Samsung Galaxy S20+ to poważny kandydat do miana najlepszego flagowca (recenzja)

*bez zbędnych bajerów i nie za 6 (lub więcej) tys. zł

Audio

Tu standardowo oddaję głos Kubie:

Samsung zawsze był mi znany z tego, że wkładał jeden z najlepszych systemów audio do swoich flagowych modeli. Nawet nie wiecie, jak bardzo smutno mi się zrobiło, gdy okazało się, że Galaxy S20+ ma pewne braki. Dźwięk, owszem, jest przestrzenny, prawie wszystkie tony stoją na bardzo dobrym poziomie, ale brakuje tu jednego, istotnego elementu: głębi tego dźwięku. Wszystko, co słyszymy, jest płaskie. Dla porównania, Xiaomi Mi 10 Pro pod względem audio wypada lepiej.

W Galaxy S20+ nie mamy 3.5 mm jacka audio. W pudełku z telefonem dostajemy jedne z lepszych słuchawek (moim zdaniem), jakie producenci dodają do zestawów sprzedażowych – słuchawki AKG na USB typu C (wraz z dwoma wielkościami zapasowych gumek). Nie ma z kolei przejściówki z USB C na jacka.

Reklama

Samsung Galaxy S20 Plus

Biometryka

Rozpoznawanie twarzy działa naprawdę dobrze, dopóki siedzimy w domu. Już pewnie domyślacie się, o co mi chodzi. W czasie trwającej pandemii koronawirusa i wymogu noszenia maseczek (lub jakiegokolwiek zakrywania ust i nosa), niestety, rozwiązanie to na nic się zdaje – nie jest sobie w stanie poradzić z rozpoznaniem użytkownika i nie ma się co temu dziwić. Ma to zastosowanie do wszystkich smartfonów, nie tylko do dziś recenzowanego.

W związku z powyższym częściej niż z rozpoznawania twarzy korzystam ze skanera odcisków palców. A ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych w Galaxy S20+ nie daje powodów do zmartwień, choć spotkałam się z opiniami, jakoby miało być inaczej – czego nie potwierdzam. Znajduje się na dobrej wysokości ekranu – tak, by swobodnie do niego sięgnąć kciukiem od razu po wzięciu telefonu do ręki i bardzo szybko poprawnie odczytuje odcisk palca. Błędy zdarzają mi się jedynie, gdy palec jest nieco wilgotny.

Samsung Galaxy S20 Plus

Czas pracy

Dużo w tej recenzji nawiązań do Galaxy S20 Ultra, ale testując produkt z tej samej rodziny trudno jest uniknąć porównywania. Zwłaszcza, gdy mamy do czynienia z urządzeniami, które dzieli ok. 1600 złotych w cenie. Wybaczcie mi to, ale będę kontynuować. A pretekst jest bardzo dobry, bo przy okazji testów najdroższego modelu z serii Galaxy S20 narzekałam na oferowany przez niego czas pracy.

Testowany dziś model został wyposażony w akumulator o pojemności 4500 mAh (czyli ogniwo o 500 mAh mniejsze niż Ultra), a mimo to radzi sobie dość porównywalnie. Wszystko jednak zależy od wielu czynników – szczegóły poniżej.

Ustawienie ekranu na 120 Hz, niezależnie od trybu – jasnego czy ciemnego – skutkuje czasem pracy na włączonym ekranie wynoszącym od 3 do 4 godzin (w zależności od włączonego WiFi / LTE oraz jasności ekranu). Zejście do 60 Hz w trybie jasnym skutkuje znacznym wydłużeniem działania na ekranie – od 4 godzin na LTE do 6 przy WiFi. Tryb ciemny pozwala osiągać wyniki nieco powyżej 7 godzin SoT na WiFi.

W zestawie ze smartfonem dostajemy 25-Watową ładowarkę (USB C – USB C), za pomocą której naładujemy Galaxy S20+ w godzinę i piętnaście minut. Przy czym pierwsze 30% ładuje się 16 minut, a 45% – w 27 minut. Smartfon wspiera też ładowanie bezprzewodowe (indukcyjne) oraz ładowanie zwrotne (Wireless PowerShare).

ładowarka i słuchawki do Samsunga Galaxy S20 Plus

Aparat

Zestaw aparatów, jaki znajdziemy na niewielkiej wysepce z tyłu obudowy Galaxy S20+, składa się z:

  • obiektywu głównego (tj. szerokiego): 12 Mpix f/1.8 OIS,
  • obiektywu ultraszerokokątnego: 12 Mpix f/2.2,
  • teleobiektywu: 64 Mpix f/2.0 OIS; 3x optyczny,i 30x super zoom,
  • DepthVision.

Zdjęcia z głównego obiektywu bardzo mi się podobają. Dobrze odwzorowują kolory (bez zbędnego przesycania), mają niezłą rozpiętość tonalną i są miłe dla oka. Dodatkowo charakteryzują się ładnym efektem bokeh w przypadku fotografowania obiektów na pierwszym planie, dobrą szczegółowością i ostrością. W nocy zdecydowanie przydaje się tryb nocny, bez którego zdjęcia byłyby bardzo ciemne i bez wyrazu.

Pierwszym smartfonem Samsunga, w którym zastosowany został ultraszerokokątny aparat, był Galaxy S10+. Zdjęcia nim wykonywane charakteryzowały się dużym efektem beczki, przez co wymagana była korekcja dystorsji, której można było dokonać w galerii. W bezpośrednim następcy wspomnianego modelu, czyli w Galaxy S20+, za poprawę efektu beczki odpowiada oprogramowanie i odpowiednia korekta dokonywana się w trakcie robienia zdjęcia. Podgląd podczas fotografowania pokazuje znaczną “beczkę”, czego już na wynikowym zdjęciu nie uświadczymy. Aparat ultraszerokokątny robi bardzo dobre wrażenie.

Jeśli chodzi o zoom, to tu, cóż, jest zdecydowanie wystarczająco – 10-krotny oferuje naprawdę dobrą jakość, a 30-krotny wygląda znośnie. W Galaxy S20 Ultra mieliśmy nieco przerostu nad treścią – chyba się ze mną zgodzicie, że ten 100-krotny zoom został w nim zastosowany jedynie po to, by przebić Huawei, w którym mamy “tylko” 50-krotny zoom ;)

Aplikacja aparatu Samsunga jest standardowa i oferuje wiele znanych z poprzedników trybów oraz nowość w postaci Jednego ujęcia (szerzej na jego temat pisałam w recenzji Galaxy S20 Ultra). Co jednak najważniejsze, w Galaxy S20+ nie występuje problem z łapaniem ostrości, jak to miało miejsce w S20 Ultra.

aparat Samsunga Galaxy S20 Plus

Aparat przedni ma 10 Mpix f/2.2 i pozwala wykonać po prostu dobrej jakości zdjęcia. Fajnym bajerem natomiast jest to, że gdy wykryje, że w polu widzenia jest więcej niż jedna osoba, automatycznie przełącza się na szerszy kąt – i faktycznie świetnie to działa w rzeczywistości.

Jeśli chodzi o nagrywanie wideo, mamy do dyspozycji opcję nagrywania w 8K i tu od razu dobra wiadomość – Galaxy S20+ dużo szybciej łapie ostrość niż Galaxy S20 Ultra, w którym było to nad wyraz wolne. Wciąż jednak, niestety, stabilizacja pozostawia wiele do życzenia. Ważne jest też to, że telefon automatycznie dzieli nagrywane wideo po każdych 4 GB (po ok. 7 minutach). Nie ma zatem ograniczenia czasowego, po jakim tracimy możliwość nagrywania w 8K, ale po osiągnięciu materiału zajmującego 4 GB, pokazuje się stosowny komunikat o podzieleniu wideo, ale nagrywanie trwa dalej. Warto pamiętać też, że podczas nagrywania w 8K obudowa bardzo mocno nagrzewa się wokół aparatu.

Wideo nagrane w 4K jest świetnej jakości i co do tego nie mam najmniejszych wątpliwości – jeśli ktoś szuka smartfona, którym można kręcić dobre jakościowo wideo bez potrzeby korzystania z gimbala, to Galaxy S20+ zdecydowanie jest jednym z nich.

A jeśli ktoś potrzebuje maksymalnie dobrej stabilizacji, może skorzystać z trybu super stabilizacji, który jest jednak dostępny tylko podczas nagrywania w Full HD.

aparat Samsunga Galaxy S20 Plus

Podsumowanie

Testując Galaxy S20 Plus nie odczułam, by mi czegokolwiek brakowało względem Galaxy S20 Ultra, co już powinno dać Wam sporo do myślenia. W jego recenzji napisałam, że Galaxy S20+ wydaje się dużo bardziej rozsądnym wyborem. I, cóż, po ostatnim miesiącu podtrzymuję to zdanie.

Mniejszy ekran przekłada się na lepszą poręczność telefonu i wyższy komfort korzystania z niego, 30-krotny zoom jest w zupełności wystarczający (zwłaszcza, że jakość tego 100-krotnego pozostawia wiele do życzenia), a mniejsza pojemność baterii wcale nie odbija się na krótszym czasie działania. Brakowało mi jedynie więcej RAM-u, ale nie jakoś przesadnie i nie uważam, by był to argument, by dopłacać 1600 złotych.

Abstrahując już jednak od Galaxy S20 Ultra, którego się tak uczepiłam, Galaxy S20+ jest po prostu świetnym smartfonem. Ma wszystko to, czego oczekuje się od flagowca: elegancki design, odporność potwierdzoną certyfikatem IP68, świetny ekran z odświeżaniem 120 Hz, niezłe głośniki stereo, bardzo dobre aparaty, pełne zaplecze modułów czy wreszcie bezproblemowo działający czytnik linii papilarnych i rozpoznawanie twarzy.

Z minusów muszę zwrócić Waszą uwagę na nagrzewanie się obudowy podczas normalnego użytkowania (nie jakoś strasznie, ale jednak), dostępność 120 Hz tylko w Full HD+ (choć to zrozumiałe, bo przy QHD+ drenaż baterii by był jeszcze bardziej odczuwalny), brak 3.5 mm jacka audio (ale w zestawie są naprawdę niezłe słuchawki AKG na USB typu C) oraz brak diody powiadomień, do którego jednak już powoli powinniśmy zacząć się przyzwyczajać.

Za 4399 zł można kupić między innymi: Samsunga Galaxy S20+, Xiaomi Mi 10 Pro czy też Huawei P40 Pro (bez usług Google). Patrząc przez pryzmat wspomnianej konkurencji, propozycja od Samsunga wydaje się być najciekawsza.

A co Wy sądzicie na temat Samsunga Galaxy S20+?

Spis treści:

1. Design. Wyświetlacz. Działanie, oprogramowanie
2. Audio. Biometryka. Czas pracy. Aparat. Podsumowanie

Samsung Galaxy S20+ to poważny kandydat do miana najlepszego flagowca (recenzja)
Wnioski
Ocena użytkownika1 głos
9.9
Zalety
świetny wyświetlacz z odświeżaniem 120 Hz
głośniki stereo
ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych w ekranie
szybkie ładowanie, ładowanie indukcyjne, ładowanie zwrotne
IP68
pełne zaplecze komunikacyjne, w tym WiFi w standardzie ax
świetne działanie
słuchawki AKG w zestawie
Knox
dual SIM (ale hybrydowy)
nagrywanie wideo w 8K (choć póki co to raczej tylko bajer)
Wady
obudowa potrafi się nagrzewać podczas standardowego użytkowania
120 Hz dostępne tylko w Full HD+
brak stabilizacji w 8K
brak 3.5 mm jacka audio
tylko 128 GB pamięci w drogim flagowcu
brak diody powiadomień
9.4
OCENA