Recenzja Dell Venue 8 Pro – mobilny elegancik z Windowsem na pokładzie (+porównanie do Toshiby Encore 8)

Bohater tej recenzji to w zasadzie przedstawiciel poprzedniej generacji tabletów z Windowsem w tle. Jest to niezłe uzupełnienie dla androidowych przedstawicieli serii, których mogliście podziwiać w recenzji autorstwa Kasi. I nie pomylę się, jeśli użyję stwierdzenia, że po dziś dzień stanowi on świetny kompromis między elegancją a mobilnością. Amerykanie dołożyli wszelkich starań, by zamienić swoje dziecko w stylowego pomocnika naszego wysłużonego PC-ta. A jak im to wyszło? Zapraszam do recenzji.

Przy pisaniu tekstu obiecałem, że będę porównywał ten model z jego bezpośrednim konkurentem – Toshibą Encore 8 (I gen.), której test mogliście prześledzić tutaj. I tak w istocie rzeczy będzie. Zatem osoby, które zainteresowane są wyborem relatywnie taniego urządzenia opartego o Windowsa 8.1, z pewnością powinny wziąć pod uwagę bezpośrednie porównanie produktu Della i Toshiby.

Specyfikacja

Model Dell Venue 8 Pro
Procesor 4rdzeniowy Intel Bay Trail Z3740D (4×1,33 GHz z Turbo Boost 1,83 GHz), 2 MB Cache
Grafika Intel HD Graphics 313 MHz (688 MHz)
Pamięć RAM 2 GB DDR3L-RS (1333 MHz)
Pamięć Wewnętrzna 32GB lub 64 GB Flash (eMMC) z możliwością rozbudowy o kartę microSD (do 128 GB)
Ekran 8-calowy IPS, rozdzielczość WXGA – 1280×800 pikseli (niespełna 189ppi), proporcja ekranu 16:10, 10 punktów nacisku
Aparat 5 Mpix – tył, 1,2 Mpix – przód, brak diody doświetlającej LED
Łączność dwuzakresowe WiFi 802.11a/b/g/n, Bluetooth 4.0, opcjonalnie modem 3G, opcjonalnie modem LTE
Złącza 1x microSD, 1x microUSB 2.0 (z obsługą OTG), 1x microSIM (opcjonalnie), 1x jack audio/combo 3,5 mm
Bateria Litowo-jonowa, 2-komorowa, 18 Wh ( 4830 mAh)
Wymiary Długość 216 mm, szerokość 130 mm, grubość: 9 mm , waga 400 gram (wersja z 64 GB i 3G – 407 gram)
System Operacyjny Windows 8.1 32-bity, preinstalowany
Informacje dodatkowe Czujnik żyroskopowy, pełny pakiet biurowy MS Office 2013 dla Studentów i Uczniów (dożywotnia licencja), Usługi dodatkowe: Dell ProSupport i Usługa ochrony przed przypadkowymi uszkodzeniami firmy Dell

Zawartość zestawu

Zestaw sprzedażowy tego tabletu nie odbiega mocno od standardów, jakie panują na rynku modeli opartych o platformę Windows. Znajdziemy w nim:

Cena całego zestawu to około 1369 zł (wersja z 3G i 64 GB pamięci wewnętrznej). Cena wersji WiFi 32 GB jest mocno zbliżona do bezpośredniego konkurenta Toshiby Encore i wynosi (na chwilę obecną) ok. 800 zł. Są to najniższe ceny z porównywarek cenowych.

Miłym dodatkiem do tego zestawu jest aktywny stylus, który wygląda bardzo profesjonalnie. Stanowi on niezłego asystenta, który w przypadku tego tabletu świetnie zastępuje mysz. Niestety jego cena do niskich nie należy i wynosi 130 zł. W zestawie go nie znajdziecie. Oprócz tego do tabletu można dokupić dedykowane etui oraz klawiaturę bezprzewodową firmy Dell. Oba akcesoria nie wchodzą w skład zestawu sprzedażowego.

Galeria urządzenia

Budowa i podzespoły

W odróżnieniu od japońskiego urządzenia, Venue 8 Pro od samego początku daje nam poczuć, że mamy do czynienia z czymś eleganckim i subtelnym. Tablet  jest stosunkowo cienki (9 mm), a przy tym o niecałe 50 gramów lżejszy od Encore (400 gramów, wersja z 3G – 407 gramów). Resztę wymiarów stanowi długość (216 mm) szerokość ( 130 mm). Choć przy produkcji urządzenia użyto plastiku i gumowanego tworzywa sztucznego ani przez moment sprzęt nie kojarzy nam się z tandetną zabawką. Amerykanie naprawdę przyłożyli się przy projektowaniu swojej mobilnej dachówki na Windowsie. Nie bez powodu w tytule użyłem stwierdzenia „elegancik”. Choć gusta są różne i nie każdemu produkt Della musi się podobać, trudno mu odmówić cech rodem ze sprzętu premium. Sam tablet możemy dostać w kolorze czarnym. Producent nie przewidział żadnej alternatywy.

Odrębny temat stanowią natomiast małe błędy producenta. Zewnętrzna powłoka hartowanego szkła jest bardzo podatna na palcowanie. W tym wypadku nie wiem czy nie lepszym rozwiązaniem byłoby zastosowanie Gorilla Glass. Drugi mankament jest poważniejszy. Pamiętacie zapewne, jak miałem kłopot z rozpakowaniem Venue 8 Pro? No właśnie. Folia, która okalała dzieło Amerykanów była przyklejona. Dopiero po pewnym czasie zrozumiałem, jakie są tego konsekwencje. Gdy spojrzymy na tablet pod światło, z łatwością ujrzymy smugi i ślady, jakie pozostawił klej. Co gorsza, w żaden nieinwazyjny sposób nie byłem w stanie tego usunąć. Żadna pianka czy też preparat czyszczący stosowany bezpiecznie w elektronice nie pomógł. A ja mogę się tylko spytać… „Drogi Dellu, czy tak ma prezentować się tablet nawiązujący do segmentu premium?”.

W kontekście wykonania zabrakło mi też trwałości. Miałem już do czynienia z gumowanymi powierzchniami w przypadku urządzeń Sony. Tam nie byłem w stanie zrobić głębszej rysy. W przypadku produktu Della, mimo że tablet noszony był w torbie z laptopem, uległ zarysowaniu (oprócz tabletu podróżowała ładowarka i kabel USB). I to bez znaczenia czy chodzi o przedni panel czy gumowane plecy. Zatem moja przedwczesna radość i entuzjazm z początku, wyparował po dłuższym używaniu. Przy wyborze tego produktu trzeba iść na kompromis i liczyć się z rysami. Pod tym względem Encore, który od Venue 8 Pro jest, delikatnie mówiąc słabiej wykonany, okazuje się trwalszy przy dłuższym użytkowaniu.


Na pokładzie urządzenia znajdziemy dobrze znaną, 64-bitową jednostkę Intel Atom Bay Trail, gdzie do dyspozycji mamy 4 rdzenie po 1,33 GHz każdy, z opcją podbicia taktowania do 1,83 GHz. Zintegrowany układ graficzny pracuje z prędkością 311 MHz z możliwością podniesienia tego taktowania do 688 MHz. Dokładnie jest to model Z3740D. Literka „D” przy sygnaturze procesora oznacza dwie różnice, które w przypadku zarówno Della, jak i Toshiby Encore, nie mają większego znaczenia. Pierwsza z nich to maksymalna rozdzielczość, jaką wyświetlacz jest w stanie obsłużyć. W klasycznej wersji procesora jest to WQXGA (2560×1600), natomiast wersja w urządzeniu Della może pochwalić się umiejętnością obsługi rozdzielczości do WUXGA (1920×1200) włącznie. Jak wiadomo, oba modele obsługują rozdziałkę WXGA, co oznacza ni mniej, ni więcej tyle, że wyświetlają ilość pikseli jednakową, która nie jest wystarczająca, by dostrzec różnice użytych jednostek. Kolejny aspekt to rodzaj użytej pamięci operacyjnej RAM. Układ z Della obsłuży 1-kanałową pamięć o taktowaniu 1333 MHz (chociaż niektóre programy diagnostyczne pokazują inaczej), natomiast wariant z Toshiby 2-kanałową pamięć o taktowaniu 1066 MHz. Różnica jest również w przypadku przepustowości. Układ z dwukanałową pamięcią posiada przepustowość wyższą poza odczytem, który w przypadku kości RAM umieszczonej w tablecie od Amerykanów jest niemal równy z zapisem. W praktyce nie zauważyłem różnicy, a oba modele posiadają 2 GB pamięci RAM i radzą sobie porównywalnie z wymagającymi programami czy też grami. To o czym wspomniałem, możecie prześledzić na poniższym screenie.

Wersja, która przywędrowała do redakcji, może się pochwalić 64 GB (istnieją też wersje z 32 GB pamięci) powierzchnią dyskową. Według mnie i tego, co zaobserwowałem, jest to wystarczająca ilość, aby pomieść najpotrzebniejsze programy, a nawet kilka gier. W przypadku Toshiby musiałem mocno się nakombinować, aby pomieścić chociażby aplikacje do testów. Oczywiście z pomocą przychodzi port microSD z obsługą kart do 128GB (bezproblemową pracę uzyskałem z kartą maks. 64GB). Po włożeniu spełnia ona rolę dodatkowej partycji. Wracając do Venue warto nadmienić, że dla samego użytkownika zostaje około 40 GB (39,8 GB). W tej kwestii nic dodać nic ująć. Pochwała dla Della za możliwość wyboru 32/64 GB.

Dysk SSD (eMMC) osiąga przyzwoite czasy dostępu, jeśli weźmiemy pod uwagę odczyt. Natomiast możliwości zapisu są nieco gorsze, nawet względem Toshiby Encore. Jednym słowem, jak raz zapiszemy coś na dysku, to odtwarzanie tego jest stosunkowo szybkie. Chociaż suma summarum szału nie ma.

Dell, oprócz wyżej wymienionych modułów, postanowił wzbogacić swoje urządzenie o dwie diody. Jedna umieszczona jest na przednim panelu i informuje o pracy procesora (jak mniemam). Aczkolwiek zasadność tego stwierdzenia jest mocno dyskusyjna, gdyż sama dioda uaktywnia się podczas włączania i wyłączania urządzenia, a także… w aplikacji aparatu. Zasadność umieszczenia tego dodatku pozostaje w zamyśle samego Della, choć trudno stwierdzić, jaki w tym cel miał producent…

Natomiast druga dioda zrobiła na mnie zgoła odmienne wrażenie. Dell umieścił ją obok portu microUSB i świeci się ona w dwóch kolorach – białym i czerwonym. Biały oznacza, że akumulator urządzenia jest w trakcie ładowania, natomiast czerwony kolor oznajmia nam rozładowany akumulator. Ale to nie wszystko. Dell sprytnie przemyślał tę funkcjonalność i czerwona dioda zapala się w momencie, gdy bateria ma jeszcze kilka procent. W ten sposób jesteśmy w stanie zakończyć naszą pracę i zapisać dane, zanim utracimy je na dobre. Niby nic, a znaczy wiele.

Łączność

Na pokładzie Dell Venue 8 Pro znajdziemy cztery moduły, na których opiera się praca tego urządzenia. USB (micro), WiFi, Bluetooth i to, czego na próżno szukać w Toshibie Encore – modem 3G (wersja z modemem). Są również egzemplarze z LTE, jednak są niemal nieosiągalne na naszym rynku, chyba że sprowadzimy je sobie przez internet. Zabrakło natomiast miejsca dla portu HDMI (nawet w postaci micro) oraz GPS. Zatem nie zrobimy z Della komputera stacjonarnego (chyba że nasz monitor wyposażony jest w moduł WiDi albo mamy na stanie odpowiedni adapter) ani nawigacji. Brak tej drugiej rekompensuje mi smartfon, ale port HDMI w niektórych sytuacjach okazałby się zbawienny. Niestety musiałem sobie radzić bez niego. Oczywiście można przetworzyć sygnał z portu USB na HDMI, ale przejściówka taka swoje kosztuje (dobrej firmy nawet kilkaset złotych) i nie każdy jest skory wyłożyć taką kwotę.

Dell Venue 8 Pro na pokładzie gości najnowszy standard modułu, jaki był dostępny na dzień debiutu (który odbył się, de facto, prawie rok temu). Mowa o wersji 4.0 Cechuje się trybem zwiększonej oszczędności energii względem poprzedniej wersji. Podczas testów nie miałem najmniejszego problemu, aby sparować inne urządzenia np. mysz, klawiaturę. Moduł przesyła pliki bardzo stabilnie. Jedyny niuans to brak odpowiedniej komunikacji z zewnętrznym modułem Bluetooth, który wykluczył przesłanie plików na laptopa z podpiętym Bluetooth po USB. Jednak całokształt wypada bardzo pozytywnie. Tym bardziej, że winę tutaj ponosi czytnik kart od Asusa i brak sterowników do obsługi urządzeń pod system Windows 8.1.

Ekran

W tym segmencie cenowym nie ma najmniejszych powodów do narzekań. Na przednim panelu króluje niepodzielnie doskonałej jakości matryca IPS. Hasło „doskonały” nie jest tu rzucone na wiatr. Ale po kolei. Matryca, jak przed chwilą zakomunikowałem, to 8-calowy LCD IPS w rozdzielczości WXGA (1280×800 pikseli). Kąty widzenia sięgają niemal 180 stopni i, patrząc na testowy egzemplarz, mogę potwierdzić tą zaletę. Nie jest to raczej nic nowego w świecie IPS-ów, ale widać, że Dell sięgnął po górną półkę. Nie będę się też rozwodził nad zasadnością implementacji takiej, a nie innej rozdziałki. Według mnie jest ona odpowiednia, co sprzyja dłuższym przebiegom na baterii, a zagęszczenie pikseli nie sprawia problemów z czytelnością (189 ppi). Na uwagę zasługuje wysoka jasność maksymalna przekraczająca 350 cd/m2. Jest to wartość wystarczająca do pracy w nasłonecznionych pomieszczeniach, choć do pełni szczęścia brakuje 100 cd/m2, co wyraźnie pokazują zdjęcia robione na zewnątrz. Obraz jest wtedy słabo czytelny. Pół biedy, jeśli klikamy w duże elementy Metro UI, jednak czytanie tekstu czy operowanie na desktopowych aplikacjach może przyprawić o niemałą frustrację. Ja jednak nie pastwiłbym się nad Venue 8 Pro, gdyż konkurencyjna Toshiba z ekranem lepszym (podobno) – HFFS, wcale nie wypada zauważalnie lepiej. A jeśli widać jakieś różnice, są one zbyt małe, by degradować względem Encore, IPS z Della. Natomiast to, co było bolączką Japończyka, w amerykańskiej dachówce nie występuje. Minimalna jasność ekranu sięga pułapu 20-30 cd/m2, dzięki czemu bez problemu można korzystać z urządzenia nocą.

Gratką dla fanów gier może okazać się 10-punktowy multitouchOsobiście nie wiem, gdzie mógłbym skorzystać z takiego dobrodziejstwa, ale fani mobilnej rozgrywki na pewno będą zadowoleni.


Jedyną wadą, która może być zarazem tylko skazą tego testowanego egzemplarza, jest nierównomierne podświetlenie, a raczej plamka bliżej prawej krawędzi matrycy, trzymając tablet w orientacji poziomej. Jest ona co prawda tak mała, że standardowo trudno ją dostrzec, jednak przy jednolitym kolorze tła rzuca się w oczy. Miała być solidna piątka, a tak jest duży minus dla urządzenia, które w tak kluczowym aspekcie przegrywa z Toshibą Encore. Japończyk prezentuje równy poziom, od początku do końca.

Multimedia

Podczas korzystania z multimediów ujawnia się prawdziwa przewaga urządzeń z Windowsem. A jak wypada bezpośrednie starcie Toshiby Encore i Dell Venue 8 Pro? Trudno wytypować zwycięzcę. Patrząc na spokojnie, mamy tu niemal identyczną specyfikację (różnice są mało widoczne), zatem wynik jest mocno remisowy.

Internet

Tak samo, jak w przypadku Toshiby, Venue 8 Pro gości na pokładzie niezawodny Internet Explorer, który w odróżnieniu od Google Chrome (w wersji mobilnej) radzi sobie z treściami Flash Player. I, co najważniejsze, robi to dobrze. Bez problemu otwiera ciężkie strony, a przewijanie animacji i naszpikowane flashowymi elementami portale nie stanowią problemu. Nie jest to prędkość desktopowa, ale będzie to porównanie zgoła niesprawiedliwe, gdyż główny czynnik, który ma znaczenie, to wydajność układu SoC. A ta w urządzeniach mobilnych będzie mniejsza. Działa tutaj wyśmienicie funkcja uszczypnięcia (Pinch to zoom), która jest nie do przecenienia przy skalowaniu mniejszych elementów. A te z kolei skalują się płynnie. Przeglądarka ma możliwość zmiany kart, a samo umiejscowienie paska adresu jest na dole (charakterystyczne dla mobilnego Internet Explorera). Jednym słowem nic dodać nic ująć.

W testach syntetycznych swoją przewagę ujawnia Google Chrome, który ostatnio osiąga najlepsze rezultaty wśród przeglądarek. Jednak test SunSpider jasno ukazuje przewagę mobilnego IE. Poniżej prezentuje porównanie Internet Explorera i Google Chrome.

Test przeglądarki Internet Explorer:

Rodzaj testu Peacekeeper Kraken SunSpider
Wyniki testu 481 11339.2 ms 548.3 ms

Test przeglądarki Google Chrome:

Rodzaj testu Peacekeeper Kraken SunSpider
Wyniki testu 809 8368.2 ms 999.2 ms

Aparat

Na pokładzie Dell Venue 8 Pro gości 5 Mpix aparat główny (bez diody LED, ale za to z Autofocusem), który potrafi wykonywać zdjęcia w rozdzielczości 2560×1440 – 16:9/2560×1920 – 4:3. Natomiast filmy nagrywać można w rozdziałce HD i FHD przy 30 klatkach na sekundę. Jednym słowem przyzwoity standard na warunki tabletowe. Moduł ma problemy z łapaniem światła, co jest winą dość ciemnej przysłony. Z kolei kolory są żywe, czasem nieco przejaskrawione, ale mieszczą się w granicach rozsądku. Jakość zdjęć nie porywa, ale jest mocno zbliżona do tej z Toshiby Encore. Co prawda Japończyk może się pochwalić większą szczegółowością (głównej mierze przez rozdzielczość 8 Mpix), ale na obronę Dell lepiej radzi sobie ze stabilizacją kadru, co widać szczególnie przy nagrywaniu filmów. Z kolei klipy wideo rejestrują płynny obraz, a odchylenia reprodukcji barw są niewielkie. Gorzej jest pod słońce, jednak brak trybu HDR daje się tutaj mocno we znaki. Podczas testowego nagrania tablet nie miał problemu z nagraniem statycznych detali, jak i obiektów w ruchu.

Moduł aparatu

Przykładowe zdjęcia:

Przykładowy film:

Na przednim panelu znajdziemy kamerę do połączeń wideo. Rozdzielczość tego modułu wynosi 1,2 Mpix i pozwala robić zdjęcia i nagrywać filmy w jakości HD. Za to kompletnie nie radzi sobie z kadrem pod słońce (ciemna przesłona i brak HDR), a w słabszych warunkach oświetleniowych mocno dają o sobie znać szumy. Myślę jednak, że do zwykłych rozmów na Skype’ie w domu, będzie w sam raz.

Przykładowe zdjęcie:

Filmy

Na pokładzie tego urządzenia, jak we wszystkich windowsowych propozycjach, znajdziemy odtwarzacz w wersji Metro UI oraz desktopowy Windows Media Player. Natywnie aplikacja kafelkowa odtwarza niewiele formatów, a najlepiej radzi sobie z plikami kodowanymi w Mpeg-4. Znany wszystkim z domowego PC-ta WMP potrafi nieco więcej, ale miał problemy z nagraniami MKV, co zresztą nie jest niespodzianką. Piotr nie tak dawno pisał, że MS zapowiada wprowadzenie tego formatu w nadchodzącym Windowsie 10. Sytuacja zmienia się, gdy dogramy sobie jedną z popularnych paczek kodedów znaną z pełnowymiarowych komputerów. Wtedy WMP zamienia się w prawdziwy kombajn i radzi sobie bardzo dobrze ze wszystkimi formatami. Możliwości Della skończyły się na filmie kodowanym w ProRes w rozdziałce 4K, ale nie dziwiłbym się zbytnio. W końcu na pokładzie mamy jedynie Bay Traila. Z drugiej strony zasadność oglądania filmów w takiej rozdzielczości przy matrycy WXGA wydaje się co najmniej nietrafiona. Co ciekawe, układ (Z3740D) w Venue 8 Pro, który odtwarza teoretycznie niższą rozdzielczość, lepiej sobie poradził z testowymi klipami od podstawowego Atoma z Toshiby (Z3740). Przypadek?

Testowe sample:

Muzyka

Podobnie, jak w przypadku filmów, do odtwarzania muzyki posłużą nam dwie aplikacje. Pierwsza z interfejsu Metro UI – Muzyka oraz WMP, gdy chcemy skorzystać z pulpitu. Jeśli chodzi o rozpoznawanie kodeków występuje tu analogiczne zjawisko, jakie ma miejsce przy odtwarzaniu filmów. Podstawowa aplikacja z interfejsu kafelkowego odtwarza niewiele formatów, natomiast Windows Media Player radzi sobie zdecydowanie lepiej. Jednak prawdziwą moc osiąga, gdy zainstaluje się odpowiednią paczkę kodeków. Wtedy możemy się cieszyć odtwarzaniem muzyki w formacie FLAC, AAC, WMA, MIDI, WAVE, a także uniwersalnym MP3. Sytuacja w Toshibie Encore jest identyczna, co jeszcze raz podkreśla możliwości pełnego Windowsa.

Dźwięk wydobywa się z pojedynczego monofonicznego głośnika umieszczonego na spodniej krawędzi tabletu. O dziwo, porównując do go zestawu stereo z Encore, wcale nie jest na straconej pozycji. Może przegrywa na decybele, ale za to broni się jakością i formą wydobywanego dźwięku. Dell wyważył tutaj stosunek jakości i głośności nie idąc ślepo w cyferki. Choć poziom głośności może być zbyt niski, aby słuchać muzyki w zatłoczonym mieście, o tyle wydobywające się tony średnie i niskie (jeśli można o takowych mówić przy tak małym głośniku) są niezmiernie przyjazne dla ucha.

Gry

Urządzenia mobilne od wielu lat potrafią obsłużyć grafikę 3D, co sprzyja mobilnej rozgrywce. Jeśli chodzi o gry, Dell Venue 8 Pro, dzięki zaimplementowanemu Windowsowi radzi sobie z propozycjami, które znajdziemy na platformie desktopowej. Musimy jednak pamiętać, że tablet od Amerykanów ma na pokładzie budżetowego Bay Traila, który sprosta jedynie starszym propozycjom, gdzie poziom 25/30 kl./s utrzyma bez problemu. Na granie w topowe tytuły 2013/14 roku w dobrym, bezproblemowym stylu, możemy zapomnieć. Jest to widoczne szczególnie podczas rozgrywki w dynamiczne FPS-y, jak i szybkie wyścigówki. Najmocniejszą propozycję, którą udało mi się uruchomić bez problemu, była FIFA 2012. Nie jestem jednak koneserem gier i nie starałem się na siłę pobierać dużych, kilku do kilkunasto- gigabajtowych hitów ostatnich lat, aby na potrzeby recenzji, wszystkie przetestować. Sytuacja jest zgoła odmienna, jeśli weźmiemy pod uwagę gry z Windows Store. Venue 8 Pro nie miał najmniejszych problemów z odtworzeniem grafiki na najwyższym możliwym poziomie w topowych propozycjach, czy to w Asphalt 8 czy Halo: Spartan Assault. Jest to scenariusz identyczny, który cechuje japoński tablet.

 

Zastosowania biurowe oraz wykorzystanie stylusa

Ciężko przejść obojętnie obok tego, co oferuje nam producent. A jest to bezterminowa licencja na pakiet biurowy MS Office 2013 dla użytkownika domowego i studenta. Nie muszę chyba przypominać ponownie jego ceny, aby podkreślić, ile wnosi do całokształtu. Możliwości tego oprogramowania również nie zamierzam przedstawiać, gdyż byłoby to nie na miejscu. Powiem krótko – jedna z najmocniejszych stron tego urządzenia. Co prawda dłuższa praca nad dokumentami to istny masochizm, jednak mając na uwadze charakterystykę sprzętu, można go dobrze wykorzystać.

Przejdźmy teraz do najciekawszego akcesorium, które dedykowane jest temu urządzeniu. Ponieważ jego ekran, o czym nie wspomniałem wcześniej, posiada warstwę aktywno-pojemnościową, jego czułość jest odpowiednio zwiększona, co skutkuje obsługą stylusa aktywnego. Przyznam szczerze, że z początku byłem mocno ucieszony z możliwości przetestowania takiego dodatku. Osobiście kibicuje urządzeniom opartym o Windowsa, które posiadają stylusy. Z racji tego, że moja kobieta ma Note’a 3 generacji, często sięgam po to rozkoszne akcesorium. Tym bardziej przeżywam katusze, czekając na prawdziwego konkurenta Samsunga, ale z systemem od Microsoftu. Sam nie mogę się przekonać do południowokoreańskiej firmy i nakładki TouchWiz. Wracając do meritum wątku, moje pierwsze wrażenia z użytkowania były znośne. Niestety, potem już było tylko gorzej. O ile samo oprogramowanie rozpoznaje pismo odręczne nie najgorzej (oczywiście do Note’a nie ma startu), o tyle końcówka, czyli sam rysik, jest tak twardy, że często po prostu nieużywalny. Mało tego, czasem brakuje mu reakcji na dotyk. A wielka szkoda, bo stylus jest wyjątkowo elegancki i świetnie wkomponowuje się w tablet od Della.

Jeśli chodzi o aplikacje, na których skorzystamy z jego dobrodziejstw, spotkało mnie kolejne rozczarowanie. Oprócz dedykowanej aplikacji do rozpoznawania pisma odręcznego zamiast klawiatury wirtualnej i One Note’a nie spełnia on zadań, które na pierwszy rzut oka spełniają stylusy w wielu urządzeniach graficznych. Nie skorzystamy zatem z Photoshopa ani AutoCADa, a sam producent nie przygotował dla nas dedykowanej aplikacji do obsługi graficznej. Cóż, to się nazywa zaprzepaszczony potencjał. Na szczęście One Note usprawnia nieco funkcjonalność rysika i daje możliwości skorzystania z przybornika, który wraz z instalacją pakietu biurowego pojawia się w prawym dolnym roku (zasobniku). I tak, możemy zrobić wycinek z tapety i wkleić do notatki albo rozpocząć osobną, szybką notatkę. I to w zasadzie wszystko. Mam jednak nieodparte wrażenie, że producent kierował się głównie innymi pobudkami. Sam tablet nie posiada portu microHDMI, zatem pozycjonowany jest tylko i wyłącznie jako urządzenie ultramobilne, a sam stylus pełni tutaj rolę kursora myszy. Możemy dzięki niemu zaznaczyć małe obiekty pulpitu, które trudno trafić palcem. W sumie, częściej właśnie w ten sposób korzystałem z tego dodatku niż możliwości pisania, które pozostawia, mimo wszystko, wiele do życzenia. Ostatecznie jednak doświadczenia z użytkowania tego akcesorium są raczej negatywne, gdyż brak dokładności i twardość końcówki zabijała całą przyjemność z korzystania. Mam nadzieję, że Dell wyciągnie właściwe wnioski i następne generacje stylusa będą nosić znamiona produktu premium.

System i jego działanie

Biorąc pod uwagę, że nie jestem najlepszą osobą do obiektywnej oceny systemu (podobnie jak kolega redakcyjny Piotr, sympatyzuje i kibicuje Windowsowi), postaram się wyciągnąć wszystkie zalety i wady tego modelu.

Tablet, mimo jednostki obsługującej 64-bitowe instrukcje, został zaopatrzony w 32-bitową platformę Windows 8.1 (obiecane wsparcie i aktualizacje). Na pierwszy rzut oka można rzec, że system na Dell Venue 8 Pro przeżywa prawdziwe rozdwojenie jaźni. Z jednej strony desktop, gdzie rządzą niepodzielnie takie aplikacje, jak Windows Media Player, Movie Maker, Silverlight, Internet Exloprer, Outlook. Z drugiej minimalistyczny Metro UI, który pozwala nawet najbardziej leniwym pokochać swoje możliwości. No właśnie… a tych kafelkowy interfejs ma na razie zbyt mało. Co prawda liczba aplikacji rośnie, a od pierwszej edycji popularnej „Ósemki” do kolejnych aktualizacji upłynęło już sporo czasu, to jednak mimo wielu poprawek i udoskonaleń system nie może odzyskać swojej dawnej spójności. Za przykład podam tworzenie recenzji. Chcąc rzetelnie przedstawić produkt, osobno omawiam pozytywy i negatywy Metro UI i Desktop, zaś urządzenia androidowe mocno skupione są w obrębie jednego interfejsu. Jeśli coś pójdzie nie tak, dachówka z Androidem traci na wartości. Natomiast w przypadku Windowsa, to co trafi Metro UI, nadrabia desktop. Co jednak w ostatecznej ocenie wcale nie musi działać na plus. Ciągłe przeskakiwanie z jednego świata w drugi, przez które można dostać prawdziwego rozdwojenia jaźni, przyprawia z czasem o ból głowy. Zostawiając całkiem na uboczu nieszczęsne kafeli, mamy stary wysłużony pulpit. A jak on się ma do rzeczywistości na 8 calach? Całkiem średnio. W przypadku Dell Venue 8 Pro sprawę ratuje stylus, który jednak trzeba dokupić osobno. Natomiast, gdyby się go pozbawić, okazuje się, że praca na tak małym interfejsie jest drogą przez mękę. A możliwości są ogromne. Na wideo pokazałem Wam, że system obsłuży nawet Photoshopa, i to z powodzeniem. Gdyby jeszcze był ten nieszczęsny port microHDMI, byłaby to już pełnia szczęścia. A tak słaby, wykastrowany z możliwości Metro UI i źle wyskalowany pulpit to istna Fame Fatale tego środowiska. Wiem, zabrzmiało to bezlitośnie, ale są też pozytywy. Druga strona medalu jest taka, że możliwości Windowsa są o wiele większe niż Androida i iOS, a wybór tego systemu na tablecie poleciłbym osobom, które często bywają w terenie, ale muszą mieć namiastkę laptopa przy sobie. Nie mówię tu o sprawdzeniu strony www, poczty czy wysłaniu maila, a bardziej zaawansowanych czynnościach, jak podstawowa obróbka fotek, dokończenie dokumentu w Wordzie czy tabelki w Exelu. Do tego natywne wsparcie dla Flasha pozytywnie wpływa na obsługę złożonych formularzy na stronach, co często wydaję się zaletą nie do przecenienia.

Przechodząc jednak do samego Della, podczas testów nie uświadczyłem takich problemów z oprogramowaniem, jakie miałem przy okazji testów Toshiby Encore. Jedyny mankament to problemy z wybudzeniem tabletu, ale występowały na wczesnej wersji oprogramowania. Kolejny update naprawił tę dolegliwość, a sam system działa zaskakująco dobrze. Ponadto Amerykanie postanowili nie utrudniać życia zbędnym Bloatwarem, który był wszechobecny na urządzeniu z kraju kwitnącej wiśni. Do dyspozycji znajdziemy jedynie aplikację: My Dell, Zarejestruj moje urządzenie, Dell Backup, Recovery, PC Checkup oraz desktopową wersję Dropboxa. To naprawdę niewiele. Pomijam obecność nieznośnego oprogramowania zabezpieczającego McAfee, które jest tylko w wersji okresowej (30 dni). Jednak zbędne oprogramowanie można w prosty sposób odinstalować, co nie jest zawsze możliwe na Androidzie. Podsumowując, Bay Trail radzi sobie nadspodziewanie dobrze z obsługą Windowsa, biorąc pod uwagę nawet aplikacje znane z komputerów osobistych. Gdyby nie problemy z rozdwojeniem jaźni i słabe skalowanie pulpitu, nie mógłbym się przyczepić nawet do ergonomii obsługi interfejsów.

Benchmarki i wydajność

Jeśli chodzi o testy wydajnościowe, to nie jestem zwolennikiem zawierzania cyferkom. Urządzenie ma dobrze pracować i to jest najistotniejszą cechą przy wyborze sprzętu, biorąc pod uwagę osobiste preferencje. Co do samego Bay Traila, jest on nadspodziewanie płynny, co stanowi swoisty ewenement, jeśli chodzi o urządzenia mobilne – czy chodzi tu o Androida, czy Windowsa. Podczas testów układ sprostał obróbce grafiki w Photoshopie, a także odtworzeniu filmów w formacie 4K (wysoka kompresja). Był też w stanie pociągnąć dwuletnią grę desktopową. Według mnie, to i tak dużo więcej niż można się było po nim spodziewać. Sam system chodzi zdumiewająco płynnie, co daje tylko pozytywne odczucia z użytkowania. Dla fanów statystyk przygotowałem kilka zrzutów ekranu z popularnych benchmarków: Cinebench 11.5, PCMark 8, 3D Mark.

Akumulator

Jak już kiedyś mówiłem, nie jestem zwolennikiem szablonowych testów na wyporność danego zastosowania (np. tylko filmy, tylko internet po 3G), dlatego metodyka moich testów jest zgoła inna, niż prezentuje wielu testerów. Obserwuję urządzenie w codziennym mieszanym zastosowaniu i takie testy wydajnościowe przeprowadzam.

Jeśli zaś chodzi o produkt Della, znajdziemy tu akumulator o pojemności 4830 mAh (18Wh), czyli nieco mniejszy niż w przypadku Toshiby Encore. Natomiast brawa się należą amerykańskim inżynierom, ponieważ Venue 8 Pro prezentował się podczas całego okresu testów po prostu lepiej. Osobiście nie korzystałem codziennie intensywnie z tabletu, jednak osiągniecie 2-3 dni pracy przy przeciętnym 2-3 godzinym trybie użytkowania w ciągu całej doby, nie sprawiało mi problemu. Drenowanie baterii przez pół dnia (około 6 godzin), używając w tym czasie modemu 3G i korzystając z przeglądarki Internet Explorer, czytając godzinę dokumentu w PDF-ie, oglądając 40 minut nagrań filmowych po streemingu (YouTube), pozwoliło mi zachować około 15% baterii. Czujnik światła ustawiał jasność automatycznie, jednak z reguły było to mniej-więcej 50%. Praca biurowa czy słuchanie muzyki na 50% poziomu głośności nie robi na akumulatorze większego wrażenia, a urządzenie wytrzyma większą część dnia. Ku mojemu zdziwieniu granie w wymagające gry nie zużywało drastycznie więcej energii od modemu 3G, a wynik osiągów jest podobny. Oczywiście każdy ma swoje preferencje, jednak warto zauważyć, że korzystając z WiFi albo oglądając filmy z dysku wewnętrznego, czas korzystania ulegnie wydłużeniu.

Testy syntetyczne przeprowadziłem w programie PCMark 8 w dwóch trybach – konwencjonalnym i z włączoną akceleracją graficzną, w trzech scenariuszach mieszanych: Domowym (Home), Pracy (Work), Kreatywnym (Creative). Natomiast maksymalne obciążenie zmierzyłem za pomocą AIDA. Wyniki przedstawia poniższa tabela:

Pojemność Ogniwa Scenariusze działania Wyniki testów (h:min.)
18 Wh (4830 mAh) Home 5:35 (C) – 5:42 (A)
Work 8:13 (C) – 5:28 (A)
Creative 6:34 (C) – 5:20 (A)
Maksymalne obciążenie 4:20

Litera C – tryb konwencjonalny, Litera A – z włączoną akceleracją graficzną

Słabym punktem akumulatora jest natomiast długość ładowania, która przekracza 3 godziny.

Podsumowanie

Przez całą recenzję próbowałem odpowiedzieć na pytanie, który z budżetowych tabletów – Dell Venue 8 Pro czy Toshiba Encore (I gen.) jest lepszy. Niestety, zadanie to nie jest do końca takie proste. A to wszystko przez to, że oba urządzenia pozycjonowane są nieco inaczej. Toshiba na swoim pokładzie ma złącza, które pozycjonują ją bardziej jako przenośna stacja robocza, natomiast Dell to przykład ultramobilnego urządzenia, który ma służyć głównie jako urządzenie stricte mobilne. I choć wiele czynników jest wspólnych, to stwierdzenie, że któraś dachówka jest wyraźnie lepsza od drugiej, byłoby zwyczajnym nadużyciem. Każde ma swoje mocne i słabe strony, co czyni je atrakcyjnymi ofertami w swoim przeznaczeniu.

Co do samego Della, przygoda z tym urządzeniem jeszcze bardziej utwierdziła mnie w przekonaniu, że w Windowsie drzemie spory potencjał, który nie do końca potrafi wykorzystać Microsoft. Sam producent dołożył wszelkich starań, aby korzystanie z tabletu było maksymalnie wygodne. Ten egzamin Dell Venue 8 Pro zdał na mocną czwórkę z +. Czaruje wspaniałe wzornictwo i wygoda użytkowania. Razi nieco wysoka cena modelu z 3G i dedykowanego stylusa (abstrahując od samych możliwości tego akcesorium), którego trzeba nabyć de facto, osobno. Natomiast późniejsze korzyści w postaci niebanalnego wyglądu, sporych możliwości i solidnego akumulatora potrafią osłodzić pustki w portfelu.

Na sam koniec chciałbym serdecznie przeprosić za ogromne opóźnienia w prezentacji, jednak – z przyczyn technicznych – nie byłem w stanie nagrać recenzji wcześniej. W zamian opracowałem dla Was szczegółową prezentację, zwracając uwagę na niuanse i detale. Mam nadzieję, że w ten sposób przyczynię się do właściwego wyboru tego urządzenia :)

Exit mobile version