Recenzja Motorola Razr 70 Ultra Test Opinia Tabletowo

Recenzja Motorola Razr 70 Ultra. Styl i oryginalność ponad opłacalność?

W pierwszych wrażeniach z użytkowania Motoroli Razr 70 Ultra absolutnie nie kryłem optymizmu względem tego sprzętu. To jedno z tych urządzeń, które potrafi w sobie rozkochać dosłownie chwilę po wyjęciu z pudełka – głównie za sprawą oryginalnego designu i zastosowania na pleckach alcantary, co w dzisiejszym, zdominowanym przez szkło świecie smartfonów, jest niezwykle odświeżającą egzotyką. Niestety, okazuje się, że tego rewelacyjnego pierwszego wrażenia nie udaje się w pełni utrzymać na dłuższym dystansie.

Trochę czasu zdążyło już upłynąć, odkąd jakakolwiek Motorola zagościła w moich rękach na dłużej. Bardzo się więc cieszę, że Razr 70 Ultra trafiła do mnie na testy – nie tylko przez moją sentymentalną sympatię do tej marki, ale przede wszystkim dlatego, że to mój pierwszy kontakt z ich składanymi ekranami.

O ile ze „składakami” Samsunga jestem już całkiem nieźle zaznajomiony, tak z serią Razr nie miałem dotąd żadnej styczności. No, chyba że policzymy legendarną Motorolę Razr V3 – ale, umówmy się, dzisiejsze elastyczne wyświetlacze to jednak zupełnie inna para kaloszy niż tamte kultowe klapki sprzed dwudziestu lat ;)

Specyfikacja Motorola Razr 70 Ultra i pudełko

Model Ultra to najnowszy, topowy przedstawiciel składanej rodziny Motoroli. W tym roku producent nie poszedł na skróty i solidnie rozbudował portfolio – obok testowanej przeze mnie „Ultry”, na rynku zadebiutował też nieco bardziej kompromisowy Razr 70 Plus oraz podstawowy, „zwykły” Razr 70.

Główne rozbieżności pomiędzy tymi wariantami nie sprowadzają się tylko do kosmetyki, ale dotyczą absolutnie kluczowych parametrów: zastosowanego procesora, ilości pamięci RAM czy pojemności ogniwa. Muszę przyznać, że cała ta seria wydaje się pod tym względem wyjątkowo sensownie przemyślana, oferując klientom pożądaną różnorodność i jasny podział na półki cenowe.

Motorola Razr 70 Ultra
Wyświetlacz 1:AMOLED
6,96 cala
1224×2992 pikseli
464 ppi
165 Hz
jasność do 5000 nitów
Wyświetlacz 2:AMOLED
4,0 cala
1272×1080 pikseli
165 Hz
jasność do 3000 nitów
szkło Corning Gorilla Glass Ceramic
Procesor:Snapdragon 8 Elite
Adreno 830
RAM:16 GB
Pamięć wbudowana:512 GB
Akumulator:5000 mAh
ładowanie przewodowe do 68 W
ładowanie indukcyjne do 30 W
zwrotne ładowanie przewodowe do 5 W
Aparat na przodzie:50 Mpix
f/2.0
Aparaty na tyle:główny 50 Mpix (1/1,56″; f/1.8) z OIS
ultraszerokokątny 50 Mpix (122° FOV; f/2.0) z funkcją makro
Głośniki stereo:Tak z technologią Dolby Atmos
Łączność:5G, Bluetooth 6.0, Wi-Fi 7 2,4 GHz, 5 GHz i 6 GHz, NFC, dual SIM, eSIM, USB-C (2.0)
Wymiary:171,48 × 73,99 × 7,19 mm
Waga:199 g
Odporność:IP48
System operacyjny:Android 16 z 5 lat aktualizacji bezpieczeństwa i 3 latami głównych aktualizacji
Dostępne kolory:PANTONE Orient Blue i PANTONE Cocoa
Pełna specyfikacja: Motorola.com

Zajrzyjmy jednak do samego pudełka Motoroli Razr 70 Ultra, bo tutaj spotkało mnie niemałe zaskoczenie. Producent dorzucił bowiem znacznie więcej, niż nakazywałyby dzisiejsze, dość skąpe i minimalistyczne wymogi rynkowe. Oprócz samego smartfona, dwustronnego kabla USB-C i obowiązkowej papierologii, wewnątrz znalazło się też miejsce na dedykowane etui.

Obecności tego ostatniego do tego stopnia się nie spodziewałem (i szczerze mówiąc, w ogóle go nie szukałem), że… odkryłem je na samym dnie kartonika dopiero dobre dwa tygodnie po rozpoczęciu testów, kiedy postanowiłem dokładniej przetrząsnąć zawartość opakowania.

Recenzja Motorola Razr 70 Ultra Test Opinia Tabletowo

Samo etui jest całkiem nieźle wykonane i pasuje kolorystycznie do smartfona. Trzeba jednak pamiętać, że siłą rzeczy zasłania ono oryginalną obudowę, nieco brutalnie odzierając ten sprzęt z jego największego uroku i wizualnej unikalności.

Nie zostałem też wielkim fanem tego etui z powodu zamontowanej z tyłu ogromnej klamry. Dla niektórych może i jest to szalenie praktyczny element, ułatwiający chwyt czy przypięcie telefonu do paska, ale dla mnie był to jedynie zbędny, mocno odstający bajer, który na co dzień wręcz przeszkadzał mi w wygodnym trzymaniu urządzenia.

Niemniej jednak, wychodząc z żelaznego założenia, że „za darmo to i ocet słodki”, nie zamierzam zbytnio wybrzydzać – miło, że taki darmowy gratis w ogóle znalazł się w zestawie.

A skoro już przy tematyce opłacalności jesteśmy, płynnie przejdźmy do ceny. Recenzowany model jest dostępny w jednym, topowym wariancie pamięciowym i dwóch eleganckich wersjach kolorystycznych: Cocoa oraz Orient Blue. Do testów przypadł mi w udziale ten drugi. Co ważne, nie różnią się one od siebie ceną – niezależnie od tego, który kolor ostatecznie wybierzecie, za Motorolę Razr 70 Ultra przyjdzie Wam zapłacić 5999 złotych.

Gdzie kupić?

Motorola Razr 70 Ultra

ok. 5999 zł
(Przybliżona cena z dnia: 16 czerwca 2026)
Zawiera linki afiliacyjne.

Na sam koniec tego wątku muszę wspomnieć o jeszcze jednym detalu. Opakowanie, jak to już stało się uroczą tradycją Motoroli, jest fabrycznie perfumowane. Sam na początku nawet nie zarejestrowałem tego faktu, w pośpiechu dobierając się do sprzętu, ale smartfon od kuriera odbierała wcześniej moja dziewczyna. Podczas wstępnego rozpakowywania, by sprawdzić, czy urządzenie przetrwało transport, od razu napisała do mnie wiadomość że „osoba, która to pakowała, musiała wylać na siebie bardzo ładne i intensywne perfumy”.

Może i to tylko zbędny, marketingowy bajer, ale w połączeniu z dość egzotyczną jak na standardy smartfonów alcantarą na obudowie, tworzy to niezwykle oryginalne, wręcz zmysłowe połączenie. Dla wielu pragmatyków wyda się to pewnie niepotrzebne, ale świetnie spełnia swoją rolę w podkręcaniu poczucia „premium” i budowaniu pozytywnego pierwszego wrażenia tuż po zerwaniu folii z pudełka.

Wzornictwo i jakość wykonania

Czasem, gdy przeglądam swoje stare teksty, łapię się na tym, że jestem szczerze zaskoczony, że dany smartfon w ogóle recenzowałem. Oprócz tego, że to niewątpliwa zasługa mojej beznadziejnej pamięci oraz faktu, że piszę dla Was na Tabletowo już od ponad 7 lat, na swoją obronę dodam, że to często również wina samych producentów.

Niektóre modele są bowiem tak przeraźliwie nudne, odtwórcze i pozbawione charakteru, że nie pozostawiają po testach absolutnie nic w pamięci. Niewątpliwie jednak z Motorolą Razr 70 Ultra będzie inaczej – to jedno z tych urządzeń, obok których po prostu nie da się przejść obojętnie.

Ogólny design i bryła smartfona nie uległy drastycznej zmianie względem poprzedniej generacji. Rewolucji może więc i tu nie ma, ale wciąż to urządzenie można z czystym sumieniem nazwać na wskroś nowoczesnym: ramki wokół wyświetlaczy są wąskie, sama konstrukcja jest niezwykle smukła, a całość dopieszczono drobnymi, estetycznymi detalami.

Recenzowana tu „Motka” jest u mnie na testach od miesiąca – i, co wcale nie jest takie oczywiste, nadal nieustannie cieszy moje oko. Nie ma co jednak ukrywać: głównym bohaterem jest tutaj alcantara.

Recenzja Motorola Razr 70 Ultra Test Opinia Tabletowo

Ten materiał na pleckach to znak rozpoznawczy Motoroli i powiew świeżości. Nie dość, że prezentuje się niezwykle elegancko i luksusowo – mocno odcinając się od wszechobecnego, zimnego i nudnego szkła – to na dodatek jest niesamowicie przyjemny w dotyku. To miękkie, ciepłe wykończenie, które sprawia, że urządzenie aż chce się trzymać w dłoni.

Co jednak z punktu widzenia codziennego użytkowania najważniejsze: alcantara gwarantuje również pewny chwyt. Nie ma tu mowy o tym irytującym, z tyłu głowy stale obecnym uczuciu, że telefon zaraz wyślizgnie nam się z dłoni i z hukiem uderzy o chodnik.

Z kronikarskiego obowiązku wspomnieć wypada też o drugiej, alternatywnej wersji materiałowej Motoroli Razr 70 Ultra. W sklepach znajdziecie również wariant wykończony… drewnem. I – co trzeba głośno podkreślić – mówimy tu o prawdziwym drewnie, a nie taniej, plastikowej imitacji z nadrukowaną teksturą. Decydując się na tę opcję, kupujecie sprzęt absolutnie unikalny, bo z racji naturalnego pochodzenia materiału, każdy poszczególny egzemplarz na półce będzie miał zupełnie inny, niepowtarzalny układ słojów.

Wszystko to składa się w spójną całość o naprawdę solidnej jakości wykonania. Ramka urządzenia w głównej mierze zrobiona jest z aluminium, zawias wzmocniono tytanem, a zewnętrzny ekran chroni powłoka Corning Gorilla Glass Ceramic. Motoroli udało się tu również wywalczyć certyfikat odporności na pył i wodę w standardzie IP48, a konstrukcja spełnia rygorystyczne normy militarne MIL-STD-810H. Do żadnego z tych elementów po prostu nie mam zastrzeżeń.

Mój egzemplarz testowy wciąż jest w świetnym, wręcz nienaruszonym stanie – a, co chyba najbardziej zaskakujące, nawet alcantara, o którą na starcie obawiałem się najbardziej, nie nosi absolutnie żadnych znamion przetarć czy uszkodzeń. A dodam tylko, że jakoś szczególnie go nie oszczędzałem i przez lwią część testów używałem go bez żadnego etui ochronnego.

Jedyna rzecz, do której z czystym sumieniem mógłbym się przyczepić, to to, jak ten smartfon błyskawicznie łapie wszelkie zabrudzenia. Same wyświetlacze dość szybko się palcują, ale je przynajmniej można w oka mgnieniu doprowadzić do porządku, przecierając chociażby o koszulkę.

Z chwaloną przeze mnie do tej pory alcantarą jest już niestety zauważalnie gorzej. Ten materiał wprost uwielbia zbierać pyłki, kurz, jakieś mikroskopijne drobiny materiału i wszystkie inne brudy, które na co dzień rezydują na dnie naszych kieszeni czy toreb. Co gorsza, specyfika tej tkaniny mocno utrudnia szybkie pozbycie się tych „intruzów” – potarcie palcem niewiele daje, najłatwiej wspomóc się w takiej sytuacji delikatnie zwilżoną chusteczką.

Mnóstwo drobnego kurzu potrafi też zbierać się wokół wystających soczewek tylnych aparatów – no ale to już rynkowy standard, z którym zmagamy się w większości współczesnych smartfonów.

Recenzja Motorola Razr 70 Ultra Test Opinia Tabletowo

Wyświetlacz(e)

Teraz pora na element, który w przypadku składanych smartfonów odgrywa rolę absolutnie pierwszoplanową – ekrany. W Motoroli Razr 70 Ultra zastosowano dwa wyświetlacze oparte na tej samej technologii LTPO Extreme AMOLED, które – co zrozumiałe – nieco się od siebie różnią.

Ten zewnętrzny ma równe 4 cale i maksymalną jasność sięgającą 3000 nitów. Z kolei wewnętrzny jest zauważalnie większy, ma blisko 7 cali (dokładnie 6,96″) i szczyci się aż 5000 nitów jasności szczytowej. Zagęszczenie pikseli na cal jest w obu przypadkach bardzo zbliżone, choć matematycznie górą jest tu ekran wewnętrzny: 464 ppi kontra 417 ppi. Na co dzień jednak ta różnica w ostrości jest dla ludzkiego oka kompletnie niedostrzegalna.

Oba panele w praktyce prezentują się niemal identycznie i – nie ukrywam – robią piorunujące wrażenie. Wewnętrzny faktycznie jest jaśniejszy, te 5000 nitów sprawia, że nawet w pełnym, letnim oświetleniu, tekst i interfejs pozostają wzorowo czytelne. Nie licząc tego aspektu, oba ekrany można opisać tymi samymi superlatywami: są po prostu fenomenalne. Oferują nieskończoną czerń i świetne kąty widzenia.

Jedyne, na co trzeba wziąć małą poprawkę, to kalibracja barw. Motorola postawiła na nieco mocniej podkręcone, bardziej „soczyste” kolory niż ma to w zwyczaju konkurencja. Obraz dosłownie wylewa się z ekranu, ale na szczęście inżynierowie znali umiar i nie przekroczyli tej cienkiej granicy, za którą kolory stają się neonowe i przerysowane. To wciąż szalenie przyjemna, bardzo „rozrywkowa” charakterystyka, której absolutnie nie uważam za przesadzoną.

Nie mogę też jakoś bardzo narzekać na fałdkę na wewnętrznym ekranie w miejscu jego zgięcia. Jest ona na co dzień bardzo mało widoczna, choć pod opuszkiem palca wydaje się delikatnie głębsza niż w najnowszych składakach od Samsunga. Nie przeszkadza ona jednak wcale w codziennym użytkowaniu i dokładnie tak samo, jak w innych tego typu smartfonach, nasz mózg zapomina o niej dosłownie po kilku godzinach lub maksymalnie paru dniach.

Wprawne oko wyłapie za to inny detal – na elastycznym ekranie, tuż po lewej stronie aparatu selfie, znajduje się małe „okienko” skrywające czujniki światła i zbliżeniowy. W odpowiednim świetle wydaje mi się ono nieco bardziej widoczne i odcina się od matrycy odrobinę mocniej niż w klasycznych smartfonach.

Recenzja Motorola Razr 70 Ultra Test Opinia Tabletowo

Na koniec tego wątku muszę jeszcze wspomnieć o zaszytej w ustawieniach funkcji „Dynamicznej poprawy jakości wideo”. Opcja ta jest domyślnie wyłączona i nie jest niczym nowym – podobne programowe „wspomagacze” znamy już zarówno ze starszych Motoroli, jak i urządzeń innych producentów. Jednak w przypadku Razr 70 Ultra po raz pierwszy z pełną świadomością pozostawiłem ten suwak wyłączony.

Efekt działania tego algorytmu jest w mojej opinii stanowczo zbyt agresywny i sztuczny. Ekran, który już sam z siebie ma tak nasycone barwy, nie potrzebuje dodatkowego „dopalacza”. To mocne podbijanie kolorów i kontrastów jest trochę znakiem szczególnym tego smartfona, ale o tym, jak to podejście wpływa na inne aspekty – zwłaszcza na możliwości fotograficzne – przeczytacie w jednej z kolejnych sekcji.

Działanie i oprogramowanie

Specyfikacja Motoroli Razr 70 Ultra opiera się na dobrze znanym układzie Snapdragon 8 Elite. Nie jest to co prawda absolutnie najnowszy i najwydajniejszy procesor na rynku, ale wciąż mówimy o bardzo dobrej jednostce i jest to dla mnie w pełni akceptowalny zabieg ze strony producenta, by w 2026 roku oprzeć na niej swój flagowy smartfon. CPU wspierane jest przez 16 GB pamięci RAM i szybką pamięć wewnętrzną, co na co dzień gwarantuje nam bardzo solidną wydajność.

Niestety, fizyki i ograniczeń konstrukcyjnych nie da się oszukać. Upchnięcie tak potężnych podzespołów w niezwykle smukłej, składanej obudowie, ma swoje wyraźne pokłosie – ten smartfon po prostu lubi się zgrzać. Podczas codziennego, klasycznego użytkowania (jak przeglądanie sieci czy social mediów) nie jest to jeszcze jakoś bardzo problematyczne – ot, podwyższona temperatura na pleckach potrafi być odczuwalna, ale nie przeszkadza w trzymaniu telefonu – tak schody zaczynają się później.

Sytuacja drastycznie się pogarsza, kiedy postanowimy przycisnąć ten sprzęt dużo mocniej. Wystarczy dłuższa sesja w bardziej wymagających grach 3D, by temperatura zaczęła niepokojąco szybko rosnąć, kumulując się w szczególności w górnej połowie urządzenia (tej, w której znajduje się zewnętrzny ekran i aparaty). Obudowa potrafi zrobić się wtedy wręcz nieprzyjemnie gorąca. Co gorsza, systemowe zabezpieczenia termiczne reagują w takich momentach niezwykle drastycznie.

Do tego stopnia, że niektórych zapętlonych benchmarków (tzw. stress testów, mających sprawdzić stabilność urządzenia) po prostu nie udało mi się ukończyć, ponieważ oprogramowanie awaryjnie przerywało proces ze względu na zbyt wysoką temperaturę.

Chyba po raz pierwszy od lat byłem świadkiem takiej sytuacji w smartfonie podczas testów – choć tu muszę podkreślić, że tak skrajne sytuacje udało mi się osiągnąć tylko podczas wspomnianych zapętlonych benchmarków.

Benchmarki:

  • GeekBench 6:
    • single core: 2806
    • multi core: 8140
    • GPU OpenCL: 18893
    • GPU Vulkan: 25049
  • 3DMark:
    • Wild Life: Maxed Out!
    • Wild Life Extreme: 5 345
    • Steel Nomad Light: 2 248
    • Steel Nomad Light Stress Test: nie udało się wykonać przez przegrzanie
    • Solar Bay Extreme: 951
    • Solar Bay Extreme Stress Test: 1044 / 736 / 70,5%
  • Szybkość pamięci przetestowana w aplikacji CPDT:
    • szybkość ciągłego odczytu danych: 850,17 MB/s
    • szybkość ciągłego zapisu danych: 953,69 MB/s
    • szybkość losowego odczytu danych: 34,19 MB/s
    • szybkość losowego zapisu danych: 47,34 MB/s

Gdy jednak nie mamy problemów z przegrzewaniem, powyższe liczby w teorii – i przez 99% czasu w praktyce – przekładają się na iście flagową wydajność. Wszystko po prostu „śmiga”, interfejs jest piekielnie responsywny, aplikacje ładują się w mgnieniu oka i długo są utrzymywane przy życiu w tle, a praca na zewnętrznym czy wewnętrznym ekranie to czysta przyjemność. Pozostaje jednak jeszcze ten nieszczęsny 1%, który potrafi napsuć nieco krwi.

Podczas testów miałem kilka sytuacji, które mocno mnie zaniepokoiły i które w smartfonie za niemal 6000 złotych po prostu nie powinny mieć miejsca. Przede wszystkim bardzo rzadko – ale jednak – zdarzało się, że zaraz po odblokowaniu smartfona interfejs potrafił „zamrozić się” na ekranie startowym na bite 3-4 sekundy. Pomagał dopiero twardy reset urządzenia; bez niego problem uparcie powracał przy kolejnych próbach odblokowania.

Co gorsza, „Motka” zafundowała mi również dwa kompletnie losowe restarty. Ot tak, smartfon leżał obok mnie i nagle witał mnie ekranem uruchamiania – do dziś nie mam pojęcia, co było tego przyczyną. Nie są to może usterki, które całkowicie uniemożliwiają korzystanie ze sprzętu, ale umówmy się: w tak drogim urządzeniu oczekuję absolutnej stabilności, a tu niestety w oprogramowaniu pojawiły się zauważalne zgrzyty. Liczę, że zostanie to naprawione w jakiejś najbliższej aktualizacji – gdyby nie powyższe wpadki, smartfon ten zdałby ten element recenzji na ocenę „celującą”.

Jeśli chodzi o samo oprogramowanie – tu Motorola od lat punktuje w moim prywatnym rankingu, i Razr 70 Ultra nie jest wyjątkiem. System operacyjny to Android 16 z autorską nakładką producenta, ale… w zasadzie tej nakładki tu nie ma, bo prawie w ogóle jej nie widać. Całość wygląda i zachowuje się niemal jak czysty, natywny Android prosto od Google, co niesamowicie mi się podoba. Nie uświadczymy tu ciężkich, inwazyjnych zmian w interfejsie.

Motoroli należą się również słowa uznania w kwestii obsługi zewnętrznego ekranu – w przeciwieństwie do Samsunga, producent ten oferuje “pełną” użytkowość mniejszego ekranu już od startu, bez potrzeby instalowania zewnętrznych aplikacji.

Oczywiście nie wszystkie apki dobrze skalują się na zewnętrznym ekranie i nie są niekiedy w pełni funkcjonalne, ale tu już wina leży bardziej po stronie twórców oprogramowania, a nie samej Motoroli – i trzeba też uczciwie przyznać, że po tylu latach obecności składaków na rynku, coraz więcej aplikacji obsługuje już prawidłowo mniejsze ekrany smartfonów.

Co dla mnie równie ważne, Motorola nie dubluje aplikacji na siłę. Nie ma tu tony autorskiego, nikomu niepotrzebnego oprogramowania. Producent rozsądnie korzysta z dobrodziejstw giganta z Mountain View – za główną galerię robią tu niezawodne Zdjęcia Google, a za przeglądarkę służy Chrome. To świetne podejście, bo często te „autorskie” aplikacje konkurencji są po prostu gorsze, wolniejsze i mniej intuicyjne. Tu przychodzimy na gotowe i sprawdzone rozwiązania.

Nie byłbym jednak sobą, gdybym na koniec tej sekcji nie wspomniał o czymś, za co autentycznie uwielbiam smartfony tej marki – o skrótach Moto. Słynne dwukrotne potrząśnięcie, by zaświecić latarkę, czy szybki obrót nadgarstkiem w celu włączenia aparatu, to funkcje, z których korzystam niemal codziennie. To niby drobnostki, wręcz oprogramowaniowe detale, ale tak mocno i naturalnie wchodzą w krew, że po przesiadce na smartfon innej marki od razu czuć ich brak.

No i na sam koniec mamy jeszcze temat sztucznej inteligencji – no bo jakże by inaczej w 2026 roku. W Razr 70 Ultra zaszyto Moto AI, które najciekawsze autorskie funkcje skupia wokół fotografii (o tym jednak opowiem nieco później). Cała reszta „nie-foto” wspomagana jest przez Copilota i moim zdaniem jest na ten moment bezużyteczna. Większość to nikomu niepotrzebne bajery, które dobrze brzmią w marketingowych nagłówkach, ale średnio sprawdzają się w praktyce.

Mamy tu nawet dedykowany przycisk AI na obudowie, który niestety musiałem kompletnie wyłączyć. Ponieważ funkcje Copilota mi się nie przydawały, chciałem zmienić akcję tego przycisku np. na wywoływanie znacznie użyteczniejszego dla mnie Gemini od Google. Niestety, Motorola narzuciła nam wybór: albo używamy Moto AI, albo nie korzystamy z tego przycisku wcale. Szkoda, że poskąpiono nam tutaj możliwości nieco głębszej personalizacji.

Zaplecze komunikacyjne, audio i wibracje

Jeśli chodzi o zaplecze komunikacyjne, Motorola Razr 70 Ultra nie daje absolutnie żadnych powodów do narzekania. Mamy tu na pokładzie kompletny rynkowy standard, jakiego w 2026 roku oczekuje się od urządzenia z najwyższej półki cenowej: 5G, Wi-Fi 7, Bluetooth 5.4, precyzyjny moduł GPS oraz oczywiście NFC do płatności zbliżeniowych.

Smartfon oferuje również obsługę standardu eSIM. Podczas testów „Motka” ani razu nie zgubiła zasięgu w nieuzasadniony sposób i nie sprawiła mi najmniejszych problemów z łącznością, niezależnie od tego, czy znajdowałem się w sercu miasta, czy na jego obrzeżach.

Bardzo pozytywnie oceniam również możliwości audio tego składaka. Wbudowane głośniki stereo grają po prostu bardzo dobrze i donośnie. Wprawne ucho co prawda szybko wychwyci, że przetworniki te grają delikatnie nierówno – co wynika z asymetrycznej konstrukcji rozkładanej bryły i różnej wielkości komór rezonansowych – ale w codziennym użytkowaniu, przy oglądaniu YouTube’a czy słuchaniu podcastów, kompletnie to nie przeszkadza i nie psuje ogólnego, dobrego wrażenia.

Sytuacja staje się wręcz wzorowa, gdy zdecydujemy się na założenie słuchawek Bluetooth – tutaj wszystko gra dokładnie tak, jak powinno, a łączność bezprzewodowa z moimi słuchawkami była stabilna jak skała.

Recenzja Motorola Razr 70 Ultra Test Opinia Tabletowo

Kilka słów wypada napisać również o haptyce, która w przypadku Razr 70 Ultra jest po prostu bez wyrazu. Wibracje nie wywołują ani zachwytu, ani większego irytowania.

Z jednej strony, daleko im na szczęście do tego taniego, „brzęczącego” uczucia, które znamy z budżetowych smartfonów z Androidem. Z drugiej jednak, do precyzji i kultury pracy znanej z iPhone’ów czy nowych Pixeli brakuje tu naprawdę sporo. Ot, taka solidna, bezpieczna średnia półka rynkowa. Dla większości użytkowników będzie to absolutnie pomijalny detal, ale gadżeciarze wyczuleni na punkcie idealnego „kliku” ekranu, mogą odczuwać tu lekki niedosyt.

Bateria i zabezpieczenia biometryczne

Jednym z największych, pozytywnych zaskoczeń w przypadku tego modelu, jest dla mnie bateria. Akumulator delikatnie urósł względem zeszłorocznego modelu – z 4700 do równych 5000 mAh. Może nie jest to jakiś drastyczny skok pojemności, ale w połączeniu z bardzo dobrą optymalizacją systemu, daje naprawdę zadowalające efekty.

Oprogramowanie Motoroli co prawda nie pozwala na łatwe, natywne śledzenie czasu SoT (Screen-on-Time), ale posiłkując się systemową „Cyfrową równowagą” łatwo wyliczyłem średni czas na włączonym ekranie na poziomie około 4,5 godziny.

Co warte podkreślenia – wynik ten osiągałem z włączonym Always on Display, wysoką jasnością ekranu i przy kompletnym braku taryfy ulgowej w postaci jakichkolwiek trybów oszczędzania energii.

Razr 70 Ultra nie miałem potrzeby doładowywać w ciągu dnia ani razu, nawet podczas dłuższych wyjazdów, kiedy intensywniej korzystałem z transmisji danych i nawigacji GPS. Co równie ważne, wyniki te były bardzo powtarzalne. Już po kilku dniach byłem całkowicie „pewny” wydajności tego ogniwa i bez problemu potrafiłem przewidzieć, jak długo smartfon wytrzyma w konkretnych scenariuszach użytkowania, co daje ogromny komfort psychiczny użytkownikowi.

Żeby jednak nie było zbyt kolorowo, muszę wspomnieć o pewnym zgrzycie – nie udało mi się w całym mieszkaniu znaleźć ładowarki w pełni kompatybilnej z recenzowanym tu smartfonem. Motorola Razr 70 Ultra oficjalnie obsługuje szybkie ładowanie 68 W po kablu, tymczasem mnie udało się ładować ją z mocą wynoszącą maksymalnie 35-40 W. To chyba pierwszy raz, kiedy moja sprawdzona, prywatna ładowarka 100 W firmy Essager, nie potrafiła dogadać się z urządzeniem i osiągnąć jego pełnej prędkości.

Sprawdzałem też inne, „mniej zaufane” kostki i na żadnej nie udało mi się przekroczyć tej magicznej bariery. Co ciekawe, nie miałem podobnego problemu z żadnym z testowanych urządzeń z ostatnich lat – wszystkie smartfony zawsze ładowały się z pełną deklarowaną mocą. Nawet mój prywatny laptop Lenovo Legion, który potrzebuje aż 100 W po kablu USB-C, bez problemu pobiera z tej samej ładowarki maksimum mocy.

Mimo to, ładowanie po kablu – nawet przy tych nieosiągniętych 68 W – i tak było w pełni akceptowalne, bo od 0 do 100% akumulator zapełniał się w mniej więcej godzinę. Niestety, dość nieoczekiwane problemy napotkałem również przy ładowaniu bezprzewodowym (które w teorii osiąga świetne 30 W).

Po pierwsze: z trzech różnych ładowarek indukcyjnych, które posiadam, z tą Motorolą współpracowała tylko jedna. Po drugie: uzupełnianie energii wymagało ode mnie zaskakująco dużej precyzji w umiejscowieniu smartfona na podkładce – cewki muszą się idealnie pokrywać, co wymagało dużo więcej uwagi niż w przypadku chociażby mojego prywatnego iPhone’a. Na pocieszenie dodam, że „Siedemdziesiątka” uzbrojona jest również w przydatne, awaryjne ładowanie zwrotne o mocy 5 W.

Kwestie zabezpieczeń biometrycznych oparto na sprawdzonej klasyce. Czytnik linii papilarnych został zintegrowany z przyciskiem blokady na prawym boku urządzenia. Jest on wręcz superszybki i praktycznie bezbłędny – w mojej opinii to jeden z najlepszych tego typu skanerów na rynku, choć osobiście (i jest to uwaga czysto subiektywna) wciąż nie jestem największym fanem umieszczania ich na bocznej ramce w przypadku składanych konstrukcji.

Oprócz tego do dyspozycji oddano nam rozpoznawanie twarzy. Ono również działa bez większych zastrzeżeń i – co kluczowe przy „składaku” – funkcjonuje niezależnie od formy urządzenia: po otwarciu skanuje nas wewnętrzna kamerka selfie, a gdy telefon jest zamknięty, do akcji bezbłędnie wkracza główny, zewnętrzny obiektyw.

Recenzja Motorola Razr 70 Ultra Test Opinia Tabletowo

Jakie zdjęcia robi Motorola Razr 70 Ultra?

Jeśli chodzi o zaplecze fotograficzne, fizycznie nie zmieniło się praktycznie nic – to wciąż te same trzy, 50-megapikselowe matryce (dwie z tyłu i jedna z przodu). Trochę to rozczarowuje, bo od nowej generacji flagowca zawsze oczekuje się jakiegoś progresu, ale na obronę Motoroli muszę dodać, że zeszłoroczny Razr 60 Ultra miał już naprawdę przyzwoity zestaw aparatów. Niemniej, wciąż mocno odczuwam brak mojego ukochanego teleobiektywu.

Musimy więc zadowolić się duetem klasycznego, głównego oczka oraz ultraszerokiego obiektywu. Na papierze i w codziennym użytkowaniu to solidny i bezpieczny zestaw.

Główna matryca z jasną przysłoną całkiem sprawnie radzi sobie w większości warunków oświetleniowych, dostarczając ostre, pełne detali kadry. Z kolei 50-megapikselowy ultraszeroki kąt świetnie sprawdza się w ciaśniejszych pomieszczeniach czy przy łapaniu szerokich, architektonicznych pejzaży na wakacjach.

Dużym plusem jest zastosowanie matryc o tej samej, wysokiej rozdzielczości, dzięki czemu nie ma drastycznego przeskoku w szczegółowości, gdy w interfejsie zmieniamy perspektywę.

Czar pryska, gdy zechcemy przyjrzeć się czemuś z bliska. Najgorzej prezentują się zdjęcia z cyfrowym zoomem – o ile jeszcze podwójne przybliżenie  z głównej matrycy ma rację bytu (choć i tak przegrywa z dedykowaną, fizyczną optyką – fizyki po prostu nie oszukasz), tak wszystko powyżej tej wartości wychodzi już „mydlanie” i cechuje się zbyt niską jakością. Pod tym względem składane „klapki” Samsunga wciąż deklasują Motorolę.

Znacznie lepiej jest za to w kwestii zdjęć portretowych. Tu też oczywiście teleobiektyw byłby na wagę złota do uchwycenia bardziej naturalnych proporcji twarzy, ale oprogramowanie chociaż całkiem sprawnie radzi sobie z wycinaniem pierwszego planu i generowaniem przyjemnego dla oka rozmycia tła.

Wewnętrzna, przednia kamerka, również trzyma poziom i na pewno może pochwalić się wysoką szczegółowością. Prawda jest jednak taka, że mając w ręku „składaka”, polecam zignorować jej istnienie przy robieniu selfie. Znacznie lepiej skorzystać z dobrodziejstw zewnętrznego ekranu i strzelać autoportrety głównym lub ultraszerokim obiektywem – efekty biją na głowę praktycznie każdą przednią kamerkę w klasycznych, płaskich smartfonach.

Jest jednak jedna kwestia, która kompletnie nie daje mi spokoju – przetwarzanie końcowe. Jak to we współczesnej fotografii mobilnej bywa, rejestrowany obraz jest mocno modyfikowany przez zaawansowane algorytmy już po wciśnięciu spustu migawki. W testowanej Motoroli widać to jak na dłoni: gdy od razu po zrobieniu zdjęcia wejdziemy w podgląd galerii, obraz na naszych oczach po 2-3 sekundach drastycznie się zmienia, zazwyczaj wyciągając detale z cieni i podbijając dynamikę.

To proces, który stał się standardem, bo bez oprogramowania maleńkie smartfonowe obiektywy nie miałyby dziś racji bytu. Z tym że Motorola postawiła w Razr 70 Ultra na niezwykle agresywne podkręcanie zdjęć w postprodukcji. Moja opinia na ten temat balansuje na granicy. Z jednej strony nadaje to smartfonowi pewien „charakter”, a podbite, soczyste kolory i mocny kontrast mogą się podobać przy wrzucaniu fotek do sieci. Z drugiej jednak, decyzje algorytmu bywają często wręcz przerysowane. Gdybym miał opublikować niektóre z tych kadrów na swoich mediach społecznościowych, najpierw wylądowałyby w edytorze celem ich odrobinę „unaturalnienia”.

Największy i najbardziej irytujący problem mam jednak z tym, co ten smartfon potrafi zrobić z ludzkimi twarzami. Uwaga: chyba na żadnym zdjęciu, na którym się znajduję, nie mam swoich naturalnych ust. Na każdym z nich wyglądam, jakbym tuż przed sesją nałożył na nie różową pomadkę. Co najlepsze, kilkukrotnie upewniałem się, czy aby na pewno wszystkie opcje retuszu i „upiększania” są w ustawieniach wyłączone. Były. Przekopałem menu aparatu głębiej w poszukiwaniu ukrytych suwaków, ale niestety niczego nie znalazłem i ostatecznie musiałem pogodzić się z moim nowym, narzuconym cyfrowo makijażem.

Co więcej, gdy przyjrzymy się bliżej, na fotografiach widać również agresywne usuwanie niedoskonałości skórnych i wygładzanie twarzy. I nie miałbym z tym najmniejszego problemu, gdyby była to opcja, którą mogę świadomie włączyć – tak jak działa to u konkurencji. Tutaj jednak czuję się jawnie wprowadzany w błąd. Mimo funkcji retuszu ustawionych na „0”, Motorola i tak przepuszcza portrety przez swoje algorytmy, drastycznie wpływając na finalny wygląd zdjęć. Czasem do tego stopnia, że aż trudno je wykorzystać, bo już na pierwszy rzut oka wyglądają na bardzo mocno i sztucznie przerobione.

To już powoli przestaje być fotografia mobilna, a staje się generowaniem obrazów przez AI. To kierunek, który niezwykle mi się nie podoba i jest to mój zdecydowanie największy zarzut wobec Motoroli Razr 70 Ultra. Naprawdę trudno z czystym sumieniem polecić urządzenie, które robi momentami tak przekłamane zdjęcia. Zwracam na to uwagę tym bardziej, że wydaje się to szerszym, niepokojącym trendem u tego producenta – kilkanaście akapitów wyżej narzekałem na podobnie agresywne podkręcanie obrazu przy funkcji ulepszania wideo na wyświetlaczu.

Przechodząc dalej, do tematu wideo: maksymalnie możemy nagrywać w rozdzielczości 8K i 30 klatkach na sekundę. Taką wartość (jak można się było spodziewać) osiągniemy wyłącznie przy użyciu głównego obiektywu. Ja jednak, bez żadnego zaskoczenia, polecam przełączyć się na 4K w 60 klatkach – płynność ma przy nagrywaniu wideo kluczowe znaczenie.

W 4K/60 fps możemy już nagrywać każdym z dostępnych aparatów (zarówno głównym, ultraszerokim, jak i przednim). Jest jednak haczyk: nie da się płynnie przełączać między głównym a szerokim obiektywem w trakcie samego nagrywania. Jeśli zależy Wam na takiej swobodzie z włączonym nagrywaniem, musicie ograniczyć klatkaż i zejść do 4K w 30 kl./s.

Na koniec zostawiłem ciekawą opcję, o której warto wspomnieć – to stabilizacja pozioma, czyli funkcja doskonale znana użytkownikom profesjonalnych kamerek sportowych. W dużym skrócie: niezależnie od tego, jak bardzo przekręcisz telefon podczas nagrywania, obraz wewnątrz kadru pozostaje idealnie wypoziomowany względem linii horyzontu. Działa to niemal jak wbudowany gimbal i eliminuje problem „pływających” rąk przy dynamicznych ujęciach.

Nie działa to wprawdzie aż tak idealnie bezbłędnie jak w dedykowanych kamerkach, ale co bardziej kreatywnym twórcom z pewnością się przyda. Szkoda tylko, że wymusza to w oprogramowaniu drastyczne kompromisy – w trybie tym nagrywanie jest sztucznie zablokowane do rozdzielczości 1080p i 30 klatek na sekundę. Przy dynamicznych nagraniach w ruchu te dodatkowe 60 klatek byłoby jednak wybawieniem.

Podsumowanie

Mógłbym się nazwać „wierzącym, ale niepraktykującym fanem składaków”. Bardzo lubię ten typ urządzeń, z zafascynowaniem im kibicuję – ale z bezpiecznej odległości. Samemu wciąż trudno mi się na taki sprzęt zdecydować głosując własnym portfelem. Powód tego stanu rzeczy jest prozaiczny – „składaki” są zauważalnie droższe od klasycznych, płaskich flagowców, a jednocześnie niemal zawsze każą nam iść na pewne kompromisy, chociażby w kwestiach czystej wydajności czy możliwości fotograficznych.

I Motorola Razr 70 Ultra to wręcz podręcznikowy przykład tego problemu. To z jednej strony wspaniały, urzekający sprzęt, z którego przez większość czasu korzysta się fantastycznie. Z drugiej jednak, ma on na swoim koncie kilka poważnych problemów, które w moich oczach mocno go przekreślają – w szczególności, że mowa tu o flagowej półce cenowej.

Chciałbym tu aparatów, które nie przekłamują rzeczywistości, dedykowanego teleobiektywu, stabilniejszego oprogramowania i znacznie skuteczniejszego odprowadzania ciepła. I wszystkich tych braków nie wynagradza mi niestety rewelacyjny design czy jakość wykonania – choć autentycznie bardzo mi się to podoba i uważam to za jedne z najmocniejszych cech tej „Motki”.

Recenzja Motorola Razr 70 Ultra Test Opinia Tabletowo

Recenzowany tu sprzęt wpada też w gigantyczną pułapkę cenową przypominającą tę, w której swego czasu utknął Samsung Galaxy Z Flip 7 FE. To obecnie smartfon skrajnie wręcz nieopłacalny, zwłaszcza gdy spojrzymy na rynkową konkurencję i… na poprzednią generację „klapki” samej Motoroli. Pomiędzy Moto Razr 60 Ultra a 70 Ultra nie ma po prostu aż tylu kluczowych różnic, by w jakikolwiek racjonalny sposób usprawiedliwić wydawanie aż 2500 złotych (!!!) więcej na tegoroczny model. Bo, tak, zeszłoroczna „sześćdziesiątka” zdołała już aż tyle potanieć w przeciągu ostatnich 12 miesięcy – i mówię tu o oficjalnych, dużych elektromarketach i fabrycznie nowych egzemplarzach, a nie sprzęcie z drugiej ręki.

Nie wspomnę już nawet o tym, że w zbliżonej kwocie, co za startującą Razr 70 Ultra, jesteśmy dziś w stanie kupić Samsunga Galaxy Z Fold 7 – to oczywiście zupełnie inny typ składaka, ale jako sprzęt deklasuje Motorolę w niemal każdym możliwym aspekcie.

Test ten kończę więc z dość nieprzyjemnymi i słodko-gorzkimi wnioskami. Motorola Razr 70 Ultra to niesamowicie oryginalny sprzęt, który bardzo łatwo polubić. Ma on jednak kilka poważnych potknięć, które – jeśli dotyczą kluczowych dla Was elementów – mogą mocno popsuć Wam radość z użytkowania. Co gorsza, na ten moment absolutnie na jego niekorzyść przemawia chłodna kalkulacja i po prostu fatalna opłacalność.

A szkoda. Naprawdę polubiłem się z tym urządzeniem i niesamowicie doceniam udane, odważne podejście Motoroli do bycia unikalnym na rynku pod względem designu i użytych materiałów. Niestety, moja osobista, sentymentalna sympatia do tej marki i zachwyt nad wyglądem obudowy, to wciąż za mało, by przeważyć nad technicznymi brakami i zaporową ceną.

Recenzja Motorola Razr 70 Ultra Test Opinia Tabletowo
Recenzja Motorola Razr 70 Ultra
Motorola Razr 70 Ultra to...
...świetnie wyglądający, przyciągający wzrok smartfon z rewelacyjnymi ekranami i świetną baterią, pod którego powłoką z alcantary kryje się jednak zbyt wiele bolesnych kompromisów. Zjawiskowy design zderza się tu z przegrzewającym procesorem, aparatami wymuszającymi sztuczny „cyfrowy makijaż” i potknięciami w oprogramowaniu. To fascynujący gadżet, ale przy dzisiejszej cenie i niewiele gorszym, a znacznie tańszym poprzedniku, jest to po prostu wybór skrajnie nieopłacalny.
JAKOŚĆ WYKONANIA
9.5
DESIGN
9.5
EKRAN(Y)
9
APARATY
6.5
WYDAJNOŚĆ
7.5
BATERIA
7.5
OPŁACALNOŚĆ
3
Zalety
Świetny i oryginalny design
bardzo wysoka jakość wykonania
dwa rewelacyjne i bardzo jasne ekrany AMOLED
bardzo dobry czas pracy na baterii (jak na składaną konstrukcję)
lekka, przemyślana nakładka systemowa przypominająca czystego Androida
superszybki i bezbłędny boczny czytnik linii papilarnych
gesty Moto
etui w podstawowym zestawie sprzedażowym
Wady
tragiczna opłacalność
niezwykle agresywny, przymusowy retusz twarzy na zdjęciach, którego nie da się wyłączyć
brak teleobiektywu
problemy z przegrzewaniem się urządzenia
wybredne ładowanie – kapryśna współpraca z indukcyjnymi i niektórymi przewodowymi ładowarkami
bezużyteczny dla wielu asystent Copilot z dedykowanym przyciskiem, którego nie da się przypisać do innej akcji
6.8
Ocena