Przenośny monitor? A komu to potrzebne? ASUS ROG Strix XG17 udowodnił, że znam co najmniej jedną taką osobę – siebie

ASUS ROG Strix XG17 to monitor, który pokazał mi, że nawet pracując z dala od biurka i komputera stacjonarnego, mogę to robić równie efektywnie i przyjemnie. I choć nie jest konstrukcją bez wad, sprawił, że przenośny monitor będzie jednym z moich najbliższych nabytków.

Podobno najciekawsze rzeczy w życiu odkrywamy zupełnym przypadkiem. Nie wiem, czy to prawda, ale w przypadku moim i omawianego monitora – ASUS ROG Strix XG17 – tak właśnie było. Prawdę powiedziawszy nigdy nie spodziewałem się, że będę miał okazję zaznajomić się z tego typu sprzętem. Aż do momentu, kiedy na redakcyjne testy trafił smartfon – ASUS ROG Phone 5, do którego recenzji serdecznie zapraszam.

Wspomniałem w niej, że wraz ze smartfonem, otrzymałem dwa akcesoria rozszerzające jego możliwości. Pierwszym z nich, dedykowanym stricte do ROG Phone 5, była nakładka z wbudowanym wentylatorem, pozwalającym na utrzymanie wysokich taktowań procesora przez dłuższy czas niż bez jej zastosowania. Drugim, właśnie monitor ROG Strix XG17.

Ale jak to? Monitor w parze ze smartfonem? Po co? Ano po to, że ten konkretny model został stworzony właśnie do współpracy z urządzeniami mobilnymi, takimi jak smartfony, tablety czy laptopy, zwłaszcza te ultramobilne. To dla nich ma spełniać funkcję drugiego monitora, znacząco rozszerzając możliwości prezentacji wyświetlanych treści.

Jak doszedłem do tego, że monitory przenośne są tak potrzebne i tak mocno poprawiają komfort pracy z dala od biurka? Zapraszam do materiału, który nie będzie typową recenzją. ROG Strix XG17 to pierwszy tego typu sprzęt, jaki trafił w moje ręce. Nie mając punktu odniesienia nie jestem w stanie ocenić go wystarczająco rzetelnie, by nadać tekstowi opiniotwórczego charakteru. Po prostu opowiem o swoich wrażeniach i sytuacjach, w których XG17 okazał się naprawdę bardzo przydatnym urządzeniem.

ROG Strix XG17 w Media Expert

ASUS ROG Strix XG17 fot. Tabletowo.pl

ASUS ROG Strix XG17 – specyfikacja

ModelASUS ROG Strix XG17
Przekątna17,3 cala
Pokrycie gamy kolorów100% sRGB
Typ paneluIPS
Rozdzielczość1920 x 1080
Powierzchnia ekranu381,888 x 214,812 mm
Rodzaj matrycyMatowa
Czas reakcji3 ms (GTG)
Częstotliwość odświeżania240 Hz
WejściaMicro HDMI, 2x USB-C, jack 3,5 mm
Wbudowane głośnikiTak, 2 x 1 W
Pojemność baterii7800 mAh
Wymiary399,09 x 250,51 x 9,95 mm
Waga (bez statywu)1060 g
Waga (ze statywem)1760 g
Zawartość opakowaniaTorba podróżna, statyw, osłona na ekran z funkcją podstawki, kabel micro HDMI – HDMI, kabel USB-C – USB-C, adapter USB-C – USB-A, ładowarka
Cena2539 złotych
Oferta Media ExpertLink

Biorąc pod uwagę fakt, że mowa o monitorze przenośnym, przystosowanym do zasilania z baterii, takie parametry, jak częstotliwość odświeżania 240 Hz czy czas reakcji 3 ms, mogą robić wrażenie. Cóż, urządzenie przynależy do rodziny ROG Strix, czyli produktów dedykowanych graczom. Z takimi parametrami, z pewnością zwróci na siebie uwagę niejednego.

Omawiany monitor kosztuje, w momencie publikacji materiału, 2539 złotych. Na rynku jest również dostępna nieco tańsza wersja, pozbawiona statywu. Rezygnując z niego cena spada do poziomu 2149 złotych. 400 złotych za statyw do monitora to, przyznajcie sami, bardzo dużo, jednak w wielu sytuacjach to właśnie on może się okazać kluczowym atutem XG17.

ASUS ROG Strix XG17 fot. Tabletowo.pl

Rozpakowanie, uruchomienie, przeznaczenie

Wewnątrz pudełka, w którym znajdziemy monitor ASUS ROG Strix XG17, producent zmieścił również torbę podróżną zdobioną logotypami ROG, statyw do monitora, osłonę na ekran, która niczym w tabletach zmienia się w podstawkę, ładowarkę, dwa kable (micro HDMI – HDMI i USB-C – USB-C), a także adapter USB-C na USB-A.

Osobiście jestem bardzo zdziwiony obecnością tego adaptera, jak i zastosowaną ładowarką. Skoro bowiem monitor jest wyposażony w łącze USB-C (a nawet dwa!), dlaczego dołączona ładowarka ma wyjście USB-A, a nie USB-C i trzeba używać przejściówki? Nie mam bladego pojęcia i nigdy się nie dowiem, choć nie wiem, na ile to istotne, skoro i tak pozostaje mankamentem XG17. Niewielkim, ale jednak – to wciąż kolejna przejściówka do noszenia i zgubienia.

Monitor, tuż po wyjęciu z pudełka, prezentuje się bardzo estetycznie, elegancko i sprawia wrażenie solidnego. Świetnie wygląda zarówno w towarzystwie typowo gamingowego laptopa, jak i aluminiowego ultrabooka. Na obudowie XG17 nie znajdziemy niczego, co zbędne. Ekran szczelnie wypełnia obudowę, pozostawiając jedynie dość wąski, szary pasek u dołu, na którym umieszczono logo ROG. Pod tymże paskiem ukryto głośniki – 2 x 1W to nic specjalnego, ale dobrze, że są.

Wzdłuż ramek monitora nie dzieje się właściwie nic, za wyjątkiem lewej strony. Znajdziemy tu włącznik, przyciski służące do poruszania się po menu oraz cztery gniazda. USB-C do ładowania monitora, USB-C z DisplayPort do podłączenia źródła obrazu, micro HDMI i mini jack, by do monitora wpiąć gamingowe, a jakże by inaczej, słuchawki.

ASUS ROG Strix XG17 fot. Tabletowo.pl

Tylna strona monitora skrywa logo ROG oraz miejsce, w którym wkręcić można uchwyt do zamocowania statywu. Gdy tylko go wkręcimy i połączymy XG17 ze statywem lub oprzemy na składanej podstawce, wystarczy podłączyć źródło obrazu i włączyć monitor, by rozpocząć korzystanie z niego.

Choć w ROG Strix XG17 znalazły się tylko dwa wejścia obrazowe, są na tyle uniwersalne, by podłączyć do monitora właściwie wszystko, co tylko chcemy: smartfon, tablet, komputer, konsolę czy aparat fotograficzny.

ASUS ROG Strix XG17 fot. Tabletowo.pl

Tak szerokie spektrum urządzeń oznacza, że choć XG17 to monitor dla graczy, nie tylko oni powinni się nim zainteresować. To świetne akcesorium dla wszystkich tych, którym często zdarzają się spotkania z klientami poza biurem, a potrzebują przestrzeni, by wyświetlić przygotowaną wcześniej prezentację. Dzięki monitorowi wystarczy, że ta znajdzie się w pamięci smartfona.

Monitor może również okazać się przydatny fotografom – dodatkowy, siedemnastocalowy podgląd obrazu z aparatu może się przydać, zwłaszcza w studio.

ROG Strix XG17 to również idealne akcesorium dla takich ludzi, jak ja, którym bardzo często zdarza się pracować poza biurkiem. Współczesne czasy sprawiły, że to biuro podąża za człowiekiem, a nie człowiek za biurem, a XG17 udowodnił mi, że wcale nie oznacza to konieczności rezygnacji z wygody.

ASUS ROG Strix XG17 fot. Tabletowo.pl

ASUS ROG Strix XG17 – co zmienił w moim życiu

Jak wspomniałem we wstępie, nie czuję się kompetentny oceniać tej konstrukcji w sposób krytyczny – to pierwszy tego typu sprzęt, z jakim mam do czynienia, dlatego totalnie nie wiem, jak prezentuje się na tle rynkowych alternatyw i czego tak właściwie miałbym od niego oczekiwać. Zamiast tego skupię się na opisaniu tego, jak ja go wykorzystywałem i jak wywiązał się z tego zadania.

W pracy zawodowej, odkąd pamiętam, zawsze korzystałem z dwóch monitorów, niezależnie od tego, czy było to korporacyjne biurko, czy redakcja. Ze względów osobistych, kilka miesięcy temu w moim mieszkaniu odbył się remont, w wyniku którego straciłem swój kąt do pracy. Od tej pory mój komfort wykonywania codziennych, zawodowych czynności, pogorszył się znacząco. Zdecydowaną większość pracy wykonuję na laptopie rozłożonym czy to na moich kolanach, gdy siedzę w fotelu, czy to na kuchennym stole. W takich okolicznościach korzystanie z drugiego monitora byłoby mocno uciążliwe. XG17 udowodnił, że tak wcale być nie musi.

ASUS ROG Strix XG17 fot. Tabletowo.pl

Pewnego dnia, po prostu rozłożyłem na stole komputer, z którego korzystam na co dzień (MacBook Pro), postawiłem obok monitor ROG Strix XG17 i połączyłem te dwa sprzęty kablem USB-C. Od tego momentu mój zawodowy świat stanął na głowie.

Przez te miesiące, kiedy pracowałem wyłącznie na jednym monitorze, najczęściej wbudowanym w laptop, mocno cierpiałem. Teraz z powrotem miałem do dyspozycji drugi ekran, w dodatku taki, którego montaż i demontaż zajmują kilka sekund. Wystarczy jedynie pamiętać, by przed przystąpieniem do pracy naładować nie tylko laptopa, ale też monitor, albo zapewnić mu dostęp do źródła zasilania.

Szybkie przeglądanie tekstów źródłowych, ciągle otwarty podgląd poczty, ułatwienie podczas obróbki zdjęć czy po prostu włączenie jakiegoś serialu w tle – wszystko to nagle znów stało się możliwe!

Szkoda tylko, że możliwość ta trwa, bez źródła zasilania, jedynie nieco ponad trzy godziny. Cóż, z perspektywy mobilnego gracza czy rekina sprzedaży pływającego od spotkania do spotkania, taki czas może okazać się wystarczającym. Do pełnoetatowej pracy w trudniejszych warunkach niż biurko, to nieco za mało.

ASUS ROG Strix XG17 fot. Tabletowo.pl

Od teraz bardziej lubię laptopy

Jeszcze do niedawna nie znosiłem pracować na laptopie. Kojarzyły mi się nierozerwalnie z komputerami, z którymi miałem do czynienia na studiach – ospałymi, ociężałymi, tandetnie wykonanymi i po prostu nudnymi. Kiedy praca na laptopie stała się moją przykrą codziennością, długo nie mogłem się odnaleźć. Na szczęście, ostatnie tygodnie i miesiące to dla mnie czas, w którym powoli zaczynam przekonywać się do mobilnych komputerów.

Na laptopie nie mogłem grać – teraz mogę, dzięki możliwości grania w chmurze. Do laptopa nie mogłem podłączyć drugiego monitora w innym miejscu niż biurko – dzięki XG17 znów mogłem to zrobić. Cóż, wygląda na to, że dzięki usługom i mądremu doborowi akcesoriów, laptopa da się lubić.

ASUS ROG Strix XG17 fot. Tabletowo.pl

To nie jest sprzęt bez wad

Oczywiście, to, że ROG Strix XG17 sprawił, że mój komfort pracy znacząco wzrósł nie oznacza, że jest to sprzęt pozbawiony wad. O ile do samego ekranu, w żadnym wypadku, nie mogę się przyczepić, tak dopracowałbym kilka szczegółów, dzięki którym XG17 mógłby być jeszcze lepszy.

Zacząłbym od głośników. Te, choć są tylko dodatkiem, są po prostu słabe. Nie mają nawet startu do tych montowanych w MacBookach Pro i innych, wysokiej klasy ultrabookach i komputerach dla graczy. Zaryzykuję, że nawet smartfon ROG Phone 5 grał nieco przyjemniej dla uszu.

ASUS ROG Strix XG17 fot. Tabletowo.pl

Przyjrzałbym się również ładowarce, której zupełnie nie rozumiem. Zastosowanie USB-C zamiast USB-A wyeliminowałoby konieczność korzystania z przejściówki. ASUS mógł pokusić się również o dołączenie zasilacza większej mocy, tak, by ten sam mógł ładować zarówno monitor, jak i laptopa.

Na koniec cena – 2539 złotych za wariant ze statywem i 2149 złotych za opcję bez statywu to bardzo dużo. To wyłączny powód, dla którego nie zdecydowałem się na nabycie swojego egzemplarza tego monitora. Zdaję sobie jednak sprawę, że dla wielu naszych czytelników wydanie takiej kwoty nie będzie kwestią problematyczną i to im właśnie szczerze go rekomenduję.

Ten monitor jest naprawdę przydatny!

Exit mobile version