dużo chodzić (albo biegać, kto wie), ale to będzie transakcja wiązana. Ty też musisz się do tego przyłączyć. Przy okazji premiery następnego smartwatcha Huawei sprawdzimy czy mi się ta sztuka udała i czy Ty też dałeś/-aś radę być bardziej aktywny(-a).
Do poczytania niebawem.
Huawei Watch GT 7 kupisz na huawei.pl
_
Materiał powstał na zlecenie Huawei CBG Polska





