League of Legends: Wild Rift

League of Legends: Wild Rift okiem laika

League of Legends chyba nikomu przedstawiać nie trzeba – gra Riot Games przez lata przyciągnęła do siebie tak dużo graczy, że aż trudno ich dokładnie wszystkich zliczyć. Czy tytuł ten po prawie dwunastu latach obecności na rynku PC (i wręcz dominacji w swoim gatunku), ma szansę podbić również platformy mobilne? Przed wami odpowiedź na to pytanie – League of Legends: Wild Rift!

Z góry przepraszam każdego fana League of Legends za wszystkie błędy i uproszczenia w tym tekście. Nie jestem specjalistą od LoL-a, nie ma co ukrywać. Moja perspektywa i zdanie na temat Wild Rift to opinia osoby, która w „klasyczne” League of Legend grała całe lata temu – tak więc jest to spojrzenie na tę grę z perspektywy gracza, który podchodzi do League of Legends: Wild Rift bez kompletnie żadnego bagażu doświadczeń.

Reklama

Ja i LoL, LoL i ja

Bo jeśli chodzi o League of Legends – to można powiedzieć, że jestem jaroszem. Ostatni raz w desktopową grę Riotu grałem jakieś siedem albo nawet osiem lat temu i było to tak dawno, że zdążyłem nawet za ten czas zapomnieć swoje hasła do starego konta i zmienić maila – tak więc do League of Legends: Wild Rift wkraczałem z „czystą kartą”.

League of Legends: Wild Rift
„Dwóch na jednego, to banda łysego”

I dobrze, bo moich statystyk ze starych meczów wolałbym raczej sobie nie przypominać – „lamiłem” w desktopowego LoL-a strasznie. Dlatego do Wild Rift podchodziłem ze sporą dawką dystansu, bo skłamałbym mówiąc, że jestem jakimś wielkim fanem gier typu MOBA. Spędziłem w nich co prawda całkiem sporo czasu, chociażby w Heroes of the Storm Blizzarda czy właśnie League of Legends, ale nigdy nie byłem w stanie się przełamać, by zacząć grać w te gry „na poważnie”.

No bo taki właśnie jest ten gatunek – wymaga on od gracza wielu treningów i przegranych meczy, by w końcu przełamać złą passę i na bazie zdobytej wiedzy zacząć wymiatać. I trochę mam z tym problem, bo rzadko kiedy spędzam w jakiejś grze więcej niż 100-200 godzin – stąd też moje mizerne wyniki w rozgrywce w tym konkretnym tytule.

League of Legends: Wild Rift
Na koniec meczu warto pozytywnie ocenić kolegów z drużyny – jeśli oczywiście na to zasłużyli ;)

Czy League of Legends: Wild Rift na urządzenia mobilne jest więc grą dla mnie? Czy raczej jest to tytuł skierowany do zatwardziałych fanów oryginału? A może to gra tylko dla kompletnie nowych graczy? Moim zdaniem jest to gra… dla wszystkich.

PC kontra Android

Wypada zacząć od tego, że Wild Rift nie jest prostym portem wersji PC, a pełnoprawnym, osobnym tytułem, zaprojektowanym praktycznie od zera. I dobrze, ponieważ platformy mobilne rządzą się nieco innymi zasadami niż PC. Założenia rozgrywki są jednak takie same – dwa pięcioosobowe zespoły, walczą na jednej mapie o dominację nad drugą drużyną. By wygrać, trzeba zniszczyć specjalny kryształ w sercu bazy przeciwnika, a żeby to zrobić, trzeba najpierw zrównać z ziemią pomniejsze konstrukcje po drodze.

League of Legends: Wild Rift
Jak to mówią – raz się przegrywa, a raz się… też przegrywa ;)

W zadaniu pomogą nam sterowane przez sztuczną inteligencję „stwory”, które napierają na siebie z obu stron mapy w równej ilości, korzystając z trzech ścieżek. Przewagę w walce pomiędzy nimi zapewniamy my – czempioni. Dodatkowo poza głównymi ścieżkami znaleźć możemy niezależne istoty, z którymi możemy walczyć, by (między innymi) zdobyć dodatkowe złoto na rozwój naszej postaci w danym meczu.

Od razu przepraszam, jeśli ortodoksyjni fani LoL-a zeszli właśnie na zawał, widząc moje próby opisania ich ukochanej gry, używając niefachowej nomenklatury.

No ale tak w wielkim uproszczeniu można by opisać League of Legends. Brzmi prosto, ale – jak zwykle – diabeł tkwi w szczegółach i dodatkowych pomniejszych mechanikach. Czy rozgrywka ta się sprawdza? Patrząc na to, że LoL nadal – po prawie 12 latach od swojej premiery – jest niezwykle popularny wśród graczy, śmiem twierdzić, że na to pytanie można odpowiedzieć wyłącznie twierdząco.

League of Legends: Wild Rift
W menu gry możemy wybrać opcje automatycznego rozwoju postaci po każdym zdobytym nowym poziomie, jest to dobra opcja dla tych, którzy chcą w pełni skupić się na rozgrywce.

Jednak czy to wszystko sprawdziło się również na smartfonach i tabletach? Po odpowiednim dostosowaniu gry – moim zdaniem tak. Głównym problemem było najpewniej sensowne zaprojektowanie sterowania dotykowego, czyli czegoś, co na platformach mobilnych jest nie lada sztuką. Riot wybrnął jednak z tego wzorowo, zapewniając dość rozbudowane, ale i bardzo intuicyjne rozwiązanie, które dodatkowo możemy lekko dostosować pod siebie w opcjach gry.

Początkowo można się w tym wszystkim pogubić, bo na ekranie jest od zatrzęsienia ikonek i informacji, ale ja już po chwili bezproblemowo się w tym odnajdywałem. Głównie dzięki bardzo dobrze zaprojektowanemu samouczkowi, który może i nie należy do najkrótszych (tym bardziej jak na standardy gier mobilnych), ale za to bardzo dobrze odgrywa swoją rolę.

League of Legends: Wild Rift
Warto przed rozpoczęciem pierwszego meczu wejść w ustawienia gry i przejrzeć wszystkie dostępne ułatwienia rozgrywki.

Druga ważna kwestia to sam gameplay. Projektanci i programiści musieli na tyle mocno zmienić formułę gry, by ta była satysfakcjonująca na platformach mobilnych, ale jednocześnie nie zatracała tego, za co fani pokochali „oryginał”. I to też się udało, jest tu wiele znajomych elementów, ale i kilka kluczowych zmian. Również same mecze trwają nieco krócej (u mnie średnio od 10 do 15 minut), co wcale nie oznacza, że są mniej emocjonujące. A jak już przy emocjach jesteśmy to…

…jak same wrażenia z League of Legends: Wild Rift?

Co tu dużo pisać – to po prostu w pełni grywalne League of Legends na smartfonie. Tylko i aż, bo czego by nie mówić, przełożenie tak skomplikowanej i dynamicznej gry na ekran dotykowy nie było prostym zadaniem. Tutaj dosłownie każdy szczegół mógł popsuć tę grę – widać jednak, że Riot wziął sobie za punkt honoru stworzenie jak najlepszej wersji LoL-a na smartfony i tablety.

League of Legends: Wild Rift
Na ekranie niekiedy dzieje się tu dużo, nawet bardzo dużo ;)

Sterowanie, jak wspominałem, jest bardzo wygodne, dużo rzeczy jest tu zautomatyzowanych, jak chociażby rozwój postaci, namierzanie przeciwników czy kupowanie przedmiotów w sklepie. Komunikacja też ograniczona jest do paru prostych komend, które wywołujemy dosłownie paroma „pacnięciami” w ekran, jednak – jak się okazuje – jest to całkowicie wystarczające do sprawnego komunikowania się w drużynie.

Postaci do wyboru jest tu sporo, bo na dzień daty premiery w grze znaleźć mogliśmy 50 bohaterów – każdy jest bardzo bogato opisany. Tak, jest to trzykrotnie mniej niż na PC, ale do gry ciągle dodawane są nowe postacie, systematycznie zwiększając liczbę dostępnych bohaterów.

League of Legends: Wild Rift
Na obecną chwilę Ziggs jest chyba moim ulubionym dostępnym czempionem – jest to też świetny wybór na start swojej przygody z Wild Rift.

Warto tu jednak podkreślić, że wszyscy na start pojawić się tu nie mogli, bo nie jest to proste „kopiuj-wklej” z wersji desktopowej, każda postać musi być specjalnie dostosowana, by nie posypał się cały balans rozgrywki. Oczywiście na wiele płatnych skórek też możemy tu liczyć, tak samo, jak i na nowy ekwipunek.

Do tego dochodzą rankingi, szczegółowe historie naszych potyczek, statystyki, skarbiec, specjalne zadania, rozgrywki ze znajomymi czy specjalne treningi i samouczki. Grać możemy zarówno PVP, jak i „gracze kontra sztuczna inteligencja”; warto zacząć grać od tej drugiej opcji, by doszlifować wiedzę zdobytą w samouczkach.

League of Legends: Wild Rift
Do rankingowych rozgrywek, możemy przystąpić dopiero po czasie.

Podczas samej gry czuć na każdym kroku, że to skończony i gotowy produkt, nad którym ktoś na spokojnie usiadł i pomyślał. Nie jest to jakaś może rewolucja (choć myślę, że jak na gry MOBA na smartfonach jest to spory krok w przód), ale z pewnością League of Legends: Wild Rift można nazwać bardzo dobrze wykonaną rzemieślniczą robotą.

Na plus również pełna polska wersja językowa gry, co w przypadku tytułu, w który grać mogą też młodsi gracze, mniej zaznajomieni z językiem obcym, jest bardzo ważne. Tym bardziej, że wszystkie samouczki i encyklopedie są tu dosyć rozległe. Dubbing też trzyma się gatunkowych standardów, jak na platformę mobilną. Oczywiście, jeśli ktoś wolałby zagrać po angielsku, to jest to jak najbardziej możliwe.

League of Legends: Wild Rift
Każdego Czempiona możemy indywidualnie spersonalizować pod siebie.

Jedyne, co mnie tak na dobrą sprawę tu zaskakuje, to to, że Riot tak długo czekał ze stworzeniem tej gry. W League of Legends na PC nadal gra mnóstwo graczy, ale największe rekordy popularności ma już ta gra raczej za sobą, przez co wcześniejsze jej wydanie wydawałoby mi się nieco bardziej opłacalne dla twórców, ponieważ gra dużo więcej zyskałaby na popularności swojej desktopowej wersji.

Technikalia

Smartfony i tablety stają się coraz mocniejszymi urządzeniami – wiedzą to chyba wszyscy. Nie powinno więc dziwić, że gry mobilne wyglądają i działają coraz lepiej, czego Wild Rift jest bardzo dobrym przykładem. Mobilny LoL to idealny wzór zachowania kompromisu w każdej z trzech kluczowych spraw odnośnie oprawy graficznej w grze mobilnej – dobrej grafiki, wysokiej czytelności i niskich wymagań sprzętowych.

Na moim Xiaomi Mi 9 SE, League of Legends: Wild Rift działa bez najmniejszego problemu w 60 FPS w natywnej rozdzielczości.

Gra wygląda bardzo dobrze jak na warunki smartfonowe, a myślę, że nawet na PC (jak na standardy gatunku MOBA) League of Legends: Wild Rift mógłby się podobać. Nie jest to kwestia samych zaawansowanych efektów graficznych, a bogatych animacji, różnorodnych modeli i – co moim zdaniem najważniejsze w typ przypadku – świetnej kolorystyki.

Z kolorystyki gry wynika też bardzo dobra czytelność Wild Rift, co w tak dynamicznym tytule na małym ekranie smartofna jest wręcz na wagę złota. Bezproblemowo jesteśmy w stanie rozpoznać obiekty w grze i sprawnie nawigować po całej mapie. Fakt, do ikon trzeba się przyzwyczaić i nauczyć, która za co odpowiada, ale śmiem twierdzić, że przy tak dużej ilości elementów interfejsu trudno byłoby to zrobić lepiej.

League of Legends: Wild Rift
Zakupy w sklepie trwają dosłownie dwie sekundy – tu nie ma czasu na przesiadywanie w bazie!

Zaskakujące są również wymagania sprzętowe mobilnego LoL-a. Można powiedzieć, że niskie wymagania sprzętowe w jakiejkolwiek darmowej gry MOBA są wręcz wpisane w „DNA tego gatunku” – twórcom zależy, żeby do ich gry dostęp miała jak największa rzesza potencjalnych graczy.

Jak prezentują się więc wymagania Wild Rift na Androidzie?

System operacyjny:Android 5 lub nowszy
Pamięć RAM:2 GB
Procesor:Czterordzeniowy 1,5 GHz (32-bitowy lub 64-bitowy)
Karta graficzna:Mali-T860

Jak widać, nie są to jakoś szczególnie wygórowane wymagania .Czy podobnie wygląda kwestia urządzeń z systemem iOS?

System operacyjny:iOS 9 lub nowszy
Pamięć RAM:2 GB
Procesor:Dwurdzeniowy 1,8 GHz (Apple A9)
Karta graficzna:PowerVR GT7600

Oznacza to, że każdy iPhone i iPad od iPhone 6S w górę powinien bezproblemowo odpalić League of Legends: Wild Rift – mówimy tu więc o nawet pięcioletnich smartfonach!

Czy warto sprawdzić?

Jak najbardziej! League of Legends: Wild Rift w końcu nic nie kosztuje, a i jak wspominałem, wymagania gry nie są jakieś szczególnie wysokie, z tytułem tym poradzą sobie bezproblemowo smartfony nawet z bardzo niskiej półki. Dodatkowo gra ma pełną polską lokalizację, sporą ilość zawartości i lekko przeprojektowaną rozgrywkę, którą masę graczy pokochało na PC.

League of Legends: Wild Rift

Wild Rift ma po prostu wszystko, aby stać się hitem mobilnego rynku gier MOBA. No bo jak nie League of Legends, to kto inny może podbić ten gatunek na smartfonach i tabletach? Ja sam wracam co jakiś czas do Wild Rift i wyczekuję również wersji na konsole, której również jestem bardzo ciekaw.

A jak Wy podchodzicie do League of Legends: Wild Rift – czy jesteście zainteresowani grą? Graliście? Jeśli tak, to czekam na Wasze opinie w komentarzach!