GIGABYTE A16 Pro - fot. Katarzyna Pura | Tabletowo.pl

Recenzja GIGABYTE A16 Pro. Po prostu potwór

Lokowanie produktu

Istnieją takie urządzenia, które po prostu pojawiają się w naszym życiu. Są też takie, nad którymi zachwycamy się tygodniami lub – wręcz przeciwnie – żałujemy ich zakupu. Do jakiej grupy należy GIGABYTE A16 Pro po kilku tygodniach testów?

Ile kosztuje święty spokój?

Niektórzy zakup elektroniki traktują jak świetną zabawę. Tu zamówią nowy kontroler do kolekcji, tam już przelewają pieniądze na nową część do komputera lub powoli wystawiają kilkuletni telewizor na portalu ogłoszeniowym, bo lada chwila będą szukali czegoś nowszego i większego.

Są też tacy, którzy nie przykładają do sprzętu większej wagi. Marka czy parametry nie mają niemalże żadnego znaczenia. Nowy sprzęt ma zastąpić stary. który się zużył/zepsuł i nie być przy tym gorszy od poprzednika.

Do ostatniej, trzeciej grupy, należę ja. W niej znajdziecie też osoby, które lubią kupować nowe rzeczy, jednak zamiast szału zakupowego, częściej towarzyszy im stres. Wynika on z faktu, że każdy nowy pendrive, monitor czy konsola powinien być „najlepszym zakupem”. Nie chodzi tu jednak wyłącznie o kwestię specyfikacji, ale też o długowieczność danego sprzętu. Chcemy, aby laptop służył najdłużej jak się da i najlepiej, żeby powodem wymiany była awaria, która następuje bardzo późno, a nie problem z wydajnością w ciągu kilku lat po zakupie.

Dlatego całkowicie rozumiem zakup laptopa dla graczy z wyższej półki. Lepsza karta graficzna czy procesor to gwarancja na lata, że sprzęt uruchomi najnowsze i wymagające tytuły. Czasami jednak detale mogą sprawić, że ktoś może nie być zadowolony z zakupu. Sprawdźmy więc, czy w szczegółach GIGABYTE A16 kryje się diabeł, czy może jednak jest to solidna gamingowa propozycja.

Specyfikacja GIGABYTE A16 Pro

EkranLED, IPS, 16 cali, WQXGA (2560×1600 pikseli), format 16:10, maksymalna częstotliwość odświeżania do 165 Hz, jasność 400 cd/m2
CPUIntel Core 7 240H (10 rdzeni, taktowanie 1,8-5,2 GHz, 24 MB cache)
GPUNvidia GeForce RTX 5080, 16 GB VRAM
RAM32 GB, LPDDR5X, 7500 MHz
Pamięć wewnętrzna2 x 1 TB, M2, PCIe Gen. 4×4
Akumulator76 Wh
Wi-Fi/LANWi-Fi 6E, LAN 1Gb/s
Bluetoothtak, 5.2
PortyUSB 2.0
USB 3.2 Gen.
USB Typ-C (DisplayPort + Power Delivery)
HDMI 2.1
RJ-45
wyjście słuchawkowe/wejście mikrofonowe
zasilanie x 1
KameraFull HD + IR
KlawiaturaTKL, podświetlenie RGB
AudioTak, wbudowane głośniki stereo + mikrofon
Wymiary35,8 x 26,2 x 2,3 cm
Waga2,3 kg

Pierwsze wrażenia

Jak tylko spojrzałem na laptop świeżo po wyjęciu z pudełka, przez chwilę zastanawiałem się, czy nie mam przypadkiem do czynienia ze sprzętem biurowym. Pozbawiona agresywnych kształtów bryła w kolorze grafitowym z prostym napisem „GIGABYTE” z efektem anodowania z tyłu sprawia wrażenie, jakby była szykowana z myślą o grupie niespecjalnie chwalącej się swoim hobby.

Żeby nie było jednak aż tak poważnie, producent zastosował na „garbie” podstawy ukośne żebrowanie z wkomponowanym napisem „Gaming”. Podobny detal, wykonany bardziej błyszczącym lakierem, znajdziemy w prawym dolnym rogu podstawy, wraz z dużą, rzymską „XVI”, a całość stylistycznie zamykają niebieskie, futurystyczne linie na trackpadzie.

Przyglądając się dalej urządzeniu i skupiając się na sekcji portów ich liczba zdaje się być wystarczająca. Po prawej stronie pojawiają się dwa USB-A oraz jedno minijack 3-pinowe. Po lewej stronie na mniej więcej podobnej wysokości w jednej linii znajduje się kolejno gniazdo zasilania, port Ethernet, HDMI, kolejne USB-A oraz USB-C z obsługą Display Port i Power Delivery, co oznacza, że możemy w ten sposób podpiąć dodatkowy wyświetlacz lub powoli ładować urządzenie.

W całym tym systemie mam na szczęście tylko jedną uwagę – wyjmowanie kabla RJ-45 jest tragiczne. Próbowałem kilku wtyczek i efekt jest ten sam, czyli wszystko siedzi bardzo ładnie, ale wyjęcie wymaga tak dużej siły, że bałem się połamania czegoś w środku.

Na pochwałę zasługują za to zawiasy – nie dość, że sprawiają wrażenie wytrzymałych, to jeszcze umożliwiają położenie ekranu na płasko, a laptopa da się bez problemu otworzyć jedną ręką. Odbijając wahadło pochwał i nagan po raz ostatni wspomnę jeszcze o plastikowej pokrywie, która widocznie ugina się pod naporem dłoni. Ogólne odczucia są jednak pozytywne.

Wyświetlacz i audio

16-calowe laptopy dla graczy to dość ciekawe rozwiązania. Z jednej strony proporcje ekranu 16:10 oznaczają, że zyskujemy nieco więcej wertykalnego widoku w grach i przestrzeni do pracy we wszelakich programach graficznych, edytorach tekstu czy obróbce wideo. Z drugiej strony wymaga to wygenerowanie więcej linii pikseli, co może przełożyć się na liczbę klatek w trakcie rozgrywki.

Ignorując jednak te dywagacje, wyświetlacz w GIGABYTE A16 Pro nastraja pozytywnie już od samego początku. Duża rozdzielczość 2560×1600 pikseli zapewnia ostry obraz, a z częstotliwości odświeżania – sięgającej 165 Hz – ucieszą się fani rozgrywek po sieci.

Zastosowanie matrycy IPS sprawiło, że pojawia się lekki „glow” w narożnikach, jednak nie sięga on dalej niż kilka centymetrów. Gamingowy profil laptopa potwierdza również matowa powłoka, dzięki czemu ekran jest czytelny nawet w dobrze nasłonecznionych pomieszczeniach. Do pełni szczęścia w tym budżecie zabrakło wsparcia technologii HDR.

Sprawami dźwięku zajmują się natomiast głośniki stereo umieszczone w dolnej części obudowy. Ich dźwięk najlepiej opisuje słowo „akceptowalny”. Nie można odmówić im donośności, jednak niskie tony wybrzmiewają dość płytko. Na szczęście średnie i wysokie partie są oddzielone na tyle dobrze, że nie ma się wrażenia, jakby całość miała się zaraz zlać w jedną wielką kakofonię.

gigabyte a16 pro

Klawiatura i touchpad

Szerszy ekran to także wymóg zastosowania szerszej obudowy, a – co za tym idzie – łatwiej jest upchnąć producentowi pełnowymiarową klawiaturę. GIGABYTE robi jednak wszystkim psikusa i postanowił, że A16 Pro otrzyma układ TKL z małym klawiszami kierunkowymi. Z jednej strony pochwalam ten zabieg, bo umożliwił zastosowanie większych keycapów o długości 1,5 cm, co – w połączeniu z większymi odstępami – sprawia, że przesiadka z tradycyjnej klawiatury jest niemalże bezbolesna.

Z drugiej strony brak dedykowanych klawiszy „Home”, „End”, „PgUp” i „PgDN” i przypisanie ich do tycich strzałek ma niewiele wspólnego zarówno z ergonomią, jak i z gamingiem – do niewyprofliowanych, idealnie płaskich klawiszy, idzie się natomiast przyzwyczaić.

Nie zapominajmy, że „klawiatura” i „gaming” oznacza również dostęp do podświetlenia. GIGABYTE w ramach RGB Fusion 2.0 oferuje dość prosty system, z jedną strefą podświetlenia i czterema efektami (oprócz statycznego): puls, cykl, puls+cykl i dynamiczny dostosowujący się do treści na ekranie.

Touchpad uważam natomiast za fenomenalny – jest ogromny, więc nie brakuje miejsca do smyrania, domyślna czułość jest dobrze dobrana i obsługuje kilka gestów przydatnych na co dzień. Parę razy złapałem się nawet na tym, że – pomimo podłączenia ulubionej myszy – odruchowo sięgałem palcami do gładzika.

Na klawiaturze, oprócz wbudowanego przycisku do wywoływania sztucznej inteligencji Copilot, jest jeszcze jeden klawisz – pomiędzy „F12” i „Delete”, który ma pokazywać, że mamy do czynienia ze współczesnym laptopem. Wywołuje on bowiem interfejs GiMATE, który łączy w sobie centrum zarządzania laptopem z inteligentnym asystentem. Oprócz oprogramowania do zarządzania podświetleniem, znajduje się w nim również dostęp do różnych trybów działania, włączanie i wyłączanie poszczególnych modułów, a nawet przeglądarka aplikacji.

Jako że wielu innych producentów oferuje podobne rozwiązania od lat, skupiłem się na funkcji asystenta, który jednak jest w mojej opinii tylko ciekawostką. Za jego pomocą można włączyć tryb gracza czy sterować konkretnymi parametrami laptopa, ale nie jestem przekonany do jego działania – szybciej sięgnąć do skrótu klawiszowego niż wpisać prompt.

Zabezpieczenia, kamera i mikrofon

Skoro para musi iść w gaming, a nie w inne szczegóły, można spodziewać się cięć tu i tam. Za chęć przyoszczędzenia uważam brak czytnika odcisków palców oraz możliwości fizycznego zasłonięcia kamerki. O ile pierwsza kwestia jest mi trochę obojętna – w końcu pozostaje opcja logowania się biometrycznie za pomocą Windows Hello i obiektywu – o tyle przeszkadza mi fakt, że poskąpiono na prostą plastikową zasuwkę, która zastępuje akcesoria za kilkanaście złotych, a której oczekuję w nowych laptopach.

Sama kamerka oferuje rozdzielczość Full HD i – dzięki obecności drobnej diody doświetlającej oraz modułu IR – powinna ułatwiać zalogowanie się nawet w niekorzystnych warunkach oświetleniowych, a także nie ulegać próbom zalogowania się dokumentem czy zdjęciem. W praktyce mała kropka LED nie wystarcza nawet, żeby oświetlić czubek nosa, jeżeli siedzicie w ciemnym pokoju. Przynajmniej podczerwień faktycznie nie daje się nabrać na dwuwymiarowe fotografie.

Mikrofon zastosowany w laptopie sprawdzi się raczej w trakcie spokojnych rozmów niż na spotkaniach ze znajomymi na Discordzie. Jest on bowiem na tyle wrażliwy na dźwięk, że bez problemu łapie zarówno kliknięcia myszą, jak i pracę klawiatury, a w przypadku cichego głosu, wszystkie źródła hałasu potrafią przenikać między sobą.

Wydajność w grach

Dobra, dość już się nagadałem o mniej lub ważnych szczegółach. Pora przejść do mięska, czyli tego, jak GIGABYTE A16 Pro radzi sobie w grach. W końcu procesor Intela z wyższej półki i karta graficzna Nvidia brzmią jak przepis na lata świętego spokoju, jeżeli chodzi o wydajność.

Oczywiście żadne poważniejsze dyskusje w tej kwestii nie mogą ruszyć zanim nie przebrniemy przez testy syntetyczne, łapcie więc wyniki z 3DMark i CrystalDiskMark:

Oczywiście – jak testować mobilnego RTX 5080 – to tylko na tytułach w miarę świeżych. Odpalam Anno 117: Pax Romana i nie mogę nadziwić się, jak to wszystko śmiga. Aż chce się skupić na rozwoju wyłącznie w Lacjum i poczuć, że chociaż z tego rzymskiego, antycznego słońca, da się wchłonąć w te zimową szarugę witaminę D prosto z monitora.

Jeżeli uważacie, że strategie nie wysilają aż tak sprzętów, to kolejna pozycja w postaci Elden Ring: Nightreign również może Was nie przekonać. Z drugiej strony jest to wyzwanie pod kątem stabilności – wszelkie przycinki po kilku minutach rozgrywki mogą sprawić, że wypadniemy z rytmu, a ten jest często w soulslike’ach kluczowy. Moje zmysły podparte wynikami z CapframeX pokazują, że przez 99% czasu nie ma się czym martwić – drobny stutter pojawia się jednak relatywnie szybko, bo po ok. 25 minutach gry.

Wypasiony laptop zasługuje jednak na coś naprawdę mocnego. A tak się składa, że Stalker 2: Shadow of Chornobyl otrzymał niedawno dużą aktualizację, dodającą kolejne funkcje, których brakowało na premierę oraz poprawiającą stabilność i płynność rozgrywki. Pospacerowałem więc chwilę po Zonie i byłem pod wrażeniem, jak to wszystko może wyglądać pięknie i bez spadków liczby klatek na sekundę.

Polski obowiązek musiał też uwzględnić odpalenie Cyberpunka 2077. Pomimo połowy dekady na karku, liczne aktualizacje i współpraca z zielonymi pozwala przetestować zarówno path tracing, jak i Multi Frame Generation. Choć ta ostatnia technologia potrafi w trybie x4 generować okropne artefakty, to nie mogę wyjść z podziwu, jak Night City może prezentować się w 2025 na gamingowym laptopie.

A coś o kulturze pracy? O ile temperatury utrzymywały się na stabilnym poziomie i chwila oddechu zbijała ciepło wokół w kilka minut, o tyle hałas generowany przez chłodzenie jest – co typowe dla laptopów gamingowych z tak wydajnymi podzespołami – gigantyczny. Ich charakterystyka jest jednak w miarę neutralna – nie buczą ani nie gwiżdżą.

Czy to problem? To już każdy musi ocenić indywidualnie, przy czym wydaje mi się, że sięgając po najnowsze gierki i rywalizując z innymi z odpalonymi Discordem, na głowie lądują słuchawki i po temacie.

Szkoda też, że producent deklaruje, że kości RAM zostały wlutowane w płytę główną i ewentualna rozbudowa w przyszłości jest niemalże niemożliwa.

gigabyte a16 pro

Bateria i czas pracy

Gamingowe laptopy raczej nie słyną z energooszczędności, więc nastawiałem się, że nie inaczej będzie z GIGABYTE A16 Pro. Akumulator o pojemności 76 Ah to w końcu poziom handheldów pokroju ASUS ROG Xbox Ally X. Jako że dedykowany GPU nie może być domyślnie uruchomiony bez podpiętego zasilacza, ogniwa testowałem w trybie oszczędzania energii i zrównoważonym.

Niestety, nawet jeżeli próbowałem ograniczyć spadki wyłączając podświetlenie czy nie słuchając muzyki, przeciętny czas pracy wynosił około czterech godzin. Włączanie gier mogło zbić ten wynik nawet o godzinę, natomiast obniżenie jasności, wyłączenie RGB pod klawiaturą i Bluetooth podbijało czas pracy do 5 godzin. Ładowanie od baterii od jednocyfrowego stanu aż do „100%” zajmowało niecałe dwie godziny.

Podsumowanie

Nie ma co ukrywać – gamingowe laptopy to totalnie nie moja bajka i okres z GIGABYTE A16 Pro to był jeden z niewielu momentów w życiu, kiedy mogłem spędzić nieco dłużej czasu ze sprzętem w tej kategorii. Nie będzie więc w moich słowach żadnej ukrytej agendy, jeżeli powiem, że jest to naprawdę zacny kawał technologii.

Oczywiście mógłbym się czepiać, że zaletą głośników jest sam fakt ich istnienia, że z GiMATE jest taki inteligentny asystent, jak ze mnie zawodowy kierowca czy zazdrościć tym, którzy mają słuchawki z dobrą redukcją szumów – czy to aktywną czy to pasywną.

Pragnę jednak zwrócić uwagę na jedną rzecz – w tej konfiguracji można pójść na pewne kompromisy. Pierwszy z nich to system operacyjny, a drugi – SSD. Jeżeli zdecydowalibyście się na takie oszczędności, zeszlibyście z ceną poniżej 10 tysięcy złotych. Dokupujecie wtedy myszkę dla graczy z dobrą podkładką i macie kompletny zestaw z laptopem wyposażonym w RTX-a 5080, na którym nie musicie się bać, że włączenie maksymalnych ustawień zrobi Wam w grze pokaz slajdów, a całość mieści się w czterocyfrowej kwocie. Gdyby zależało mi na gamingowym laptopie ze sporym zapasem mocy, nie wahałbym się ani chwili.

A jeżeli zależy wam na 2 TB dostępnego miejsca i wgranym Windowsem 11, to za takiego GIGABYTE A16 Pro zapłacicie ok. 10399 złotych. Wciąż – przymykając oko na pewne niedogodności jak hałas na pełnych obrotach czy brak możliwości rozbudowy RAM-u – jest to świetny wybór, gwarantujący swoją specyfikacją święty spokój na wiele lat do przodu.

_
Co oznacza tutaj lokowanie produktu? Że priorytetowo wrzuciliśmy sprzęt w kolejkę testową i zgodziliśmy się na pisanie nazwy marki wielkimi literami, czego w tekstach redakcyjnych nie robimy ;) Ot, tyle.

Recenzja GIGABYTE A16 Pro. Po prostu potwór
Wnioski
Może i Gigabyte A16 Pro jest hałaśliwy. Może kilka detali dało się lepiej przemyśleć. Patrząc jednak na metkę z ceną i specyfikację, wiele rzeczy można mu wybaczyć.
Zalety
Cena
Matowy ekran
Wydajność w grach
Rozbudowany zestaw portów
Wady
Chłodzenie pod maksymalnym obciążeniem jest naprawdę głośne
GiMATE jako asystent AI sprawdza się beznadziejnie
brak fizycznej zaślepki aparatu
niewymienialne kości RAM
8
Ocena