Recenzja Honor 600 Pro

Recenzja Honor 600 Pro. I po co te kompleksy?

Na smartfony marki Honor zawsze spoglądałem podejrzliwie. Było to spowodowane głównie moją – nabytą już kilka(naście!) lat temu – niechęcią do firmy Huawei, z której to Honor ostatecznie się wywodzi. Pora jednak odsunąć na bok te niepotrzebne uprzedzenia i przyjrzeć się bohaterowi tej recenzji – jaki jest Honor 600 Pro?

Specyfikacja Honor 600 Pro i pudełko

To chyba pierwszy smartfon marki Honor, który zagościł w moich rękach na dłużej. Swoją przygodę z tym producentem zaczynam więc od średniej-wyższej półki – bo tak powinniśmy model 600 Pro określać, patrząc na całe aktualne portfolio tej firmy. Sprzęt trafia do mnie w małym i prostym pudełku, w którym znalazłem samo urządzenie, igiełkę do wyciągania tacki SIM oraz dwustronny kabel USB-C – rynkowy standard.

Oprócz recenzowanej wersji „Pro” na rynek trafiła również podstawowa, „zwykła sześćsetka”. To model bardzo podobny, jednak zauważalnie tańszy, pozbawiony bezprzewodowego ładowania i teleobiektywu, a do tego napędzany nieco słabszym procesorem. Te braki jak najbardziej usprawiedliwiają – moim zdaniem – o prawie 1500 złotych niższą cenę względem wariantu „Pro”.

Recenzja Honor 600 Pro

Specyfikacja:

Honor 600Honor 600 Pro
WyświetlaczAMOLED
6,57 cala
2728×1264 pikseli
458 ppi
120 Hz
jasność do 8000 nitów
ekranowy czytnik linii papilarnych
AMOLED
6,57 cala
2728×1264 pikseli
458 ppi
120 Hz
jasność do 8000 nitów
ekranowy czytnik linii papilarnych
ProcesorQualcomm Snapdragon 7 Gen 4
Adreno 722 GPU
Qualcomm Snapdragon 8 Elite
Adreno 830 GPU
RAM8 GB12 GB
Pamięć wbudowana256/512 GB512 GB
Akumulator6400 mAh
ładowanie przewodowe do 80 W
zwrotne ładowanie przewodowe do 27 W
6400 mAh
ładowanie przewodowe do 80 W
ładowanie indukcyjne do 50 W
zwrotne ładowanie przewodowe do 27 W
Aparat na przodzie50 Mpix
f/2.0
50 Mpix
f/2.0
Aparat na tyle– główny 200 Mpix (1/1,4″; f/1.9) z OIS i EIS
– ultraszerokokątny 12 Mpix (112° FOV) z autofokusem
– główny 200 Mpix (1/1,4″; f/1.9) z OIS i EIS
– ultraszerokokątny 12 Mpix (112° FOV) z autofokusem
– teleobiektyw 50 Mpix (f/2.8) z OIS i 3,5x zoomem optycznym
Głośniki stereotaktak
Łączność5G, Bluetooth 5.4, Wi-Fi 6 2,4 i 5 GHz, NFC, pilot na podczerwień, dual SIM, eSIM, USB-C (USB 2.0)5G, Bluetooth 6.0, Wi-Fi 7 2,4 GHz, 5 GHz i 6 GHz, NFC, pilot na podczerwień, dual SIM, eSIM, USB-C (USB 2.0)
Wymiary156×74,7×7,8 mm156×74,7×7,8 mm
Waga185 g195 g
OdpornośćIP68, IP69, IP69KIP68, IP69, IP69K
System operacyjnyAndroid 16
MagicOS 10
aktualizacje przez 6 lat
Android 16
MagicOS 10
aktualizacje przez 6 lat
Dostępne koloryczarny, pomarańczowybiały, czarny

Globalnie Honor 600 Pro dostępny jest w trzech wariantach:

  • 256 GB miejsca na dane i 12 GB RAM,
  • 512 GB miejsca na dane i 12 GB RAM,
  • 1 TB przestrzeni dyskowej i aż 16 GB RAM-u.

W polskich sklepach znaleźć możemy jednak jedynie środkową z wyżej wymienionych konfiguracji – z 12 GB pamięci operacyjnej i 512 GB pamięci wewnętrznej. I taką też otrzymałem do testów.

Standardowa cena Honora 600 Pro wynosi 4399 złotych, ale do 28 maja trwa promocja premierowa, w ramach której smartfon ten można nabyć o 600 złotych taniej – za 3799 złotych.

Gdzie kupić?

Honor 600 Pro

Zawiera linki afiliacyjne.

Paleta dostępnych barw obejmuje: klasyczną czerń oraz białe złoto. Na świecie, ale nie w Polsce, jest jeszcze jeden kolor, najciekawszy – choć i pewnie najbardziej kontrowersyjny (o tym później) – pomarańczowy.

Wzornictwo i jakość wykonania

Zacząć wypada od kontrowersji, a dla mnie jedną z największych jest to, jak ten telefon wygląda. Nie da się tego ukryć: ktoś w Honorze za bardzo zapatrzył się na iPhone’a 17 Pro.

Mamy bowiem do czynienia z bardzo daleko idącą inspiracją ostatnimi sprzętami Apple, co u innych dużych producentów jest dziś rzadkością. O ile bowiem jakieś mniejsze, niszowe firmy technologiczne, czasem bezwstydnie podrobią design konkurencji, tak w przypadku tak wielkiego „gracza” dzieje się to już naprawdę rzadko.

Honor poszedł tak daleko, że postawił nawet na pomarańczową wersję kolorystyczną, uderzająco zbliżoną do tej znanej z iPhone’a 17 Pro, mocno kojarzonej właśnie z tym modelem – choć, jak wspomniałem we wstępie, w polskich elektromarketach tej barwy nie uświadczymy, ale bez problemu „wyguglujecie” rendery w sieci.

Recenzja Honor 600 Pro

Mnie ten wygląd nieco smuci, tym bardziej, że poprzednicy z tej serii – Honor 400 i Honor 400 Pro – cechowali się dość oryginalnym designem. Kształt ich wyspy z aparatami absolutnie nie pozwalał na pomylenie ich z czymkolwiek innym.

Osobiście preferuję właśnie takie autorskie podejście. Kompletnie nie rozumiem, skąd nagle wzięły się te kompleksy i potrzeba aż tak mocnego wzorowania się na urządzeniach Apple. Zdaje się zresztą, że Wy również nie jesteście fanami tego „kopiowania”, sądząc po komentarzach pod jednym z naszych newsów zapowiadających premierę Honora 600 Pro – choć to, ostatecznie, zweryfikuje dopiero rzeczywista sprzedaż urządzeń.

Jeśli jednak odłożymy te przemyślenia na bok i przymkniemy oko na brak innowacyjności w wyglądzie, Honor 600 Pro ma prawo się podobać. Jego bryła jest minimalistyczna i nawiązuje do aktualnych trendów: mamy tu ostre krawędzie i bardzo wąską ramkę wokół wyświetlacza. Wyspa na aparaty jest gigantyczna – zajmuje prawie jedną trzecią tylnego panelu – ale za to nie wystaje rekordowo mocno ponad obudowę.

Smartfon pewnie leży w dłoni i sprawia wrażenie dobrze złożonego, choć dobór niektórych materiałów może delikatnie rozczarowywać. W mojej ocenie sprzęt jest też nieco gorzej wyważony niż flagowe Samsungi czy iPhone’y, ale to detal, na który nie każdy zwróci uwagę.

Jakość wykonania określiłbym jako zadowalającą, ale do poziomu premium trochę brakuje. Ramka jest matowa i metalowa, jak na wyższą półkę przystało. Na pleckach znajdziemy natomiast włókno kompozytowe, które ma imitować przejrzystość szkła, oferując przy tym większą elastyczność i trwałość.

Przyznaję – jest ono przyjemne w dotyku i w teorii pewnie bardziej praktyczne pod kątem wytrzymałości. Jeśli jednak weźmiemy do drugiej ręki jakiegokolwiek flagowca Samsunga lub Apple, większość osób bez wahania wskaże Honora jako ten „tańszy w dotyku” sprzęt. Co szkło na pleckach, to jednak szkło.

Z ciekawostek wizualnych: przeglądając oficjalne materiały prasowe, natrafiłem na informację, która wywołała u mnie lekki uśmiech na twarzy. Producent z dumą chwali się tam, że obudowa modelu 600 Pro ma „największy promień zaokrąglenia rogów ze wszystkich urządzeń z Androidem”. Przyznacie, że to urocze, że ktoś w dziale marketingu wyciągnął kątomierz i uznał ten konkretny łuk za innowację wartą osobnego podkreślenia.

Najbardziej ironiczne jest w tym wszystkim to, że to rzekomo rekordowe, „androidowe zaoblenie” prowadzi do jednego, bardzo przewidywalnego efektu – sprawia po prostu, że cała bryła wygląda jeszcze bardziej jak iPhone.

Recenzja Honor 600 Pro

Wyświetlacz

Niedawno w którejś z moich recenzji wspominałem, że nie pamiętam, kiedy ostatni raz narzekałem na ekran w testowanym sprzęcie… Nie inaczej będzie i tutaj. Mam wrażenie, że cała branża technologiczna zaczęła w końcu przykładać niezwykłą uwagę do kwestii wyświetlaczy, co niezmiernie mnie cieszy. To przecież jeden z najważniejszych elementów urządzeń, w które wpatrujemy się przez kilka godzin dziennie.

Honor 600 Pro ma fenomenalny, 6,57-calowy wyświetlacz o rozdzielczości 2728 na 1264 pikseli, co daje zagęszczenie na poziomie 458 PPI. Nie zabrakło oczywiście wsparcia dla 120 Hz. Ekran wykonano w technologii AMOLED i cechuje się on parametrami, które gwarantują wręcz perfekcyjną jakość obrazu. Kolory są nasycone, czerń absolutna, a kąty widzenia nie pozostawiają żadnego pola do narzekań. Jest flagowo.

Ogromne wrażenie robi minimalna, a przede wszystkim maksymalna jasność panelu. Nawet w bardzo słoneczny dzień obraz pozostaje świetnie czytelny. Dzieje się tak zarówno dzięki agresywnemu, tymczasowemu podbiciu jasności przez system, jak i po prostu wysokiemu limitowi manualnemu, na który pozwala nam suwak.

Muszę tu jednak wypunktować automatyczną regulację tego parametru. Czujnik nie zawsze poprawnie analizował otoczenie i w wielu przypadkach uważam, że podświetlenie powinno reagować znacznie bardziej agresywnie – zbyt często musiałem korygować je samodzielnie.

Honor chwali się jasnością ekranu sięgającą – uwaga – aż 8000 nitów. Na papierze brzmi to bezapelacyjnie jak absolutny rekord mobilnego świata. Na tę kosmiczną liczbę musimy jednak spojrzeć z mocnym przymrużeniem oka. Jest to bowiem wartość osiągnięta wyłącznie w ściśle kontrolowanych, laboratoryjnych warunkach i nijak ma się ona do naszej codziennej rzeczywistości.

Nie mam co prawda profesjonalnego sprzętu pomiarowego, którym mógłbym dokładnie sprawdzić faktyczną luminancję, ale w praktyce ekran ten wypada bardzo podobnie do swojej topowej konkurencji, delikatnie ustępując jedynie takim gigantom jak Samsung.

Powtórzę więc swoje pytanie (i pewnie nie ostatni raz): Honorze, po co te kompleksy i napompowany marketing? Rzeczywista użyteczność tego wyświetlacza w mocnym słońcu jest i tak imponująca. Może nie bijemy żadnych rekordów, ale to z pewnością ścisła rynkowa czołówka – kompletnie nie rozumiem więc sensu zakłamywania tych liczb (zresztą, nie tylko Honor tak robi!).

Za to pełen sens ma chwalenie się niesamowicie wręcz cienkimi ramkami. Według specyfikacji mają one zaledwie 0,98 mm grubości i w tym przypadku nie ma mowy o przechwałkach bez pokrycia – to po prostu widać gołym okiem. Patrząc na front telefonu, ma się wrażenie, że trzymamy w dłoni jedną, wielką taflę szkła. Prezentuje się to nowocześnie, symetrycznie i po prostu „drogo”. Ten wyświetlacz broni się po prostu sam, bez doklejania mu na siłę zer do broszurek reklamowych.

Działanie i oprogramowanie

Honor 600 Pro pracuje pod kontrolą najnowszego Androida 16, przykrytego autorską nakładką MagicOS w wersji 10. Jest to moja pierwsza dłuższa styczność z tym oprogramowaniem i muszę przyznać wprost – zdecydowanie nie zostanę jego wielkim fanem.

Jak już wspominałem przy okazji designu, producent w niektórych aspektach mocno zapatrzył się na Apple, co widać również w warstwie oprogramowania. Interfejs jest momentami niemal wizualną kalką iOS, łącznie z nowym trybem przezroczystości, który wręcz 1 do 1 naśladuje ostatnią graficzną „rewolucję” z systemów giganta z Cupertino.

Problem polega jednak na tym, że o ile wygląd jest podobny, tak zapomniano o logice sterowania (albo celowo ją zmieniono). Tworzy to bardzo nieprzyjemny dysonans w użytkowaniu, dla osób zaznajomionych z sprzętami Apple.

Przykładowo: gdy rozwijam odpowiednik Centrum Sterowania w Honorze, widzę interfejs do złudzenia przypominający ten z mojego prywatnego iPhone’a. Kiedy jednak próbuję płynnie rozwinąć to menu, przeciągając palcem w górę – tak jak na sprzęcie Apple – system całkowicie to ignoruje. W tej nakładce muszę bowiem klikać, a nie przesuwać palcem wyświetlaną siatkę przycisków. To z pozoru detal, ale takie drobnostki potrafią mocno irytować i budować poczucie toporności, co będzie szczególnie bolesne dla osób przesiadających się z ekosystemu Apple.

Kolejna rzecz, która bardzo mi się nie podoba, to braki w lokalizacji – zdarzające się rzadko, ale jednak. System miejscami po prostu nie jest w pełni spolszczony. Czasem na jednym oknie mamy część tekstu po polsku, a tuż obok widnieją komunikaty w języku angielskim (co zresztą uwieczniłem na jednym z powyższych zrzutów ekranu). Nie tylko wygląda to wysoce nieestetycznie, ale może stanowić realny problem, chociażby dla starszych użytkowników.

Oczywiście sprzęt na start wita nas kilkoma preinstalowanymi grami i „śmieciowymi” aplikacjami – w ilości, mam wrażenie, nieco większej niż u zachodnich producentów. Co gorsza, przez pierwszy tydzień użytkowania system regularnie domagał się ode mnie podania płci oraz wieku, tylko po to, by… móc zainstalować kolejne rekomendowane przez siebie, kompletnie niepotrzebne mi programy. Konsekwentnie odrzucałem te powiadomienia, aż w końcu oprogramowanie dało za wygraną i zniknęły, ale niesmak pozostał.

Z racji tego, że sercem smartfona jest potężny Snapdragon 8 Elite, płynność działania powinna być absolutnie bezbłędna. I zazwyczaj tak jest, ale ewidentnie zabrakło ostatecznych szlifów w optymalizacji samej nakładki. Kilka razy spotkałem się z niewytłumaczalnymi problemami z wydajnością.

Doskonałym przykładem jest sytuacja, gdy po raz pierwszy chciałem wywołać rozszerzone menu latarki poprzez przytrzymanie jej ikony – telefon zaciął się wtedy na około 3 sekundy, wyświetlając tylko szary ekran. Była to co prawda jednorazowa anomalia, ale w kilku innych miejscach byłem również świadkiem bardzo delikatnych, rzadkich przycięć animacji czy innych pomniejszych błędów.

Powyższe wady z osobna nie wydają się może ogromne, ale po zestawieniu ich obok siebie dają obraz nieco niedopracowanego oprogramowania. W urządzeniu z tej półki cenowej oczekiwałbym znacznie większej dbałości o detale. Przez te wszystkie zgrzyty codzienne użytkowanie MagicOS jest dla mnie z pewnością znacznie mniej przyjemne, niż korzystanie z – perfekcyjnych pod tym względem w ostatnim czasie – systemów innych dużych producentów smartfonów.

Benchmarki:

  • GeekBench 6:
    • single core: 2943
    • multi core: 8608
  • 3DMark:
    • Sling Shot: Maxed Out!
    • Sling Shot Extreme: Maxed Out!
    • Wild Life: Maxed Out!
    • Wild Life Extreme: 6194
    • Wild Life Extreme Stress Test: 5924 / 3168 / 53,5%
    • Steel Nomad Light: 2422
    • Steel Nomad Light Stress Test: 2460 / 1281 / 52,1%

Szybkość pamięci przetestowana w aplikacji CPDT:

  • szybkość ciągłego odczytu danych: 1,06 GB/s
  • szybkość ciągłego zapisu danych: 722,59 MB/s
  • szybkość losowego odczytu danych: 34,49 MB/s
  • szybkość losowego zapisu danych: 68,03 MB/s

Jeśli chodzi o suchą wydajność, trudno tu na coś narzekać. Liczby w benchmarkach wyglądają dobrze, no chyba że odpalimy ich zapętlone wersje. Wtedy wychodzi na jaw przeciętne odprowadzanie ciepła (czyżby to była wina wspomnianego wcześniej włókna kompozytowego na pleckach?), a co za tym idzie niska stabilność, na poziomie lekko ponad 50%. W codziennym użytkowaniu raczej tego nie odczujemy, ale po latach czy w przypadku naprawdę wymagających gier, może to już stanowić problem dla niektórych użytkowników.

Co ciekawe, nigdzie – nawet w 11-stronicowym dokumencie prasowym – nie znalazłem informacji o zastosowanym typie pamięci wbudowanej. A zaznaczę, że w dokumencie tym znalazło się miejsce dla wielu innych, moim zdaniem mniej ważnych detali. Brak informacji to jednak też czasem jakaś informacja – na przykład taka, że producent próbuje coś ukryć. W sieci również nie namierzyłem żadnych wiarygodnych źródeł na ten temat, pozostało mi więc jedynie samemu odgadnąć, z jakim UFS mamy tu do czynienia.

Spoglądając na dane z kilku testów pamięci, skłaniałbym się raczej ku starszej pamięci UFS 3.1 zamiast szybkiego UFS 4.0. To mocno gryzie mi się z wyceną tego sprzętu. Co jak co, ale na tym komponencie nie powinno się oszczędzać, bo to właśnie między innymi on będzie odpowiadał za „długowieczność” smartfona.

Słów kilka jeszcze o AI, bo jest tu tego trochę. I to nie tylko wewnątrz systemu, ale nawet na samej obudowie – Honor 600 Pro został bowiem wyposażony w dedykowany przycisk na prawej krawędzi. Służy on do szybkiego uruchamiania podręcznego asystenta, ale może być też wykorzystywany np. jako fizyczna migawka w aparacie. Pomimo tego, że nie jest to pierwszy telefon, w którym spotykam się z takim rozwiązaniem, wciąż nie mogę się do niego przyzwyczaić. Na co dzień bardziej mi to przeszkadza, niż pomaga, ale to już kwestia prywatnych preferencji.

Zastosowana tu sztuczna inteligencja opiera się w większości na Google Gemini. W moich testach algorytmy poprawiające jakość zdjęć (chociażby poprzez sztuczne zwiększenie rozdzielczości) potrafiły być zdecydowanie zbyt agresywne. Efekt końcowy często mocno mijał się z naturalnością i okazywał się wręcz przekłamany względem oryginału, niszcząc autentyczność fotografii. Honor chwali się również funkcją zamiany zdjęcia na film przy pomocy AI – ale to nic ponad to, co widzieliśmy już w Gemini czy u konkurencji w postaci modelu SORA.

W przypadku całej reszty tych „inteligentnych” nowości – jak rozpoznawanie tego, co aktualnie wyświetla się na ekranie czy generowanie skrótów – podczas codziennego użytkowania po prostu nie czuję absolutnie żadnej potrzeby, aby po nie sięgać. Miałem z tym problem, nawet zmuszając się do tego na potrzeby testów.

Podtrzymuję więc swoje zdanie z poprzednich recenzji: dla mnie to raczej zbędna wartość dodana.

Recenzja Honor 600 Pro

Zaplecze komunikacyjne, audio i wibracje

Honor 600 Pro ma na pokładzie wszystko to, co uważa się aktualnie za standard: 5G, Wi-Fi 7, eSIM, DualSIM, Bluetooth 5.4 oraz NFC do płatności zbliżeniowych. Podczas testów smartfon ani razu nie stracił zasięgu w miejscach, gdzie inne urządzenia miewały z tym problem (chociażby w trudnych, górzystych warunkach w Szkocji), a jakość samych połączeń głosowych stała na bardzo wysokim poziomie. W tej materii trudno mi się do czegokolwiek przyczepić.

W kwestii audio mamy do czynienia z głośnikami stereo. Wyraźnie jednak czuć, że dolny przetwornik gra nieco donośniej i oferuje pełniejszy dźwięk niż ten umieszczony nad ekranem. Nie jest to co prawda różnica, która dyskwalifikuje ten model podczas wieczornego oglądania YouTube’a czy Netfliksa, ale jeśli macie zapędy audiofilskie, ten brak balansu może Was delikatnie drażnić.

Sama jakość dźwięku jest po prostu „okej”, ale bez szału. Brzmieniu brakuje nieco głębi i „dołu”. Maksymalna głośność jest za to w pełni zadowalająca, choć przy najwyższych wartościach na suwaku, urządzenie traci nieco na czystości dźwięku.

Recenzja Honor 600 Pro

Sytuacja – co naturalne i w pełni oczekiwane – diametralnie poprawia się po podłączeniu słuchawek Bluetooth. Tutaj Honor 600 Pro potrafi pokazać pazur, wspierając szeroki wachlarz nowoczesnych kodeków. Dzięki obecności technologii Snapdragon Sound na liście znajdziemy nie tylko standardowe LDAC, ale też bezstratne aptX Lossless czy aptX Adaptive. Jeśli więc posiadacie porządne TWS lub słuchawki nauszne, które potrafią wykorzystać te standardy, sprzęt ten pozwoli Wam wycisnąć z nich absolutnie ostatnie soki.

Na koniec tego segmentu muszę wspomnieć o jednym elemencie, który nieco psuje ogólne wrażenie obcowania z produktem aspirującym do górnej półki – o wibracjach. Haptyka w Honorze 600 Pro jest, mówiąc wprost, przeciętna. Drgania są zbyt słabe, mało „punktowe” i ewidentnie budzą skojarzenia z urządzeniami bardziej budżetowymi.

W sprzęcie, który ma ambicje konkurować z rynkową elitą, oczekiwałbym znacznie bardziej satysfakcjonującej i precyzyjnej odpowiedzi wibracyjnej. Dla niektórych to tylko detale, ale – uwierzcie – coraz więcej osób zwraca na nie uwagę.

Recenzja Honor 600 Pro

Bateria i zabezpieczenia biometryczne

Przy fragmentach recenzji dotyczących ekranu i designu trochę się z Honora ponabijałem. Czas więc na zmianę tonu, bo w kwestii baterii muszę z pokorą zdjąć czapkę z głowy.

Chińscy inżynierowie naprawdę się tu popisali. Przy obudowie o grubości zaledwie 7,8 mm – a więc bardzo smukłej – udało im się upchnąć ogniwo o absurdalnej wręcz pojemności 6400 mAh (na niektórych azjatyckich rynkach jest to nawet 7000 mAh!). Wszystko to przy zachowaniu wagi poniżej 200 g!

Pamiętacie moje narzekania na powolne uzupełnianie energii w Samsungu Galaxy Z Fold 7? Cóż, Honor gra pod tym względem w zupełnie innej lidze. Smartfon wspiera 80-watowe ładowanie przewodowe oraz bardzo szybkie, 50-watowe ładowanie bezprzewodowe. W moich testach, przy użyciu „kostki” o maksymalnej mocy 100 W, udało mi się dobić od zera do 50% w około 20 minut. Pełne naładowanie zajęło mi natomiast około godziny. Biorąc pod uwagę, że mówimy o potężnych 6400 mAh, a nie rynkowym standardzie rzędu 4500-5000 mAh, wynik ten jest naprawdę imponujący.

Najzabawniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że Honor 600 Pro oferuje również 27-watowe przewodowe ładowanie zwrotne. Wartość ta ociera się w zasadzie o maksymalne możliwości przyjmowania prądu przez flagowe iPhone’y z serii Pro Max. Honor w roli powerbanku naładuje więc sprzęt Apple prawie tak samo szybko, jak dedykowana, sieciowa ładowarka prosto z Cupertino. Auć.

A jak te imponujące cyferki przekładają się na rzeczywistość? Czas pracy na jednym ładowaniu jest wybitnie dobry. Musiałem się wyjątkowo starać – wręcz katując urządzenie w trybie najwyższej wydajności, z mocno podbitą jasnością ekranu – żeby pod koniec dnia zejść poniżej 20% zapasu energii.

W moim standardowym, „biurowym” trybie użytkowania bez najmniejszych problemów podłączałem ten telefon do gniazdka zaledwie raz na dwa dni. Co więcej, jeśli zdecydujecie się na aktywację trybu oszczędzania energii i inne systemowe optymalizacje, przy tak gigantycznym ogniwie jesteście w stanie dobić nawet do 3 dni pracy. Przy dzisiejszych standardach to wynik, o którym właściciele większości flagowców mogą jedynie pomarzyć.

Jeśli liczyliście za to na skaner twarzy 3D do bezpiecznej biometrii, muszę Was rozczarować – tego typu rarytasy zarezerwowano najwyraźniej wyłącznie dla absolutnie flagowej serii Magic Pro. W „sześćsetce” mamy do dyspozycji jedynie prosty skan z przedniej kamerki na bazie fotografii, podobnie jak w większości urządzeń z Androidem. Proces odblokowywania jest wprawdzie szybki i wygodny, ale z pewnością nie tak bezpieczny jak chociażby FaceID.

Jeśli jednak preferujecie – tak jak ja – odblokowywanie urządzenia przy pomocy czytnika linii papilarnych, to macie taką możliwość – dzięki skanerowi ukrytemu pod ekranem. Początkowo miałem pewien problem z jego umiejscowieniem, bo znajduje się on nieco niżej niż w ostatnich smartfonach, z których korzystałem, ale po jednym czy dwóch dniach przyzwyczaiłem się już do tego położenia.

Skaner ten jest precyzyjny i – co zaskakujące – całkiem nieźle radzi sobie nawet z delikatnie wilgotnymi palcami, co raczej jest domeną czytników ultradźwiękowych, a nie optycznych – a mamy tu do czynienia właśnie z tym drugim typem skanera.

Recenzja Honor 600 Pro

Jakie zdjęcia robi Honor 600 Pro?

Honor 600 Pro na papierze oferuje imponujące aparaty – główna matryca ma aż 200 megapikseli z optyczną stabilizacją, a towarzyszy jej 50-megapikselowy, peryskopowy teleobiektyw z 3,5-krotnym przybliżeniem optycznym. Podstawowe trio uzupełnia aparat ultraszerokokątny o rozdzielczości 12 megapikseli. Na wyspie aparatów znajdziemy też czwartą „dziurkę”, którą jest dedykowany czujnik temperatury barwowej. Jak ten zestaw wypada w rzeczywistości?

Bez owijania w bawełnę: główny obiektyw oraz teleobiektyw są po prostu świetne. Może nie jest to jeszcze poziom najdroższych flagowców na rynku, ale Honor plasuje się bardzo blisko nich. Zdjęcia charakteryzują się miłą dla oka kolorystyką, a szczegółowość stoi na wysokim poziomie. Większość kadrów wychodzi niezwykle naturalnie i z fotografii można być więcej niż zadowolonym.

Pozytywnie zaskoczył mnie zwłaszcza tryb portretowy realizowany przy pomocy teleobiektywu. Owszem, oprogramowanie nie zawsze w stu procentach idealnie odczyta krawędzie i zdarzy mu się czasem delikatnie pomylić przy odcinaniu tła (na przykład w okolicach włosów), ale finalne efekty i tak są niesamowicie przyjemne dla oka. Przede wszystkim nie są domyślnie przesadzone, co często zdarza się u konkurencji.

Również fotografie z przybliżeniem nie rozczarowują. Chętnie korzystałem z podwójnego, a nawet 7-krotnego zoomu, które dawały ciekawą perspektywę, ciągle zachowując świetną szczegółowość. W przypadku tej wyższej wartości widać już co prawda delikatne wspomaganie się interpolacją, czy tam inną sztuczną inteligencją, ale wszystko trzymane jest na tyle pod kontrolą, że nie ma wstydu pochwalić się później tymi kadrami w social mediach.

Oczywiście możemy też skorzystać z dużo większych zbliżeń, ale im dalej w las, tym efekty są gorsze. Maksymalnie osiągniemy tu nawet 120-krotny zoom, ale mam wrażenie, że to kolejna próba „ścigania się” Honora z innymi producentami na liczby. Nie ma to najmniejszego sensu, bo przy tak wysokich wartościach zdjęcia stają się kompletnie nieczytelne.

W materiałach promocyjnych producent dość mocno chwali się możliwościami fotografii nocnej. I, rzeczywiście, nie robi tego bezpodstawnie – model 600 Pro nieźle radzi sobie w takich scenariuszach.

Mamy tu dedykowany tryb nocny, który znacząco poprawia jakość obrazka w słabym oświetleniu, a także ulepszony tryb nocny AI – który w teorii radzi sobie jeszcze lepiej, ale jego efekty potrafią wyglądać dość sztucznie, ale na całe szczęście jest opcja przywrócić oryginalne zdjęcie, jeśli to przerobione nam się nie spodoba.

Muszę też podkreślić, że po zmroku najlepiej polegać wyłącznie na głównym obiektywie bez żadnych zbliżeń, bo gwarantuje on najlepszą jakość. Czy to rynkowa topka? To zależy trochę od naszego gustu i tego, czego bardziej oczekujemy od takich ujęć: czy wolimy widzieć jak najwięcej kosztem wierności sceny i detali, czy może jednak preferujemy ciemniejsze, ale za to bardziej klimatyczne fotografie.

Żeby jednak nie było zbyt kolorowo, Honorowi w jednym aspekcie foto podwinęła się noga: w kwestii aparatu ultraszerokokątnego. Jak to często bywa w tańszych flagowcach i średniakach, najszersze oczko po prostu zawodzi. Zdjęcia drastycznie odstają jakością i szczegółowością od pozostałych dwóch obiektywów, a nawet sama kolorystyka wyraźnie mija się z resztą zestawu. Patrząc na mizerne efekty, jakie stąd dostawałem, bardzo szybko straciłem ochotę na przełączanie się na wartość 0.6x. Kiedy już absolutnie musiałem złapać jakiś szerszy kadr, wolałem użyć już trybu panoramy.

Przedni aparat również może pochwalić się wysoką rozdzielczością – aż 50 megapikseli. W większości scenariuszy sprawdza się on naprawdę dobrze. Przeglądając galerię wymieszaną z fotografiami z kamery do selfie, a także głównego obiektywu i teleobiektywu, widać przyjemną „spójność” w plastyce obrazu (nieszczęsnego ultraszerokiego kąta celowo tu nie wymieniam).

Doczepić mogę się tylko do jednego detalu: to właśnie z tego oczka najczęściej (choć i tak względnie rzadko) portrety wychodziły rozmazane. W jego przypadku polecam więc nieco bardziej zadbać o stabilną pozę.

Jeśli chodzi o wideo, możemy tu liczyć na maksymalnie 4K i 60 klatek na sekundę. Podczas nagrywania w takiej jakości, mamy opcję płynnego przełączania się pomiędzy głównym oczkiem a teleobiektywem – bo tylko te dwa aparaty wspierają taki klatkaż. Cechują się one zresztą najlepszą stabilizacją i całkiem przyjemnym dla oka obrazem.

Najszerszy obiektyw co prawda też potrafi nagrywać w 4K, ale tylko w 30 klatkach. Dopiero po zejściu do tej wartości możemy swobodnie skakać między wszystkimi trzema kamerami na pleckach. Co ciekawe, nawet obniżając rozdzielczość do 720p, wciąż nie uświadczymy 60 klatek w przypadku ultraszerokiego kąta.

Wybierając przedni aparat, znów musimy pójść na kompromis: albo 4K w 30 klatkach, albo 1080p w 60 klatkach. Jakość dźwięku rejestrowanego z wbudowanych mikrofonów nie pozostawia na szczęście zbyt wiele miejsca do narzekań.

Recenzja Honor 600 Pro

Podsumowanie

Czas na ostateczny werdykt i odpowiedź na pytanie, które postawiłem już w tytule tej recenzji: Honorze, po co ci te kompleksy?

Bo zdejmując z tego smartfona całą tę dziwną, marketingową otoczkę i ewidentne naśladownictwo wizualne, zostajemy z naprawdę przemyślanym sprzętem. Wybitny wręcz czas pracy na baterii z szybkim ładowaniem, fenomenalny wyświetlacz z cieniutkimi ramkami i solidne główne aparaty – to pewne fundamenty, na których z powodzeniem można by zbudować własną, dumną tożsamość. Dokładnie tak, jak miało to miejsce w przypadku lubianych przez klientów poprzedników tego modelu.

Tymczasem Honor sprawia wrażenie, jakby kompletnie nie wierzył we własne siły. Zamiast wyznaczać własne trendy, wolał ubrać 600 Pro w szaty iPhone’a, skopiować wygląd systemu operacyjnego i chwalić się absurdalnymi, laboratoryjnymi rekordami w postaci 8000 nitów. To wszystko sprawia, że obcując z tym telefonem, ciągle miałem z tyłu głowy pewien zgrzyt – trzymałem w końcu w ręku bardzo dobry sprzęt, który jednak za wszelką cenę próbuje udawać coś, czym po prostu nie jest.

Recenzja Honor 600 Pro

Trochę nie podoba mi się również cena tego urządzenia. Standardowa kwota 4399 złotych jest kompletnie przesadzona. I choć aktualnie promocyjna cena rzędu 3799 złotych wydaje się bardziej atrakcyjna, to nadal nie uważam jej za wybitnie konkurencyjną.

Koniec końców Honor 600 Pro to obiektywnie dobry smartfon, który padł ofiarą braku pewności siebie własnych twórców. Jeśli jednak jesteście w stanie przymknąć oko na niedoróbki w oprogramowaniu i nie przeszkadza Wam ten mocno „zapożyczony” od amerykańskiego giganta design, sprzęt ten odwdzięczy się Wam świetnym ekranem i baterią, o której flagowa konkurencja może dzisiaj tylko pomarzyć.

Mam tylko ogromną nadzieję, że przy okazji kolejnej generacji Honor odnajdzie wreszcie swój własny, unikalny charakter – bo potencjał technologiczny bez wątpienia tu jest.

Recenzja Honor 600 Pro
Honor 600 Pro
Honor 600 Pro to...
...bardzo solidny smartfon o świetnych parametrach technicznych. Wyróżnia się imponującym czasem pracy oraz wysokiej jakości ekranem, jednak w tej cenie jego odbiór psuje niedopracowane oprogramowanie i wtórny, mocno zapożyczony od Apple design. To urządzenie, które udowadnia, że nawet najlepsza specyfikacja potrafi wiele stracić, gdy producent dobrowolnie rezygnuje z autorskiego charakteru.
JAKOŚĆ WYKONANIA
7.5
DESIGN
6
EKRAN
9.5
APARATY
8.5
WYDAJNOŚĆ
8
BATERIA
9.5
OPROGRAMOWANIE
7
Zalety
Fenomenalny wyświetlacz z cienkimi ramkami
wysoka wydajność
gigantyczna bateria (6400 mAh) i wybitny czas pracy
superszybkie ładowanie (przewodowe, bezprzewodowe i zwrotne)
świetny aparat główny i teleobiektyw...
Wady
..ale kiepski aparat ultraszerokokątny
design skopiowany z iPhone'a
pomniejsze błędy i problemy z oprogramowaniem
(prawdopodobnie) przestarzała pamięć UFS 3.1
słabe chłodzenie pod obciążeniem
wygórowana cena wyjściowa
7.5
Ocena