Mysz SteelSeries Aerox 3 – jest nieźle, mogłoby być lepiej

SteelSeries Aerox 3 jest kolejną z myszy gamingowych, której cechą charakterystyczną jest niska masa i ażurowa obudowa. Czy to efekt mody, czy też zalet takich konstrukcji?

Gdzie hula wiatr

Kolorowe pudełko z logiem SteelSeries kryje zawartość dość niezwykłą, jak na kablową mysz. Gryzoń nie stanowi bowiem jednolitej całości z okablowaniem – zamiast tego w korpusie jest gniazdo USB-C, do którego podłącza się dołączony do zestawu elastyczny przewód w materiałowym oplocie.

Takie rozwiązanie oczywiście skłoniło mnie do szybkiego sprawdzenia czy przypadkiem Aerox 3 nie ma bezprzewodowego rodzeństwa i oczywiście intuicja mnie nie zawiodła – istotnie, producent ma w ofercie także taki wariant. Rychło okazało się także, że i w przewodowej myszy osobno podłączany kabel ma swoje zalety, ale o tym później.

Aerox 3 gotowy do pracy (fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

Wizualnie mysz na pierwszy rzut oka jest bliźniaczo podobna do testowanej niedawno HyperX Pulsefire Haste – dopiero po dokładniejszym przyjrzeniu się widać różnice w kształcie przycisków i wycięć. Steelseries w Aerox 3 nie zdecydował się na strukturę przypominającą plaster miodu, zamiast tego wybierając generalnie różnej wielkości równoległoboki. Otwory są większe, a w efekcie masa myszy to zaledwie 57 gramów. Wnętrze oczywiście zostało zabezpieczone przed kurzem.

W przeciwieństwie do HyperX, mysz SteelSeries ma bardziej rozbudowane podświetlenie – składa się ono z pięciu diod LED RGB połączonych w trzy strefy, świecących w dół na mleczny dyfuzor, którego boczna część tworzy pasek na bokach i tyle obudowy, głównie jednak świecąc do środka myszy i na zewnątrz przez wycięcia. Wygląda to z początku dość dobrze, ale niestety także uwydatnia każdą drobinkę kurzu, jaka osiądzie na dyfuzorze i podczas testów niespodziewanie jednym z bardziej potrzebnych dodatków okazała się fotograficzna gruszka do wydmuchiwania ich na zewnątrz.

W chwili pisania recenzji Aerox 3 kosztuje około 300 złotych. Wersja bezprzewodowa jest o ok. 200 złotych droższa.

Można grać! (fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

Pod maską

CzujnikSteelSeries TrueMove Core
Rozdzielczość200 – 8500 CPI w przyrostach co 100 CPI
Akceleracja35 G
Przyciski6
Przełączniki przycisków lewego / prawegoSteelSeries
Trwałość mikroprzełączników80 mln kliknięć
Wbudowana pamięć1 profil
Częstotliwość próbkowania125 / 250 /500 / 1000 Hz

Pod nazwą SteelSeries TrueMove Core kryje się najprawdopodobniej PixArt PMW3331, czyli lekko podrasowana wersja znanego i dobrze ocenianego PMW3330. Pierwowzorem obu był natomiast PMW3360. Rozdzielczość i szybkość nie należą do najwyższych w tej kategorii sprzętu, ale mimo to powinny wystarczyć dla typowego, niebędącego robotem człowieka. Nie sposób jednak nie zauważyć, że konkurencyjny Pulsefire Haste oferuje jednak sensor z wyższej półki, a do tego za niższe pieniądze. Oraz że w bezprzewodowym wariancie Aerox 3 Wireless także na sensorze nie oszczędzano.

Większości efektów świetlnych nie zobaczymy podczas pracy (fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

Myszy opisanie

Aerox 3 ma profilowanie symetryczne, lecz ze względu na obecność bocznych przycisków po lewej stronie w pełni wykorzystają ją raczej osoby praworęczne. Producent zaleca Aeroxa 3 dla użytkowników korzystających z claw grip lub fingertip grip i coś w tym jest – moim zdaniem niska masa myszy najbardziej sprzyja tej ostatniej metodzie i tak właśnie korzystało mi się z niej najprzyjemniej, choć na co dzień w G502 używam (niezbyt świadomie zresztą) palm grip.

Trzy niezależnie regulowane strefy RGB pozwalają na sporo (fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

Rolka jest gumowana, nisko wystaje nad profil obudowy i szczerze mówiąc nie przypadła mi do gustu – pracuje poprawnie i jest dość cicha, ale robi wrażenie, jakby materiał, z którego jest wykonana lepił się do palca. Podobnie nie odpowiadają mi przyciski boczne, które zostały wyprofilowane z wyraźnym „kantem” w wypukłym profilu. Wrażenie jest nieprzyjemne, na dłuższą metę męczące, a do tego utrudnia wyczucie ich pracy.

Najgorzej wypada jednak przycisk zmiany rozdzielczości – jest mały i niewygodnie umieszczony. Jemu jednak mogę to wybaczyć, bo korzystam z niego stosunkowo rzadko. Miłośników skakania po rozdzielczościach może jednak irytować. Szkoda też, że SteelSeries nie przewidział dodatkowego przycisku do chwilowego włączenia najniższego ze zdefiniowanych ustawień – brakowało mi tego.

Bez zarzutu natomiast działają przyciski główne – są dość twarde, ale wygodne i reagują pewnie.

Oczko sensora (fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

Każdy dostanie swoją kozę :)

Chociaż mysz jest przewidziana dla graczy, przez większość czasu Aerox 3 służył do tak rutynowych zadań, jak obsługa przeglądarki, programów graficznych czy Discorda. Szczegółowe dostrojenie parametrów pracy myszy do potrzeb można przeprowadzić przy pomocy SteelSeries Engine – i to zarówno globalnie dla całego systemu, jak i dla każdej aplikacji z osobna.

Możliwość dostosowania rozdzielczości pracy czy przedefiniowania przycisków w zależności od tego, czy na pierwszym planie mamy Red Dead Redemption 2 czy Lightrooma to coś, co naprawdę lubię w gamingowych gryzoniach.

Oprogramowanie przy pierwszym uruchomieniu aktualizuje firmware (jeśli potrzeba) oraz proponuje wyłączenie systemowych mechanizmów akceleracji – warto z tego skorzystać, gdyż Aerox 3 wtedy zyskuje na precyzji i przewidywalności.

Sposób pracy zresztą można regulować – jest zarówno możliwość zmiany osobno akceleracji i deceleracji, jak i wpływ na działanie przyciągania kursora do kątów (angle snapping).

Boczne przyciski są nadmiernie kanciaste (fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

Sensor o nieco gorszych niż u konkurencji parametrach wbrew pozorom nie okazał się gorszy w praktycznym użytkowaniu. Potrzeba sięgania po ekstremalne ustawienia zdarza się najwyraźniej rzadziej niż można by sądzić. Oczywiście mój zestaw gier nie jest wyczynowy – Red Dead Redemption 2, Wiedźmin 3, World of Warships, Company of Heroes 2 i Baldur’s Gate i okazjonalnie któryś z Battlefieldów. Z tymi produkcjami nie ma aż takiego znaczenia rozdzielczość, także maksymalne przyspieszenie okazało się zupełnie wystarczające.

Malowanie światłem (fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

Zdefiniowałem sobie 5 poziomów rozdzielczości: 400, 800, 1200, 2400 i 3200 CPI – najczęściej korzystałem z czwartego z ustawień. Do tego pooling rate 1000 Hz, wyłączona akceleracja, deceleracja i angle snapping. Sensor nie wykazywał akceleracji wstecznej i interpolacji, okazał się też mało wybredny, jeśli chodzi o powierzchnię, z którą współpracował.

Na co dzień była to podkładka SPS Cordura Speed M, lecz w czasie testów Aerox 3 dał sobie także radę z powierzchnią biurka, białą kartką. Poległ natomiast na cienkim, błyszczącym poliwęglanie, na którym HyperX Pulsefire Haste pracował poprawnie.

UFO wylądowało :) (fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

Pewnym problemem okazał się Lift off Distance (LOD), który w testowanym modelu wynosił około 2,5 mm – przy niektórych grach to zbyt dużo. Na razie brak konkretów ze strony SteelSeries, ale niewykluczone, że w przyszłości Aerox 3 doczeka się w związku z tym aktualizacji firmware, pozwalającej na regulację LOD z poziomu oprogramowania.

Co mogło pójść nie tak?

SteelSeries Aerox 3 okazał się myszą przyjemną w codziennym użyciu i bardzo sprawną w grach. Jednak nie jest bezproblemowa. Do kwestii, o których wspominałem już wyżej, dorzucę jeszcze jedną: otóż mysz potrafiła się całkowicie „zamrozić” po restarcie systemu. Świeciły się wtedy wszystkie diody, mysz była wykrywana przez Windows, ale zarówno klikanie przyciskami, jak i ruchy, nie były w żaden sposób rejestrowane przez OS.

(fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

Po odpięciu na chwilę kabla i ponownym podłączeniu Aerox 3 wracał natychmiast do życia – zwykle do kolejnego restartu, aczkolwiek czasem wstawał poprawnie. Co ciekawe, Aerox 3 znosił podczas testów bez problemu dowolną ilość uśpień i wybudzeń, każdorazowo wznawiając bezproblemowo swoją pracę. Niespodziewanie kabel podłączany wprost do myszy okazał tu swoją przydatność, o czym pisałem na początku recenzji – gdybym miał nurkować za każdym razem pod biurko recenzja chyba by nie powstała.

Pozostaje mieć nadzieję, że problem nie ma związku ze sprzętem i zostanie rozwiązany przez aktualizację firmware.

Ojciec, grać?

Podczas trzytygodniowych testów Aeroxa 3 korzystało mi się z niego całkiem przyjemnie. Nie będę jednak ukrywał, że nie wzbudziła we mnie takiego zachwytu, jak recenzowany parę tygodni wcześniej – bardzo przecież podobny – konkurent, HyperX Pulsefire Haste. Diabeł okazał się tkwić w szczegółach, do tego SteelSeries swojego gryzonia wyceniło zbyt agresywnie.

SteelSeries Aerox 3 to dość udana mysz gamingowa, lecz przy cenie ~300 złotych miałbym duży problem, by zdecydować się na jej zakup.

SteelSeries Aerox 3
Mysz SteelSeries Aerox 3 – jest nieźle, mogłoby być lepiej
Przyzwoita mysz, lecz obarczona kilkoma problemami
Zalety
estetyka
niezła ogólna ergonomia
odłączany kabel
wygodne oprogramowanie
Wady
brak przycisku tymczasowego obniżenia czułości sensora
niewygodny przycisk zmiany rozdzielczości
wypukłe boczne przyciski są nieprzyjemne w użytkowaniu
rolka mogłaby być większa i inaczej wykończona
problemy z pracą myszy po restarcie komputera
w tej cenie można kupić ciekawsze i bardziej dopracowane gryzonie
6.5
Ocena
Exit mobile version