Recenzja Gigabyte AORUS 17 XE4. Solidny sprzęt, soft do poprawki

Nadszedł czas, kiedy produkty, które miały premierę w styczniu, trafiają do regularnej sprzedaży. Kolejne laptopy pojawiają się niemal jak grzyby po deszczu i nie ma w tym nic dziwnego, bo producenci mają się czym pochwalić. Wśród nich jest Intel, który pokazał światu mobilne procesory 12. generacji Alder Lake o tzw. hybrydowej budowie, a także NVIDIA – ta wprowadziła swoje najnowsze karty graficzne GeForce RTX z dopiskiem Ti. Oczywiście w najnowszych laptopach nie może zabraknąć tych komponentów, co potwierdza uczestnik dzisiejszej recenzji – AORUS 17 XE4.

AORUS 17 XE4 to świeżo wydana propozycja autorstwa Gigabyte, która została wyposażona w najnowsze mikroukłady Intela i NVIDII. Spędziłem nieco więcej czasu bawiąc się i pracując na tym laptopie, a w dzisiejszym tekście chciałbym skupić się na możliwościach, zaletach oraz wadach omawianego urządzenia.

Nie będę niepotrzebnie przedłużał wstępu – przejdźmy od razu do specyfikacji technicznej. Zaczynajmy.

Specyfikacja techniczna Gigabyte AORUS 16 XE4:

W pudełku, poza samym laptopem, otrzymamy ładowarkę z klasycznym wejściem DC o mocy 240 W, a także tzw. papierologię.

Cena laptopa Gigabyte AORUS 17 XE w momencie publikacji materiału wynosi: 10349 złotych.

Wygląd i jakość wykonania

Gdy pomyślimy o laptopie stworzonym dla graczy, do głowy niemalże od razu przyjdzie nam idealny opis Gigabyte AORUS 17 XE4 – duży, gruby, ciężki. Jest to przecież maszyna do grania, która ma na pokładzie najnowsze, wysokopółkowe podzespoły.

Obecnie coraz częściej do sprzedaży trafiają “mniejsze” notebooki do gier, jednak te, z racji chudszej, mniejszej obudowy, okropnie się grzeją – w tym przypadku jest zupełnie inaczej. Producent zapewnia, że jest to 17-calowy laptop w 15-calowej obudowie. W kwestii szerokości się to sprawdza (porównałem mojego prywatnego MSI GF63 Thin i oba laptopy mają 25,4 cm szerokości), jednak pod względem długości możemy tu zauważyć dodatkowe centymetry.

Pod względem wyglądu jest tylko trochę “gamingowo”. Urządzenie w całości zostało wykonane z matowego plastiku, który – co najważniejsze – nie zbiera odcisków palców czy innych przetłuszczeń. To bardzo ważne, bowiem są na rynku konstrukcje, które naprawdę trudno jest utrzymać w czystości, natomiast w tym przypadku co najwyżej widoczny jest zbierający kurz, który można z łatwością usunąć przy pomocy pierwszej lepszej ściereczki z mikrofibry.

Tylna strona klapy laptopa na środku ma umiejscowione logo AORUS z funkcją podświetlenia na kolor biały, którego nie da się wyłączyć.

Tył laptopa cechuje się nieco bardziej kanciastym, futurystycznym wykończeniem, z kratkami wylotu ciepła, a także umiejscowionym na środku elementem radiatora, który bardzo ciekawie się prezentuje. Prawa, a także lewa strona urządzenia, również zawierają kratki wylotu powietrza, a na obu bokach rozmieszczone są porty – po prawej znajdziemy port ładowania DC, Thunderbolt 4, USB-A 3.2 oraz Combo Jack 3,5 mm, natomiast na lewej – Ethernet, HDMI, Mini DisplayPort i USB-A 3.2.

W środku zaś jest bardzo standardowo – mamy tu pełnowymiarową klawiaturę w formacie QWERTY, touchpad, przycisk power z logo AORUS umiejscowiony na środku oraz sam ekran. Ten otaczają smukłe ramki z dodatkowym ogumieniem wokół, z nieco większą bródką, która obejmuje logo marki.

Na górnej części jest dodatkowy element. Mamy tu kamerę, moduł do przestrzennego wykrywania twarzy, a także mikrofony – całość wystaje poza obudowę dosłownie kilka milimetrów. Z jednej strony psuje to efekt bezramkowości, z drugiej jednak – ułatwia otwieranie klapy urządzenia.

W aspekcie wykonania jest po prostu OK. Plastik, mimo że wygląda bardzo dobrze, potrafi uginać się pod palcami. Przenosząc laptopa Gigabyte AORUS 17 XE4 jedną ręką z miejsca w miejsce było to zdecydowanie najbardziej odczuwalne. Co więcej, cztery przyciski – F4, F5, 4 oraz 5 – w moim egzemplarzu są nieco “zapadnięte”, jednak to najpewniej kwestia pojedynczej, testowej sztuki.

Nieopodal przycisku power widoczne są kratki, pod którymi bezpośrednio znajduje się płyta główna. Zdaję sobie sprawę, że laptopy nie są wodoodpornymi urządzeniami, jednak w tym przypadku najmniejsze zachlapanie – dosłownie kilka kropel, które spadną na tę sekcję – mogą być dla urządzenia zabójcze, warto mieć to na uwadze.

Wyświetlacz

Ten element to zdecydowanie jedna z mocniejszych stron Gigabyte AORUS 17 XE4. Jak mogliście wyczytać ze specyfikacji, laptop ma na pokładzie 17,3-calowy panel Full HD z odświeżaniem na poziomie 360 Hz. Tak, dobrze widzicie – jest to 6-krotność podstawowej wartości częstotliwości odświeżania, zamontowana w przenośnym komputerze.

Jest to przydatna, a zarazem dość niespotykana funkcja w segmencie stacjonarnych, a także mobilnych pecetów. W przypadku “pełnowymiarowych” urządzeń za monitor o takim odświeżeniu trzeba zapłacić około 3000 złotych, jest to zatem opcja zarezerwowana dla osób, które są w stanie sporo wydać na sam ekran.

W laptopach sytuacja jest nieco inna. W propozycjach dla graczy standardem są wartości typu 144 Hz czy 165 Hz. Przyznam szczerze, że pierwszy raz miałem styczność z tak wysoką częstotliwością – na co dzień korzystam z monitora 144 Hz. Powszechnie wiadomo, że przechodząc z 60 Hz na wyższe częstotliwości – rzędu 90 Hz, 120 z czy 144 Hz zyskujemy zdecydowanie więcej niż zmieniając ekran 144 Hz na 360 Hz.

Początkowo nie odczułem tej różnicy aż tak bardzo, jednak testując laptopa grając w kolejne gry (szczególnie e-sportowe) stwierdziłem, że dodatkowe herce może nie są żadnym killer feature, ale z pewnością pomagają w grze.

Jak wygląda konsumpcja treści na testowanym laptopie? Wcześniej wspomniana wysoka częstotliwość odświeżania ekranu dodaje (prawie) każdej animacji “tego czegoś”. Niezależnie zatem czy skrolujemy artykuł z Tabletowo, poruszamy się po systemie czy gramy w gry, dodatkowa płynność wykonuje kawał dobrej roboty, przez co mamy wrażenie, że Gigabyte AORUS 17 XE4 jest jeszcze bardziej responsywny.

Sam wyświetlacz jest stosunkowo ciemny i gdy pada na niego światło (nawet, jak jesteśmy w budynku), to czytelność nieco spada. Nie obsługuje protokołu HDR, jednak domyślne barwy są po prostu dobrze odwzorowane – mamy tu pokrycie przestrzeni NTSC na poziomie 72%. Jako iż jest to matryca IPS, naturalną koleją rzeczy będzie fakt niedoświetleń, które możemy dojrzeć w głównej mierze na krawędziach – szczególnie dolnej, co daje się w znaki, gdy mamy włączony biały pasek Windows.

Co najważniejsze, ghosting jest tu praktycznie niezauważalny – trzeba się naprawdę dobrze wpatrzeć, aby zobaczyć poświatę w teście latającego spodku UFO. Tego typu matryce cechują się bardzo dobrym czasem reakcji – jest to zdecydowany standard w dzisiejszych czasach. 

Klawiatura i touchpad

Gdy w segmencie komputerów stacjonarnych klawiatura mechaniczna jest zupełnym standardem, obecne laptopy wciąż korzystają z klasycznej membrany. Czy to źle, czy dobrze? Trudno jednogłośnie powiedzieć, bo co osoba, to inne zdanie. Osobiście preferuję mechanika, gdzie guziki mają głośny klik z odczuwalnym momentem aktywacji, jednak w laptopie to dość rzadko spotykany widok – i w przypadku AORUS 17 XE4 nie jest inaczej. 

Klawiatura w testowanym laptopie z pewnością została przemyślana. Mamy tutaj do czynienia z pełnowymiarową konstrukcją, wyposażoną w dodatkową sekcję numeryczną, czego osobiście nie jestem fanem. Nie widzę potrzeby korzystania z numpada, dlatego na co dzień korzystam z klawiatur TKL – wiem natomiast, że nie każdy preferuje takie rozwiązania.

Klawisze w AORUS 17 XE4 przede wszystkim mają wyraźny, wyczuwalny pod palcami skok, co w przypadku urządzenia dla graczy jest bardzo ważne.

Na klawiaturze omawianego dzisiaj laptopa bardzo dobrze się pracuje, pisze czy gra. Nawet po kilkugodzinnej sesji z ulubioną grą (ja zagrywałem się w głównej mierze w Marvel’s Guardians of the Galaxy, a także Shadow of the Tomb Raider) lub z edytorem tekstowym, ręce mi się nie męczyły – podejrzewam, że to z racji dużej przestrzeni oparcia nadgarstków, którą stanowi obudowa laptopa. 

Każdy z klawiszy został wyposażony we własną diodę RGB. Całością możemy sterować przy pomocy oprogramowania GIGABYTE Control Center, gdzie w sekcji RGB Fusion mamy do dyspozycji 10 gotowych efektów. Ja podczas testów najczęściej używałem “fali”, która tworzy klasyczną tęczę lub statycznej barwy – białej lub pomarańczowej. Do dyspozycji użytkownika jest również funkcja tworzenia autorskich trybów, gdzie każdy pojedynczy guzik można ustawić na jeden z 7 kolorów. Trochę szkoda, że nie ma możliwości wybrania większej liczby kolorów, ale raczej nie sądzę, by ktokolwiek traktował to jako wadę ;).

Domyślnie przy pomocy skrótu klawiszowego Fn + Spacja możemy ustawić dwa poziomy jasności podświetlenia oraz całkowicie je wyłączyc. W programie natomiast producent daje możliwość szerszego manewrowania stopniem oświetlenia – od 0 do 100%. Tryby, które powodują “ruch” na klawiaturze, można spowolnić – również od 0 do 100%. 

Na koniec zostawiłem rzecz, która z jednej strony jest nieznaczna, a w przypadku, gdy spędzamy dużo czasu przed komputerem w nocy – ma duże znaczenie. Klawisze funkcyjne, w połączeniu z guzikiem Fn, mają różne zastosowania. Grafiki, które określają tę funkcję, są nieprzezroczyste, przez co, gdy w pokoju panuje kompletna ciemność, nie widzimy który jest który. Wiele razy zdarzyło mi się, że przykładowo zamiast zmniejszenia jasności ekranu wyłączyłem moduł WiFi. Jak widać, mała sprawa – a może uprzykrzyć życie.

Jeśli natomiast chodzi o touchpad w Gigabyte AORUS 17 XE4, raczej będziecie go rzadko używać – mówimy przecież o laptopie do gier. Niemniej jednak jest on bardzo wygodny w obsłudze – ma bardzo przyjemną fakturę i palec gładko ślizga się po jego powierzchni. Jest bardzo precyzyjny, a przyciski mają lekki, przyjemny skok. Z pewnością przydaje się i spełnia swoją rolę, gdy nie mamy przy sobie myszki.

Porty, głośniki, mikrofony oraz kamera 

Jak wcześniej wspomniałem, laptop ma na pokładzie dość rozbudowany zestaw portów. Po prawej stronie jest port ładowania DC, Thunderbolt 4, USB-A 3.2 oraz Combo Jack 3,5 (jest też dioda informująca, że urządzenie jest ładowane, która – mimo swoich rozmiarów – generuje naprawdę dużo światła, szczególnie w nocy).

Po lewej jest natomiast port Ethernet, HDMI 2.1, Mini DisplayPort 1.4 i USB-A 3.2. Jako że korzystam z pojemnościowego mikrofonu na USB (bez niego komunikacja na Discordzie byłaby naprawdę trudna, ale o tym zaraz) oraz myszki, brakowało mi chociaż jednego dodatkowego pełnowymiarowego USB, przykładowo dla pendrive’a czy dysku zewnętrznego, przez co musiałem posiłkować się dodatkową przejściówką.

USB-C z obsługą Thunderbolt 4 jest jak najbardziej na plus – potencjalnie do laptopa można podpiąć aż trzy monitory, co w dzisiejszych czasach, kiedy desktopowe karty graficzne nie są zbyt tanie, to bardzo fajna opcja. 

Nie spotkałem się jeszcze z laptopem dla graczy, który miał na pokładzie dobrej jakości głośniki i w przypadku Gigabyte AORUS 17 XE4 nie jest inaczej.

Producent zaimplementował tu dwie jednostki o mocy 2,5 W, które w praktyce dają naprawdę słabą jakość dźwięku. Tak, tak, wiem, to urządzenie do gier, a gracze korzystają ze słuchawek. Osobiście również nie wyszedłem poza ten schemat, jednak gdy chciałem przykładowo posłuchać muzyki bez słuchawek na uszach, to po prostu ustawiałem głośność w mikserze, a także samym Spotify na 100% i, o dziwo, moje HyperX Cloud Alpha S radziły sobie jako głośniki lepiej niż te wbudowane w laptopa.

A co z mikrofonem? W laptopach największym problemem jest umiejscowienie modułu. Z jednej strony, gdyby zamontować go w obudowie, bliżej użytkownika, to zbierałby szumy z wentylatorów, a także wibracje i dźwięki emitowane przez klawiaturę. Przez to właśnie producenci zazwyczaj montują je obok kamerki internetowej i, przyznam szczerze, że daje to naprawdę słaby rezultat. Mikrofon działa, ale jego jakość jest po prostu bardzo słaba. Podczas komunikacji na Discordzie zdarzyło się nawet, że zostałem pomylony z moim znajomym, mimo że mamy kompletnie inne głosy.

Na koniec zostawiłem kamerę, bo z jednej strony jest ona przeciętna, ale z drugiej mam nieco do powiedzenia na jej temat. Urządzenie rejestruje obraz w maksymalnej rozdzielczości HD (1280 x 720 pikseli) przy 30 FPS. Sama jakość jest po prostu akceptowalna – ale tylko za dnia; w nocy jest już nieco większy problem z jakimikolwiek szczegółami. Mimo wszystko jednak, do podstawowej komunikacji – na uczelnię czy do pracy zdalnej – powinna wystarczyć. 

Najciekawszym elementem są tutaj dwa otwory obok kamery, w których umiejscowione są diody podczerwieni. Mowa jest tu zatem o module, który jest zgodny z Windows Hello, dzięki czemu możemy autoryzować i odblokowywać urządzenie wyłącznie patrząc na nie.

Wykrywanie twarzy w AORUS 17 XE4 działa zarówno w dobrych, jak i słabych warunkach oświetleniowych (za co ogromny plus!), jednak musimy znajdować się bezpośrednio przed laptopem. Gdy nieco zmienimy kąt (np. zamiast siedząc chcemy odblokować sprzęt stojąc przed nim), to w większości przypadków proces się po prostu nie powiedzie. Co więcej, rozpoznawanie myliło się również, gdy miałem nieco inaczej ułożone włosy – różnica była naprawdę nieznaczna. 

Kultura pracy

Gigabyte AORUS 17 XE4 został wyposażony w naprawdę potężne komponenty. Jest tu procesor Intel Core i7-12700H (12. generacji Alder Lake-H, 45 W TDP) zestawiony z mobilną kartą graficzną NVIDIA GeForce RTX 3070 Ti (max 130 W). Możemy oczekiwać, że takie połączenie generuje przede wszystkim dużo ciepła, a co za tym idzie – sporo hałasu. Nie inaczej jest w tym przypadku.

Po takiej specyfikacji technicznej możemy spodziewać się, że potężny system chłodzenia jest tu po prostu niezbędny. Producent w tym aspekcie nie zawiódł, a całość radzi sobie bardzo dobrze – mamy tu przede wszystkim bardzo dużo miejsca, a więc i przestrzeni na różnego typu radiatory, wentylatory czy ciepłowody jest masa.

W środku znajdują się dwa wentylatory promieniowe (popularnie określane jako turbinki) – po prawej i lewej stronie. Poziom głośności, którą generuje laptop, w głównej mierze zależy od wybranego przez użytkownika trybu w programie Gigabyte Control Center.

No i tutaj się zaczyna zabawa.

Tryb “Meeting” ogranicza zegary procesora, ale także wyłącza wentylatory – tak właściwie do temperatury procesora 60 °C, jednak gdy wartość wzrośnie powyżej, to ten jest automatycznie załączany. Szum jest praktycznie niewyczuwalny, jednak oprogramowanie raz włącza, raz wyłącza wentylatory i tak na przemian. Dlatego też osobiście przez praktycznie cały okres testów korzystałem z presetu gaming mode, a tryb zasilania – o czym powiem później – ustawiałem ręcznie.

W gaming mode szum jest zdecydowanie bardziej odczuwalny – kwestia przywyknięcia, osobiście kompletnie mi to nie przeszkadzało. W grze z kolei, aby utrzymać temperatury podzespołów na odpowiednich poziomach, wentylatory rozpędzają się do dość wysokich wartości – tu wystarczą słuchawki, aby je zagłuszyć. Głośna praca laptopów gamingowych w grach to zupełny standard i nie powiedziałbym, że to wada.

Klawiatura urządzenia nawet podczas gry nie nagrzewa się, co wcale nie jest oczywiste – grzenia się klawiatury jest dosyć częstym zjawiskiem w przypadku urządzeń do gier.

Jedyne, co mi bardziej przeszkadzało podczas standardowego użytkowania (a nie grania), to nieco grzejący się spód obudowy, który po jakimś czasie pracy z laptopem na kolanach powodował dyskomfort. No, chyba, że włączyłem tryb Turbo – ten jednak ustawia 100% mocy wentylatorów, co podczas biurowej pracy nie jest najbardziej optymalnym rozwiązaniem. 

Teraz chciałbym co nieco powiedzieć o oprogramowaniu dla laptopa Gigabyte AORUS 17 XE4. Jak już wcześniej wspomniałem, jest to Gigabyte Control Center, gdzie możemy m.in. sterować wyżej wymienionymi presetami wentylatorów, a także trybami ładowania.

Niestety, nie jest ono pozbawione błędów, które bezpośrednio wpływają na urządzenie. Główny problem, z którym się borykałem powodował, że prędkość wentylatorów była ustawiana na 100% zaraz po włączeniu urządzenia, co za każdym razem generowało masę szumu.

Problem ten możemy zniwelować w Control Center, zmieniając preset wentylatorów. Jest też możliwość ustawienia trybu AI Boost, który kilka sekund po uruchomieniu wyłącza maksymalne obroty wentylatorów i ustawia na “normalne”. Niemniej jest to błąd, który w przypadku, gdy chcemy odpalić laptopa przykładowo w kawiarni czy uczelni, może przeszkadzać (i zwracać uwagę innych).

Poszczególne tryby zasilania nie działają tak, jak powinny, jednak o tym rozpiszę się w następnych akapitach, bo ma to bezpośrednie przełożenie na wydajność w grach.

Wydajność w grach i benchmarki

Testy przeprowadziłem w kilku nowszych i nieco starszych tytułach. Metodyka była dość prosta – wyniki uzyskałem dzięki programowi MSI Afterburner, gdzie przez kilka minut po prostu wykonywałem aktywności. W większości gier były dostępne wbudowane benchmarki, jednak te nie mają bezpośredniego przełożenia w faktycznej rozgrywce, a sprzęt (w głównej mierze karta graficzna) po prostu nie wykorzystuje większości dostępnych zasobów – podzespoły się nudzą

Różne gry sprawdzałem w oparciu o dwa dostępne tryby zasilania – Gigabyte “Balanced” oraz “High Performance”, z podłączoną ładowarką, a także podczas pracy na baterii. W każdej grze suwaki detali ustawiałem na możliwe najwyższe. Sprawdźmy, co to cacko potrafi w praktyce.

Analizując wyniki z powyżej wymienionych gier możemy dojść do wniosku, że podczas pracy z podłączoną ładowarką tryb High Performance zapewnia dodatkową wydajność, jednak tu właśnie pojawia się drugi z poważniejszych błędów oprogramowania.

W przypadku, gdy korzystamy z zasilania baterii i aktywujemy tryb High Performance, to w praktycznie w każdej grze uzyskamy niższą wydajność niż z aktywowanym presetem Balanced.

Doszedłem do wniosku, że powodem jest tu nieodpowiednie zarządzenie energią – w trybie Balanced karta graficzna pobierała maksymalnie do 55 W, natomiast w High Performance – maksymalnie 45 W.

Niemniej laptop praktycznie w każdym nowszym tytule zapewnia bardzo wysoką wydajność – wyjątkiem jest Microsoft Flight Simulator na baterii, a także Cyberpunk 2077 z ray tracingiem. Tutaj, aby uzyskać chociaż to 30 FPS, trzeba zejść z detali (albo po prostu dezaktywować śledzenie promieni).

Na laptopie pograłem także nieco w Valoranta, CS:GO oraz League of Legends, które są stricte e-sportowymi tytułami. Schodząc w obu FPS-ach z detali bez problemu pogramy z wynikiem 300 ramek obrazowych. W LoL-u sytuacja ponownie się komplikuje. 

Niezależnie czy miałem włączony czy wyłączony tryb VSync, laptop wyświetlał stałe 360 FPS, ale w praktyce doświadczałem tzw. efektu screen tearingu, czyli “rwania” obrazu. Rozwiązaniem było zablokowanie wartości wyświetlanych klatek na sekundę do 200. To mały problem, który jednak nie powinien mieć miejsca.

Na koniec zostawiłem benchmarki, jednak z tymi także nie obyło się bez trudności. VRMark, a także PCMark, po kilkunastu sekundach testów wykazywały błąd, a przeprowadzenie dalszego testu było niemożliwe. W 3DMark wszystko działało, jak należy. Poniżej zamieszczam zrzuty ekranu.

Bateria

Laptopy gamingowe mają to do siebie, że ich czasy pracy na baterii są po prostu bardzo słabe. Niezależnie od tego, że wyłączyłem dodatkowe funkcje, takie jak podświetlenie klawiatury, wysokie odświeżanie ekranu oraz dedykowana karta graficzna (wyświetlaniem obrazu wtedy zajmował się tu układ Intel Iris Xe), to AORUS 17 XE4 podczas testów w niewymagającej dla sprzętu pracy – przeglądanie internetu, oglądanie YouTube czy po prostu pisanie tekstów, nie wykazał więcej niż 4 godzin na jednym ładowaniu – zazwyczaj było to około 3,5 godziny. Miałem nadzieję, że energooszczędne rdzenie w procesorach 12. generacji Intela chociaż trochę poprawią stan rzeczy, jednak jak na razie to marzenia ściętej głowy.

Czas pracy w grach zależy od wielu czynników. Przede wszystkim od tego, jaki to tytuł, niemniej granie na zasilaniu bateryjnym nie trwa w tym przypadku długo. Są to maksymalnie 2 godziny w League of Legends. Gdy odpaliłem Cyberpunka 2077 na maksymalnych ustawieniach (bez ray tracing), było to niespełna 1,5 godziny – dokładnie 80 minut. Może gdyby laptop się nie wyłączał automatycznie, gdy stan baterii spadnie do 5%, to by się udało dobić do 90 minut.

Ładowanie od 5% do 100% trwa trzy godziny, jest to jak najbardziej akceptowalny wynik, zważywszy na to, że większość użytkowników omawianego laptopa raczej nie będzie go często odpinać od ładowarki.

Podsumowanie

Kończąc testy do głowy przychodzi mi wiele przemyśleń. Gigabyte AORUS 17 XE4 to pierwszy testowany przeze mnie laptop, który sprawił mi tyle problemów, a zarazem masę radości z pracy i zabawy na tego typu sprzęcie. Mimo, że większość błędów i niedoskonałości nie miało w znaczącym stopniu przełożenia na codzienne korzystanie z laptopa, to z pewnością kupując urządzenie tej klasy oczekujemy, że każdy jego aspekt będzie wyszlifowany do perfekcji – mówimy tu w końcu o laptopie za 10349 złotych.

Za każdym razem, gdy włączałem sprzęt wiedziałem, że wentylatory odpalą się z niewiadomego powodu na 100%, a i tak nie potrafiłem się do tego przyzwyczaić. Kolejnym niedociągnięciem jest optymalizacja trybów Gigabyte High Performance oraz Balanced na zasilaniu bateryjnym, a także słabej jakości mikrofon, kamera oraz głośniki. Szkoda, że producenci „olewają” ten aspekt – rozumiem, że to laptop do gier, ale czasem wygodniej, no i zdrowiej dla naszego słuchu, jest posłuchać czegoś na głośnikach.

Niemniej jednak laptop ma także masę, ale to masę zalet. Przede wszystkim, za sprawą najnowszych komponentów, otrzymujemy topową wydajność – połączenie procesora Intel Core i7-12700H oraz karty graficznej GeForce RTX 3070 Ti zapewnia komfortową grę w nowoczesnych grach przy maksymalnych ustawieniach graficznych, nawet z aktywowaną funkcją śledzenia promieni w czasie rzeczywistym. Na plus z pewnością jest również ekran o częstotliwości odświeżania na poziomie 360 Hz, solidny system chłodzenia czy elegancki wygląd.

Mniej znaczne niedoskonałości, typu dość krótki czas pracy na baterii, uginająca się pod palcami obudowa czy brak podświetlenia grafik klawiszy funkcyjnych, są do wybaczenia, bo laptopy konkurencji z tego samego segmentu dość często borykają się z podobnymi problemami czy też niedociągnięciami. Według mnie zalety laptopa z pewnością mają większą wagę, niż wymienione wyżej wady.

Czas, który spędziłem z laptopem Gigabyte AORUS 17 XE4, z pewnością będę dobrze wspominał (może poza głośnymi wentylatorami przy każdym włączeniu), a każdemu, kto potrzebuje laptopa dla graczy w budżecie około 10 tysięcy złotych, mimo wszystko model Gigabyte AORUS 17 XE4 jak najbardziej mogę polecić.

Zwłaszcza, że błędy, o których wspomniałem, to kwestia oprogramowania – można je wyeliminować stosownymi aktualizacjami, na które, mam nadzieję, użytkownicy tego sprzętu mogą liczyć w najbliższym czasie.

Gigabyte AORUS 17 XE4
Zalety
Bardzo dobra wydajność
Ekran z odświeżaniem 360 Hz
Elegancki, nie do końca gamingowy design
Bardzo wygodna klawiatura, przyjemny w dotyku touchpad
Wydajny system chłodzenia
Windows Hello z przestrzennym rozpoznawaniem twarzy
Wady
Wentylatory przy starcie urządzenia dają o sobie znać i to bardzo!
Tryby zasilania na baterii są źle zoptymalizowane
Za wydajnymi komponentami i systemem chłodzenia idzie bardzo wysoka waga
Jakość kamerki internetowej
Jakość mikrofonu i głośników
8
Ocena
Exit mobile version