Huawei P50 Pocket

Recenzja Huawei P50 Pocket – świetny składak, średni smartfon

Huawei nieprzerwanie od kilku lat, z uporem maniaka, prezentuje drogie i flagowe urządzenia, które jednak bez usług Google mają mało sensu dla europejskich czy amerykańskich konsumentów. Mimo wszystko są to urządzenia godne uwagi, które po brzegi naszpikowane są nowoczesnymi rozwiązaniami. Jednym z takich smartfonów jest Huawei P50 Pocket, którego miałem okazję przetestować. O tym, czy według mnie życie bez Google jest możliwe i czy Huawei stanął na wysokości zadania, dowiecie się z tego testu.

Reklama

Design, ergonomia i jakość wykonania

Opakowanie nowego Huawei P50 Pocket nie odbiega od tego, do czego firma nas przyzwyczaiła przez ostatnie lata. Smartfon dostarczany jest w białym, kartonowym pudełku, o klasycznych jak na smartfon wymiarach – to od razu sugeruje, że sprzęt czeka na nas rozłożony i tak też w istocie jest.

Oprócz smartfona, w pudełku znajdziemy dwuelementowe etui, które jednak jest dyskusyjnej jakości i w mojej ocenie pewność chwytu urządzenia mocno w nim maleje. Poza tym, producent dokłada ładowarkę o mocy 40 W i kabel USB typ A – typ C do ładowania i wymiany danych.

Warto zaznaczyć, że na ekranie znajduje się preaplikowana folia ochronna, której według zaleceń producenta pod żadnym pozorem nie powinno się samemu zdejmować.

Huawei P50 Pocket w Media Expert

Huawei P50 Pocket

Huawei P50 Pocket występuje na rynku w trzech wariantach kolorystycznych: czarnym, złotym i białym, przy czym w Polsce dostępny jest tylko jeden – ostatni. I taki też otrzymałem do testówo.

O ile cieszę się, że nie trafił mi się czarny egzemplarz, o tyle żałuję, że nie testowałem złotego wariantu. Niemniej, Huawei P50 Pocket w każdej kolorystyce potrafi zrobić naprawdę świetne wrażenie.

Obudowa urządzenia, co zresztą widać na zdjęciach, ma ciekawą fakturę, która w połączeniu z perłowym odcieniem tworzy fantastyczny efekt – widać, że producent mocno postawił na wygląd.

Huawei P50 Pocket

Jeszcze lepiej jest po złożeniu. To kompaktowe urządzenie w jednej chwili przestaje przywodzić na myśl smartfony, a bardziej zaczyna przypominać inne, często kobiece akcesoria – jak przykładowo elegancka puderniczka.

Raz nawet usłyszałem, że ładną mam papierośnicę – to tylko pokazuje, że ludzie nie są jeszcze obyci z widokiem składanego w ten sposób współczesnego smartfona.

Huawei P50 Pocket

Trzeba sobie też jasno powiedzieć, że Huawei P50 Pocket jest po rozłożeniu dość dużym urządzeniem, szczególnie, jeśli popatrzymy na jego wysokość – wymiary to 170 x 75,5 x 7,2 mm, a waga wynosi 190 gramów.

Po złożeniu smartfon staje się kompaktowy, gdyż jego wysokość maleje do wartości 87,3 mm, ale jednocześnie grubość wzrasta do 15,2 mm. Co istotne, pomimo sporych wymiarów, urządzenie całkiem nieźle leży w dłoni, choć obsługa jedną ręką nie należy do najwygodniejszych.

Huawei P50 Pocket

Nie mogę się przyczepić do jakości wykonania – Huawei P50 Pocket jest flagowcem pod każdym względem i dokładnie tego spodziewałem się w takim urządzeniu. Całość jest zwarta, sztywna i solidna, a składana konstrukcja nie odbiła się negatywnie na żadnym z tych elementów.

Połączenie aluminium i szkła to dobra kombinacja, choć pamiętajmy, że na przodzie mamy elastyczny ekran. Ekran, który niemalże po kilku złożeniach i rozłożeniach dorobił się wyczuwalnego i nieco zauważalnego wgniecenia w miejscu składania. To nic nadzwyczajnego dla tego typu urządzenia i jednocześnie nic, co mogłoby realnie przeszkadzać.

Na pochwałę zasługuje również sam mechanizm zawiasu, który sprawia, że ekran w miejscu złożenia ma kształt kropli wody. W efekcie pozwala to na całkowicie złożenie się sprzętu, bez niepotrzebnej szczeliny pomiędzy krawędziami.

Huawei P50 Pocket

Jeśli z kolei mowa o przodzie urządzenia, to ten niemal w całości wypełniony jest przez płaski ekran. Ramki są małe, a fakt, że te leżące naprzeciw siebie są symetryczne sprawia, że oko estety cieszy się patrząc na Huawei P50 Pocket.

Na tyle urządzenia nie ma nudy. To miejsce, na którym znajdziemy potrójny zestaw aparatów, wraz z diodą doświetlającą. Sensory zostały umieszczone na niedużej, okrągłej wyspie, która niewiele wystaje poza obrys urządzenia. Poniżej znajdziemy kolejną, okrągłą, czarną plamę, która w rzeczywistości okazuje się być dodatkowym, dotykowym ekranem.

Huawei P50 Pocket

Na prawej krawędzi Huawei P50 Pocket znajduje się przycisk włącznika, z którym zintegrowany został czytnik linii papilarnych. Powyżej jest przycisk regulacji głośności. Górna krawędź skrywa w sobie tylko dodatkowy mikrofon do redukcji szumów.

Tacka SIM w Huawei P50 Pocket znalazła się na lewej krawędzi i jest to jedyny element po tej stronie. Na dole znajdziemy centralnie umiejscowiony port USB typu C, po jego lewej stronie maskownicę głośnika, a po prawej maskownicę mikrofonu – podoba mi się ta symetria. Niestety, zabrakło tutaj wyjścia audio 3,5 mm.

Huawei P50 Pocket

Hardware

Ekran   6,9″ OLED, 1188 x 2790 px,120 Hz
1,04″ OLED, 340 x 340 px
Procesor            Snapdragon 888 4G (5 nm)
Pamięć RAM/masowa8/256, 12/256, 12/512 GB
Aparat tylny40 Mpix f/1.8 – główny
13 Mpix f/2.2 – ultraszerokokątny
32 Mpix – sensor głębi i koloru
Aparat przedni10,7 Mpix f/2.2
Bateria 4000 mAh z ładowaniem do 40 W
Obsługa sieci     dual SIM: 4G/3G/2G
Łączność              Wi-Fi 802.11a/b/g/n/ac/ax/6E, Bluetooth 5.2, NFC
Geolokalizacja  GPS, GLONASS, Galileo, Beidou, QZSS
Wymiaryrozłożony: 170 x 75,5 x 7,2 mm
złożony: 87,3 x 75,5 x 15,2 mm
Wodoszczelność i pyłoszczelność brak
Waga    190 g
System EMUI 12 (Android 11)
Cena     6499 złotych

Huawei P50 Pocket napędzany jest przez dobrze znany SoC Snapdragon 888, choć tym razem w wersji 4G. To 64-bitowa jednostka, wykonana w 5-nanometrowym procesie technologicznym i wyposażona w 8 rdzeni: najwydajniejszy taktowany szybkością do 2,84 GHz, trzy wydajne taktowane do 2,4 GHz i cztery energooszczędne o szybkości do 1,8 GHz. Układ graficzny to Adreno 660, a w testowanym modelu do dyspozycji miałem 8 GB pamięci RAM.

Recenzowany egzemplarz Huawei P50 Pocket oferował 256 GB pamięci wewnętrznej UFS 3.1, która jest bardzo szybkim nośnikiem, idealnie współgrającym z pozostałymi elementami.

Huawei P50 Pocket

Dodatkowo producent pokusił się o możliwość rozszerzenia pamięci poprzez karty nanoMemory, czyli autorski standard Huawei. Takie zestawienie podzespołów sprawia, że mamy do czynienia z naprawdę wydajnym smartfonem, któremu trudno cokolwiek zarzucić pod względem sprawności działania.

Huawei P50 Pocket

Na zestaw fotograficzny składają się cztery aparaty. Tylny to potrójna konfiguracja obiektywów: 40 Mpix, 13 Mpix i 32 Mpix, zaś z przodu znajduje się kamerka o rozdzielczości 10,7 Mpix. Bateria z kolei ma – małą, jak na dzisiejsze standardy – pojemność 4000 mAh.

Jak na współczesne urządzenie przystało, Huawei P50 Pocket ma wszelkie niezbędne moduły łączności. Na pokładzie znajdziemy wsparcie dla WiFi 802.11 a/b/g/n/ac/6E, Dual SIM z dwoma slotami nanoSIM, Bluetooth w wersji 5.2 (z A2DP i LE) a także moduł NFC.

Pod względem łączności, testy przebiegły bez niepotrzebnych rozczarowań. Nie miałem sytuacji, aby urządzenie napotkało jakiekolwiek problemy ze znalezieniem i podłączeniem się do sieci 4G – przypominam, że sprzęt nie obsługuje sieci 5G. Nie mogę też narzekać na stabilność połączenia z siecią – ta nie odbiega od tego, do czego przyzwyczaiła mnie konkurencja. Siła sygnału mogłaby jednak być czasami nieco większa.

Zadowolony byłem również z jakości prowadzonych rozmów przy pomocy Huawei P50 Pocket. Stały one na odpowiednim poziomie. Dźwięk jest wyraźny, choć dla mnie osobiście nieco zbyt cichy – rozmowy w głośnych pomieszczeniach lub na zatłoczonej ulicy wymagały ode mnie nieco większego skupienia się na rozmowie. Bez zarzutu sprawuje się za to główny mikrofon – żaden z moich rozmówców nie miał zastrzeżeń.

Nieźle też wygląda stabilność połączenia GPS. Podczas testów miałem okazję skorzystać kilka razy z nawigacji, która okazała się szybka i precyzyjna pod względem lokalizowania. Zgoła odmienne odczucia mam na temat samej preinstalowanej aplikacji autorstwa Huawei, ale to temat na osobny akapit.

Huawei P50 Pocket

Ekran i multimedia

Ekran Huawei P50 Pocket to najważniejszy element całej konstrukcji. To właśnie on sprawia, że smartfon ten jest na swój sposób wyjątkowy. Producent zastosował tu elastyczny panel OLED o przekątnej aż 6,9 cala, proporcjach 21:9 i odświeżaniu 120 Hz. Jego rozdzielczość to 1188×2790 pikseli, co daje w efekcie około 442 ppi. Nie muszę chyba dodawać, że zastosowanie elastycznego ekranu sprawiło, że Huawei P50 Pocket może się składać niczym stare telefony z klapką.

Nieźle wygląda fabryczna kalibracja – kolory są żywe i nieprzesadnie nasycone. Zadowolony jestem również z kątów widzenia, które – jak na OLED przystało – są bardzo dobre. Szybko rzuciło mi się jednak w oczy to, że ekran dość szybko doświadcza tak zwanych powidoków, a więc słabo widocznych treści, które były nieco wcześniej statycznie wyświetlane. Efekt ten jest słaby, ale zauważalny. Na szczęście tak szybko, jak się ten problem pojawia, tak samo szybko potrafi zniknąć w kilkadziesiąt sekund.

Huawei P50 Pocket

Systemowa nakładka EMUI 12 pozwala w niewielkim stopniu na regulację wyświetlanych barw. Można dostroić zarówno temperaturę, jak i tryb kolorów ekranu (P3 lub sRGB). Ustawienia te są dość skromne, ale mimo to, można dopasować ekran pod swoje preferencje.

Huawei P50 Pocket

Nie zabrakło też opcji dbającej o ochronę wzroku, a więc możliwe jest odfiltrowanie niebieskiego światła, aby ograniczyć zmęczenie oczu. Opcję tę można uruchomić na żądanie lub zaplanować jej działanie wedle harmonogramu. Dodatkowo można ustalić siłę efektu nałożonego przez filtr. Oprócz tego, producent zapewnił redukcję migotania ekranu – funkcja ta ma wpływ na balans kolorów i automatyczne dostosowanie jasności, ale w zamian poprawia komfort.

Huawei P50 Pocket

Huawei P50 Pocket cechuje się również przystępną jasnością maksymalną, co sprawia, że w słoneczne, jasne dni, korzystanie z niego jest możliwe, choć nie najbardziej komfortowe – panel mógłby być nieco jaśniejszy, choć źle na pewno nie jest.

Nie najlepsze wrażenie zrobił na mnie głośnik. Urządzenie wspiera co prawda stereo – główny głośnik gra razem z tym do rozmów, ale jednocześnie całość sprawia co najwyżej przeciętne wrażenie. Brak tutaj wyrazistości i głośności, a dodatkowo balans pomiędzy głośnikami jest ogromny. W zasadzie nazywanie tego rozwiązania mianem stereo jest nieco na wyrost.

Nie miałem za to uwag po podłączeniu słuchawek bezprzewodowych. Odsłuch na Huawei FreeBuds Pro to przyjemne doświadczenie – dźwięk był czysty i przejrzysty, a stabilność połączenia wzorowa. Zresztą, jakość dźwięku na przewodowych słuchawkach połączonych przez przejściówkę również była zadowalająca.

Huawei P50 Pocket

System, wydajność i komfort korzystania

Huawei P50 Pocket pracuje pod kontrolą – nie boje się tego tak nazwać – starego Androida 11. To trochę niezrozumiałe, ale z drugiej strony mam z tyłu głowy to, że Chińczykom jest z Androidem ostatnio nie po drodze. Na szczęście na urządzeniu znajduje się w tej chwili najświeższa wersja systemowej nakładki EMUI 12, która całkowicie przykrywa Androida.

Podobnie jak miało to miejsce w przypadku testowanego przeze mnie Huawei MatePada, tak i tym razem wstępna konfiguracja okazała się być niezwykle męcząca i irytująca – ilość bezużytecznych ekranów na etapie wstępnego dostosowywania zdecydowanie potrafi zdenerwować. Liczba próśb o pozwolenie na dostęp do takich czy innych danych, a także aktywowania różnych funkcji z pewnością zniechęcą niejednego użytkownika.

Nie będzie to duży problem, jeśli użytkownik wie dokładnie na co się zgadza albo czego odmawia. Problem może się pojawić w chwili, kiedy smartfon trafi do rąk mniej doświadczonej osoby, która źle skonfiguruje smartfon i w efekcie źle przyznanych uprawnień napotka różne problemy.

Huawei P50 Pocket

Sprzęt dość wyraźnie informuje nas o tym, że oparty jest o Huawei Mobile Services i oferuje sklep Huawei AppGallery, co jest równoznaczne z tym, że na urządzeniu nie znajdziemy ani śladu Usług Google Mobile (GMS). Jeśli nic Wam to nie mówi i nie wiecie, z czym to się wiąże, to spokojnie, już spieszę z wyjaśnieniem.

Huawei P50 Pocket bez usług Google jest po prostu upośledzonym smartfonem. Owszem, może to moje przyzwyczajenia do Google, ale przywracanie kontaktów z wyeksportowanego pliku .csv czy instalowanie niektórych aplikacji z pliku .apk to po prostu technologiczny rynsztok.

Ograniczenia, jakie zostały nałożone na Chińczyków przez Stany Zjednoczone, odbiły się negatywnie na tym, jak wygląda w tej chwili oprogramowanie dostarczane przez Huawei – co do tego nikt nie powinien mieć wątpliwości. Owszem, istnieje aplikacja Gspace, która emuluje wirtualnie aplikacje Google i jego usługi (w piaskownicy), ale ani to wygodne, ani to dobrze nie działa – synchronizacja takich aplikacji praktycznie nie istnieje, a kapryśne działanie również daje się we znaki.

Brak aplikacji Google to tylko wierzchołek góry lodowej. Przecież na smartfonach instalujemy niezliczoną ilość aplikacji, a tych, które znajdują się w sklepie Huawei AppGallery, jest po prostu mało. Huawei stara się pudrować ten problem ciekawym rozwiązaniem – jeśli w sklepie nie znajduje się szukana aplikacja, to dostajemy w wyniku linki do stron oferujących aplikację jako plik .apk. Działa to sensownie, ale pamiętać należy, że w ten sposób nie możemy liczyć na automatyczne aktualizacje, a po drugie wiele aplikacji – mimo wszystko – wymaga usług Google do poprawnego działania.

O tych problemach doskonale wie sam producent. Chińczycy bardzo dobrze zdają sobie sprawę z braku aplikacji na ich urządzenia. Niesie to za sobą dość przykre doświadczenia w postaci przeładowanego reklamami systemu. Domyślne pulpity wypełnione są na start „promocyjnymi” folderami, w których aż roi się od propozycji do zainstalowania – zdecydowanie mi się to nie spodobało.

Huawei P50 Pocket

W związku z tym wszystkim, Huawei P50 Pocket okazał się fatalnym kompanem w codziennej pracy. Brak sprawnie działającej prywatnej i służbowej poczty, nieobsługiwana aplikacja VPN do połączenia z siecią firmową, kłopoty z synchronizacją danych w chmurze innej niż ta od Huawei sprawiły, że nie mogłem polegać na tym sprzęcie tak, jakbym sobie tego życzył.

Wielka szkoda, bo tak naprawdę system sam w sobie jest naprawdę niezły. To dobrze zaprojektowane oprogramowanie, przyjemne dla oka i przy okazji sprawnie działające. Wbudowane aplikacje są przemyślane i dość bogate w funkcje, a to nie zawsze jest standardem u innych producentów, choć akurat Petal Maps czy asystentka Celia wydają się być upośledzeni w stosunku do Google Maps i Asystenta Google. Szkoda, bo samo korzystanie z urządzenia jest naprawdę przyjemne, a otwieranie i składanie Huawei P50 Pocket jest po prostu satysfakcjonujące.

Kiedy pracę miałem już za sobą i nie musiałem koncentrować się na wiadomościach email i dostępie do danych firmowych, sprzęt pokazywał swoje drugie, lepsze oblicze. W tak zwanych „kanapowych” zastosowaniach Huawei P50 Pocket jest świetnym sprzętem.

Przeglądanie internetu, czatowanie, rozmowy telefoniczne, oglądanie YouTube (YT Vanced), przeglądanie mediów społecznościowych to wszystko rzeczy, które nie robiły żadnego wrażenia na testowanym egzemplarzu. Co więcej, urządzenie wtedy nie było kapryśne i chociaż na chwilę pozwalało zapomnieć o braku wsparcia Google.

Huawei P50 Pocket

Wróćmy jednak do systemu – o tym, że ten jest nieźle wyposażony w dobrej jakości wbudowane aplikacje już wspomniałem, ale również funkcjonalności tutaj nie brakuje. Nawigowanie za pomocą gestów w EMUI działa bardzo dobrze, choć możliwe jest oczywiście skorzystanie z ekranowych przycisków. Oprócz tego, oprogramowanie umożliwia również włączenie ciemnego motywu, który zrealizowany jest poprawnie i wpływa nie tylko na wygląd systemu, ale również aplikacji.

Nie zabrakło też Always On Display, ale powiedzmy sobie szczerze, że w składanym smartfonie ma to rozwiązanie mniejszy sens, dlatego też świetnie, że mamy tutaj dodatkowy, zewnętrzny ekran, na którym to AoD sprawdza się doskonale – wyświetla najpotrzebniejsze informacje o godzinie, dacie, stanie akumulatora czy otrzymanych powiadomieniach. Można ustawić własną, inną niż na ekranie głównym, tapetę, ale harmonogram działania jest wspólny na obu wyświetlaczach. Pod tym względem Huawei P50 Pocket wypełnił swoje zadania wzorowo.

Równie silną stroną tego systemu jest jego konfigurowalność. Układ pulpitu możemy dostosować według własnych upodobań. Domyślnie oferowany jest tak zwany płaski interfejs z wieloma pulpitami (jak w iOS), gdzie wszystkie aplikacje lądują na pulpicie, ale jedno kliknięcie i otrzymujemy tak zwaną szufladę aplikacji.

Nie jest to jedyna możliwość ustawienia pod siebie pulpitu. Oprócz tego możemy wybierać spośród różnych animacji przejść, dostosować układ czy ingerować w ikony. Jest tego sporo i jest szansa, że każdy znajdzie tutaj coś dla siebie.

W systemie znalazł się również tryb jednej ręki, który wywołamy prostym gestem przeciągnięcia po dolnej krawędzi od zewnątrz ku środkowi. Za pomocą prostego gestu interfejs zmniejsza się i zbliża do naszego palca. W ten oto sposób nawet najbardziej oddalone po przekątnej miejsce interfejsu jest w zasięgu kciuka.

Huawei P50 Pocket

Okazuje się, że EMUI to naprawdę dojrzała nakładka na Androida, która na przestrzeni ostatnich lat zrobiła ogromny postęp – w końcu wygląda i działa bardzo dobrze. Jedyne, co nie zmieniło się, to agresywne zarządzanie energią. System co chwila informuje, że poszczególne aplikacje zużywają zbyt dużo energii albo często odświeżają się w tle.

Na szczęście najpotrzebniejsze nam aplikacje można zablokować w pamięci i zezwolić im na działanie na drugim planie. W efekcie drobnej korekty ustawień okazuje się, że aplikacje są cały czas aktywne, a co za tym idzie informują nas na czas o potrzebnych powiadomieniach, pod warunkiem, że są natywnie wspierane przez system.

Huawei P50 Pocket

Kilka słów należy poświęcić również czystej wydajności – Snapdragon 888 4G wraz z 8 GB pamięci RAM tworzy naprawdę ciekawy duet. Być może nie widać tego w wynikach poszczególnych benchmarków, które wypadają dość przeciętnie, ale codzienna praca nie pozostawia złudzeń, że w sprzęcie drzemie spory zapas mocy obliczeniowej.

Codzienna praca z urządzeniem nie sprawia absolutnie problemu dla Huawei P50 Pocket – przynajmniej z punktu widzenia wydajności.

Podobnie jest podczas mobilnej rozgrywki – nawet najbardziej wymagające tytuły, jak Asphalt 9 czy Modern Combat, działają na Huawei P50 Pocket superpłynnie. Jedynym problemem pozostaje nieco nadmierne wydzielanie ciepła, które jednak nie powoduje spadku wydajności. Owszem, generuje to lekki dyskomfort, ale nie ma absolutnie żadnego wpływu na wydajność. Oczywiście, ciągłe, 100-procentowe obciążenie musi w końcu odbić się na wydajności – stabilność wyników w stress teście wynosi żenujące 56%. Pamiętajmy jednak, że nie są to scenariusze odzwierciedlające codzienność, a testy syntetyczne – na co dzień tego nie odczujecie.

Huawei P50 Pocket

Nie da się ukryć, że Huawei P50 Pocket jest przyjemnym kawałkiem elektroniki podczas użytkowania. Korzystanie ze 120-hercowego ekranu jest najzwyczajniej satysfakcjonujące. Pochłanianie różnych treści na takim sporym i dobrym wyświetlaczu jest po prostu przyjemną rzeczą. Przeglądanie stron, czytanie czy też „pochłanianie” multimediów, to warunki, w których Huawei P50 Pocket odnajduje się znakomicie. Szkoda tylko kiepskiej realizacji stereo – dysproporcja między głośnikami jest potężna.

Pochlebnie muszę się również wyrazić na temat wibracji. Te zaimplementowane w Huawei P50 Pocket działają świetnie – są przyjemne oraz intensywne kiedy trzeba i jednocześnie delikatne, kiedy wymaga tego sytuacja. Haptyka jest tutaj obecna, co sprawia, że urządzenie daje precyzyjne sygnały zwrotne. Co więcej, silnik wibracyjny potrafi również wibrować w bardziej klasyczny sposób, co przydaje się w niejednym scenariuszu.

Aparat

Testowany Huawei P50 Pocket został wyposażony w potrójny zestaw aparatów. Główny obiektyw to 40-megapikselowy sensor o przysłonie f/1.8. Niestety, zabrakło w nim optycznej stabilizacji obrazu (OIS), ale wspierany jest on przez elektronikę (EIS). Aparat ten wspomagany jest przez ultraszeroki obiektyw o wielkości 13 Mpix i przysłonie f/2.2 i, podobnie jak główna jednostka, on również pozbawiony jest optycznej stabilizacji obrazu. Producent deklaruje, że kąt patrzenia tego obiektywu wynosi 120°, a więc dość typowo. Urządzenie ma również trzeci, 32-megapikselowy obiektyw, którego w zasadzie mogłoby nie być. Służy do przekazywania informacji o kolorach i głębi do pozostałych aparatów – pewnie można byłoby się obejść bez niego, z większym udziałem algorytmów.

Huawei P50 Pocket

EMUI oferuje całkiem ciekawą i przede wszystkim przemyślaną aplikację aparatu. Jest ona intuicyjna i przyjazna użytkownikowi, choć nie zaszkodziłaby możliwość nieco większej konfiguracji interfejsu. Całkiem dobrze radzi sobie tutaj sztuczna inteligencja, która zazwyczaj angażuje w wykonywanie zdjęć odpowiednie wspomagacze, choć od czasu do czasu zdarzają się jej pomyłki.

Testując flagowca Huawei można by oczekiwać, że pod względem fotograficznej jakości nie będzie tutaj kompromisów. Rzeczywistość jest jednak inna – to bardzo dobry aparat, ale z pewnością nie wybitny.

Zdjęcia wykonane Huawei P50 Pocket za dnia są przyjemne w odbiorze i cechują się odpowiednią jasnością, a także przyjazną dla oka saturacją kolorów. Nieźle wypada kolorystyka. To wszystko sprawia, że nawet sfotografowane szare krajobrazy nie wydają się płaskie i nudne. O ile brak optycznej stabilizacji obrazu nie daje się za dnia we znaki, o tyle w trudniejszych warunkach jest to spory minus.

Wykonane po zmroku zdjęcia bywają czasami poruszone i to pomimo niewydłużonego naświetlania. Na szczęście kolorystyka i klimat fotografowanego obiektu lub zdjęcia pozostają dość wiernie odwzorowane.

Kiedy jednak tryb automatyczny nie daje sobie rady z nikłą ilością światła, z pomocą przychodzi tryb nocny. Nieco dłuższe naświetlanie wraz z odpowiednimi algorytmami potrafią dać w rezultacie naprawdę dobre nocne zdjęcie – detali i światła jest wtedy wystarczająco.

Nie zachwycił mnie aparat ultraszerokokątny. Przede wszystkim oferuje on diametralnie inną kolorystykę od głównego aparatu. Myślałem, że kto jak kto, ale Huawei spróbuje o to zadbać, tym bardziej, że w P50 Pro różnice między obiektywami nie są aż tak duże.

Tutaj niestety nie da się ukryć, że są to całkowicie inne aparaty. Jest to w zasadzie największa wada tego obiektywu, bo do ilości szczegółów trudno się tak naprawdę przyczepić. Owszem, detali jest mniej, ale zdjęcia potrafią wyglądać dobrze. Ktoś, kto nie widział scenerii na żywo, z pewnością uzna ultraszerokokątne zdjęcia za poprawne.

Huawei P50 Pocket oferuje wiele ciekawych trybów, ale mi najbardziej spodobał się tryb fluoroscencyjny. Dzięki wbudowanej diodzie UV i dodatkowemu obiektywowi możliwe jest wykonywanie niezwykle kreatywnej fotografii. Nie jest to co prawda superprzydatne, ale potrafi sprawić trochę radości. Warunek jest jeden – dookoła musi być bardzo ciemno.

Nie jestem również przekonany co do jakości wideo. Huawei P50 Pocket nagrywa w maksymalnej rozdzielczości 4K i w 60 klatkach na sekundę, ale jakość rejestrowanego obrazu mogłaby być lepsza.

Czasami brakuje stabilizacji i w mojej opinii lepiej mogłaby również działać zmiana ostrości – czasami jest ona zbyt długa i nieprecyzyjna. Żeby jednak nie było niedomówień – filmy są dobre, ale chciałoby się czegoś więcej.

Z przodu natomiast Huawei P50 Pocket dysponuje kamerką o rozdzielczości 10,7 Mpix, umieszczoną w niewielkim otworze w ekranie. Sensor o przysłonie f/2.2 wspiera elektroniczną stabilizację obrazu (EIS) i zapewnia dość szerokie kadry, a także obsługuje HDR.

Aparat ten jest w stanie wygenerować ciekawe i dobrej jakości zdjęcia, a ponadto umożliwia nagrywanie w 4K i w 60 FPS. Pamiętajmy jednak, że z racji dodatkowego ekranu, możliwe jest zrobienie sobie zdjęcia z głównego obiektywu, mając na siebie ciągły podgląd. W każdym razie, przednia kamerka w zupełności nadaje się do selfie i wideorozmów.

Podsumowując temat aparatu, nie mogę ukryć lekkiego rozczarowania. Testując flagowy sprzęt marki Huawei spodziewałem się iście topowego aparatu. Nawet brak logo Leica na obudowie nie pozwalał mi myśleć, że będzie inaczej. Finalnie okazało się, że to co najwyżej bardzo dobry aparat, ale mimo wszystko sporo za flagowcami od Samsunga, OnePlusa, Oppo, vivo czy Apple.

Czytnik biometryczny

Huawei postanowił w opisywanym urządzeniu zintegrować czytnik linii papilarnych z włącznikiem. Nie jest to nic nowatorskiego, ale jednocześnie nie jest to najczęściej wybierane rozwiązanie. Najważniejsze, że sprawdza się to nad wyraz dobrze.

Po pierwsze, samo umiejscowienie włącznika jest w mojej ocenie na optymalnej i wygodnej wysokości. Po drugie, sam czytnik jest pojemnościowy i aktywny, a to oznacza, że niemal natychmiastowo po przyłożeniu palca smartfon zostaje odblokowany. Nie mam uwag zarówno do szybkości jego działania, jak i precyzji.  

Huawei P50 Pocket

EMUI oddaje użytkownikom również możliwość odblokowania urządzenia za pomocą twarzy. Odbywa się to oczywiście przy udziale aparatów. Tak, aparatów, bowiem kiedy rozkładamy Huawei P50 Pocket, to do akcji wkracza kamerka do selfie, ale gdy smartfon pozostaje złożony, to weryfikacji dokonuje główny aparat, odblokowując dodatkowy ekran. Całość działa całkiem sprawnie, ale należy pamiętać, że bezpieczeństwo takiego rozwiązania jest niemalże żadne.

Huawei P50 Pocket

Bateria

Bateria zamontowana w Huawei P50 Pocket to kolejny dyskusyjny punkt specyfikacji. Ogniwo o pojemności 4000 mAh ani nie powala na kolana, ani nie odstrasza – przynajmniej na papierze. W praktyce okazuje się jednak, że bateria jest sporo za mała.

W moim przypadku bateria pozwalała co prawda wytrzymać cały dzień na baterii, ale pod warunkiem, że ciągle byłem w zasięgu Wi-Fi i nie wymagałem od urządzenia skomplikowanych rzeczy. Trochę internetu, YouTube’a, kilka rozmów czy SMS to w zasadzie wszystko. Problem pojawia się wtedy, kiedy smartfon musi polegać na sieci komórkowej – wtedy zaczyna być dramatycznie.

Owszem, udawało mi się dotrwać do wczesnych godzin wieczornych, ale tak naprawdę nie czułem nigdy, że mam przy sobie sprzęt, na którym mogę polegać – zawsze z tyłu głowy była myśl, że trzeba zadbać o stan baterii.

Co więcej, ze względu na upośledzone wsparcie systemu dla wielu aplikacji, Huawei P50 Pocket ani przez chwilę nie był maszynką wspomagającą mnie nad wyraz aktywnie w codziennej pracy. Aż boję się pomyśleć co by było, gdybym mógł zainstalować więcej potrzebnych mi aplikacji, synchronizować konta Google, zainstalować VPN i klienta poczty firmowej.

Trudno mi powiedzieć, czy to problem leżący po stronie oprogramowania, czy może to coś innego. W każdym razie podczas testów nie otrzymałem żadnej aktualizacji to naprawiającej, więc nie jestem w stanie tego zweryfikować. Z drugiej strony zauważyłem, że sprzęt lubi się zagrzać i to nawet podczas prostych czynności. Niewykluczone zatem, że to właśnie podwyższona temperatura, która najprawdopodobniej wynika z nieadekwatnego obciążenia procesora sprawia, że bateria znika tak szybko. To z kolei mogłoby sugerować, że sytuację można spróbować poprawić stosowną aktualizacją software’u.

Sytuacji nie ratuje również szybkie ładowanie z mocą do 40 W. Owszem, warto pochwalić producenta za to, że taka ładowarka wraz z kablem znajdują się w zestawie. Z drugiej strony, takie wartości mocy nie robią już na nikim żadnego wrażenia. Zresztą, naładowanie Huawei P50 Pocket od stanu kilku procent do pełna zajmuje przeszło godzinę – to dość długo.

Huawei P50 Pocket

Huawei P50 Pocket nie obsługuje również ładowania bezprzewodowego – najprawdopodobniej zabrakło miejsca na zmieszczenie dodatkowej cewki. Sprzęt wspiera za to 5-Watowe ładowanie zwrotne, ale to raczej bardziej ciekawostka niż realna korzyść – po pierwsze jest to bardzo powolne ładowanie, a po drugie sam sprzęt ma kłopoty z energią dla siebie, więc nie wiem, czy będzie się czym podzielić.

W każdym razie, nie jestem sobie w stanie wyobrazić sytuacji, aby ktokolwiek chcący korzystać aktywnie z tego urządzenia mógł powiedzieć, że Huawei P50 Pocket ma dobrą baterię. Może ktoś, dla kogo smartfon ten ma być bardziej elementem dekoracyjnym i dobrze wyglądającym, wyróżniającym się gadżetem, nie będzie miał problemu z baterią, ale wszyscy rozpatrujący ten sprzęt w kategorii smartfona, a więc inteligentnego urządzenia, od którego oczekujemy aktywnego działania, będą mieli w tej kwestii kilka uwag.

Huawei P50 Pocket

Huawei P50 Pocket – fajny składak i nic poza tym

Kilkanaście dni spędzonych z Huawei P50 Pocket jako głównym sprzętem uświadomiło mi, jak wielka krzywda stała się chińskiej firmie. Odcięcie producenta od usług Google sprawiło, że smartfony tej firmy trudno tak naprawdę nazywać prawdziwymi smartfonami.

To bardziej inteligentne telefony niż smartfony z prawdziwego zdarzenia. Owszem, to nadal jest kwestia tego, w jaki sposób chcemy korzystać ze sprzętu, ale jeśli nie pozwala on na swobodę korzystania, to w mojej ocenie nie jest warty polecenia. Brak wsparcia dla Google to wada tak duża, że przykrywa wszystkie inne zalety – a tych nie brakuje.

Huawei P50 Pocket to przecież świetnie wyglądający kawałek elektroniki – stylowy, elegancki i przyciągający spojrzenia. Do tego jest wzorowo wykonany, a mechanizm składania jest całkiem dobrze przemyślany – lepiej niż u konkurencji. Pomimo tego, że mamy tutaj do czynienia z ekranem elastycznym, który nie jest pokryty klasycznym dla smartfonów szkłem, okazuje się, że sprzęt ten jest nad wyraz odporny na trudy dnia codziennego. Również specyfikacja urządzenia sprawia, że to sprzęt, który warto wziąć pod uwagę przy wyborze nowego urządzenia.

Huawei P50 Pocket

Na drugim biegunie mamy drobne niedoskonałości, jak dyskusyjny czas pracy na baterii czy słabe audio. Nie przekonują również możliwości foto i wideo. I choć znalazłoby się pewnie jeszcze kilka drobnostek, które mnie drażniły podczas testów, to nie mają one tutaj żadnego znaczenia. Powiedzmy to sobie raz jeszcze – największym problemem jest oprogramowanie, a dokładniej rzecz ujmując brak wsparcia dla usług Google. Wiem, że można żyć bez Google na smartfonie, pytanie tylko po co – więcej z tego problemów niż realnych korzyści.

Z pewnością nie pomaga tutaj cena urządzenia, które zostało wycenione na 6499 złotych. To niemało, nawet jak na składaka. Jednocześnie uważam, że byłaby to kwota akceptowalna, szczególnie na tle konkurentów, gdybyśmy rozmawiali o pełnowartościowym produkcie. Niestety, tego o Huawei P50 Pocket nie mogę powiedzieć.

Huawei P50 Pocket

Zatem powstaje pytanie, dla kogo jest Huawei P50 Pocket? Zacznę od końca – z pewnością nie dla ludzi aktywnych, którzy smartfon mają wklejony w dłoń przez cały dzień. Tacy użytkownicy, po pierwsze, zostaną mocno ograniczeni oprogramowaniem, a po drugie zawiodą się na baterii. Wyobrażam sobie jednak, że osoba, dla której intrygujący wygląd urządzenia jest istotny, a smartfona w zasadzie używa głównie do dzwonienia, będzie w pełni zadowolona z Huawei P50 Pocket. Sprawa jest zatem prosta. Jeśli sprzęt ma wyglądać, a niekoniecznie dobrze działać, to śmiało można po niego sięgnąć – to najprawdopodobniej najfajniejszy składak na rynku, ale nic poza tym.

Cieszę się jednak, że miałem okazję przetestować Huawei P50 Pocket. To pozwoliło mi dostrzec postęp, jaki ciągle notuje Huawei pod względem projektowania i wykonania urządzenia. Pod tym względem Chińczycy naprawdę nie mają się czego wstydzić, a w zasadzie to konkurencja wiele mogłaby się od nich nauczyć.

Huawei P50 Pocket

Na chwilę obecną nic nie zapowiada, aby sytuacja miała ulec zmianie, ale gdyby do tego doszło i Google powróciło na smartfony Huawei, to nie mam wątpliwości, że by to były jedne z najlepszych propozycji na rynku, dla których trudno by było znaleźć realną konkurencję.

A Wy co sądzicie o Huawei P50 Pocket? Czy wygląd urządzenia jest dla Was istotniejszy niż samo jego działanie? A może życie bez usług Google nie jest dla Was problemem? Dajcie koniecznie znać w komentarzach, co o tym sądzicie.

Huawei P50 Pocket
Recenzja Huawei P50 Pocket – świetny składak, średni smartfon
JAKOŚĆ WYKONANIA I UŻYTE MATERIAŁY
9
ERGONOMIA
8
HARDWARE
7.5
EKRAN I MULTIMEDIA
8
SYSTEM I WYDAJNOŚĆ
6
APARAT
7.5
BATERIA
7
Zalety
jakość wykonania
wzornictwo
elastyczny, składany ekran
dodatkowy, zewnętrzny ekran
fajne wibracje
Wady
brak usług Google
brak obsługi sieci 5G
przeciętny czas pracy na baterii
aparat poniżej poziomu, do jakiego przyzwyczaił nas Huawei
kiepskie, niemal nieistniejące stereo
brak ładowania indukcyjnego
nagrzewająca się obudowa, nawet podczas lekkiego obciążenia
7.6
Ocena
Gdzie kupić?