Wszyscy lubimy, kiedy telefon dobrze wygląda, ma wydajny układ mobilny i robi ładne zdjęcia. Poco X8 Pro Max zdaje każdy z tych egzaminów i przy okazji nie kosztuje kroci. Niestety, ma także swoją gorszą, ciemną stronę.
Cena specyfikacji
Zdaję sobie sprawę z tego, że zaczynam ten tekst od truizmu, ale nic na to nie poradzę. Każdy wie bowiem, że na cenę smartfonów wpływa ich specyfikacja. Telefon może mieć superszybki procesor, matrycę o niesamowitej rozdzielczości i obudowę wykonaną z tytanu. Wykorzystane materiały i stopień zaawansowania technologicznego zadecyduje, czy urządzenie będzie kosztować lekko ponad tysiąc złotych, czy jego cena dobije „do dyszki”.
Czasami jednak mamy też „ukryte koszty”. Skoro jeden producent oferuje za daną kwotę lepsze parametry techniczne niż konkurencja, to coś musi się za tym kryć. Poco X8 Pro Max to idealne wytłumaczenie, dlaczego podanie suchej specyfikacji to jedno, a empiryczne doświadczenie – drugie.
Parametry techniczne Poco X8 Pro Max
| Ekran | AMOLED, 6,83 cala, rozdzielczość 1.5K, częstotliwość odświeżania 120 Hz, jasność do 3500 nitów, przyciemnianie PWM 3840 Hz |
| CPU | MediaTek Dimensity 9500s |
| GPU | Immortalis-G925 MC11 |
| RAM | 12 GB, LPDDR5X |
| Pamięć wewnętrzna | 512 GB, UFS 4.1 |
| System operacyjny | Android 16 z nakładką HyperOS 3 |
| Aparat z tyłu #1 | główny, 50 Mpix, przysłona f/1.5, rozmiar matrycy 1/1,95″, OIS |
| Aparat z tyłu #2 | ultraszeroki kąt, f/2.2 |
| Aparat z przodu | 20 Mpix |
| Akumulator | 8500 mAh, moc ładowania do 100 W, ładowanie zwrotne 27 W |
| Łączność i komunikacja | Wi-Fi 7 2,4+5 GHz, Bluetooth 6.0, GPS, NFC, port podczerwieni |
| microSD | brak |
| Gniazdo ładowania | USB-C, 2.0 |
| Minijack 3,5mm | brak |
| Audio | stereo z obsługą Dolby Atmos |
| Wymiary | 163x78x8,2 mm |
| Waga | 218 g |
| Wodoszczelność i wytrzymałość | IP68, szkło ochronne Gorilla Glass 7i |
Pierwsze wrażenia
Obecny stan gry w Poco jest mi znany, więc wiedziałem, czego się spodziewać po czarnym pudełku z żółtymi akcentami. Po szybkim rozpakowaniu zaczynam oględziny od smartfona. Ten przyjechał do mnie w kolorze białym i z fabrycznie nałożoną folią ochronną, więc z automatu miał u mnie bonusowe punkty za styl i oszczędzanie czasu potencjalnym kupującym.
Przyglądając mu się z bliska trudno się do czegoś przyczepić – plecki ze zwężającymi się paskami na 1/3 szerokości urządzenia i dwoma różnymi teksturami, czerwona obwódka na przycisku zasilania i dwie diody LED zlicowane z tyłem urządzenia stanowią miłe dla oka detale, a X8 Pro Max postanowił nieco podnieść prestiż serii, wykorzystując aluminium na ramce urządzenia oraz szkło na pleckach.
Zaznaczam jednak, że matowa faktura nie sprawia, że na obudowie z tyłu nie mogą pojawić się odciski palców – i jest to w sumie jedyny minus, jaki przychodzi mi do głowy, kiedy patrzę na ten telefon po raz pierwszy i poświęcam mu kilka minut.
Przechodząc dalej muszę niestety zwyzywać nieco Poco w swojej głowie. Panowie i Panie z Chin – jeżeli smartfon nie jest czarny, dajemy do niego obudowę w adekwatnym kolorze lub przezroczystą. Schowanie całej urody białego X8 Pro Max (i nie tylko jego) w kawał czarnego TPU zakrawa o herezję. Tyle dobrego, że nie ma jeszcze prawa nakazującego używania wyłącznie etui dorzucanych do zestawu (:D), więc esteci będą musieli wyskoczyć z kilku dyszek – oraz ci, którzy nie mają ładowarki z wejściem USB, ale o tym wiadomo od dawna.
Oprócz papierów i szpikulca na kartę SIM, w środku pudełka znajduje się także kabel USB-C. Mamy więc komplet w stylu „nie za dużo, nie za mało – tak w sam raz”.







Osiągi
Ile powinien kosztować smartfon, który osiągami dorównuje świeżym flagowcom? Kiedyś powiedziałbym, że jeżeli oferuje skromniejszy zestaw aparatów, to może być tak z 50% tańszy, więc przy cenach zaczynających się od 6000 złotych, byłoby to w 2026 roku około 3000 złotych.
Gdybyście jednak powiedzieli mi, że wystarczy do tego trzy razy mniejsza kwota, nie uwierzyłbym, póki bym nie zobaczył wyników na własne oczy. A tu proszę – wymaksowany Wild Life w 3D Marku, wysoki wynik w wariancie Extreme oraz przekroczenie bariery 10000 punktów w Geekbench 6 – zupełnie jak Xiaomi 17 Ultra za sześć i pół koła.
Choć wyniki w CPDT nieco sprowadzają na ziemię, to w codziennym użytkowaniu jest szansa, że nie zauważycie, żeby o 200 MB/s wolniejszy zapis sekwencyjny był bardzo uciążliwy.



























Tak duża moc ma ciekawe przełożenie na gaming. Biorąc na tapet Zenless Zone Zero (maksymalne ustawienia i 60 klatek na sekundę) i Titan Quest (również najwyższe ustawienia, z docelowym 120 fps-ami) godzinna sesja nie robi na urządzeniu wrażenia – zużycie procesora sięgało 50-60%, a telefon nagrzewał się maksymalnie do 38 stopni. Szkoda tylko, że dedykowana nakładka dla graczy nie jest przesadnie rozbudowana – mamy jedynie podgląd CPU+klatkarz, czyszczenie pamięci, modulator głosu, kombo nagrywanie + screenshoty oraz minutnik.










Wygląda więc na to, że na półce „telefony za około 2000 złotych” nie trzeba uruchamiać robotów sprzątających – Poco X8 Pro Max już pozamiatał – przynajmniej w benchmarkach i grach.

UI w praktyce
Interfejs Xiaomi/Redmi/Poco jest większości czytelników znany, więc nie jestem pewien czy jest sens się na ten temat rozpisywać. Nawet po zmianie nazwy z MIUI na HyperOS gigant zachował spore możliwości personalizacji urządzenia – od gotowych motywów i tych do pobrania przez dedykowaną aplikację, animacje przy stosowaniu czytnika linii papilarnych czy kilkanaście efektów w funkcji „ekran zawsze włączony”.
Niestety, pozytywne wrażenia z rozbudowanego UI są obracane w pył na samym początku – wszystko przez nagromadzenie bloatware’u i ogromną liczbę reklam. W pierwszym przypadku postanowiłem nawet policzyć, jak to wygląda i na 73 aplikacje 16 kwalifikowało się według mnie do usunięcia, co daje ponad 20% startowego pakietu.
Druga kwestia przewija się wszędzie – na pasku powiadomień, na ekranie głównym, oficjalnych aplikacjach Xiaomi. Nie było dnia, żeby nie proponowano mi upiększenia urządzenia lub zainstalowania popierdółki do ogrywania „na tronie”.






























Ekran i wrażenia audio
Przypomnę, że w Poco X8 Pro Max jest 6,83-calowy panel o rozdzielczości 2722 x 1280 pikseli, o maksymalnej częstotliwości odświeżania 120 Hz i przyciemnianiu PWM 3840 Hz. Do tego producent dorzuca jeszcze maksymalną jasność 3500 nitów oraz wsparcie standardów Dolby Vision i HDR10+. Jeżeli macie duże dłonie lub nie przeszkadza Wam obsługa telefonu dwoma rękami, powinniście polubić się z Poco X8 Pro Max, zwłaszcza że płaski ekran o tak dużej przekątnej aż zachęca do konsumowania treści wszelakich.
Lista możliwości personalizacji ustawień wyświetlacza nie jest zbyt duża, ale za to wystarczająca. Oprócz oczywistości pokroju trybu ciemnego jest też funkcja ograniczająca emisję światła niebieskiego, personalizacja w trybie Always on Display oraz dwa schematy kolorów z trzema predefiniowanymi „temperaturami”.

Uruchamiając zawsze włączony ekran możliwe są niestety tylko dwie opcje: wyświetlająca treści 10 sekund po wyłączeniu ekranu oraz inteligentna, sprawdzająca czy akurat ktoś nie patrzy na ekran. Drugi wariant potrzebuje patrzenia się w stronę wyświetlacza przez ok. sekundę aby zadziałać – jest więc dobrym kompromisem między intuicyjnym działaniem a oszczędnością baterii.







Ciekawie jest za to na papierze w kwestii audio. Wiadomo, głośniki grające w stereo to już nie wymysł, a standard przy urządzeniach za czterocyfrową kwotę. Patrząc jednak na fakt, jak ważne są kodeki do bezprzewodowej komunikacji, Poco postanowiło sie nieco wysilić i – zamiast samego A2DP i BLE – X8 Pro Max oferuje także wsparcie dla LHDC 5 oraz aptX HD.
Co mówi natomiast praktyka? X8 Pro Max wstrzeliło się swoim brzmieniem w bardziej budżetowe rozwiązania – niskie tony gubią swoją zadziorność kawałek powyżej połowy suwaka głośności, średnie częstotliwości są wypłaszczone, a na wyższych partiach brakuje przejrzystości.
Do tego dochodzi jeszcze tryb 200% i 400% głośności, które może przydają się i do usłyszenia dzwonka w głośnym środowisku, ale przy słuchaniu muzyki zamienia smartfon w wyjącą puszkę z katastrofalną jakością dźwięku.

Łączność, komunikacja i zabezpieczenia
Zazwyczaj inwestycją w przyszłość były flagowe modele smartfonów – to tam była największa szansa na spotkanie nowoczesnych modułów współpracujących ze świeżymi standardami. Aby skrytykować X8 Pro Max w tej kwestii trzeba być trochę czepialskim – jest bowiem Wi-Fi 7, ale niektórzy mogą kręcić nosem na pracę wyłącznie w częstotliwości 2,4 oraz 5 GHz.
Aby jakoś to wynagrodzić mamy za to Bluetooth 6.0, port podczerwieni i klasykę gatunku, czyli NFC i GPS. Każda z wymienionych funkcji działała bez problemów, co stanowi wystarczającą rekomendację – parowanie akcesoriów przebiegało bez problemu, a płatności przechodziły natychmiastowo.
Podobnie jest z zabezpieczeniami. W Poco X8 Pro Max – oprócz tradycyjnych metod jak hasło czy symbol – jest także rozpoznawanie twarzy oraz skaner odcisków palców, a także odblokowywanie przy pomocy pobliskiego akcesorium Bluetooth. Jeżeli jesteś zrzędą, możesz narzekać na to, że odblokowywanie za pomocą facjaty nie wykorzystuje nic więcej poza przednią kamerką.
Jeżeli przymkniesz na to oko, to okaże się, że wgranie odcisku palca do pamięci smartfona nie jest żadnym problemem, a obecność ultradźwiękowego czujnika sprawia, że przy precyzyjnym przyłożeniu odcisku telefon odblokowuje się błyskawicznie.
W takich warunkach sprawdzenie jakości połączeń było w teorii formalnością. Ostatecznie ani ja, ani rozmówcy nie zauważyli jakichkolwiek problemów z komunikacją – zarówno w kwestii jakości dźwięku, jak i stabilności połączenia.

Fotografia, czyli jakie zdjęcia robi Poco X8 Pro Max?
Poco postanowiło zagrać w dość ryzykowną grę. W czasach, w których wszyscy wiedzą, że więcej frajdy sprawia zabawa teleobiektywem niż ultraszerokim kątem, zdecydowali się na bardziej klasyczną konfigurację. X8 Pro Max dostało więc pełnoprawny aparat główny z matrycą 50 Mpix i szersze oczko z sensorem o rozdzielczości zaledwie 8 Mpix. Czy to oznacza, że dostaliśmy „półtora” aparatu w urządzeniu?
Zanim przejdziemy do odpowiedzi na to pytanie, spójrzmy na zdjęcia z głównego oczka. Choć okołowiosenna pogoda powinna wydobyć mocne kontrasty i kolory, z jakich słyną smartfony z chińskim rodowodem, to kadry okazały się dość stonowane. Odcięcie drugiego planu wychodzi smartfonowi całkiem nieźle, a przy szerokich kadrach nie znalazłem dowodów na niską jakość obiektów, znajdujących się daleko od obiektywu.


























Brak obiektywu tele nie oznacza jednak, że X8 Pro Max nie umie robić zdjęć w zbliżeniu. Po prostu jego maksimum to 10-krotny cyfrowy zoom, jednak efekty przy maksymalnej wartości są zbyt powykręcane przez algorytm i pozbawione szczegółów, aby warto było z tego korzystać.
















Póki co nie mam nic więcej do dodania w kwestii zdjęć z głównego aparatu. Przejdźmy zatem do ultraszerokiego kąta, który – nie ma co ukrywać – nie zachwyca. Osiem megapikseli w 2026 roku oznacza, że nie trzeba się zbytnio wysilać, aby zauważyć pogorszenie szczegółów zarówno na pierwszym, jak i drugim planie.
Sytuację uratowałby nieco tryb makro, ale niestety brak takowego rozwiązania w oficjalnej aplikacji aparatu. Tyle dobrego, że w zestawieniu zdjęć z głównego aparatu udało się zachować spójną kolorystykę.




















Jeżeli interesuje Was, jak cały zakres przybliżenia wypada na kilku kadrach, dowody przedstawiam poniżej:















Kamera przednia ma, jak wiadomo, wyłącznie jedno zadanie – oddać jak najwięcej szczegółów twarzy trzymającego i ewentualnie kilku dodatkowych osób mieszczących się w kadrze. Poco X8 Pro Max wypełnia to zadanie w stu procentach – z tym aparatem powinniście dostrzec każdą większą i mniejszą zmarszczkę na sobie (choć nie wiem czy to dobrze 😉).









Końcówkę akapitu zostawiłem na sobie potrzeby opisania kilku dodatkowych funkcji. Na pierwszy ogień idzie tryb portretowy, który jak zawsze błyszczy, dzięki współpracy z oficjalną przeglądarką do zdjęć Xiaomi, a konkretniej – umożliwia dostosowanie wartości przysłony na już wykonanej fotografii. Jedyną wadą jest fakt, że nie zawsze wykonane zdjęcie umożliwia korektę (nie udało mi się znaleźć przyczyny takiego stanu rzeczy).











Jest też tryb nocny, którego nie da się włączyć ot tak. Możecie wywrócić całą apkę do góry nogami, zerknąć w każdy parametr – nie ma dedykowanej funkcji, pomagającej wydobyć więcej detali z nocnych kadrów. Jedynym sposobem, aby to zmienić, jest czekanie aż na dole aplikacji pojawi się ikonka informująca o przejściu na dodatkowy czas naświetlania.
Winowajcą tego stanu rzeczy jest wysoka wartość przysłony głównego aparatu – f/1.5 sprawia, że więcej światła wpada do matrycy, a – co za tym idzie – potrzebuje krótszego czasu naświetlania. W wielu nocnych scenariuszach urządzenie uznawało, że jest na tyle jasno, że nie trzeba przytrzymywać urządzenia w bezruchu. Z drugiej strony – nawet w sytuacji, gdzie jedynym źródłem światła była mała zielona dioda, to dodatkowa sekunda naświetlania nie wpłynęła na wydobycie większej liczby szczegółów.
Same zdjęcia wychodzą nieźle z głównego aparatu i tak sobie z ultraszerokiego kąta. W pierwszym przypadku oświetlenie nocne nie prowadzi do dużej ziarnistości i zachowuje większość szczegółów w tle, a w drugim – cóż, rozdzielczości matrycy nie oszukasz.


























Pozostało tylko wspomnieć o możliwościach wideo. Na tym polu X8 Pro Max wypada jak większość stawki, oddając do dyspozycji użytkownika format 4K i 60 klatek na sekundę. Jeżeli komuś zależy na stabilnej pracy kamery w ruchu, tryb ShootSteady współpracuje maksymalnie z rozdzielczością 1080p i częstotliwością 30 kl/s.

Akumulator i czas pracy
Choć rodzice nie nadali mi drugiego imienia, to nieoficjalnie najbardziej zasługiwałbym chyba na „chaos”. Dorzucając do tego ostatnie dni, nie dziwię się sobie, że pojemność ogniw zastosowanych w Poco X8 Pro Max sprawdziłem dopiero mniej więcej w połowie testu. „Śmierdzieć” jednak zaczęło mi to już dużo wcześniej…
Zazwyczaj jestem bowiem przygotowany, że testowany smartfon będzie ładowany raz na 1-3 dni. Nawet, jeżeli badam jego wytrzymałość przy sporadycznym używaniu, to ok. 90 godzin pracy na jednym jest raczej rzadkim widokiem nawet w trybie oszczędnym i bardziej zarezerwowanym dla urządzeń z niewysilonym SoC.
Jak już zobaczyłem, że testowany sprzęt ma akumulator 8500 mAh, to zrozumiałem, dlaczego naładowałem go w poniedziałek rano i potrzebowałem podpiąć go znów do ładowarki dopiero w piątek wieczorem. To aż niesamowite, ile ten smartfon jest w stanie wytrzymać.
Inny scenariusz: bateria nieco zjedzona poprzedniego dnia. Odpalam na dwie godziny wymagające w kwestii grafiki gry. Po tym czasie telefon pokazuje spadek o około 25-30% baterii. Matematycznie oznaczałoby to, że 6 godzin nieprzerwanego grania w Zenless Zone Zero jest absolutnie możliwe z Poco X8 Pro Max.











Oczywiście jest jeden skutek uboczny ogromnej baterii. Nawet z szybką ładowarką (w moim przypadku było to akcesorium o maksymalnej mocy 65 W) trzeba liczyć się z ładowaniem przez około godzinę – ale to tak, jak narzekać na auto z dużym zbiornikiem paliwa, że tankowanie nie zajmuje minuty. Mimo to, jeżeli ktoś szuka flagowych osiągów i urządzenia, które przy odpowiednich nawykach wytrzyma tydzień na baterii, to Poco X8 Pro Max powinno trafić na szczyt listy.
Ładowania indukcyjnego model ten nie wspiera.

Podsumowanie
Poco X8 Pro Max okazał się smartfonem, który najprościej oddaje to zdanie „kocham go i nienawidzę”. Uważnie czytający z pewnością zauważą, że niespecjalnie miałem się do czego przyczepić – potężny SoC, dobry aparat główny i ogromniasty akumulator powinny przykryć mniejsze nieprzyjemności pokroju czarnego etui do białego telefonu, brak pasma 6 GHz pomimo modułu Wi-Fi 7 czy też większe „ubytki” – pokroju braku obecności teleobiektywu.
Dlaczego go zatem nienawidzę? Bo do listy swojej wielofunkcyjności dorzuca robienie z siebie baneru reklamowego, posypuje go śmieciowymi aplikacjami i męczy od czasu do czasu propozycją sprawdzenia wyjątkowych funkcji urządzenia. Ja wiem, że można to wyłączyć lub próbować to zignorować, ale „stan domyślny” jest na tyle irytujący, że trudno mi przymknąć na to oko. Gdyby nie to, pewnie zasłużyłby na ocenę wyższą o pół oczka.
Patrząc na cenę Poco X8 Pro Max, wynoszącą 2299 złotych w wariancie 12+512 GB, oraz jego osiągi widzę świetny smartfon, któremu do bycia wspaniałym zabrakło teleobiektywu i potraktowania kupującego jak człowieka, a nie jak marionetkę do karmienia reklamami.


