Wiko VIEW

Polacy przekonują się do elektrycznych samochodów. Powoli, ale się przekonują

Zazwyczaj sporo wody w Wiśle musi upłynąć, zanim przekonamy się do nowinek technologicznych. Podobnie jest w przypadku elektrycznych samochodów, które – chociaż jakiś czas są już obecne na polskim rynku – wciąż nie są pierwszym wyborem przy zakupie nowego auta. Jednak według statystyk, w tym obszarze widoczny jest wzrost.

Wydaje się, że w przypadku zakupu samochodu elektrycznego są dwa problemy. Pierwszy to fakt, że taki pojazd jest po prostu droższy od “standardowego”, czyli wyposażonego w silnik spalinowy. Drugi to brak odpowiednio rozwiniętej infrastruktury, która pozwoliłaby podróżować bez obaw o możliwość naładowania akumulatorów.

Mimo to, jak pokazują ostatnie raporty, sprzedaż takich samochodów w naszym kraju rośnie. Od stycznia do lipca tego roku zarejestrowano w Polsce o 150 procent więcej takich pojazdów niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Prawdą jest jednak, że wartość nie robi takiego wrażenia, kiedy spojrzymy na liczbę sprzedanych egzemplarzy.

Mowa bowiem o… 190 samochodach. Procentowy wzrost jest jednak niezaprzeczalnym faktem. Zwłaszcza, że na przykład Nissan ma zamiar do końca roku sprzedać jeszcze 200 egzemplarzy, które powędrują do klientów firmowych. Transakcję z firmą otoEcar dopina również Hyundai. Pojazdy mają powędrować do dwóch klientów korporacyjnych, wraz z niezbędną do ich obsługi infrastrukturą. Czy to oznacza, że elektryczne samochody cieszą się największym zainteresowaniem właśnie wśród firm?

Nie do końca. Jak przyznają pracownicy marek, które w swojej ofercie posiadają elektryczne samochody, również klienci indywidualni coraz częściej pytają o takie pojazdy. W domyśle są one kupowane jako drugi czy trzeci samochód w rodzinie, jednak w momencie, w którym klient orientuje się, jak niskie są koszty eksploatacji takiego samochodu, to właśnie on staje się podstawowym środkiem lokomocji.

W przypadku firm, powodów zainteresowania elektrycznymi autami może być kilka. Po pierwsze – rzecz, która liczy się zawsze, a więc kwestie finansowe. Nie możemy również zapominać o tym, co często może przynieść jeszcze większy zysk, a więc o marketingu. Firma posiadająca flotę samochodów elektrycznych może uchodzić za dbającą o ekologię, a co za tym idzie – przyciągać do siebie więcej klientów. Kolejnym powodem zainteresowania tą branżą wśród klientów biznesowych jest działalność typu car-sharing, w której samochody elektryczne mogą się świetnie sprawdzić – to właśnie firma działająca w tym obszarze ma kupić pojazdy od Nissana.

Chociaż z badań wynika, że to słabo rozwinięta infrastruktura, która nie oferuje wystarczającej liczby miejsc służących do ładowania baterii, jest największą blokadą dla potencjalnych klientów, to inne zdanie mają osoby związane z przemysłem motoryzacyjnym. Według nich, pomimo tego sukces samochodów elektrycznych jest możliwy. A to z powodu rosnącej popularności samolotów jako środka lokomocji w przypadku dalszego wyjazdu, czy też wprowadzanego przez niektórych producentów za granicą wypożyczania samochodów z silnikiem spalinowym klientom decydującym się na zakup samochodu elektrycznego, w przypadku dalszego wyjazdu.

Rynek samochodów elektrycznych rozwija się i niewykluczone, że do gry wejdą również Polacy. Państwowa spółka ElectroMobility Poland 12. września ogłosi zwycięzcę konkursu na projekt karoserii. Później rozpocznie się kolejny, na koncepcję silnika. Jego rozstrzygnięcie jest planowane na końcówkę 2018 roku. Prawdopodobnie pojawienie się polskiej marki oferującej elektryczny samochód mogłoby jeszcze bardziej poprawić omawiane dzisiaj statystyki. Zwłaszcza, że prace nad podobnym samochodem prowadzi chociażby Białoruś.

Źródło: Puls Biznesu

Komentarze

  • Jako entuzjasta elektrycznych nie dziwię się, że w Polsce sprzedało się tak mało. Po pierwsze są zdecydowanie za drogie na nasze kieszenie, po drugie dostępne modele (poza Teslą) po prostu nie są za dobre. Nie wiem jak aktualny Leaf, ale te stare to były trumny na kółkach jak Tico do tego baterie szybko padały.

    • stark2991

      Wszystkie nowe technologie na początku były absurdalnie drogie, i teoretycznie nic nie mogło tego zmienić, bo skoro drogie, to nikt nie kupuje, a skoro nikt nie kupuje to ceny nie spadną… Ale zawsze następuje jakiś przełom – opracowanie tańszej metody produkcji, zwiększenie trwałości itp. To samo czeka elektryki, w zasadzie powolutku się zbliżamy do tego momentu.
      Fajny przykład mi się nasuwa z dyskami SSD – przecież to kosztowało czapkę pieniędzy za marne kilka GB pojemności, a jednak dzisiaj każdy może sobie taki dysk kupić ;)

      • Bartosz

        Z dyskami SSD to tak tylko częściowo jest to dobry przykład. Fakt, na SSD jako partycję systemową każdego stać, ale jako dysk na dane (np. o standardowej pojemności 1TB) już niekoniecznie. Dodatkowo od 2 lat praktycznie w ogóle nie potaniały a nawet ich cena wzrosła.

        • stark2991

          To, że teraz cena stoi w miejscu to już inny temat :)

    • JK

      Każdy kto próbował wie jak bardzo uzależniające są samochody elektryczne (zawsze pewnym problemem jest to, że w takich dyskusjach uczestniczą osoby, które nigdy nie prowadziły takiego auta – o użytkowaniu nie wspomnę). Jako właśnie użytkownik auta w pełni elektrycznego od 3 lat mogę powiedzieć, że rzeczywiście jest ono drogie w zakupie i szans na to aby się “spłaciło” raczej nie ma. Jest po prostu frajda z jazdy. Z drugiej strony gdyby od jutra auta elektryczne stały się tanie (powiedzmy na poziomie dokładnie takim jak adekwatne auta benzynowe) to zastanawiam się czy ich użytkowanie było by aż tak przyjemne dla większości osób. Mam tu na myśli głównie ich ładowanie. Ładowanie w miejskich ładowarkach jest długie albo…..bardzo długie. Ale nawet gdyby ktoś miał tak dużo czasu to zastanawiam się jakie kolejki by się ustawiały do tych ładowarek. Alternatywnie można ładować w domu, ale jeżeli ktoś mieszka w bloku bądź gdziekolwiek gdzie nie ma dostępu do gniazdka to również zaczynają się schody. Na pewno te wszystkie problemy infrastrukturalne są do przeskoczenia (np. ładowarka przy każdym miejscu postojowym w galerii handlowej, biurowcu czy jakimkolwiek garażu podziemnym) jednak zajmie to czas. Intuicyjnie muszę powiedzieć, że być może alternatywnie będą jeszcze inne napędy w samochodach ale chyba jednak przyszłość należy (na razie przynajmniej) do aut elektrycznych.

      • Wojtek JJ

        I teraz sobie pomysł ze pod galeria czy pod blokiem wszyscy naraz ładują sobie se autka. Wyobrażasz sobie zapotrzebowanie na prąd takiego parkingu?

        • pepe444

          Do powszechnego transportu, napędzanego prądem, to nie tędy droga. Te wszystkie Tesle to są drogie gadżety dla paru bogatych ludzi i tylko dlatego może to działać, że jest ich mało, z uwagi na moc ładowania i czas ładowania. To raczej jest drugi czy trzeci samochód w rodzinie, a nie pierwszy, bo ten pierwszy jest “zwykły”, na benzynę.

          Praktyczne rozwiązanie to będą pojazdy mniejsze, lżejsze, zużywające mniej energii, bardziej coś w rodzaju elektrycznych skuterów, czy małych samochodów jedno-dwuosobowych, a nie elektryczna imitacja “wypasionej fury”, która ma wszystkie wady tej “fury”. Wielkość, ciężar, zużycie energii, zużycie materiałów do produkcji, zajętość infrastruktury drogowej i parkingowej, wszystko zupełnie nieproporcjonalne do przeznaczenia, czyli transportu zazwyczaj jednej, góra dwóch osób i siatki z zakupami. Do jeżdżenia po mieście nie potrzeba pojazdu o mocy 100kW, wystarczy 1kW, a do jeżdżenia między odległymi miastami są pociągi, autobusy, albo samoloty. Wszystko inne to przerost formy nad treścią, a z ekologią to ma tyle wspólnego, co wiszący na drzewach, opłacani przez Sorosza “ekolodzy” w Puszczy Białowieskiej.

          • JK

            Co do zasady masz rację, ale jakoś rzeczywistość jest taka, że ludzie nie chcą masowo jeździć małymi, jedno bądź dwu osobowymi autami z malutkimi silniczkami. Oczywiście że racjonalnie powinno się w dużych miastach zakazać wjazdu na znaczne obszary dużymi samochodami (idealnie powiedzmy że auto może mieć najwyżej jedno miejsce więcej niż osób które w nim się znajdują) i niejako zmusić ludzi aby przesiedli się na coś podobnego powiedzmy do elektrycznego Smarta. A w domu niech sobie trzymają duże auta na podróże wakacyjne czy dowolną inną rzecz. Niestety trzeba to chyba wrzucić w obszary utopijne. Ludzie są próżni, a auta zawsze były elementem pokazania statusu. Wydaje mi się, że wraz z rozwojem rynku aut elektrycznych będzie on się w jakieś mierze upodabniał do rynku aut spalinowych. Będą i te tanie i te średnie i te drogie. I te małe i te duże.

        • JK

          Oczywiście masz rację. Powszechne przerzucenie się na auta elektryczne generowało by również ten problem. Chociaż z drugiej strony jeżeli pomyślę sobie o tym jak duże są galerie handlowe to może nie było by tak źle? Pewnie też na początku nie trzeba montować na każdym miejscu tylko na co dziesiątym? Nie mniej na pewno ten element jest ważny. Swoją drogą inny ciekawy wniosek jest taki, że trochę z definicji auta elektryczne są skazane (na razie przynajmniej) w większym stopniu na stanie niż na jeżdżenie. Auto spalinowe tankuje się 5 minut a potem korzysta się godzinami. Auto elektryczne jedzie powiedzmy przez 3 godziny (zakładając np. średnią 60 km/h) a ładuje się z gniazdka w domu 8 albo i 10 godzin. Piszę to oczywiście nieco żartobliwie bo średnia dla miasta to pewnie nie więcej jak 30 km/h a z szybkiej ładowarki auto można naładować w 2 do 3 godzin, nie mniej ta proporcja jest skrajnie inna niż przy autach spalinowych.

    • Anonim

      Z tymi trumnami na kółkach to cię poniosło trochę. Leaf 2012 ma 5 gwiazdek. Zdecydowana większość samochodów ostatnio osiąga 5 gwiazdek, czasem tylko trafi się jakaś “czwórka”.

      Przez padające baterie masz na myśli ich szybkie rozładowanie czy awaryjność? Jak by nie patrzeć, to technologie związane z elektrykami są dość młode i mogą mieć tzw problemy wieku dziecięcego. Z czasem wszystko jest dopracowane.

      Problem z elektrykami jest jeszcze jeden: ich wygląd. Poza Teslą, Amperą (Voltem), i BMW i8 reszta wygląda paskudnie. Ja rozumiem, że elektryk ma przyciągać wzrok i w ten sposób sam się reklamować, ale większość tych aut jest po prostu brzydka – podobnie jak Prius.
      Gdyby Leaf wyglądał jak Qashqai albo Pulsar, to miałby większe szanse na sprzedaż.

      • JK

        Pomijając że podane modele poza Teslą i Leafem to nie auta elektryczne tylko różne wersje hybryd (w każdym razie z obecnością silnika spalinowego na pokładzie) to w zasadzie nietrudno się nie zgodzić. Ale to chyba był po prostu znak czasów. Pewnie w kontekście marketingowym wyszło, że muszą zwracać uwagę to zwracały. Teraz widać raczej trend odwrotny. Jest to też chyba powiązane z tym, że kiedyś auta elektryczne projektowano jako osobne modele a teraz w większości jest to już istniejący model benzynowy. Trochę to zajęło bo trzeba było całe platformy do tego przystosować, ale nowe auta już chyba wszystkie to uwzględniają. Przyszłość to coś takiego jak Hyundai Ioniq który występuje w trzech różnych wersjach i w tej elektrycznej w zasadzie się specjalnie nie wyróżnia. Nie wspomnę już o eGolfie, który z zewnątrz w zasadzie wyróżnia się tylko kolorami dodatków.

      • Może złą opinię przeczytałem co do crash testów albo starego modelu dotyczyło. Ale Leaf miał bardzo złą opinię jeśli chodzi o trwałość baterii jeszcze kilka lat temu, gdy się rozglądałem za takim autem. (wybrałem ostatecznie hybrydę, ale mam nadzieję kiedyś całkiem na prąd przejść) Skasowałem w każdym bądź razie z oryginalnego komentarza, by nie mylić ludzi.

      • Bee!

        Takie Renault Zoe jest całkiem ładne, od pewnego czasu sprzedawane jest z powiększoną baterią, która “wyciąga” w testach laboratoryjnych 400 km ( w warunkach drogowych średnia to 250 km), a do tego tą baterie można leasingować – odpada problem jej starzenia się, choć wzrasta cena.

Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona