Miałem okazję być ostatnio w Wilnie. W samym sercu litewskiej stolicy, niemal idealnie między Starym a Nowym Miastem, znajduje się Cyber City – zachwycająca nowoczesną architekturą przestrzeń, w której swoje siedziby ma sporo największych firm, które za cel wzięły sobie dbanie o prywatność użytkowników i rozwój nowoczesnych technologii.
Witaj w Cyber City
Dwa hektary, na których rozlokowano cztery sporych rozmiarów biurowce, mieszczące kilkanaście przedsiębiorstw, w których pracuje ponad 3300 specjalistów od nowoczesnych technologii i cyberbezpieczeństwa. To właśnie wileńskie Cyber City założone w miejscu dawnej fabryki tekstylnej firmy Sparta. Dziś swoje siedziby mają tam między innymi Tesonet, Decodo, Oxylabs czy Hostinger.
Jednymi z największych firm, dla których Cyber City jest domem, są nastawione na cyberbezpieczeństwo Surfshark i Nord Security (od 2021 roku grające zresztą w jednej drużynie). Na spotkaniu z przedstawicielami tej pierwszej pokazano mi – wraz z detalami, które pewnie poza nerdami, jak ja, #nikogo – jak wygląda krajobraz cyberbezpieczeństwa w 2026 roku. Cóż, zupełnie inaczej niż jeszcze osiem lat temu, kiedy rozpoczynała się historia Surfsharka.



Surfshark ma 8 lat. Wiele się w tym czasie zmieniło
Surfshark zaczynał jako VPN i, jeśli go kojarzysz, to pewnie właśnie z tego. Dzisiaj to duża grupa, która ma pod swoim parasolem kilka różnych produktów. Flagowym pozostaje sam Surfshark, jednak też nie jest już tylko wirtualnym serwerem. Stał się kombajnem zapewniającym bezpieczeństwo na wielu polach: to także antywirus i adblocker, stróż chroniący dostępu do kamerki oraz pakiet narzędzi neutralizujących zagrożenia związane z kradzieżą danych i tożsamości – na stronach, w SMS-ach i w e-mailach.
Częścią grupy jest również Incogni, które zabezpiecza prawo do bycia zapomnianym i pozwala na efektywne usuwanie danych z baz brokerów. Niedawno w rodzinie pojawiła się także aplikacja HeyPolo, która pomaga (tym razem) fizycznie zabezpieczyć siebie i swoich bliskich. Może służyć do udostępniania lokalizacji poszczególnych członków rodziny (informowania o tym, gdzie się znajdują, a przede wszystkim, czy dotarli do domu, szkoły lub pracy), powiadamiania o wypadkach, dodzwaniania się nawet, gdy telefon jest wyciszony, a także… ostrzegania o rozładowujących się telefonach naszych bliskich.


Cyberbezpieczeństwo to dziś coś innego niż kilka lat temu
Surfshark ewoluuje, bo zmieniło się też to, co i jak ludzie myślą o cyberbezpieczeństwie. Jeszcze kilka lat temu, gdy rozmawiało się o oprogramowaniu zapewniającym bezpieczeństwo, numerem jeden był antywirus. Od pytania o to, z jakiego antywirusa korzystasz, zaczynała się niejedna rozmowa na tematy okołotechnologiczne.
Dzisiaj o takich programach prawie wcale się nie mówi, bo istotniejsza stała się ochrona danych osobowych. Przestaliśmy się obawiać tego, że cyberprzestępca znajdzie narzędzie, by dostać się do naszego urządzenia (wirus, trojan czy inny złośnik), większym ryzykiem stało się to, że sami go do niego wpuścimy.
Z badania przeprowadzonego przez Surfshark wynika, że jednym z największych lęków w społeczeństwie jest możliwość wykradzenia tożsamości online (57%), a następnie zhakowanie konta bankowego lub karty kredytowej (57%). Takie cyfrowe zagrożenia wywołują w nas większy niepokój niż na przykład niemożliwość opłacenia rachunków (52%).

Wirusy i inne typy złośliwego oprogramowania poszły jednak w odstawkę, bo pojawiło się coś, co jest zdecydowanie skuteczniejsze: phishing. Choć stwierdzenie, że się pojawiło, jest nie do końca właściwe, bo jeśli zdefiniujemy phishing jako próby wyłudzenia danych poprzez podszywanie się pod kogoś, kim się nie jest, to historia będzie zdecydowanie dłuższa niż dzieje internetu, komputerów, a pewnie i wytwarzania prądu przez człowieka.
„Wciąż istnieją tradycyjni cyberprzestępcy stosujący wirusy i tego typu rozwiązania. Jednak patrząc w przyszłość, myślę, że cyberoszustwa [ang. scams] stanowią spore zagrożenie, zwłaszcza w dobie sztucznej inteligencji, która ułatwia wielkoskalowe powielanie i atakowanie ludzi za pomocą agentów” – powiedział mi podczas wywiadu dyrektor generalny Surfsharka, Dovydas Godelis.
Właśnie dlatego zagrożeniem numer jeden staje się… manipulacja. Cyberprzestępcy do perfekcji opanowali podszywanie się pod renomowane instytucje czy nawet naszych bliskich, a sztuczna inteligencja pomaga im wymierzać jeszcze skuteczniejsze ataki niż dotychczas. Przez to, że nie trzeba już kierować ataków bezpośrednio w konkretne osoby, lecz można cały ten proces zautomatyzować, by osiągnąć zdecydowanie większą skalę, ofiarami nie padają już tylko znane z posiadania sporych sum na kontach jednostki, lecz mogą nimi być wszyscy. Bez wyjątku.
Zła wiadomość jest taka, że dzięki sztucznej inteligencji phishing stał się prostszy i tańszy niż kiedykolwiek wcześniej, a jego skalowanie – niebywale efektywne. Co więcej, nie trzeba mieć prawie żadnych zdolności technicznych, by osiągnąć sukces.
Z manipulacją i dezinformacją powiązane są też oszustwa bazujące na deepfake’ach (czyli realistycznie spreparowanych materiałach audiowizualnych). Z danych Surfsharka wynika, że incydenty związane z deepfake’ami zidentyfikowano w 114 krajach, z czego najwięcej w Stanach Zjednoczonych (Polska znajduje się dopiero na 28. miejscu). Wynikające z tego tytułu straty idą zaś w miliardy dolarów.


Najlepszą obroną jest… technologia
Pomijając kwestię deepfake’ów, które wymagają pewnych technicznych zdolności, cyberprzestępczość coraz mniej polega na znajomości technikaliów i umiejętnościach kojarzonych raczej z kodowaniem. Coraz bardziej zaś na psychologii, a w szczególności – na socjotechnice. Tak jak zawsze, oszustom chodzi o to, by wykorzystać zaufanie, którym zostali niesłusznie obdarzeni. Rzecz w tym, że dzisiaj zdecydowanie łatwiej jest dotrzeć do olbrzymich grup ludzi, a ci ostatni zostawiają w sieci większą liczbę informacji niż kiedykolwiek w przeszłości.
To, że z własnej woli zostawiamy w sieci niewyobrażalne ilości informacji, to ta zła wiadomość. Jest też dobra – rośnie nasza świadomość, która w dodatku skutkuje podejmowaniem inicjatywy. Jak powiedzieli mi przedstawiciele Surfsharka, jeszcze w 2022 roku liczba zrealizowanych żądań usunięcia danych wynosiła 1,5 miliona. Dwa lata później były ich 92 miliony, a w ubiegłym roku – już 350 milionów. Jeśli szacunki okażą się dokładne, to w 2026 roku przebita zostanie bariera 1 miliarda. To doskonale obrazuje skalę wzrostu.

Coraz częściej rozumiemy, jak istotne jest to, by usuwać informacje z miejsc, w których nie powinno ich już być, a tu ponownie z pomocą przychodzi technologia. Tym właśnie zresztą zajmuje się Incogni. Użytkownik się zgłasza, a zespół sprawdza, kto przechowuje jego dane i żąda ich usunięcia. Następnie po pewnym czasie weryfikuje, czy żądanie zostało spełnione, a jeśli nie, to je ponawia. Monitoruje też, czy usunięte dane nie pojawiły się w bazie ponownie, a jeśli tak, to uruchamia całą machinę jeszcze raz.
Incogni działa więc jak strażnik i czyściciel. Z kolei zadaniem samego Surfsharka jest dbanie o to, by dane przede wszystkim nie wyciekły. Chroni prywatności i ostrzega przed potencjalnymi atakami – poprzez adblocka, wykrywacz scamu w wiadomościach e-mail i SMS, maskowanie danych osobowych oraz VPN, stanowiący rdzeń pakietu.
VPN nadal jest podstawą, zmieniły się jednak jego fundamenty. Opiera się na autorskim protokole o nazwie Dausos, który nie tylko zapewnia większe bezpieczeństwo, jest bardziej skalowalny i łatwiejszy w kontekście ewentualnych modyfikacji, ale też pozwala uzyskiwać wyższą prędkość internetu. Tak, nie tylko nie zmniejsza prędkości łącza (w porównaniu do połączenia bezpośredniego), ale wręcz potrafi – w niektórych sytuacjach – uzyskiwać lepsze transfery, dzięki ciągłemu poszukiwaniu optymalnej trasy od komputera do serwera i z powrotem.
Jak ogarnąć cyberbezpieczeństwo w 2026 roku?
Gdyby podjąć się próby krótkiego podsumowania tego wszystkiego, to można by dojść do wniosku, że na przestrzeni ostatnich lat miejsce wirusów, trojanów i innego typu złośliwego kodu zajęły phishing, deepfake’i i sztuczna inteligencja, przeważnie łączące się ze sobą w jedną całość. Największym zagrożeniem stało się ryzyko wykradzenia cyfrowej tożsamości, a wyzwaniem – weryfikacja informacji i treści.
Dlatego tak ważne jest, by pamiętać o podstawowych zasadach bezpieczeństwa, które może i nie wyeliminują, ale znacząco ograniczą zagrożenie: stosowanie silnych haseł (długich, trudnych do odgadnięcia i łatwych do zapamiętania oraz unikalnych, czyli jedna usługa – jedno hasło), wdrożenie dwuskładnikowego uwierzytelniania, trzymanie się zasady ograniczonego zaufania i nieklikanie linków we wiadomościach e-mail lub SMS-ach oraz korzystanie z aktualnego oprogramowania. A skoro o nim mowa…
Jedna aplikacja do cyberbezpieczeństwa
Wizja, którą realizuje Surfshark, jest taka, że użytkownik ma jedną aplikację, która wypełnia wszystkie jego potrzeby związane z cyberbezpieczeństwem. W badaniu wyszło Litwinom, że aż 46% osób oczekuje właśnie takiego rozwiązania.




Dyrektor generalny Dovydas Godelis powiedział mi, że marzy mu się wręcz, by „w przyszłości Surfshark będzie jedną z pięciu aplikacji, które zawsze instalujesz jako pierwsze na nowym telefonie, bo to kompletne narzędzie do ochrony prywatności i poprawy bezpieczeństwa. Dobrze, żeby stale działało w tle”. Za największą zaletę swojego produktu uznał zaś to, że „całość sprowadza się do jednego kliknięcia – bez obawiania się i nadmiernego kombinowania. (…) Najważniejsze dla mnie jest to, że po prostu działa”.
W czasach, kiedy coraz trudniej jest odróżnić fałszywą wiadomość od prawdziwej, a zarazem tempo życia jest tak szalone, narzędzie, które cały czas nas pilnuje, ale nie wymaga od nas wchodzenia z nim w jakiekolwiek interakcje, faktycznie może stanowić dobre rozwiązanie.



Cyber City, Cyber World
Przechadzając się po Cyber City można poczuć, że to miejsce żyje technologią. Technologia, która tu powstaje, pozwala zaś żyć tak, by nie obawiać się o technologiczne zagrożenia, ale czerpać jak najwięcej z życia, nawet jeśli – jak w przypadku większości z nas – jest wypełnione technologią.

W wileńskim Cyber City byłem na zaproszenie firmy Surfshark, której dziękuję za tę możliwość i za cykl spotkań, który stał się przyczynkiem do powstania tego artykułu. Niemniej jest on wyłącznie zbiorem moich wniosków i przemyśleń, a Surfshark nie miał wpływu ani na jego treść, ani na formę.



