PowerEgg X - recenzja drona w kształcie jajka | Tabletowo.pl

PowerEgg X – recenzja drona w kształcie jajka

Dołącz do dyskusji 0

Gdy dostałem informację o możliwości przetestowania na łamach Tabletowo nowego drona marki Power Vision, zgodziłem się z wielką radością. Kto choć raz miał okazję stanąć za sterami takiego statku powietrznego wie, że to nie lada frajda. Przekonajmy się więc jak sprawuje się w akcji to się zwracające uwagę kształtem urządzenie o nazwie PowerEgg X. Zapraszam do recenzji!

Specyfikacja techniczna PowerEgg X:

  • wymiary i waga korpusu: 165 x 100 x 100 mm, 522 gramy,
  • waga całego drona (wraz z ramionami): 862 gramy,
  • kamera: 12 Mpix, ze światłem 1.8 i kątem widzenia 78,4 stopnie,
  • bateria drona: inteligentne ogniwo o pojemność 3500 mAh, waga 237 gramów,
  • ładowarka: moc 5 W, dwa porty USB-A,
  • maksymalna wysokość lotu: 4000 metrów,
  • maksymalna prędkość lotu 18 m/s,
  • temperatura pracy: od 0 do 40 stopni Celsjusza,
  • nawigacja: GPS oraz GLONASS,
  • zasięg kontrolera (zależny od trybu): FCC: 6 km, CE: 3 km, SRRC: 3 km,
  • bateria kontrolera:  3500 mAh,
  • obsługiwane karty pamięci: microSD.

Zawartość zestawu 

Zestaw, jaki dostałem do testów, składa się z kilkunastu elementów – nawet taka ilość może sprawić, że początkujący operator drona będzie czuć się odrobinę zagubiony. Dostęp do dużej ilości części to plus, szczególnie biorąc pod uwagę różne ich zastosowanie oraz możliwości, jakie dają – dokładniej wspomnę o nich w dalszej części tego tekstu. 

Po otwarciu pudełka głównego naszym oczom ukaże się wykonana z szarego styropianowego materiału wysokiej jakości walizka zabezpieczająca sprzęt – przydatna szczególnie w trakcie transportu urządzenia z miejsca na miejsce. 

PowerEgg X (fot. Miłosz Starzewski/Tabletowo.pl)

Po jej otwarciu znajdziemy to, co interesować będzie nas najbardziej –  idealnie jajowaty korpus naszego drona. Ramiona statku można całkowicie odczepić i to właśnie w takiej formie dostajemy je w pudełku wraz ze składającymi się na wzór Mavica Pro śmigłami, instrukcją obsługi oraz resztą osprzętu. 

PowerEgg X (fot. Miłosz Starzewski/Tabletowo.pl)

W walizce znajduje się także kontroler oraz ładowarka z odpinanym kablem sieciowym, kabel USB-A służący do podpięcia smartfona (w trzech wersjach: USB-C, microUSB i Lightning), zapasowe śrubki oraz śrubokręt do wymiany śmigieł. Dostajemy tutaj także pasek, pozwalający na używanie korpusu w trybie kamery, plastikowe mocowanie z gwintem kompatybilnym ze wszystkimi statywami fotograficznymi oraz zaślepkę na nieużywaną szynę. 

Na testowany przeze mnie zestaw (dostarczony w osobnym pudełku) składa się także wodoodporny case oraz styropianowe, mocowane do ramion szyny, pozwalające na lądowanie na wodzie, kabel miniUSB na USB-A oraz dodatkowe cztery pary śmigieł i dwa zestawy śrubek.

Sporo tego, co?

Wzornictwo i jakość wykonania 

Pierwszy kontakt z designem Power Egga może budzić mieszane uczucia – trzeba przyznać, że forma drona jest dość nietypowa, ale wygląda dość ciekawie i na pewno będzie się wyróżniać wśród innych tego typu urządzeń.

PowerEgg X (fot. Miłosz Starzewski/Tabletowo.pl)

Korpus w kształcie jajka wykonany jest z dobrej jakości błyszczącego tworzywa sztucznego, a po otwarciu spodniej części naszym oczom ukaże się trzyosiowy, zabezpieczony plastikowym wspornikiem gimbal, z umieszczoną na nim kamerą, a także szereg czujników znajdujących się na przodzie oraz dolnej części urządzenia. Po bokach są szyny mocujące, służące do założenia ramion ze śmigłami, a także reszty znajdujących się w zestawie akcesoriów. 

Ściągana, górna pokrywa, osłania baterię o pojemności 3500 mAh, po wyciągnięciu której znajdziemy slot na kartę microSD przypominający trochę znane ze starych telefonów wejście na kartę SIM (również umieszczane swego czasu pod baterią urządzenia).

PowerEgg X (fot. Miłosz Starzewski/Tabletowo.pl)

Kontroler jest bardzo wygodny i nikt, kto kiedykolwiek miał do czynienia z innym typem dronów, nie będzie miał problemu z jego obsługą. Za pomocą kabla podłączamy nasz smartfon do urządzenia i uruchamiamy aplikację o nazwie Vision+ 2 (dostępną na platformach Google Play oraz App Store), dzięki której możliwe będzie podłączenie telefonu do całego zestawu. 

Ramię mocujące telefon składa się z trzech zginających elementów, dzięki czemu bez problemu dopasujemy wysokość oraz kąt nachylenia ekranu do naszych potrzeb. Smartfon trzyma się pewnie i nie ma obawy, że wysunie się z mocowania w trakcie obsługi kontrolera bez znaczenia czy używamy etui czy nie.

Co ważne, mocowanie umieszczone jest u góry pilota – to moim zdaniem najlepsza lokalizacja dla służącego do nawigowania „ekranu”. Warto wspomnieć, że joysticki są wykręcane – można więc z czasem wymienić je na nowe.

PowerEgg X (fot. Miłosz Starzewski/Tabletowo.pl)

Jakość wykonania stoi na wysokim poziomie – czuć, że mamy do czynienia z dobrej jakości sprzętem. Wszystkie elementy wyposażenia wykonane są z dobrej jakości tworzyw sztucznych, dzięki czemu sprawiają przyjemne wrażenie już przy pierwszym kontakcie. Za to z pewnością należy się Power Eggowi spory plus. 

PowerEgg X (fot. Miłosz Starzewski/Tabletowo.pl)

PowerEgg X (fot. Miłosz Starzewski/Tabletowo.pl)

Moim zdaniem jednak niektóre elementy korpusu powinny być trochę lepiej spasowane, klapki osłaniające są trochę zbyt cienkie, odstają i odrobinę trzeszczą. Wprawdzie ta największa służy do osłony urządzenia jedynie podczas transportu, tak czy inaczej mogłoby wyglądać to trochę lepiej.

System i łączność

Jak już wspomniałem, do połączenia drona ze służącym za ekran kontrolera telefonem, odpowiada aplikacja Vision+ 2. Po jej uruchomieniu tworzymy konto i wybieramy urządzenie, z jakim chcemy sparować nasz smartfon – aplikacja oferuje obsługę dwóch urządzeń – statku PowerDolphin oraz testowanego PowerEggaX.

Do wyboru mamy tutaj dwa tryby, w jakich używać możemy urządzenia – Drone Mode oraz AI-Camera Mode. Jeśli chcemy rozpocząć lot, decydujemy się na ten pierwszy, kliknięcie drugiego rozpocznie konfigurację opcji używania korpusu jako kamery z gimbalem, pozwalającej na kręcenie z ręki.

Konfiguracja jest prosta i tutaj nawet laik nie będzie miał problemu z połączeniem smartfona do statku. Pomagają w tym ruchome animacje pokazujące krok po kroku, jak przygotować urządzenie do startu. Po podłączeniu kontrolera dostajemy na żywo podgląd z kamery i mamy dostęp do wszystkich funkcji i ustawień drona.

Muszę przyznać, że przez większość czasu aplikacja działa przyzwoicie, choć zdarzały się niewielkie błędy, a program czasem się zacinał. Występowały także problemy z łącznością – nie mam tu na myśli sterowania dronem (ten temat omówię w dalszej części),  aczkolwiek dwukrotnie w trakcie trwania testów zupełnie straciłem podgląd z kamery – za pierwszym razem widok na żywo zastąpiony został czarnym ekranem, a za drugim przyciętą klatką kadru.

Taka sytuacja może być zagrożeniem dla bezpieczeństwa lotu – wracanie „na ślepo” nie należy do zbyt komfortowych sytuacji, szczególnie, jeśli latamy odrobinę dalej.

Na szczęście mamy możliwość automatycznego powrotu do miejsca startu, operacja jest wykonywana całkowicie bez udziału pilota i muszę przyznać, że kilkukrotnie byłem zmuszony z niej skorzystać.

wygląd ekranu sterowania dronem

Sama aplikacja jest prosta w obsłudze, a jej konfiguracja nie powinna nikomu przysporzyć większych problemów. Mam nadzieję, że wymienione błędy zostaną szybko naprawione w kolejnych aktualizacjach programu.

Pilotowanie oraz responsywność

Przed pierwszym lotem, poza starannym złożeniem całego zestawu, konieczne jest dokładne sprawdzenie wszystkich elementów drona oraz skalibrowanie żyroskopu oraz czujników. Z poziomu menu, znajdującego się w prawym górnym roku aplikacji, wybieramy opcję kalibracji i postępujemy zgonie z wyświetlaną na ekranie instrukcją, polegającą na trzymaniu drona w określonych pozycjach przez kilka sekund tak, by urządzenie zapisało dane i było gotowe do pierwszego lotu.

Zaznaczam również, że przed każdym lotem należy dokładnie sprawdzić panujące na zewnątrz warunki oraz pilotować statek w miejscu, w którym nie zagraża on ludziom, zwierzętom ani ruchowi drogowemu i lotniczemu – to wydaje się dość oczywiste dla każdego świadomego użytkownika dronów, nie zaszkodzi jednak nikomu o tym przypomnieć.

PowerEgg X (fot. Miłosz Starzewski/Tabletowo.pl)

Start odbywa się w identyczny sposób jak w serii dronów marki DJI. Po lewej stronie menu znajduje się wycelowana w górę strzałka, po kliknięciu w którą nasz dron podrywa się do wysokości podstawowej tj. około 1,5 metra i czeka na dalsze polecenia pilota. 

Wznoszenie się statku odbywa się bardzo szybko – podobnie, jak podchodzenie do lądowania – w tej kwestii Power Egg jest responsywny i zwrotny. Praca śmigieł jest stosunkowo cicha – uplasowałbym ją pomiędzy głośnością lecącego Mavica Air a Mavica Pro. 

PowerEgg X (fot. Miłosz Starzewski/Tabletowo.pl)

Problemy pojawiły się niestety już w trakcie pierwszego lotu, dosłownie po kilku minutach w powietrzu – PowerEgg miał kłopot z lotem w przód, gwałtownie hamował, by po chwili znów ruszyć i ponownie zawisnąć w powietrzu. Co ciekawe, poruszanie się w tył, na boki czy obrót wokół własnej osi nie sprawiał mu już problemu. Takie zachowanie urządzenia zmusiło mnie do wylądowania i ponownej kalibracji oraz sprawdzenia wszystkich parametrów lotu. Nie znalazłem jednak przyczyny takiego zachowania urządzenia.

Kolejna próba lotu przyniosła zaskakujący rezultat, dron zawisł na wysokości kilku metrów nie reagując na żadne próby sterowania nim z użyciem kontrolera – pomogło jedynie użycie funkcji automatycznego powrotu do miejsca startu, po kliknięciu tej opcji dron ożył i poprawnie wykonał manewr. 

W ciągu testów zdarzyło mi się również, że dron podczas próby lotu… w ogóle nie chciał oderwać się od ziemi. Czujnik wysokości wskazywał mi nieprawidłową wartość i to przez to dron nie reagował na komendę startu – ponowna kalibracja nie przyniosła żadnego skutku. Cóż, czasem rzeczy martwe bywają kapryśne, przerwałem więc test, by ponownie zresetować wszystkie czujniki. 

PowerEgg X (fot. Miłosz Starzewski/Tabletowo.pl)

Następny lot był przełomowy – nie wiedzieć czemu (ustawienia, warunki pogodowe oraz lokalizacja były wciąż takie same) dron samoistnie pozbył się wszystkich problemów i zyskał pełną sterowność. Muszę przyznać, że tego dnia latało mi się świetnie i do końca testów nie pojawiały się już żadne problemy. 

Gdyby pominąć trudne początki w obsłudze urządzenia od razu stwierdziłbym, że sterowanie dronem to czysta przyjemność – w drugiej fazie testów okazał się on szybki, zwrotny i dobrze reagował na komendy pochodzące z kontrolera. Wszystkie parametry były poprawne i nie zauważyłem żadnych anomalii w trakcie lotów. Cóż, jednoznaczna ocena będzie tutaj bardzo trudna. 

Producent PowerEgga oferuje wraz z dronem zestaw umożliwiający lądowanie na wodzie – dopinane szyny wraz z wodoodpornym etui chroniącym jego korpus przed zachlapaniem. Przezroczysty plastik okala całość korpusu za wyjątkiem ramion drona – silniki mają być odporne na wodę bez dodatkowej ochrony.

Test przypadł na okres dość wietrznej aury – oficjalne alerty ostrzegały silnymi powiewami. Nie miałem więc możliwości przetestowania drona w takiej wersji, cóż, może kiedyś będę jeszcze miał taką okazję.

PowerEgg X (fot. Miłosz Starzewski/Tabletowo.pl)

Bateria i ładowanie

Do zestawu testowego dołączone zostało jedno ogniwo o pojemności 3500 mAh. Bateria jest dość duża i ciężka, jej montaż odbywa się poprzez podniesienie pokrywy w górnej części urządzenia – nie ma więc możliwości, by ta się wypięła i wypadła w trakcie lotu (tak, są modele dronów, którym takie sytuacje się przytrafiały).

Bateria do PowerEgg X (fot. Miłosz Starzewski/Tabletowo.pl)

Ładowanie odbywa się za pomocą specjalnej ładowarki, której styki przypominają mi bardzo te, z jakimi do czynienia miałem w zestawie od DJI. Sam proces odbywa się dość szybko – czas ładowania to od około 50 do 60 minut, a ogniwo pozwala – według informacji producenta, na 30 minut lotu.

W trakcie testów nie udało mi się wytrzymać w powietrzu aż tyle – wprawdzie proces lądowania rozpoczynałem tuż po monicie o niskiej mocy baterii, lecz w zależności od warunków loty trwały od 20-25 minut.

Ładowarka ma także dwa dodatkowe porty USB – możemy więc naładować w tym samym czasie baterię, kontroler oraz nasz smartfon. 

Zestaw ładujący PowerEgg X (fot. Miłosz Starzewski/Tabletowo.pl)

W aspekcie długości lotu PowerEgg nie wyróżnia się specjalnie na tle konkurencji – nie jest ani lepiej, ani gorzej. Każdy miłośnik dronów wie, że 20-30 minutowy lot to zawsze za mało, by móc w pełni nacieszyć się działaniem urządzenia. Stąd z pewnością przyda się dokupienie kolejnych ogniw, tak, by wypad za miasto i zabawa w powietrzu potrwała trochę dłużej.

W testowanym zestawie do dyspozycji miałem tylko jedną baterię, tak więc po wspomnianym czasie musiałem niestety zakończyć lot, by ponownie ją naładować. 

Dodatkowa funkcjonalność

Jak wiemy, kamery oraz gimbale montowane w dronach są często dobrej jakości – stanowią więc świetny zestaw do kręcenia płynnych i pięknych filmów wideo, choć nie zawsze chcielibyśmy filmować z powietrza – tutaj projektanci Power Egga zrobili ukłon w stronę osób, które chciałyby skorzystać z kamery drona podczas kręcenia filmów z ręki.

W zestawie dostajemy bowiem pasek przypominający te, które znamy że starszych kamer cyfrowych – mający za zadanie utrzymać drona w bezpiecznej pozycji w trakcie kręcenia filmów jedną ręką. 

PowerEgg X (fot. Miłosz Starzewski/Tabletowo.pl)

Pasek połączony jest z mocowaniem, które montujemy na prawej części urządzenia zamiast ramienia ze śmigłami. Po drugiej stronie możemy zamontować sprytną zaślepkę, która zasłania drugi, nieużywany przez nas otwór mocujący.  

Po założeniu paska korpus drona trzyma się w dłoni bardzo wygonie i pewnie, urządzenie waży ponad 500 gramów i, nie, podczas kręcenie krótkich filmów ciężar nie stanowi dla ręki zbytniego obciążenia.

Sam wygląd drona w trybie kamery jest dość specyficzny i muszę przyznać, że zwraca uwagę przechodniów, jeśli zależy Wam na dyskretnej rejestracji klipów szukajcie dalej – to urządzenie wygląda jak kamera rodem z filmów science-fiction.

PowerEgg X (fot. Miłosz Starzewski/Tabletowo.pl)

Z ręki filmuje się całkiem dobrze, choć sterowanie gimbalem oraz korzystanie ze wszystkich możliwości kamery odbywa się się z poziomu smartfona i zmiana ustawień w trakcie nagrywania może być trochę kłopotliwa, a przynajmniej taka właśnie była dla mnie.

Urządzenia ma tryb śledzenia, dzięki któremu po zaznaczeniu interesującego nas elementu kamera będzie za nim automatycznie podążać rejestrując każdy jego ruch. Działa to całkiem sprawnie, choć zdarza się, że bardziej ruchliwy obiekt mimo wszystko ucieknie nam z kadru.

Po skończonym filmowaniu owalny kształt urządzenia staje się jednak jego wadą. Poza domem nie do końca wiedziałem, co z tym urządzeniem zrobić – nie ma ono płaskiej powierzchni, by móc je gdzieś bezpiecznie odłożyć. Biorąc pod uwagę fakt, że nie zawsze wygodne jest zabieranie ze sobą całej walizki, to czasem może stanowić to problem.

Rozwiązaniem może być noszenie że sobą mini- statywu – urządzenie ma bowiem doczepianą końcówkę z odpowiednim gwintem. Cóż, może być trudno, gdy zależy nam na zaoszczędzeniu miejscu w plecaku np. podczas wakacji.

Zdjęcia i wideo

Z poziomu aplikacji mamy dostęp do szeregu funkcji, dzięki którym dopasujemy parametry zdjęć i wideo do naszych potrzeb.

W trybie foto możemy wybrać tryb manualny, w którym dopasujemy ISO, prędkość migawki, wartość ekspozycji oraz balans bieli. Tryb auto jest znacznie wygodniejszy – urządzenie samo dopasuje wszystkie parametry w celu wykonania najbardziej korzystnego zdjęcia. Dron umożliwia wykonywanie zdjęć w w formacie RAW, JPEG oraz w trybie zapisującym na raz te dwa rodzaje plików.

W trybie wideo mamy dostęp do maksymalnej jakości Full HD i 4K do 60 klatek na sekundę.

Zacznijmy od zdjęć – wykonywałem je w trybie auto – oraz formacie JPEG. Jakość fotografii, jakie zrobimy z użyciem PoweEggaX, jest dość przeciętna. Aparat ma czasem problemy z ostrością obrazu, a szczegółowość nie zachwyca, szczególnie w pochmurny, marcowy dzień.

W temacie zdjęć jest średnio i chyba nie byłbym zadowolony, gdybym kupił to urządzenie do użytku prywatnego. Oczywiście dzięki formatowi RAW część wad fotografii można wyeliminować w postprodukcji. Nie każdy jednak posiada umiejętności i oprogramowanie, dzięki któremu będzie mógł to zrobić – po raz kolejny okazuje się, że PowerEggX nie jest przeznaczony dla zwykłego Kowalskiego. W trybie auto zdjęcia są zaszumione, charakteryzują się słabym kontrastem i przeciętną szczegółowością.

Sytuacja wygląda lepiej, gdy warunki oświetleniowe są korzystne – zdjęcia wykonane w trakcie słonecznego dnia wyglądają znacznie ładniej, choć wciąż daleko im do ideału, szczególnie, gdy spojrzymy na prześwietlone niebo czy brak detali na niebie.

Warto wspomnieć także o nietypowym zachowaniu urządzenia w trakcie fotografowania – po kliknięciu migawki (bez znaczenia czy w kontrolerze czy na ekranie smartfona) dron wykonuje zdjęcie dopiero po 2-3 sekundach – to wystarczy, by kadr mógł się zmienić i wpłynąć na zaplanowaną kompozycję. Jest to irytujące szczególnie dla osób dbających o szczegóły. Jednym słowem jest mocno przeciętnie.

Z jakością wideo jest trochę lepiej. 4K w 60 klatkach oferuje dobrą ostrość i szczegółowość, zwłaszcza, gdy jest dość dużo światła. Z wideo nakręconego z wysoką rozdzielczością powinniście być zadowoleni. W 1080 jest znacznie gorzej – spada ilość detali, a wideo zdają się być „zamglone” i wyglądają znacznie mniej atrakcyjnie.

Oferowana przez gimbal stabilizacja jest za to dość dobra – w powietrzu radzi sobie świetnie, lot jest płynny i pozbawiony przeskoków, w trybie kamery będzie już trochę gorzej – dokładnie widać każdy stawiany krok; tu też jest parę rzeczy do poprawienia.

Podsumowanie

PowerEgg X to z pewnością wyjątkowe i ciekawe urządzenie, zwracające uwagę niebanalnym kształtem i dużą ilością ciekawych funkcji.

Jako dron radzi sobie całkiem nieźle, gdybym mógł tylko pominąć wszystkie występujące w pierwszej fazie testów błędy, byłbym z niego całkiem zadowolony. Nie wiem jednak w czym tkwił problem, bo niejako „rozwiązał się sam” i nie byłem w stanie wyciągnąć z tej sytuacji żadnych wniosków, a skoro podobny problem mógłby spotkać każdego z Was – muszę wspomnieć, że PowerEgg może być urządzeniem problematycznym dla zwykłego klienta.

Drona, który nie dla każdego jest łatwy w obsłudze, trudno ocenić dobrze – miejmy nadzieje, że to były to jedynie problemy „wieku dziecięcego” i zostaną poprawione aktualizacjami producenta.

Tryb kamery to coś zupełnie nowego i przypuszczam, że nie jedna osoba będzie z zaciekawieniem spoglądać na to urządzenie właśnie z powodu tej dodatkowej funkcjonalności. Docenić ją mogą osoby, które zajmują się amatorskim filmowaniem, szukające rozwiązania dwa w jednym.

Osobiście wolałbym wyposażyć się w mniejszego drona oraz np. DJI Osmo Pocket, który również ma gimbala. Z takim zestawem filmowanie byłoby dla mnie znacznie wygodniejsze niż hybrydowe rozwiązanie od PowerVision.

PowerEgg X (fot. Miłosz Starzewski/Tabletowo.pl)

Trudno wydać mi jednoznaczny werdykt w sprawie PowerEgga. Ogromny entuzjazm, jaki cechował mnie przed dostaniem go na testy, został gwałtownie ostudzony już przy pierwszym locie. W trakcie testów miałem niejednokrotnie wrażenie, że mam do czynienia z produktem w fazie beta, który powinien zostać naprawiony jakąś porządną aktualizacją – być może właśnie tak się stanie i większość jego bolączek zniknie bezpowrotnie, a jego przyszli użytkownicy będą z niego zadowoleni dużo bardziej niż ja.

Na chwilę obecną nie mogę polecić go jednak z czystym sumieniem, za dużo tu jeszcze znaków zapytania. Nie czułem się komfortowo pilotując drona – nawet, gdy problemy już minęły, wciąż miałem z tyłu głowy myśl, że może stać się coś nieprzewidzianego.

Trzymam jednak kciuki za markę i kolejne jej produkty – są swego rodzaju powiem świeżości w segmencie zdominowanym przez DJI i proponują ciekawe rozwiązania, zarówno w kwestii dizajnu jak szerokiego wachlarza zastosowań.

6 Ocena (1-10)

Zawartość zestawu
8
Wzornictwo i jakość wykonania
7
System i łączność
6
Pilotowanie i responsywność
5
Jakość foto i wideo
6
Bateria i ładowanie
8
Plusy
  • dobra sterowność i responsywność
  • ciekawy dizajn
  • wyposażenie zestawu
  • ogólna jakość wykonania
Minusy
  • przeciętna jakość foto i wideo
  • problemy z łącznością
  • błędy w aplikacji
Dodaj swoją recenzję  |  Read reviews and comments
oiot.pl, czyli wszystko co chciałbyś wiedzieć o Internecie Rzeczy
– nowy serwis Tabletowo o Internecie Rzeczy. Sprawdź!

Jeżeli znalazłeś literówkę w tekście, to daj nam o tym znać zaznaczając kursorem problematyczny wyraz, bądź zdanie i przyciśnij Shift + Enter lub kliknij tutaj. Możesz też zgłosić błąd pisząc na maila.

Komentarze

Przeczytaj następny wpis niżej
Logowani/Rejestracja jest chwilowo wyłączona