Zombie Army 4: Dead War (recenzja) | Tabletowo.pl

Nareszcie Rebellion zrobił to dobrze – recenzja Zombie Army 4: Dead War

Do czterech razy sztuka?

Dołącz do dyskusji 0

To, co teraz napiszę, przychodzi mi z nie lada przyjemnością – Zombie Army 4: Dead War to przemyślana i przyjemna gra – a jest to coś, czego do tej pory nie można było powiedzieć o żadnym z jej poprzedników. Bo w gry z Zombie Army Trilogy może i miejscami grało się przyjemnie, ale niestety tytuły te zawodziły na zbyt wielu płaszczyznach. W końcu jednak udało się przełamać złą passę Rebellionu za sprawą bohatera dzisiejszej recenzji, w którego od samego początku, aż do samego końca grało mi się bardzo przyjemnie – pomimo kilku potknięć po drodze. Co najlepiej sprawdza się w Zombie Army 4, a co najbardziej rozczarowuje? Tego dowiecie się właśnie z mojej recenzji – zapraszam!

Krótka lekcja historii

Nie sposób rozpocząć tej recenzji bez przyjrzenia się całej serii gier Sniper Elite. Wszystko zaczęło się w 2005 roku, gdy na PC, PlayStation 2 i pierwszym Xboxie (a 5 lat później na Nintendo Wii) wydane zostało pierwsze Sniper Elite – nazywane również Sniper Elite: Berlin 1945. Gra odniosła niemały sukces, co jednak nie sprawiło, że stworzona została od razu druga część – na nią musieliśmy poczekać aż 7 lat, co jednak pozytywnie wpłynęło na proces produkcyjny. Sniper Elite V2 to moja ulubiona odsłona z całej serii, jednak po latach trudno się do niej wraca – nawet w postaci zremasterowanej wersji z 2019 roku.

Sniper Elite V2 Remastered ma wsparcie dla 4K i HDR i jest uzupełnione o wszystkie dodatki.

Pod koniec lutego 2013 roku wydane zostało Sniper Elite: Nazi Zombie Army, a kilka miesięcy później… jej druga odsłona! Tu przyjęcie zarówno przez recenzentów, jak i graczy było sporo chłodniejsze i nie ma co się dziwić, nie były to moim zdaniem gry do końca przemyślane, a także dobrze wykonane, a podzielenie tego dodatkowo na dwie części trudno nazwać dobrym pomysłem. Studio Rebellion odkupiło jednak swoje grzechy już rok później za sprawą Sniper Elite III: Afrika, które – w przeciwieństwie do „dwójki” – pozwalało już na sporo większą swobodę i charakteryzowało się bardziej różnorodną stylistyką.

Jeszcze w tym roku Zombie Army Trilogy pojawi się w odświeżonej wersji na Nintendo Switch.

Zombie Army Trilogy to odświeżone kampanie z Sniper Elite: Nazi Zombie Army i Sniper Elite: Nazi Zombie Army 2, jak i jedna kompletnie nowa kampania. Trylogia ta zadebiutowała w 2015 roku, jednak również tak samo, jak jej poprzednicy, nie odniosła sukcesu i została dość mocno skrytykowana. Dotychczasowym opus magnum serii jest Sniper Elite 4 z 2017 roku, które z pewnością jest najlepszą (no bo i najnowszą) odsłoną, której coraz bliżej do Hitmana – co jako fan skradanek zaliczam na plus. W przygotowaniu jest również Sniper Elite VR, który ma pojawić się jeszcze w tym roku.

Pora zapomnieć o kolorowej stylistyce z Sniper Elite 4 – Zombie Army celuje w zupełnie inną paletę barw.

Tak więc, jak widać, główna seria studia Rebellion – Sniper Elite, ma się całkiem nieźle, każda wydana część to sukces zarówno w kwestii ocen, jak i liczby sprzedanych egzemplarzy. Dużo gorzej jest natomiast z podserią Nazi Zombie Army, która zawsze tworzona była dużo szybciej od większych odsłon serii, jak i ze sporo mniejszym budżetem. To wszystko sprawiało, że do tej pory, odsłony Sniper Elite z zombiakami traktowane były jako „te gorsze” i „mniej ciekawe” gry.

No dobrze, a jak jest z Zombie Army 4: Dead War?

Złe dobrego początki

Mamy rok 2020, a temat żywych trupów, że tak zażartuję… nadal nie umarł. Choć widać zmniejszenie zainteresowania publiki tym motywem, to nadal filmy, seriale czy gry potrafią sięgnąć po tę, wydawać by się już mogło kompletnie wykorzystaną tematykę. Przyznam się, że sam mam już powoli dosyć gier z nieumarłymi, ale nie skreśliłem przez to Zombie Army 4: Dead War – nie byłoby to uczciwe.

Serię Zombie Army trochę znam, choć jakimś fanem nie jestem – w przeciwieństwie do głównej serii Rebellionu, którą uwielbiam. Początek Zombie Army 4 nie pomaga w dobrym odbiorze gry, bo wstęp nie jest jakoś szczególnie dobrze zaprojektowany, ale im dalej, tym lepiej – nie ma co się zrażać od samego początku.

Może i nie znajdziemy tu tak ogromnych hord, jak w Days Gone, ale i tak możemy tu znaleźć spore grupy przeciwników.

Co też ważne, nie tak dawno przechodziłem Sniper Elite 4 z wrześniowego PlayStation Plus, więc ze wszystkimi mechanikami, sterowaniem i innymi charakterystycznymi dla tej serii elementami byłem na bieżąco co… okazało się problemem! Zombie Army 4 znacząco różni się od ostatniej głównej gry serii Rebellionu, a na pewno w większym stopniu, niż miało to miejsce w przypadku poprzednich części Zombie Army. Niestety nie znajdziemy tu tak otwartych map, jak w Sniper Elite 4, a i sterowanie zostało przeprojektowane, co wymagało ode mnie zmienia przyzwyczajeń, ale zacznijmy od fabuły.

Do takich jegomości strzelamy w pierwszej kolejności. Zaufajcie mi.

Fabuła? A komu to potrzebne?

Postaram się zmieścić w jednym akapicie… choć nie będzie to przesadnie trudne wyzwanie. Czwarta część Zombie Army kontynuuje fabułę z poprzednich trzech gier z tej serii – tak więc mamy tu do czynienia z alternatywną wersją II wojny światowej, gdzie Adolf Hitler przyparty do muru przywołuje armie nieumarłych, by odwrócić losy wojny. Na początku gry prezentowane jest nam krótkie intro streszczające wydarzenia z Zombie Army Trilogy, tak więc znajomość poprzednich części nie jest tu od nas wymagana.

Jedyne, co wyróżnia się z całej historii to to, że akcja czwartej części dzieje się trochę później niż jej poprzednicy, tak więc mamy tu do czynienia z nieco ciekawszym obrazem tej postapokalipsy, gdzie ludzie zbudowali już bardziej zaawansowane osady i podejmują coraz odważniejsze kroki w walce z nieumarłymi. A cała reszta to typowa sztampa, prosta historia i bardzo przeciętnie napisane postacie. Bądźmy jednak szczerzy, fabuła w Zombie Army to tylko tło dla rozgrywki, a ta prezentuje się już o wiele ciekawiej.

Co jakiś czas odwiedzimy małe osady ludzi czy proste bazy, jednak nie ma w nich zbyt dużo do roboty.

Dobrze sprawdzony gameplay

Tak właściwie to cały ten koncept przerobienia gry snajperskiej, gdzie celem jest likwidowanie dość małej grupy wrogów z dużej odległości, na grę, w której mordujemy hordy zombie, często na krótkim dystansie, od zawsze wydawał mi się poroniony. No bo, co jak co, ale Sniper Elite w kwestii modelu strzelania ze snajperki sprawdza się wyśmienicie, ale jeśli chodzi o bronie na bliskim dystansie… no tu jest już gorzej. Chociaż oddać muszę, że zauważalnie widać coraz większy postęp w temacie modelu strzelania z nie-snajperek zestawiając Zombie Army 4: Dead War z jej poprzednimi odsłonami.

Nie zabrakło również kulowych już X-Ray Kills.

Zacznijmy od tego, że broni nie ma tu tak dużo, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka, aczkolwiek liczba ta jest dla mnie całkowicie wystarczająca, bo wszystkie dostępne pukawki nadrabiają różnorodnością. Tym bardziej, że bronie możemy w znacznym stopniu ulepszać w specjalnych stanowiskach, co powoduje, że niektóre z nich trudno porównać do ich pierwotnych wersji.

Dodatkowo w specjalnych skrzynkach, gęsto rozsianych po lokacjach, możemy znaleźć chwilowe ulepszenia broni, jak podpalająca amunicja. Gdyby tego jeszcze było mało, to w kilku miejscach mamy rozstawione stacjonarne działka, a z niektórych potężniejszych wersji przeciwników wypadną specjalne karabiny maszynowe czy miotacze ognia – te jednak posiadają mocno limitowaną ilość amunicji.

Ciężkie bronie mogą chwilowo znacznie zwiększyć naszą przewagę nad przeciwnikami.

Jeśli jednak chodzi o nasze podstawowe bronie, to spokojnie – amunicji Wam nie zabraknie. Na każdym kroku znaleźć możemy specjalne skrzynki z amunicją, a i z niektórych zombie, oprócz bandaży wypadają również magazynki, musimy tylko określone ciała… zmiażdżyć. Wiem, brzmi to dziwnie. Swoją drogą podoba mi się podejście Zombie Army 4 do ilości amunicji, bo w takich grach, jak Days Gone czy The Last of Us, liczy się każdy nabój, a w Zombie Army 4: Dead War człowiek może się zrelaksować niczym nieskrępowaną rozwałką. Ta duża ilość amunicji fajnie wpasowuje się w świat przedstawiony w grze, gdzie wydarzenia dzieją się zaraz po II wojnie światowej, tak więc to wszędobylskie uzbrojenie ma jakieś wytłumaczenie w fabule.

Skrzynki z amunicją dzielą się na kilka typów, ale nie ma to większego znaczenia, bo jest ich tak dużo, że praktycznie nigdy nie zabraknie wam nabojów.

A tam, gdzie karabin nie może, tam granat pośle. Liczba przedmiotów dodatkowych jest ogromna, bo oprócz np. zwykłych granatów mamy też ich wersje alternatywne, takie jak granat z napalmem czy granat elektryczny, a nawet granat leczący. Nie zabrakło również kultowych dla serii potykaczy czy min, które potrafią nieźle uratować nam skórę w krytycznych sytuacjach – tym bardziej, że kampania fabularna często zamyka nas na arenach, gdzie aż roi się od wrogów.

Za mało możliwości do likwidowania nieumarłych? No to doliczcie do tego jeszcze pułapki środowiskowe, takie jak umiejscowione w specjalnych miejscach wabiki, które po uruchomieniu zwracają uwagę zombie, a po czasie wybuchają lub rażą prądem oponentów. Wisienką na torcie są wybuchające beczki, rurociągi z łatwopalnym gazem czy… zombie rekiny. Nie, to nie błąd – w grze naprawdę znajdują się zombie rekiny.

Zombie rekin stał się nawet wizytówką, wersji kolekcjonerskiej gry.

Oprócz zombie rekinów mamy też tradycyjne zombie. I takie szybkie zombie. I takie zombie opancerzone, które potrafi przyjąć na siebie cały magazynek z karabinu. I są jeszcze takie, co do nas strzelają zieloną substancją, która na chwilę nas oślepia. A niektóre to nawet potrafią obsługiwać działka czy miotacze ognia. Są też zombie-snajperzy. Jest też kilka takich, co oddziałują na inne zombie czy takie, co wybuchają. No i są jeszcze dowódcy… i chyba nie ma sensu tego wszystkiego wymieniać, bo podejrzewam, że nie jestem nawet w połowie listy.

Rodzajów przeciwników w Zombie Army 4: Dead War jest od zatrzęsienia, co w połączeniu ze wszystkimi innymi mechanikami tworzy niezwykle grywalną grę, w której non stop coś się dzieje. A o samych bossach czy pojazdach (tak, te również na swój chory sposób się tu pojawiają) nie będę się tu rozpisywał, aby nie popsuć Wam zabawy – pod względem zawartości Zombie Army 4 daje radę!

To, jakim bohaterem gramy, również ma znaczenie, każda z postaci ma swoje własne specjalne umiejętności a dodatkowo, wraz z postępem możemy odblokować kolejne, takie jak spowolnienie czasu, specjalne egzekucje czy szybsze przeładowanie. Większość z nich to zwykłe, pasywne umiejętności, jak +15% do prędkości poruszania się bohatera, ale niektóre to aktywowane umiejętności, jak na przykład, specjalny mocniejszy strzał, który powalić może nawet tych bardziej pancernych przeciwników.

W grze roi się też od różnego rodzajów gestów do komunikacji z innymi graczami czy skórkami na bronie, możemy je zarówno zdobyć wraz z postępem w grze, wykonując dodatkowe zadania lub kupić je w formie mikrotransakcji.

Słówko też o samych planszach. Te zaprojektowane są poprawnie, choć niestety rozgrywka jest mocno liniowa. A szkoda, bo otwarte światy znane z Sniper Elite 4 najpewniej nieźle by się sprawdziły również i tutaj, ale wtedy gra byłaby też pewnie sporo droższa w produkcji. Konstrukcja poziomów to w 90% model: korytarz – arena – korytarz z małym rozwidleniem – arena – korytarz – arena z bossem, jednak z racji tego, że mamy tu do czynienia z ogromną ilością typów przeciwników, kilkoma bossami i takimi urozmaiceniami, jak wspomniane wabiki, znajdźki czy np. zalane obszary ograniczające naszą mobilność, to trudno narzekać tu na nudę czy monotonię, bo co chwila jesteśmy raczeni czymś nowym.

Jedno trzeba oddać lokacją w Zombie Army 4: Dead War – jest klimacik.

Kilka smaczków, obok których nie mogę przejść obojętnie

Tutaj duży plus dla Zombie Army 4: Dead War! Bardzo lubię, gdy gra odwołuje się do popkultury i innych mediów, takich jak filmy, książki czy seriale. A tak się składa, że Zombie Army 4 trochę tego ma, a dodatkowo zastosowano tu kilka fajnych ciekawostek. Moja ulubiona, to z pewnością wykorzystanie możliwości wbudowanego w DualShock 4 głośniczka, który po zatrzymaniu gry po chwili wydaje odgłosy. Mała próbka możliwości kontrolera PlayStation 4 poniżej:

Dla tych, których te odgłosy mogą denerwować, firma przygotowała odpowiedni suwaczek w opcjach.

Jeśli chodzi o stronę wizualną zwiedzanych poziomów, to tu widać, że twórcy odrobili zadanie domowe. Taka Wenecja czy Sardynia wyglądają nieźle i są dość różnorodnie, ale ja bardziej skupiłem się na detalach podczas gry. W pomieszczeniach możemy znaleźć pomysłowe i ładne przeróbki drugowojennych plakatów propagandowych, a tu i tam są porozrzucane kolejne znajdźki, tym razem w formie komiksów.

Czytałbym.

Często natrafić możemy na miejsca satanistycznych obrzędów czy inne wzbogacające klimat miejscówki. Dodatkowo po całej grze rozsiane są ciała (często w kilku kawałkach), wiele ruin po II wojnie światowej czy wszędobylska krew i szczury – to wszystko naprawdę robi klimat i widać, że twórcy poświęcili trochę czasu na odpowiednie przyozdobienie (jeśli to dobre słowo w kontekście tej masakry) świata przedstawionego.

Na koniec jeszcze jedna mała znajdźka, nawiązanie do serialu Netfliksa Stranger Things – takich mrugnięć okiem dla wyjadaczy popkultury jest w tej grze dużo więcej. Warto mieć szeroko oczy otwarte!

Tryb Hordy

Głównym daniem gry jest kampania fabularna, ale do naszej dyspozycji oddano również tryb Hordy. Nie będę ukrywał – jestem fanem tego typu rozgrywki. I pomimo tego, że Horda w Zombie Army 4: Dead War nie jest tak wciągająca, dopracowana i rozległa, jak ta znana z serii Gears of War (co nie jest dla mnie zaskoczeniem – trudno zbliżyć się do takiego ideału), to i tak wsiąkłem w nią na wiele godzin.

Współpraca przede wszystkim!

Hordę możemy ogrywać zarówno samemu, jak i z innymi osobami po sieci – bez zaskoczeń ta druga opcja jest przeze mnie rekomendowana. Do wyboru mamy kilka map, a także postacie i arsenał znany z kampanii. Naprzeciw nam staną wszystkie typy przeciwników w przeróżnych kombinacjach podzielonych na fale. Zadaniem jest bez żadnych zaskoczeń przetrwać jak największą liczbę fal o rosnącym poziomie trudności.

Pomiędzy nimi będziemy mieć chwilę oddechu, by zebrać bonusowe bronie, uzupełnić amunicję, przygotować pułapki czy zabandażować rany. Przykładowe wideo z rozgrywki znajdziecie TUTAJ. Jestem pewien, że co jakiś czas będę do trybu Hordy wracać, bo jest to jeden z najmocniejszych elementów Zombie Army 4: Dead War.

Snajperka tak jak zawsze posiada alternatywny tryb celowania na krótki dystans, gdzie również potrafi być śmiercionośna.

Oprawa audiowizualna

Zacznijmy od najważniejszej kwestii – w przypadku konsol w ustawianiach gry możemy znaleźć opcje odblokowania liczby klatek na sekundę. Domyślnie gra odpalona jest z blokadą 30 FPS, jednak niezależnie od tego, czy grać będziecie na podstawowej wersji konsoli, czy wersji mocniejszej – to polecam odblokować liczbę klatek na sekundę. Ja sam grałem w Zombie Army 4: Dead War na podstawowej wersji PlayStation 4 i różnica jest kolosalna, ponieważ dużo zyskujemy na płynności, co pomaga w celowaniu, tym bardziej na padzie.

Zresztą spójrzcie sami na poniższy gameplay, został on nagrany bez blokady klatek na sekundę, w przeciwieństwie do pierwszego na początku recenzji.

A co do samej grafiki, ta jak można się domyślić, bazuje na tym, co widzieliśmy w Sniper Elite 4, więc jakiegoś ogromnego skoku graficznego tu nie zauważymy. Oczywiście zmieniono kolorową paletę barw na bardziej mroczną, a twórcy postarali się o nowe modele, tekstury czy elementy interfejsu, ale technicznie nadal jest to dobrze znana Asura, która nadal potrafi dostarczyć dobrej jakości oprawę wizualną. Zombie Army 4: Dead War ma również tryb fotograficzny, za to również plusik.

Do strony dźwiękowej gry trudno się doczepić, mamy tu do czynienia z podobnymi motywami muzycznymi, co ostatnio, a same utwory dobrze sprawdzają się do podtrzymania tempa walki, aczkolwiek szkoda, że nie pokuszono się o trochę większą ilość utworów.

Główny problem mam natomiast z aktorami głosowymi, którzy moim zdaniem jadą tu na kompletnym „autopilocie”, ale może to też kwestia tego, że w grze nie mamy praktycznie cutscenek fabularnych. Boli też spory recykling dźwięków z poprzednich części serii, które mi mocno się osłuchały, a nawet zaczęły już mnie irytować.

Jednakże całościowo oprawa audiowizualna stoi na zadowalającym poziomie i dobrze z sobą współgra.

Jak to szło? Ręka, noga, mózg na ścianie…

Podsumowanie

Zombie Army 4: Dead War to bardzo miłe growe zaskoczenie początku tego roku. Nie miałem wobec tej gry żadnych większych oczekiwań, jednak w sezonie „ogórkowym” Zombie Army 4 to całkiem łakomy kąsek i nie żałuję, że to właśnie mi przypadła recenzja tego tytułu. Podstawy rozgrywki są solidne, wiele nauczono się z błędów poprzedników, a i kilka nowych elementów daje radę. Zombie Army 4: Dead War w szczególności błyszczy w trybie kooperacyjnym, gdzie wraz ze znajomymi można wycisnąć z rozgrywki najwięcej – i to w ten sposób polecam ogrywać ten tytuł.

Nie wszystko jednak się udało. Boli mnie przede wszystkim brak możliwości grania na jednym ekranie ze znajomym. Do tego niekiedy mamy do czynienia z nierównym tempem rozgrywki, a i sama gra ma też sporo zgrzytów technicznych. Jednakże finalnie trudno się przy Zombie Army 4 źle bawić, a niższa cena na premierę tego tytułu pozwala wybaczyć kilka pomniejszych potknięć. Nie mam też żadnych wątpliwości co do tego, że to do tej pory najlepsza i najbardziej przemyślana gra z tej serii spin-offów Sniper Elite.

Zombie Army 4: Dead War mogę polecić, jeśli mordowanie żywych trupów w grach wideo jeszcze Was – że tak zażartuję – nie zanudziło na śmierć.

Days Gone – Sony nadal w dobrej formie (recenzja)

Zombie Army 4: Dead War zadebiutowało 4 lutego 2020 roku na PC, PlayStation 4 i Xbox One. Recenzja stworzona na bazie wersji PlayStation 4.

8 Ocena (1-10)
Zombie Army 4: Dead War — porządnie odrobiona praca domowa

Nie ma co się tu oszukiwać - Rebellion nie odkryło z tą grą koła na nowo, co jednak nie oznacza, że mamy tu do czynienia z nudną i słabą produkcją. Wyciągnięto wiele wniosków z krytyki poprzednich części i dzięki temu „czwórka” jest pod każdym względem lepsza od Zombie Army Trilogy. Nadal jest tu kilka błędów czy potknięć, te jednak bledną, gdy gramy w trybie kooperacyjnym.

GRYWALNOŚĆ
8.5
FABUŁA
4
GRAFIKA
8
AUDIO
6
WYKONANIE
6.5
Plusy
  • Solidne podstawy rozgrywki, które nadal bawią
  • Świetna do kooperacji
  • Długa i różnorodna kampania
  • Tryb Hordy może wciągnąć na wiele godzin
  • Ciekawe i przydatne zdolności bohaterów
  • Duża różnorodność przeciwników
  • Wiele bonusowych celów, motywujących do zabawy z niektórymi mechanikami
  • Nawiązania do popkultury
  • Bogate w detale lokacje...
Minusy
  • ...w których brakuje otwartości znanej z Sniper Elite 4
  • Sporo błędów, głównie związanych z fizyką ciał i przenikaniem niektórych elementów
  • Miejscami nierówne tempo rozgrywki
  • Niekiedy problemy z płynnością gry
Dodaj swoją recenzję

Jeżeli znalazłeś literówkę w tekście, to daj nam o tym znać zaznaczając kursorem problematyczny wyraz, bądź zdanie i przyciśnij Shift + Enter lub kliknij tutaj. Możesz też zgłosić błąd pisząc na maila.

Komentarze

Przeczytaj następny wpis niżej
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona