Recenzja Microsoft Surface Pro 7 – „Twoja baza portów została zaktualizowana”

Jak mocny jest Surface Pro 7?

Prawidłowa odpowiedź: jest mocniejszy od ubiegłorocznego modelu. Mało tego – tegoroczne procesory Intel Core i5 z serii U wykazują się lepszą wydajnością niż zeszłoroczne Core i7, montowane w Surface Pro 6. Jak duże są to różnice?

Na papierze przyrost wydajności jest znaczny, głównie dzięki nowej zintegrowanej grafice. Intel Core 10. generacji, nazywany serią Ice Lake, przyniósł Surface Pro 7 10-nanometrową litografię układu. Już z założenia parametry pracy powinny poprawić się w porównaniu z procesorami Whiskey Lake, budowanymi w 12-nanometrowym procesie litograficznym. I tak jest w istocie.

Reklama

Intel Core i5 w testowanym egzemplarzu radził sobie bardzo dobrze. Kultura pracy była wysoka, nawet przy większym obciążeniu zadaniami. Nie było szansy na to, żeby usłyszeć jęk wentylatora, ze względu na to, że jednostki z Core i5 go nie mają – są chłodzone pasywnie. Nie zauważyłem jednak mocnego throttlingu nawet przy długotrwałym graniu, które zwykle wyciska z laptopów ostatnie soki.

Poniżej przedstawiam Wam wyniki testów PCMark. Są wyraźnie lepsze od tych uzyskanych przez Surface Pro 6. Nie widać tego jednak po wrażeniach z użytkowania systemu. Już w SP6 obcowanie z Windowsem 10 było bardzo przyjemne, a SP7 tylko ugruntował mnie w przekonaniu, że to jeden z najlepszych wyborów dla osób wymagających od systemu stabilnej pracy bez opóźnień, zwieszek czy podejrzanych “zamyśleń”.

Praca na wielu oknach, z zasobożernymi procesami w tle nie jest straszna nowemu Surface Pro 7, co jest godne pochwały. Zresztą, urządzenia z tej linii już chyba zdążyły nas przyzwyczaić do tego, że jeśli chcemy zorientować się, jak powinien działać Windows 10, to powinniśmy zaopatrzyć się w któregoś z Surface’ów. Wszystkie elementy systemu, wraz z wbudowanymi aplikacjami, działają bajecznie dobrze. Bardzo podoba mi się ta płynność obsługi, którą polubiłem na tyle, by prywatnie zaopatrzyć się w Surface’a Pro 4 (po przesiadce z SP3).

Microsoft w tej generacji swojej hybrydy postawił na ulepszone dyski SSD od Toshiby, co jest widoczne w testach syntetycznych. Zapis sekwencyjny był niemal dwukrotnie szybszy niż w ubiegłorocznym modelu, więc na pewno można to zaliczyć do zalet. Co prawda, żeby odczuć różnicę, należałoby postawić obok siebie SP6 i SP7, ale lepszy dysk zawsze się chwali.

Ogólnie, w tym akapicie powinna pojawić się taka mała refleksja. Wzrost wydajności w nowym Surface Pro widoczny jest tylko tam, gdzie urządzeniu zleca się serię powtarzalnych zadań lub gdy pracuje on nad jednym, dłuższym procesem. Na przykład, przetwarzanie zdjęć w Lightroomie będzie odrobinę szybsze czy też krócej poczekamy na efekty renderowania filmu w programie do jego edycji. Sęk w tym, że w typowych, codziennych scenariuszach, zysk z posiadania Ice Lake’a nie jest już tak widoczny. Wspominam o tym z bardzo ważnego powodu, o którym przypomnę później: poszerzanie horyzontów wydajnościowych kosztuje baterię Surface’a sporo wysiłku.

Czy pójdzie na tym Crysis?

O ile dość oczywiste jest, że tablety Surface Pro nigdy nie były tworzone z myślą o graczach, tak należy przecież sprawdzić, jak ulepszona grafika wpłynęła na komfort raczenia się tym rodzajem rozrywki.

Gdyby bezpośrednio porównać wyniki benchmarków Surface Pro 6 z tymi prezentowanymi przez Surface Pro 7, można łatwo zauważyć, że młodsze dziecko Microsoftu poradziło sobie lepiej w testach syntetycznych.

Od razu wytłumaczę się, dlaczego nie ma testu 3D Mark Sky Dive. Chyba nie znalazłem redakcji, której udałoby się go pomyślnie zakończyć. W wypadku mojego egzemplarza benchmark nawet nie chciał się uruchamiać. Mało tego, podczas innych testów na ekranie czasem pojawiały się dziwne artefakty, zupełnie jakby układ graficzny miał spore problemy z wyświetleniem treści. Podobno winne temu są sterowniki, których nie zaktualizowano aż do czasu odesłania przeze mnie sprzętu do producenta.

Jakkolwiek, usprawnienia sprzętowe udało się przełożyć się na odrobinę lepszą wydajność w grach, jednak… różnica jest niemal niezauważalna. Owszem, w różnych tytułach SP7 zyskiwał do kilku klatek więcej niż jego poprzednik, ale nie ma się co czarować: jeśli do tej pory na Surface Pro nie uruchamialiśmy gier AAA sprzed dwóch lat, to nie będzie tego dało się robić i teraz.

Battlefield 1, w rozdzielczości 1024×768 pikseli, przy niskim polu widzenia i na średnich ustawieniach graficznych działał w miarę płynnie, osiągając stałe 25 kl/s. Obniżając liczbę detali, można było zyskać kilka klatek na sekundę.

Mass Effect: Andromeda działała wyraźnie lepiej niż na Surface Pro 6, jednak w pierwszej sensownej rozdzielczości, 1280×960 i przy niskich ustawieniach graficznych, można było osiągnąć zawrotne… 12 kl./s. Zmniejszając rozdzielczość do 1024×768, dało się wyciągnąć 20-25 kl./s, ale to wciąż za mało na tak dynamiczny tytuł. Jedyne, co pozostało niezmienne, to paskudne gęby bohaterów, którym nie pomaga nawet wyższa rozdzielczość (to akurat wina gry, a nie sprzętu.)

Kilkuletnie gry działają jednak jak złoto. Wszystkie tytuły z ery PlayStation 3 i Xboksa 360 można swobodnie odpalić nawet w nieco wyższej rozdzielczości i cieszyć oczy detalami. Bez szaleństw co prawda, ale GRID 2 czy nieco starsze akcyjniaki (Alan Wake, pozdrawiam) nie powinny sprawiać Surface Pro większych trudności. Podobno na niskich ustawieniach graficznych na SP7 pójdzie trzeci Wiedźmin, Overwatch, Rocket League i (tfu!) Fortnite.

Ciekaw jestem, jak mocno na wydajność w grach wpłynął brak odpowiednich sterowników – być może gdyby Intel wyrobił się z dostarczeniem lepszych, moja ocena potencjału rozrywkowego byłaby wyższa.

Z baterią jest niestety trochę gorzej

Tak, wyższa wydajność i mocniejszy procesor niezbyt dobrze wpływają na baterię. Byłoby idealnie, gdyby Surface Pro 7 umożliwiał nieco szybszą pracę, a do tego zaoferował jeszcze lepsze czasy działania. Niestety, nie tym razem.

Specyfika mojej pracy nie zmieniła się w ciągu ostatnich miesięcy, dzięki czemu mogę pokusić się o arbitralną opinię: Surface Pro 7 wytrzymuje na baterii krócej niż Surface Pro 6. Naprawdę nie wiem, jak niektórzy testerzy wyciągali lepsze wyniki akumulatora na nowszym Surface Pro, ale mi się to nie udało. W tych samych warunkach i przy powtarzalnych scenariuszach, SP7 działał średnio około godziny krócej niż SP6. To sporo.

Przykłady działania:

  • 2h (granie non-stop),
  • 4h 15 min (2h 30 min praca przez WWW + streaming Spotify + 30 min gry + 1h 45 min Netflix, 50% jasności ekranu),
  • 8h 30 min (5h 30 min samego pobierania przez sieć + 3h praca przez WWW, 80% jasności ekranu, wygaszony podczas pobierania),
  • 5h 10 min (praca przez WWW + Spotify, 50% jasności ekranu),
  • 5h 30 min (j.w.),
  • 5h 45 min (j.w.).

Warto wspomnieć tu o jednej, wyraźnej różnicy na plus względem Surface Pro 6. Nowa Powierzchnia potrafi nieprawdopodobnie długo przebywać w trybie czuwania. Jednego razu zostawiłem hybrydę na dwie pełne doby bez zamykania systemu, by po tym czasie przekonać się, że czuwanie “zjadło” tylko 20% baterii. Byłem pod autentycznym wrażeniem, będąc niemal pewnym, że po takim czasie Surface nie raczy się obudzić, nie wyczuwając wcześniej kabla ładowania wpiętego w port Surface Connect. Znakomicie!

Samo ładowanie trwa niewiele ponad 1h 30 min, co można zaliczyć do plusów. W Surface Pro 6 na uzupełnienie energii w akumulatorze musieliśmy czekać znacznie dłużej.

Nowe Wi-Fi 6 oraz sprawdzone głośniki

Hybrydy Surface Pro, a przynajmniej te ostatnich generacji, nigdy nie miały większych problemów z łącznością. O ile w Surface Pro 3 od czasu do czasu trzeba było zresetować moduł Bluetooth, tak w jego następcach połączenie z akcesoriami (Type Cover czy Surface Pen) i urządzeniami dodatkowymi (głośniki), zawsze było stabilne. Na tym z Surface Pro 7 także można polegać. Choć moje Edifiery potrafią być czasem kapryśne, a i bywało, że Huawei niechętnie łączył się ze sprzętem Microsoftu, tak w najnowszej odsłonie wszystko działało bezproblemowo.

Pochwalić należy też drobną zmianę w postaci wykorzystania modułu Wi-Fi 6. Microsoft nareszcie postawił na nowszy osprzęt, pozwalający na odbieranie sygnału w standardzie 802.11ax. Co prawda tylko nowsze routery go obsługują, ale powoli staje się on coraz powszechniejszy, a szkoda, żeby mobilne urządzenie, jakim jest Surface Pro, miało niepotrzebnie zawężone gardło szybkości pobierania danych.

Tym, co kompletnie nie zmieniło się od przynajmniej dwóch generacji, są głośniki o mocy 1,6W. To, co trzeba im oddać, to to, że sprawdzają się dobrze i są wystarczająco głośne. Blisko 75 decybeli tuż przy maskownicy i jakieś 50 decybeli w odległości człowieka siedzącego przed ekranem, zdecydowanie wystarczają do obejrzenia filmu o przeciętnej głośności. Wyjątkiem mogą być polskie komedie, które nadal mają czasem bardzo ciche i niewyraźne dialogi, ale to w sumie nawet lepiej, że ich nie słychać. Poza tym – wyraźnie i bez “pierdzenia” nawet na najwyższych poziomach.

Gniazdo słuchawkowe jest i działa. Microsoft nadal nie udaje, że jakoś szczególnie chce trafić z Surface Pro do melomanów, nie mówiąc o audiofilach. Wystarczająca moc na wyjściu pozwala na nagłośnienie nawet nieco lepszych słuchawek, a ze słuchania muzyki w ten sposób da się czerpać przyjemność.

Rzucę też słowem o aparatach – robiłem zdjęcia jednym i drugim, niestety – usunąłem je podczas czyszczenia danych przed odesłaniem sprzętu (bardzo wygodna wymówka, nieprawdaż). Tylny ośmiomegapikselowiec nie zachwycał, bo i czym zachwycać nie miał, natomiast bardzo spodobało mi się ładne rozmywanie tła w kamerce przedniej podczas rozmów na Skype. Wiem, że jest to rozwiązanie programowe, jednak pochwalić się godzi.

Podsumowanie

Surface Pro 7 w pewnych aspektach jest zdecydowanie lepszy niż ubiegłoroczny Surface Pro 6, ale… nie we wszystkich. Dużo dobrych rzeczy łączy oba te modele: świetny ekran, bardzo przyjemne korzystanie z systemu, niczym niezakłócona praca i rozrywka (mam tu na myśli pasywne chłodzenie), wysoka wydajność przy wielu zastosowaniach, najlepsze z najlepszych wykonanie i wykorzystanie materiałów, dobry dźwięk oraz bezkonkurencyjne akcesoria pokroju klawiatury Type Cover i Surface Pena.

Są też rzeczy, które Surface Pro 7 robi (mniej lub bardziej wyraźnie) lepiej. Na przykład niestraszne mu dłuższe przestoje w pracy – zarządzanie energią podczas stanu uśpienia jest wzorowe. Hybryda zyskała dodatkowy zapas mocy, który można szybko uwolnić w wydajniejszym trybie Turbo (na krótko, ale jednak) i wykorzystano w niej wygodniejszy i szybszy sposób odblokowywania ekranu w połączeniu z używaniem klawiatury Type Cover.

Oprócz najnowszego niskonapięciowego procesora, postarano się o zamontowanie nowego modułu Wi-Fi, szybszego dysku i nieco mocniejszej grafiki, którą – mam nadzieję – będzie stać na odrobinę więcej, jak tylko Intel wypuści aktualizację sterowników. No i nareszcie, do sztandarowego produktu Microsoftu trafiło USB typu C, którego brak był widoczny w SP6.

W tej beczce miodu jest jednak łyżka dziegciu. I na tę ocenę nie wpływa fakt, że między generacjami nie ma właściwie żadnych różnic – nie brakuje mi tego, czym Surface Pro 7 mógłby być ani nie konfrontuję go z jakimiś wybujałymi oczekiwaniami. Największy ból przysparza chyba fakt, że SP7 charakteryzuje się krótszym czasem pracy w porównywalnych scenariuszach pracy jak SP6. Jasne, jest trochę wydajniejszy, ale docenią to tylko ci, którzy obrabiają grafikę na tablecie między jednym spotkaniem biznesowym a drugim, w podróży, na kolanie.

I fajnie, że jest już USB-C, ale wciąż bez Thunderbolt 3, którego obecność tacy pracownicy kreatywni chcieliby widzieć. W typowych zadaniach dodatkowa moc nie jest wyczuwalna, za to krótszy czas pracy na baterii – już tak. Jest “OK”, ale wystarczy, że jest gorzej niż w poprzedniku, więc uważam za krok w tył.

Sumując te wszystkie rzeczy w jedno, stwierdzam, że jeśli ktoś nie potrzebuje mieć w hybrydzie USB-C, to… powinien wybrać ubiegłorocznego Surface Pro 6. Surface Pro 7 pozostaje najlepszym wyborem dla tych, którzy nie czują potrzeby roztrząsania wszystkiego tak jak ja. I gwarantuję, że będą z takiej decyzji bardzo zadowoleni, a i człowiek zdrowszy, kiedy nie czepia się szczegółów.

Co nie znaczy, że sam się w SP7 nie zaopatrzę, bo – nie wiem – „kwestia zasad”. Na 100% za rok, a może wcześniej, z radością wymienię swojego Surface Pro 4 na SP7. Poczekam tylko, aż moje drzewko dolarowe wypuści pierwsze liście.

Spis treści:

1. Wzornictwo i jakość wykonania. Ekran. Akcesoria.
2. Wydajność. Grafika. Bateria. Łączność i multimedia. Podsumowanie

Recenzja Microsoft Surface Pro 7 – „Twoja baza portów została zaktualizowana”
Wnioski
Microsoft znów to zrobił: wprowadził do sprzedaży uderzająco dobry sprzęt, odświeżając sprzętowo ubiegłoroczną edycję i wprowadzając konieczne USB-C. Trochę szkoda, że w zamian za lepsze osiągi musimy oddać kilka minut pracy urządzenia, ale i tak warto.
WYŚWIETLACZ
9
DZIAŁANIE, PŁYNNOŚĆ, WYDAJNOŚĆ
9
AKUMULATOR
7
MULTIMEDIA
8
PORTY, ZŁĄCZA, ŁĄCZNOŚĆ
8.5
JAKOŚĆ WYKONANIA
9
WZORNICTWO
9
AKCESORIA
9
Ocena użytkownika0 głosów
0
Zalety
najwyższa jakość wykonania
wciąż świetny ekran
wysoka wydajność
ulepszona grafika, dysk i moduł Wi-Fi 6
USB-C, w końcu
bardzo przyjemna opcjonalna klawiatura
wszechstronny opcjonalny rysik
Wady
ceny akcesoriów mogłyby być niższe
bateria wystarcza na krócej niż w Surface Pro 6
mimo USB-C, brak Thunderbolt 3
8.6
OCENA