„War crimes and the weaponisation of disinformation” – tak brzmiał tytuł jednej z sesji zorganizowanych podczas konferencji Disinfo 2026, która na początku października miała miejsce w Wilnie. Do stolicy Litwy zjechało się około 100 ekspertów, których wykładów, prezentacji i debat wysłuchało ponad 650 osób z przeszło 50 krajów: badaczy, prawników, przedstawicieli organizacji pozarządowych i dziennikarzy. Miałem przyjemność znaleźć się w tym gronie, chociaż przyjemność może nie być najlepszym słowem, biorąc pod uwagę to, jaki przekaz wyłaniał się z poszczególnych sesji i wzmacniał z każdą kolejną.
Konferencja Disinfo 2026 w Wilnie uderzyła w Stany Zjednoczone
Tytuł sesji, od którego zacząłem ten tekst, jest dość bezpośredni. Niemniej prawie we wszystkich, w których uczestniczyłem, jak mantrę powtarzano, że manipulacja i dezinformacja należą do najgroźniejszych typów broni w XXI wieku. To broń niosąca cierpienie, a nawet śmierć. Wprost wymieniano kraje, które w największej mierze posługują się tą bronią – Rosję i Stany Zjednoczone (te ostatnie między innymi w sesji „USA as a FIMI threat: acknowledge, adapt, push back”). FIMI to skrót oznaczający zagraniczne manipulacje informacjami i ingerencje.
Tak wyraźnie wskazywanie na USA doprowadziło zresztą do sporu dyplomatycznego, w wyniku którego tuż przed rozpoczęciem konferencji swoje wsparcie dla niej wycofali niektórzy z kluczowych partnerów: litewskie i kanadyjskie ministerstwa spraw zagranicznych oraz EEAS – Europejska Służba Działań Zewnętrznych. Powód? Niezgodność narracji paneli z oficjalnym stanowiskiem Unii Europejskiej, Litwy i Kanady.
Nie wycofali się jednak sami paneliści i konferencja przebiegła w dokładnie taki sposób, w jaki zaplanowano. Można to uznać za zwycięstwo środowiska fact-checkingowego oraz dowód na odporność społeczności badaczy i organizacji pozarządowych na tego typu presję.
Dezinformacja to broń, a sztuczna inteligencja to dla niej paliwo
Wspomniany panel – „War crimes and the weaponisation of disinformation” – był jednym z najmocniejszych punktów w agendzie. Dwójka ukraińskich prelegentów – prawniczka Anna Vyshniakova i dokumentalista Peter Pomerantsev – przedstawiała przykłady na to, jak rosyjska propaganda pierze mózgi żołnierzy i motywuje ich do walki, ale też w jaki sposób środowisko Putina zapewnia sobie alibi i zrzuca winę za zbrodnie wojenne na ofiary, wykorzystując właśnie manipulację i dezinformację.

Działa to w taki sposób, że Rosja najpierw oskarża ofiarę o dokonanie (lub planowanie) ataku, który tak naprawdę się nie wydarzył. Następnie sama atakuje, ale w opinii społeczności jest to nie agresja, lecz obrona albo też plan zrealizowany przez rzeczywistą ofiarę. Dezinformacja zatem w tym przypadku jest narzędziem maskowania zbrodni, więc bezpośrednio przyczynia się do śmierci, a w dodatku zrzuca winę za nią na drugą stronę.
To dezinformacja właśnie jest też jednym z kluczowych elementów, pchających rosyjskich obywateli na front. Następnie budzi i podtrzymuje ich bojowe nastawienie – propaganda w obliczu wojny nie jest zresztą niczym nowym, ale internet i media społecznościowe sprawiły, że jej rozprzestrzenianie jest łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej, a weryfikacja informacji – bardziej skomplikowana.
Anna Vyshniakova przedstawiła wyniki badania, w którym rosyjscy więźniowie wojenni w Ukrainie odpowiadali na pytania o postrzeganie Ukraińców i Rosjan oraz sens (i genezę) wojny. Aż 76% wierzyło w co najmniej jedną propagandystyczną narrację, a równocześnie silna wiara w takie przekazy sprawiała, że nawet 6-krotnie częściej uznawali rosyjską inwazję za w pełni uzasadnioną i potrzebną.
Na konferencji Disinfo 2026 regularnie powracał też temat AI
W manipulacji i dezinformacji coraz większą rolę odgrywa i będzie odgrywać sztuczna inteligencja – szczegółowo omówiono to podczas sesji „From AI companions to prediction markets: new vectors of manipulation”, na której pojawił się też polski akcent, jako że jedną z prelegentek była Polka, Michalina Grzelka z Polskiego Instytutu Badawczego NASK.
Sztuczna inteligencja, a w szczególności wirtualni asystenci, są zaprojektowani w taki sposób, by uczyć się użytkownika i dostosowywać się do niego. W ten sposób budowana jest relacja. W przeciwieństwie jednak do ludzkiego przyjaciela, chatbot pamięta wszystko, co mu się powiedziało i z każdą rozmową coraz lepiej potrafi dostosować formę i przekaz w taki sposób, by użytkownik chciał wracać. Słowem: uzależnia go od siebie.
Często powiązane z tym ograniczanie kontaktów społecznych to idealny przepis na to, by wpaść w pułapkę. Szczególnie jeśli efektem jest czerpanie informacji wyłączenie z mediów społecznościowych i rozmów ze sztuczną inteligencją. Te pierwsze dbają o to, by docierały do Ciebie tylko konkretne treści, a AI chce przede wszystkim utwierdzać Cię w tym, że masz rację, bo wtedy rośnie szansa na to, że się nie obrazisz. Oczywiście to duże uproszczenie.
Obecnie jesteśmy na etapie formowania – wielkie firmy technologiczne stworzyły narzędzia (chatboty), z którymi sukcesywnie budujemy relację. W przyszłości może to zostać wykorzystane na kilka różnych sposobów. Rosnące zaufanie może sprawić, że z łatwością przyjmiemy nieprawdziwe informacje, traktując je jak fakty, bo podał nam je ktoś, z kim mamy tak silną więź. Słowem: manipulacja i dezinformacja stoją tuż za rogiem, czekając na swoją kolej.
W zależności od tego, jaki cel będzie chciał osiągnąć operator chatbota, dezinformacja może posłużyć do nakłaniania użytkownika do wybierania tych lub innych produktów albo też wzmagania ideologicznych i bojowych nastrojów. Dzięki temu, że wirtualni asystenci towarzyszą nam na każdym kroku, popychanie nas w tym lub innym kierunku może odbywać się niezwykle subtelnie, co tylko zwiększa potencjalną skuteczność.

Informacja to nie dowód, ale weryfikacja jest trudniejsza niż kiedykolwiek
Problemem jest to, że w dobie mediów społecznościowych i sztucznej inteligencji zaczęliśmy traktować informacje jak dowody. To jeszcze bardziej ułatwia manipulację i dezinformację. Co można zrobić? Kluczem wydaje się weryfikacja.
Niestety, weryfikacja jest trudniejsza niż mogłoby się wydawać, ponieważ sztuczna inteligencja nauczyła się tworzyć informacje (a nawet ich źródła), które wydają się wiarygodne. Warto tu wspomnieć o wspólnym badaniu Surfsharka i Uniwersytetu w Malmo. Wyszło w nim, że aż 52% osób nie potrafi odróżnić w mediach społecznościowych konta wygenerowanego przez AI od prawdziwego człowieka (mowa o badaniu „Bot or Not”).
Narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji drastycznie wręcz zwiększyły poziom wyrafinowania oszukańczych wiadomości, przez co nawet ostrożni użytkownicy mają coraz większy problem z odróżnieniem prawdziwych komunikatów od oszustw. Manipulacja i dezinformacja stały się przez to efektywniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.
Potrzebne są więc odpowiednie ramy prawne, jak i narzędzia służące do detekcji fałszywych informacji. Niestety, ani jedne, ani drugie nie nadążają za dynamicznie rozwijającą się technologią.

Czy jest może jakieś światełko w tunelu?
Mimo wszystko nie chciałbym zostawiać Cię w tak negatywnej i pesymistycznej atmosferze. Na szczęście jest też światełko w tunelu. Podczas dwóch sesji starano się pokazać, że istnieją metody na to, by z dezinformacją walczyć i robić to całkiem skutecznie. Pierwsza poświęcona była Wikipedii i jej modelowi moderacji treści.
Choć w środowisku akademickim nadal często traktowana jest jako niewiarygodna, Wikipedia w rzeczywistości może być bardzo dobrym źródłem – przede wszystkim dlatego, że każda informacja musi mieć – no właśnie – źródło (a jeśli go nie ma, to ten brak jest wyraźnie zaznaczany). W przeciwieństwie do tradycyjnych encyklopedii jej olbrzymim atutem jest aktualność, ale z drugiej strony – ze względu na możliwość edycji przez każdego użytkownika – występuje ryzyko stronniczości, zakłamań i wandalizmu.
Przeważnie jednak wszelkie uchybienia są szybko identyfikowane i eliminowane. Badania porównawcze przeprowadzone przez magazyn Nature czy też naukowców z Uniwersytetu Oksfordzkiego wykazały zaś, że dokładność, rzetelność i prawidłowość interpretacji pojęć jest praktycznie taka sama na Wikipedii i (uznawanej za jedną z najdoskonalszych) Britannice.
Przedstawiciele Wikipedii zachęcali do przyłączania się do grona edytorów Wikipedii, ale też do zastosowania tego sposobu przygotowywania i moderacji treści (gdzie bazą są wiarygodne źródła) w mediach. Osobiście uważam to za bardzo dobry kierunek.
Internet, który nie ssie
Druga pozwalająca na pewną dozę optymizmu sesja miała równie wymowny tytuł jak ta, od której zacząłem ten tekst. Byłem szczerze zdumiony, gdy zobaczyłem w agendzie, że jedna z prezentacji została zatytułowana „Unshitted: the internet that doesn’t suck”. Zaintrygowany postanowiłem wziąć w niej udział i szybko okazało się, że charyzmatyczny Robin Berjon równie bezpośrednim językiem przedstawił całą swoją koncepcję na internet, który nie ssie. A właściwie coś więcej niż koncepcję, bo Eurosky już rzeczywiście działa.
Eurosky to niezależna, europejska platforma mediów społecznościowych, która powstała jako alternatywa dla Facebooka, X-a i innych portali tego typu. Nie jest jednym konkretnym serwisem, ale całą infrastrukturą, w której współistnieć może wiele różnych usług. Użytkownik nie jest przywiązany do żadnej z nich – zyskuje jedną, uniwersalną tożsamość cyfrową, z którą może przechodzić pomiędzy portalami, zachowując swoje treści czy znajomych. Żadnego problemu nie stanowi też prowadzenie rozmów z użytkownikami innych serwisów – to trochę jak wysyłanie SMS-ów do osób w innych sieciach albo wymiana e-maili.
Całość opiera się na zdecentralizowanym protokole Atmosphere i infrastrukturze serwerowej zlokalizowanej w Unii Europejskiej. Oznacza to, że wszystkie dane są chronione zgodnie z przepisami RODO i aktem o usługach cyfrowych (DSA). W dodatku dane pozostają własnością użytkownika i nie są wykorzystywane do profilowania ani śledzenia. Nie ma tu spersonalizowanych reklam ani algorytmów monitorujących zachowanie użytkowników.
Całościowo może to być trudne do zrozumienia, dlatego wspomniany Robin Berjon postawił na pełną humoru prelekcję, rozpoczętą przez taki oto klip:
W podobnym tonie utrzymana była cała prezentacja, toteż na tej sesji momentami czułem się jak na stand-upowym występie, a nie poważnej konferencji poświęconej dezinformacji. I wiesz co? W tym szaleństwie może być metoda. Wciąż nie jestem pewny, czy kupuję cały ten pomysł, ale niewątpliwie wbił mi się do głowy.
Konferencję Disinfo 2026 opuściłem z głową pełną rozmyślań: z jednej strony przytłoczony ciężarem tematu, z drugiej jednak na swój sposób napełniony optymizmem. Nie mam wątpliwości, że manipulacja i dezinformacja znajdują się wśród największych zagrożeń XXI wieku, a sztuczna inteligencja tylko ten problem wzmaga. Wierzę jednak, że wciąż można z tym coś zrobić.

Na konferencji Disinfo 2026 w Wilnie byłem na zaproszenie firmy Surfshark, która była jednym ze sponsorów wydarzenia. Nie miała jednak wpływu ani na treść, ani na formę niniejszego artykułu.




