Microsoft próbuje być „cool” i momentami wychodzi mu to dobrze

Jeśli ktoś pamięta czym był Microsoft w latach dziewięćdziesiątych pod wodzą Gatesa czy dwutysięcznych pod rządami Ballmera wie, że finansowy sukces nie zawsze wiązał się z wizerunkiem firmy czy postrzeganiem jej „fajności”.

Firma z Redmond była niemalże monopolistą bez realnego konkurenta na horyzoncie. Zaczęło się to kruszyć już za Ballmera, który to swoją separatystyczną polityką doprowadził tego, że Microsoft przegapił wejście w erę mobile. Szkód nie sposób naprawić i firmę czeka długa droga nie tylko nadganiania udziału w rynku, ale też zmiany postrzegania firmy. Dzisiaj, elektronika użytkowa i świat mobile, to głównie młodzi. A w tej grupie wiekowej i społecznej, Microsoft często kojarzy się bardzo źle. Monopolista, twórca Internet Explorera, niebieski ekran śmierci, czy w końcu Ballmer rechoczący na widok pierwszego iPhone’a – siedzący w za krótkich spodniach i przydużej spoconej koszuli. Jeśli nie pamiętacie wcześniejszych czasów, dwa filmy, które zamieściłem powinny Wam wiele wyjaśnić. Wszystko można o nich powiedzieć, ale nie to, że są „cool”.

Potem pojawił się Nadella. Stosunkowo młody, szczupły, modnie się ubierający. Osoba, która nigdy nie szydziła z Apple czy Google – wręcz przeciwnie – budowała i buduje z nimi sojusze. Wiele się udało zrobić już teraz. Aplikacje Microsoftu są dostępne na konkurencyjne platformy, ich opaska Microsoft Band współpracuje z urządzeniami opartymi na iOS i Androidzie, a celowanie w chmurę i mobilność wydają się być tylko początkiem zmian zapoczątkowanych przez Nadellę.

O ile decyzje strategiczno-marketingowe można zmieniać dość szybko (i Nadella zrobił to zmieniając politykę „devices and services” Ballmera), ciężko w szybki sposób zmienić wizerunku firmy. Być może pomocny będzie Windows 10, już teraz pomagają coraz popularniejszy Surface Pro 3 czy przejęcie Nokii. Apple jednak nie zyskało serc użytkowników dzięki reklamom telewizyjnym. Tego nie da się tak łatwo kupić. W USA niemalże wszystkie gwiazdy używają ich produkty, co bezpośrednio przekłada się na wyniki sprzedażowe u zwykłych konsumentów.

Wizerunek na szczęście można jednak kreować, ale Microsoft do tej pory nie był w tym dobry. Wystarczy przywołać akcje marketingowe linii Surface w NFL czy w telewizjach newsowych – kiedy to użytkownicy nazywali je iPadami albo używali jako podstawki pod własne tablety. Jak walczyć o rynek, gdzie tablet to iPad, a buty sportowe – Adidasy? Firma musi na nowo odnaleźć własną drogę i zdecydować na których frontach konkurować, a na których zbliżać się do swoich teoretycznych przeciwników. Silne rozwiązania w chmurze i infrastruktura teleinformatyczna mogłyby sprawić, że Microsoft stanie się drugim IBM z dochodowymi rozwiązaniami dla klientów korporacyjnych i masowych.

https://www.youtube.com/watch?v=tGvHNNOLnCk

Wygląda jednak na to, że Aspiracje Nadelli są inne i chce on by technologia od tej firmy była blisko ludzi. Najważniejsze, według niego, obecne produkty to Azure, Windows i Office 365. Wnioski z tej często cytowanej wypowiedzi są niejednoznaczne. Z jednej strony wieloplatformowość (Azure i Office 365) – dostępne na wszystkich urządzeniach i dla każdej liczącej się platformy. Z drugiej – Windows, czyli produkt konkurencyjny dla rozwiązań od Google czy Apple, z którymi Microsoft nadal musi walczyć o topniejące udziały w rynku. Zaczęło się szukanie złotego środka. A Nadella wygląda na osobę, która wie co robi – szczególnie pod względem strategiczno-finansowym.

Microsoft angażuje do swoich kampanii coraz więcej znanych osób i stosuje metody lokowania produktu. Ostatnio dużą popularnością cieszyło się wideo na oficjalnym kanale George’a Takei, który znany jest z roli Hikaru Sulu, oficera nawigacyjnego na statku USS Enterprise, w oryginalnej sadze Star Trek z lat 60-tych. I tak właśnie przemawia się do serc geeków. Takei i jego słynne „oh my…!”. W kilkuminutowym klipie, aktor odwiedza między innymi Garage, o którym pisaliśmy jakiś czas temu. Jest to miejsce w kampusie Microsoftu, otwarte 24/7 gdzie każdy może po pracy przyjść i sam lub z kolegami realizować pomysły pośrednio związane z Microsoftem. Tak powstały między innymi aplikacje z poprzedniego linka.

Ale nie tylko – podczas corocznego Hackathon, stworzono ulepszenia dla systemu wprowadzania tekstu i sterowania wózkiem dla cierpiącego na stwardnienie zanikowe boczne Steve’a Gleasona. Oprócz wirtualnego „The Cube”, na aktorze największe wrażenie robi wideorozmowa w czasie rzeczywistym przy użyciu Skype Translator. Microsoft w postaci strawnej dla młodych, przyjaznej i prezentowanej przez jednego z idoli dla geeków. To jest niewątpliwie właściwa droga, ale przenikanie do świadomości użytkowników będzie trudne. Szczególnie, że Microsoft to nie tylko górna półka (jak Apple), ale też rozwiązania budżetowe, które zawsze będą odbiegać jakością wykonania i specyfikacją od topowych produktów. Jak to pogodzić? Nie wiem i na szczęście nie muszę wiedzieć…

Patrząc na źródło przychodów i zysków firmy, ciężko jednak nie odnieść wrażenia, że rynek konsumencki i mobilny jest ślepą uliczką, a prawdziwa siła Microsoftu to nadal licencje oprogramowania dla wielkich korporacji oraz mimo wszystko Windows, który już niedługo może okazać się darmowy dla większości użytkowników. Jaz zrobić z tego podtrzymywalny model biznesowy? Iść w stronę integracji usług biznesowych oraz użytkowych czy raczej jak najbardziej separować obie te dziedziny? Jak na razie, wydaje się, że firma wybrała tę pierwszą drogę i chciałaby, żeby ludzie korzystali z tych samych usług MS w pracy i po pracy – dla rozrywki.

Czasami podoba mi się ten nowy Microsoft. Innymi razy wydaje mi się być zbyt wygłaskany i ugrzeczniony – bez energii i pasji Steve’a Ballmera. Najbardziej niedocenionego prezesa w historii.

Exit mobile version