Monitor Lenovo Legion G34w-10 – niewykorzystany potencjał (recenzja)

(fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

Monitor zakrzywiony czy prosty? Ultrapanoramiczny czy zwykły? Gamingowy czy zwykły. A może profesjonalny? 4K czy o innej rozdzielczości? Jeśli kiedyś stawialiście sobie takie pytania i rozwijaliście w szczegółach, to, cóż… nie wy jedni. Na dwa tygodnie na moim biurku stanął Lenovo Legion G34w-10, zastępując mój podstawowy monitor do pracy i zabawy. Pora podzielić się wrażeniami.

Wzornictwo i konstrukcja

Szeroki, zakrzywiony monitor, wymaga oczywiście nieco innego systemu montażu niż zwykły, szczególnie przy wadze przekraczającej 8 kg. Pionowy wysięgnik łączy się z masywnymi i długim nogami, rozstawionymi pod kątem mniej więcej 100°.

Wysięgnik ma szynę, w której porusza się uchwyt do monitora z zawiasem zapewniającym możliwość pochylenia. Połączenie wykonane jest na prosty zatrzask, lecz sprawia solidne wrażenie.

Lenovo Legion G34W-10 ma bardzo wąskie ramki boczne i górną. Dolna jest znacznie szersza, lecz poza umieszczeniem loga producenta nie została w żaden sposób wykorzystana. Dla ścisłości, to wąskie ramki są pewnym trickiem – w rzeczywistości wcale takie nie są, lecz ich ukrycie za zewnętrzną powłoką ekranu czyni je widocznymi dopiero po włączeniu.

Monitor o proporcjach 21:9 wymaga sporo miejsca, by go postawić (fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

Poziom zakrzywienia ekranu jest znaczny – 1500 R oznacza, że powierzchnia matrycy jest wycinkiem walca o promieniu 1500 mm (1,5 m) i zarazem taka jest maksymalna zalecana odległość robocza od użytkownika.

Złącza Jack, DisplayPort i HDMI ukryte są z tyłu obudowy i skierowane są do dołu. W praktyce wolę wyjścia wprost na tylnej ściance – są wygodniejsze do podłączania.

Ceny testowanego monitora zaczynają się od 2099 złotych.

Lenovo Legion G34W-10 w Media Expert

Tył G34W-10 – nóżka montowana na zatrzask i gniazda skierowane do dołu (fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

Parametry

Przekątna ekranu34 cale
Rozdzielczość3440 x 1440 px
PanelVA, NearEdgeless z trzech stron
Zakrzywienie1500R
PodświetlenieWLED
Jasność maksymalna350 cd/m²
Współczynnik proporcji21:9
Częstotliwość odświeżania obrazu144 Hz
Czas reakcji1 ms z MPRT (około 6 ms GtG)
Kontrast (typowy)3000:1
Kontrast dynamiczny (typowy)3 mln:1
Kąt widzenia (poziomy / pionowy)178° / 178°
Gama kolorów72% NTSC
Łączność1 x HDMI 2.0
1 x DisplayPort 1.4
1 x jack 3,5 mm
PodstawkaKąt pochylenia: -5°/22°
Podniesienie (maksymalny zasięg): 130 mm
Zgodność z uchwytami VESA100 x 100 mm
SynchronizacjaAMD FreeSync Premium
Pobór mocyTypowy / maksymalny: 43 W / 50 W
Tryb wyłączenia: <0,3 W
Tryb uśpienia/wyłączenia: <0,5 W
źródło: Lenovo

Trochę szerzej o matrycy

Ekran G34W-10 zbudowany jest w oparciu o matrycę VA o rozdzielczości 3440 x 1440 pikseli i ma przekątną 34″. Oznacza to gęstość na poziomie 109 ppi lub, jak kto woli, 43 ppcm – niezbyt wiele. Jasność maksymalna wynosi 350 nit i z tego, co zdołałem zauważyć, podświetlenie ma niezłą równomierność.

Kąty widzenia, zgodnie z deklaracją producenta, wynoszą 178° i niestety to najlepsze, co można o nich powiedzieć – w rzeczywistości po umieszczeniu na stanowisku roboczym nie byłem w stanie ustawić ekranu tak, by nie dochodziło do wyprania niektórych części obrazu z barw. Spadek kontrastu i nasycenia widoczny jest zarówno w pionie, jak i – w mniejszym stopniu – w poziomie. Zaznaczam, że przechodząc z monitora z matrycą IPS na G34W-10 spodziewałem się wprawdzie różnicy, ale nie aż tak dużej.

Format monitora świetnie sprawdzi się w grach i filmach (fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

Oczywiście matryca VA to także kilka zalet. Stosunkowo krótki czas reakcji (około 6 ms GtG) w powiązaniu z maksymalnym odświeżaniem 144 Hz daje dużą płynność obrazu i niewielkie prawdopodobieństwo powstawania nieprzyjemnego ghostingu w dynamicznych scenach – w końcu to monitor gamingowy.

Reprodukcja kolorów jest dość poprawna, ale bez rewelacji, co widać na tablicach kontrolnych i, niestety, ręczną regulacją bez choćby najprostszego kalibratora nie da się na to nic poradzić. Producent zdaje się zresztą nie bez powodu podaje odwzorowanie kolorów na poziomie 72% mało popularnej przestrzeni barw NTSC, omijając skrzętnie wartość dla sRGB (ale inne źródła mówią tu o 99%). Odradzam przy tym ustawienie monitora w menu ekranowym na pracę w trybie sRGB – wyjściowy efekt zdradza zielonkawy zafarb, który nie powinien występować także i tutaj. Najlepiej prezentowało się ustawienie „reddish” (menu nie ma wersji polskiej).

Legion G34W-10 w grach

Gry to mocny punkt G34W-10. Szeroki ekran pozwala na bardziej doskonałą immersję w świat gry, a do tego po prostu widać lepiej, co się dzieje na peryferiach, zatem w niektórych grach zyskamy dodatkową przewagę w postaci braku podatności na niespodzianki spoza kadru.

Wiedźmin 3 w szerokim ujęciu

G34W-10 ma wysokie odświeżanie – do 144 Hz, choć sam korzystałem z ustawienia na 100 Hz – dla wyższego moja karta graficzna (Radeon RX480) przestawiała się na kolor 6 bpc, co było dla mnie nieakceptowalne. Do tego, by zmniejszyć ghosting, producent pozwala włączyć tryb MPRT, jednak trzeba mieć świadomość, że to swego rodzaju trick – polega on na wygaszeniu co klatkę podświetlenia, co wizualnie przynosi wprawdzie zapowiadany efekt, ale za bardzo wysoką cenę – monitor ma znacznie niższą jasność i, choć nie widać migotania, to i tak potwornie męczy oczy.

World of Warships – szerokie pole widzenia na pewno się tu przyda

G34W-10 ma możliwość dynamicznego dopasowywania odświeżania w zakresie 48-144 Hz dzięki funkcji AMD FreeSync Premium. Niestety, w praktyce nie byłem w stanie z niej korzystać – po jej aktywacji w menu monitora obraz zaczął wyraźnie migotać podczas zmian na ekranie – wystarczył drobny ruch kamerą. Efekt występował zarówno podczas połączenia HDMI, jak i DP, nie pomogło także przestawienie w menu wersji DisplayPort z 1.4 na 1.2.

Baldur’s Gate 3 wygląda w tym formacie po prostu pięknie

Skłonny byłem początkowo przypisywać problem mojej konfiguracji, lecz szukając informacji na ten temat zdołałem ustalić, że podobne zachowanie G34W-10 jest raportowane przez użytkowników częściej, dla różnych kart graficznych. Przyczyna zdaje się zatem tkwić w monitorze i dodam tu jeszcze, że:

Przydatność FreeSync Premium w tej sytuacji wygląda wątpliwie i decydując się na zakup G34W-10 warto zapewnić sobie możliwość przetestowania, czy w konkretnym przypadku całość będzie pracować poprawnie, czy też nie. Na szczęście i bez FreeSync monitor radzi sobie całkiem dobrze.

Obejrzymy dziś bałwana? (fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

Legion G34W-10 jako monitor do codziennej pracy

Chociaż G34W-10 jest konstrukcją do gier, to nie samym graniem człowiek żyje. W istocie przez większą część czasu monitor służył do zwykłych zastosowań – film, internet, obróbka zdjęć i pisanie. I dla każdej z tych kategorii co innego zwróciło moją uwagę.

Imersja (fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

Przede wszystkim, dopóki nie podłączyłem Legiona, nie zdawałem sobie sprawy, jak niewiele filmów w popularnych serwisach VoD korzysta z kinowych proporcji 21:9 – najczęściej jest to jednak 16:9, a zatem po bokach pozostają szerokie czarne pasy. Po drugie – i to poważniejszy problem – część filmów 21:9 jest wyświetlana w letterboxie, czyli jako 16:9 z dodanymi na sztywno czarnymi pasami na górze i na dole – ten typ materiałów na Legionie wypadał fatalnie, gdyż do wyświetlania użytecznego obrazu używany był jedynie niewielki, centralny obszar monitora. To oczywiście nie wina G34W-10, lecz dostawców treści, ale nie ma to znaczenia dla marnego odbioru takiego filmu.

Warto tu dodać, że chociaż zarówno HDMI, jak i DisplayPort, są w wersjach umożliwiających współpracę z Netfliksem w 4K, to jednak serwis nie zaoferował takiej możliwości – zapewne ze względu na niższą fizyczną rozdzielczość. DisplayPort zresztą sprawiał podczas testów problemy i innej natury – blokował się i komputer w ogóle nie był w stanie nawiązać z nim połączenia (było widać tylko mruganie wybudzanego i usypianego ekranu). Podobny fenomen podczas pracy przez HDMI nie występował.

Jeśli chodzi o internet, sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana – gdyż strony zasadniczo tworzone są centralnie i w pionie, a zatem w skrajnych przypadkach marnuje się nawet 80% powierzchni ekranu. Oczywiście mowa tu o wyświetlaniu jednego okna ze stroną – siłą monitora o takich proporcjach jest możliwość prezentacji więcej niż jednego i tu mogę właściwie przejść do tej części, w której będę pisał o pracy, gdyż w codziennej praktyce możliwość podziału ekranu na pół sprawdza się doskonale i korzystam z tej możliwości nawet pisząc tę recenzję.

Przy pracy ze zdjęciami 3:2 marnuje się sporo miejsca, do tego przydałaby się wyższa rozdzielczość

Osobna sprawa natomiast to obróbka zdjęć, gdzie Legion G34W-10 nie spisuje się tak dobrze. Wspominałem już o odwzorowaniu kolorów, które do tego typu zastosowań mogłoby być lepsze, lecz muszę przyznać, że przede wszystkim brakuje mi rozdzielczości. Na co dzień bowiem pracuję na monitorze IPS 27″ 4K, który ma podobną wysokość wyświetlacza, tylko mniejszą szerokość. Spadek pionowej rozdzielczości z 2160 punktów na 1440 jest niestety bardzo widoczny. Jeszcze gorzej wygląda rozdzielczość pozioma, która nie tylko jest niższa, ale i musi wystarczyć na znacznie szerszy ekran.

Marne kąty widzenia G34W-10 w praktyce (fot. Andrzej Libiszewski, Tabletowo.pl)

No dobrze, można powiedzieć, że to są kwestie subiektywne – w końcu kiedyś pracowałem na Full HD i nie narzekałem. Ale nie są rzeczą subiektywną kiepskie kąty widzenia (o których już wspominałem) – przy pisaniu czy graniu nie mają one większego praktycznego znaczenia, ale przy pracy z fotografią naprawdę bardzo utrudniają życie.

Podsumowując

Lenovo Legion G34W-10 okazał się dla mnie sporym zawodem, przy czym częściowo jest to kwestia moich przyzwyczajeń, a częściowo problemów tkwiących w samym monitorze i, niestety, tych drugich jest więcej. Przede wszystkim stoję tu na stanowisku, że tolerować można wiele, ale niedopuszczalne jest, by gamingowy monitor mógł mieć problemy z jedną z podstawowych dla graczy funkcji – a właśnie ma. Problemy z FreeSync Premium kładą się cieniem na ocenę sprzętu, gdyż gdyby nie one, to z punktu widzenia gracza monitor sprawdzałby się znakomicie, gwarantując świetne wrażenia podczas zabawy.

Z punktu widzenia pozostałych zastosowań zaskoczony jestem natomiast dość przeciętnymi kątami widzenia zastosowanej matrycy VA (naprawdę niewiele trzeba, by ładne kolory stały się bure). Odwzorowanie kolorów natomiast ma tu mniejsze znaczenie, gdyż dla typowego odbiorcy tego modelu nie jest ono priorytetem.

Czy zatem testowany monitor jest warty swojej ceny? Po zastanowieniu powiedziałbym, że jeśli potrzebujemy sprzętu typowo pod kątem gier, to chyba tak – pod warunkiem, że nasz sprzęt będzie bezproblemowo współpracował z FreeSync Z G34W-10. Jeśli jednak główne zastosowania są pozagamingowe, to zastanowiłbym się nad wyborem innego monitora.

Monitor Lenovo Legion G34w-10 – niewykorzystany potencjał (recenzja)
Wnioski
Monitor z dużym potencjałem, który przez kilka przypadłości nie został należycie wykorzystany
Zalety
panoramiczny zakrzywiony ekran gwarantuje świetną imersję w grach i możliwość pracy z dwoma stronami internetowymi naraz
dość przyzwoite, choć nieidealne kolory
konstrukcja montażu daje szerokie pole manewru, jeśli chodzi o dostosowanie położenia monitora
wysokie odświeżanie 144 Hz
dobra równomierność podświetlenia
Wady
stosunkowo niska gęstość matrycy (ppi)
nieprawidłowo działający FreeSync Premium
problemy z działaniem DisplayPort
kiepskie kąty widzenia
ekran z włączonym MPRT ma słabą jasność i bardzo męczy oczy
ekranowe menu bez języka polskiego i niewygodne w obsłudze
6.5
Ocena
Gdzie kupić?
Exit mobile version