Apple iPhone 18 Pro Max

Pięć dni z iPhonem 18 Pro Max. Chyba się polubimy

Przyznam szczerze, że podczas konferencji premierowe iPhone 18 Pro oraz iPhone 18 Pro Max nie zrobiły na mnie kolosalnego wrażenia i z góry sprawiały poczucie jedynie liftingu tego, co już było rok wstecz. Niemniej jednak, rozpoczynając testy iPhone’a 18 Pro Max dałem mu pewien kredyt zaufania, który – przynajmniej póki co – spłaca naprawdę godnie.

Zmiany wizualne są kosmetyczne, ale na lepsze

Dla mniej wprawnego oka, czy też dla osoby mniej zaznajomionej technologicznie, iPhone 18 Pro Max będzie wyglądać w zasadzie identycznie co poprzednik. Bo prawda jest taka, że nowe są przede wszystkim wersje kolorystyczne, a same zmiany w obrębie stylistyki są naprawdę znikome i stanowią lekki facelifting tego, co już znamy.

Niezmienna pozostała płaska konstrukcja unibody wykuta z jednego kawałka aluminium, szkło Ceramic Shield 2 na ekranie oraz Ceramic Shield na pleckach jako płytka tuż pod wyspą aparatów. Apple poszło jednak po rozum do głowy i szkło to wreszcie ma kolor maksymalnie spójny z kolorystyką aluminiowego korpusu, przez co zdecydowanie nie kłuje to już tak w oczy jak w ubiegłym roku. Zmieniło się też nieco wykończenie tego szkła na bardziej gładkie, a logo Apple mniej połyskuje.

Poza tym to wciąż bardzo podobny desing sparowany z wysoce solidną, świetnie spasowaną konstrukcją. Solidność czuć tu od pierwszego chwytu urządzenia w dłoń.

Nieco większą zmianę możemy zobaczyć na froncie, bowiem (wreszcie!) Apple udało się zmniejszyć pastylkę na górze ekranu, czyli Dynamic Island. Nie jest ona co prawda spektakularnie mniejsza, ale różnicę da się dostrzec w zasadzie już na pierwszy rzut oka. Jej zmniejszenie spowodowało, że teraz mogą się tu zmieścić trzy różne aktywności – jedna główna przy samej pastylce i dwie zmniejszone po bokach.

Wyświetlacz ponownie ma 6,9 cala, rozdzielczość 2868×1320 pikseli i adaptacyjne odświeżanie ProMotion w zakresie 1-120 Hz. Jasność w trybie HDR sięga 1600 nitów, a szczytowa wynosi do 3000 nitów. Wszystkie te parametry są więc identyczne jak w poprzedniku.

I, w efekcie, znów jest to świetny ekran pod każdym rozpatrywanym względem – prezentowanej kolorystyki, jasności, kątów widzenia czy wreszcie obecności pełnoprawnego Always On Display.

Wydajność i obiecujący czas pracy

Krótko i na temat. Sercem iPhone’a 18 Pro Max jest procesor Apple A20 Pro. Wykonano go w litografii 2 nm, a składa się z 6-rdzeniowego CPU (2 wydajne i 4 energooszczędne), 7-rdzeniowego GPU oraz podwójnego 16-rdzeniowego układu Neural Engine. Do pomocy ma 12 GB RAM, a mój wariant wyposażono w 512 GB pamięci masowej NVMe.

Choć kilka dni to jeszcze nieco za krótko na pełny osąd w tej materii, tak muszę przyznać, że na ten moment iPhone 18 Pro Max jeszcze ani razu mnie nie zawiódł w kwestii wydajności.

Płynność działania stoi na kapitalnym poziomie, aplikacje odpalają się wręcz błyskawicznie, a system iOS 27 już od wyjęcia telefonu z pudełka jest responsywny i nie odnotowuję tutaj żadnych błędów czy problemów z optymalizacją. Jeśli takie odczucia pozostaną ze mną do końca testów – będzie wprost świetnie.

Mam również wrażenie, że większa komora parowa, którą chwaliło się Apple podczas konferencji, faktycznie poprawiła kwestię kultury pracy. iPhone 18 Pro Max nie tylko nie nagrzewa się w losowych momentach, ale większego wzrostu temperatury nie odczuwam również przy korzystaniu na danych mobilnych czy dłuższym użyciu aparatu. Wówczas plecki robią się najwyżej delikatnie cieplejsze.

Apple iPhone 18 Pro Max

W wariancie globalnym, także tym dostępnym w Polsce, Apple zaimplementowało akumulator o pojemności 5391 mAh. Dla porównania, iPhone 17 Pro Max miał 4823 mAh, zatem możemy powiedzieć o pewnym wzroście. Tak jak rok temu, za sprawą braku slotu na fizyczną kartę SIM iPhone 18 Pro Max w Stanach Zjednoczonych ma baterię 5567 mAh.

Jak się zapewne domyślacie, pięć pełnych dni użytkowania oznacza, że – siłą rzeczy – nie udało mi się zrobić większej liczby cykli. Zatem absolutnie nie jest to jeszcze mój pełny werdykt co do czasu pracy. Muszę jednak przyznać, że na chwilę obecną iPhone 18 Pro Max spisuje się na tym polu co najmniej bardzo dobrze.

Niezależnie od tego, czy odłączyłem go od ładowania o 6:00 czy 8:00 rano, ani razu nie udało mi się rozładować go przed 22:00. I to nawet po większości dnia na transmisji danych 5G. Przy mniej intensywnym użytkowaniu po około 5 godzinach na włączonym ekranie wciąż miał jeszcze lekką ręką nawet 40% baterii, co przy dobrych wiatrach może pozwolić na korzystanie do popołudnia kolejnego dnia.

Wspomnę jeszcze, że iPhone 18 Pro Max wspiera szybsze ładowanie – w teorii w 15 minut nawet do 50%. O tym, jak szybko ładuje się iPhone 18 Pro Max, i czy trzeba do tego oryginalnej ładowarki, pisałem już w osobnym materiale parę dni temu.

Realnie na naładowanie do 50% potrzebuje on około 18 minut, a do pełna niemal równo godzinę.

Apple iPhone 18 Pro Max

A co z aparatem?

Na pierwszy rzut oka iPhone 18 Pro Max oferuje w zasadzie dokładnie taki sam zestaw aparatów co zeszłoroczne siedemnastki Pro. Mamy tu bowiem trzy obiektywy o rozdzielczości 48 Mpix każdy – ultraszeroki kąt, główny i teleobiektyw peryskopowy z 4-krotnym zbliżeniem optycznym. Ba, wartości przysłon dla oczka ultraszerokokątnego i teleobiektywu są również takie same (kolejno f/2.2 i f/2.8).

Największą zmianę stanowi fizyczna zmienna przysłona głównego aparatu. Jej maksymalne rozwarcie to f/1.48, a minimalne wynosi f/4.0. Jest on zatem jaśniejszy, bo w poprzedniku miał f/1.78. Będąc jednak szczerym, zmienna przysłona absolutnie nie stanowi żadnej rewolucji, bo rozwiązanie to występowało już w wielu telefonach lata temu, jeszcze za czasów Samsunga Galaxy S9 (a nawet i Nokii N86).

Siłą rzeczy, przez tych kilka dni nie wykonałem jeszcze na tyle satysfakcjonującej mnie ilości zdjęć, bym mógł stwierdzić, że to jest moment na wydanie jednoznacznego werdyktu.

Niemniej jednak, kadry uchwycone iPhonem 18 Pro Max w gruncie rzeczy mi się podobają, choć – jednocześnie – trudno uznać je za rewolucyjnie lepsze od tych z iPhone’a 17 Pro. To po prostu bardzo dobre zdjęcia z typową dla ostatnich iPhone’ów fajną plastyką obrazu, dużą szczegółowością i relatywnie naturalną kolorystyką.

Pierwsze parędziesiąt zdjęć pozostawiam do Waszego werdyktu – oto one:

Wspomniana nowość w postaci fizycznej zmiennej przysłony obiektywu głównego operuje na czterostopniowej regulacji. Aplikacja aparatu pozwala nam ustawić ją wybierając jedną z czterech pozycji: f/1.48, f/1.8, f/2.8 oraz f/4.0. Co jednak ciekawe, jak zgłaszają użytkownicy, niektóre z apek firm trzecich (np. BlackMagic Camera) pozwalają na bardziej płynną regulację wartości w zakresie f/1.48-4.0.

Szersze omawianie zastosowania tego rozwiązania pozostawimy sobie na pełną recenzję, a tymczasem poniżej możecie zobaczyć, jak wygląda to na przykładzie czterech zdjęć tego samego obiektu zrobionych z różnymi wartościami przysłony.

I, dla uzupełnienia, jeszcze kilka kadrów nocnych:

Testy trwają, recenzja wkrótce!

Nie ukrywam, że w chwili, gdy piszę ten akapit, moje odczucia co do iPhone’a 18 Pro Max są w gruncie rzeczy naprawdę pozytywne. Biorę jednak poprawkę na to, że minęło dopiero kilka dni, a do końca testów może się jeszcze co nieco zmienić.

Recenzji możecie zatem spodziewać się za około dziesięć dni, zaś ja w tym czasie dogłębnie prześwietlę każdą z palących kwestii, na czele z wydajnością, czasem pracy na baterii i możliwościami fotograficznymi. Bo, póki co, każdy z tych aspektów wypada co najmniej bardzo dobrze.

Gdzie kupić?

iPhone 18 Pro Max

ok. 6799 zł
(Przybliżona cena z dnia: 25 września 2026)
Zawiera linki afiliacyjne.

Tymczasem – standardowo – jeśli macie jakieś pytania, które Was nurtują, a na które odpowiedzi (z dość oczywistych względów) w tym krótkim materiale jeszcze nie padły, to sekcja komentarzy jest do Waszej dyspozycji.