Recenzja Vivo X300 Ultra. Nie mogę przestać go używać

Zajmując się na co dzień testowaniem sprzętu, w tym smartfonów, zmieniam je regularnie. W ostatnich tygodniach stała się jednak rzecz, która zdarza się rzadko – trafiłam na telefon, którego nie mogę przestać używać. Tak mocno mi leży, tak bardzo mi się podoba i tak bardzo trafia w moje potrzeby, że przeciągałam jego testy jak tylko się dało.

Jestem wymagająca co do testowanego sprzętu. Zawsze odnoszę się do półki cenowej, z której dany sprzęt pochodzi, a w przypadku najdroższych flagowców oczekuję już wręcz niemożliwego – dojścia do perfekcji. Idealny smartfon jednak nie istnieje. Co więcej, idealny dla każdego z nas może oznaczać coś innego. 

Jeden telefon nie dowozi pod względem czasu pracy i nie dociąga do końca dnia. Inny się długo ładuje. Jeszcze inny robi niezłe zdjęcia, ale – w porównaniu z konkurencją – tylko jako takie. I tak można długo wymieniać. A jak jest w przypadku Vivo X300 Ultra, który gości w moich rękach już kilka miesięcy?

Choć trudno w to uwierzyć, premiera Vivo X300 Ultra miała miejsce 30 marca 2026 roku, czyli już 3 miesiące temu. Na polski rynek trafił nieco później, bo 16 kwietnia, ale to i tak dość szybko jak na standardy chińskich marek (ostatnio naprawdę nie możemy narzekać na czas wprowadzania smartfonów do Polski). I tak już od tych 12 tygodni korzystam z tego modelu. Korzystam i… nie mogę (i nie chcę) przestać.

Specyfikacja Vivo X300 Ultra:

  • wyświetlacz o przekątnej 6,82”, rozdzielczości 3168×1440 pikseli, częstotliwości odświeżania do 144 Hz LTPO,
  • ośmiordzeniowy procesor Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5,,
  • 16 GB RAM,
  • 1 TB pamięci wewnętrznej (UFS 4.1),
  • Android 16 z OriginOS 6,
  • główny aparat Sony LYT-901 (200 Mpix, OIS, 35 mm) + teleobiektyw 200 Mpix (HP0, OIS, 85 mm) + ultraszeroki kąt Sony LYT-818 50 Mpix (14 mm) + multispektralny sensor o rozdzielczości 5 Mpix z 12 kanałami kolorów,
  • przedni aparat 50 Mpix,
  • 5G, dual SIM, eSIM,
  • GPS, BeiDou, GLONASS, Galileo, QZSS, NavIC, A-GPS,
  • NFC,
  • Bluetooth 6.0, 
  • WiFi 6,
  • USB typu C (3.2),
  • akumulator o pojemności 6600 mAh, ładowanie przewodowe 100 W, bezprzewodowe 40 W,
  • głośniki stereo,
  • ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych,
  • wymiary: 162,98 x 76,81 x 8,49 mm,
  • waga: 237 g,
  • IP68 / IP69.

Już Vivo X300 Pro był świetny, ale Ultra to dopiero kozak

Vivo X300 Pro to świetny smartfon i, swoją drogą, dla wielu będzie o wiele bardziej opłacalnym wyborem – jest w końcu sporo tańszy (aktualnie kosztuje ok. 5499 złotych), a wcale nie aż tak bardzo gorszy od Ultry.

Dla mnie jednak nie do przeskoczenia był czas pracy, bo w przypadku egzemplarza, który przeszedł przez moje ręce, nie mogłam liczyć na pełny dzień pracy, tj. od rana do wieczora. A to jest dla mnie jednak kluczowa sprawa, by mieć pod ręką urządzenie, które nie rozładuje się w najbardziej spodziewanym momencie.

Vivo X300 Ultra po pierwszych cyklach też nie zapowiadał się wcale rewelacyjnie. Jeśli ktoś oglądał live’a z premiery, którego zorganizowaliśmy razem z Mobzillą i Robertem, ten wie, że sygnalizowałam obawy związane z czasem pracy. Na szczęście bateria się ułożyła i przez te długie tygodnie nieszczególnie miałam okazję, by narzekać, że smartfon rozładował mi się zbyt wcześnie.

Żeby jednak nie było tak pięknie – według mnie bateria Vivo X300 Ultra jest tylko na styk. Korzystając z niego w domu, czyli na WiFi, lub w trybie mieszanym, ale z przeważającym WiFi względem 5G, jestem w stanie kończyć dzień z bezpiecznym zapasem ok. 30%, a i 50% się zdarza. Przy czym SoT nie jest w żadnym wypadku imponujący. 

Na 5G sytuacja prezentuje się tak, że najczęściej telefon muszę podłączyć do ładowarki późniejszym wieczorem, ale SoT to tylko ok. 4,5 h. Przy bardziej intensywnym użytkowaniu rozładowuje się natomiast ok. 19. Najgorszy SoT w takim scenariuszu w historii to 3,5 h, najlepszy – niecałe 7 h.

Samo ładowanie z kolei, nawet powerbankiem, trwa: od 1% do 33% – 17 minut, do 54% – 30 minut i do 100% – 55 minut.

Wizualnie Vivo X300 Ultra bardzo mi się podoba. Ma na to spory wpływ wersja kolorystyczna, która do mnie trafiła (Stepowa Zieleń) – zdecydowanie wyróżnia się na tle konkurencji. Nie kojarzę żadnego sensownie wyglądającego zielonego smartfona w historii, tymczasem ten nie dość, że jest zielony, to jeszcze mu to pasuje. I to zagranie z podzieleniem obudowy na dwa kolory też mocno mi siedzi

Obudowa jest dość prosta, a jednocześnie ma coś w sobie. Ja daję jej sporą okejkę – to jeden z tych telefonów, który zapamiętam na długo. I, cóż, nie mogę powiedzieć tego samego o czarnej wersji – ta jest (dla mnie) wręcz nudna. A na pewno po prostu pospolita, co z kolei sporemu gronu odbiorców będzie pasowało bardziej niż ta ekstrawagancka zieleń (przy czym to słowo użyte jest na wyrost – zielony jest stonowany i wygląda naprawdę dobrze).

Na krawędzi obudowy – względem modelu Pro – brakuje jednego akcentu, którym jest przycisk funkcyjny. Przyznam, że tuż po wyjęciu telefonu z pudełka nawet tego nie zauważyłam – dopiero Robert zwrócił mi na to uwagę. Nie sięgałam po ten przycisk zbyt często, więc płakać po nim nie zamierzam.

Na samej obudowie najbardziej rzuca się w oczy ogromna wyspa aparatów, więc aż się prosi, by przejść do jakości zdjęć. A ta jest fantastyczna. 

Jak już wiecie, na papierze wygląda to tak:

  • szerokokątny obiektyw o ogniskowej 35 mm z sensorem Sony Lytia 901 o rozdzielczości 200 Mpix,
  • teleobiektyw o ogniskowej 85 mm z sensorem Samsung HP0 o rozdzielczości 200 Mpix,
  • ultraszerokokątny obiektyw o ogniskowej 14 mm z sensorem Sony Lytia 818 o rozdzielczości 50 Mpix,
  • multispektralny sensor o rozdzielczości 5 Mpix z 12 kanałami kolorów i ulepszonym czujnikiem migotania.

Vivo X300 Ultra wpadł w moją topkę fotograficznych smartfonów i coś czuję, że szybko z niej nie wypadnie. Ta plastyczność zdjęć, to rozmycie tła (nie tylko na ludziach, ale po prostu na obiektach), ta szczegółowość… tu naprawdę można wymieniać zalety jedna za drugą. Ale obraz jest warty więcej niż tysiąc słów, więc pozwólcie, że po prostu pokażę Wam fotki, które ustrzeliłam z pomocą Vivo X300 Ultra.

Jedna uwaga: jeśli fotografujecie zwłaszcza z użyciem zoomu lub w gorszych warunkach oświetleniowych, po wejściu w ostatnio robione zdjęcie poczekajcie moment aż algorytmy przetworzą obraz i pokażą finalną wersję. A w sumie jeszcze druga uwaga: przy znacznym zoomowaniu szykujcie się na sporą dawkę AI – nieźle radzi sobie przy architekturze, w innych przypadkach potrafi majaczyć.

Zresztą, wystarczy, że zdjęcia z większym zoomem obejrzycie w pełnej rozdzielczości (np. te z meczu reprezentacji czy ptaszków na trawniku) – dopóki nie zaczniecie zoomować wyglądają świetnie, ale im bliżej detali, tym mniej zachwytu.

A te zdjęcia mogliście już widzieć wcześniej:

i

Z filmami jest różnie. Nagrywając w 4K 60 FPS jakość jest świetna, a stabilizacja zaskakująco dobra. Jakość nagrań potrafi pozytywnie zwalić z nóg również przy wykorzystaniu optycznego zoomu 2,5x, przy czym tu już trzeba uważać, by były to raczej statyczne ujęcia – stabilizacja potrafi płatać figle. Ogólnie jednak Vivo zrobiło krok w dobrą stronę, jeśli chodzi o możliwości wideo i sporo przebitek do TikToków na kanale Tabletowo pochodzi właśnie z tego modelu.

Czym byłby jednak smartfon bez dobrego ekranu? Wyświetlacz w Vivo X300 Ultra jest świetny. I fakt, że jest płaski, też warto podkreślić. I ma wąskie ramki, jeśli dla kogoś ma to ogromne znaczenie. Przez cały okres testowy korzystałam z niego w jakości w Ultra HD (2772×1260), a nie w Extreme HD (3168×1440), ale z odświeżaniem do 144 Hz. Jasność maksymalna nie daje powodów do narzekania nawet w pełnym, letnim słońcu. Minimalna też schodzi bardzo nisko.

A przy tym wszystkim X300 Ultra to po prostu wydajny sprzęt. Qualcomm Snapdragon 8 Elite Gen 5 w połączeniu z 16 GB RAM sprawdza się tu rewelacyjnie. Nie kojarzę żadnej sytuacji, w której telefon by zwolnił czy zamulił. I nie nagrzewa się nadmiernie – da się to odczuć przy dłuższych seriach robienia zdjęć i przy długim korzystaniu z 5G, ale nie jest to przesadne.

Oczywiście – staje się wręcz gorący, gdy odpalimy testy syntetyczne. Tam też objawia się brak stabilności wyników po dużym obciążeniu – 3DMark Wild Life Extreme Stress Test pokazał zaledwie 28,8%. Przy czym w codziennym użytkowaniu trudno to odczuć.

Odnoszę też wrażenie, że samo oprogramowanie dojrzało – OriginOS nie dawał mi wielkich powodów do narzekań (jeden spory dał – o tym jednak później). Dobra wiadomość jest też taka, że producent deklaruje 5 dużych aktualizacji Androida i 7 lat wsparcia, jeśli chodzi o łatki zabezpieczeń. Jest zatem całkiem nieźle.

Na temat czytnika linii papilarnych nie mam nic złego do powiedzenia – działa tak jak powinien. Rozpoznawanie twarzy ogólnie też, ale w gorszych warunkach oświetleniowych potrafi mieć problemy (i jest 2D – oparte wyłącznie na przedniej kamerce). 

Wszystkie moduły łączności też działają bezproblemowo, nie mogę również narzekać na jakość rozmów telefonicznych.

W zestawie jest kolorystycznie dopasowane gumowe etui

Co z wadami Vivo X300 Ultra?

W każdym smartfonie szukam wad. Vivo X300 Ultra oczywiście też je ma. Dla innych będą stanowiły spory kaliber, dla innych – mniejszy.

Największym problemem, choć trudno określić go wadą, początkowo był dla mnie główny aparat o ekwiwalencie ogniskowej 35 mm. Choć to wartość odnosząca się do tradycyjnych aparatów, to jednak smartfonowe przyzwyczajenie robi swoje i przestawienie się z szerszego kąta (najczęściej 24 mm) na węższy (te 35 mm) to jednak wyzwanie. Wymaga zmiany nawyków. Wciąż nie wiem czy jestem z tym OK. Na szczęście, jak już wiecie, jakość zdjęć wszystko rekompensuje.

Strasznie cichy minutnik. Jeśli choć raz wyjęliście świeżo pieczone bułki z piekarnika o kilka minut za późno, to doskonale znacie mój ból. Za pierwszym razem wydawało mi się, że po prostu coś źle ustawiłam. Ale kolejnym razem było dokładnie to samo – minutnik, jak mi się wydawało, nie dzwonił. Okazało się, że domyślnie ustawiony był tak cicho, że niemożliwością było go usłyszeć. Na szczęście można to zmienić w jego ustawieniach. I nawet zaznaczyć, by głośność rosła z czasem.

Jako wadę sporo osób wymienia nawet nie tyle masę tego telefonu (237 g), co ogromną wyspę aparatów, którą wręcz trzeba podtrzymywać palcem wskazującym podczas użytkowania. Dla mnie jest to wygodne i zupełnie nie rozumiem tego punktu widzenia. Natomiast z tym, że X300 Ultra jest ciężki, trudno dyskutować. Jest i tyle.

Oczywiście do manewrowania tak dużym telefonem (162,98 x 76,81 x 8,49 mm) trzeba się przyzwyczaić. Nie jest lekko, ale – jeśli ktoś i tak szuka flagowca ze świetnym aparatem – i tak będzie zmuszony do tego, niezależnie od modelu, w kierunku którego ostatecznie spojrzy.

Dla mnie absolutnie największą wadą OriginOS jest zarządzanie powiadomieniami. Pierwszą rzeczą, którą robię po ściągnięciu najważniejszych dla mnie aplikacji i zalogowaniu się do nich, jest ustawienie powiadomień tak, by zawsze przychodziły na czas – bez żadnych ograniczeń, oszczędzania baterii, etc. 

Tymczasem X300 Ultra z uporem maniaka po kilku dniach zmieniało mi samo te ustawienia, przez co powiadomienia zaczynały przychodzić ze sporym opóźnieniem lub w ogóle. Strasznie to irytujące. I dość losowe, bo powiadomienia z Discorda czy Messengera działają zawsze poprawnie, ale już Gmail chce pobierać nowe mejle wyłącznie po odświeżeniu, a notyfikacje z apek np. kamer monitoringu potrafią nie przychodzić wcale. M E H.

Głośniki, niestety, też nie należą do najlepszych. Bo choć grają równo i bardzo poprawnie, to jednak brakuje im prawdziwych fajerwerków – zwłaszcza mając w głowie cenę tego telefonu. Brakuje im przyjemnej głębi basu, ostrzejszych wysokich tonów i dopełniających średnich, które występują np. w Samsungu Galaxy S26 Ultra.

Trochę szkoda też, że brakuje w tym smartfonie magnesów do montowania magnetycznych akcesoriów, ale jest ładowanie indukcyjne, które nieco ten brak osładza.

Niektórzy twierdzą, że ta wyspa się rysuje, ale u mnie po tych trzech miesiącach rysy nie ma… żadnej

Największa wada Vivo X300 Ultra to… cena

Chyba się ze mną zgodzicie, że największą wadą Vivo X300 Ultra jest jego cena. Jasne, to flagowiec z krwi i kości, więc nikogo nie powinno dziwić, że równa do Samsunga Galaxy S26 Ultra czy iPhone’a 17 Pro Max. Tylko czy na pewno równa…? Jak się zaraz przekonacie – jest od nich droższy.

Tu od razu można się zastanawiać dlaczego Vivo postanowiło wrzucić na polski rynek wyłącznie wersję z 1 TB pamięci i trochę nie rozumiem tej decyzji. Gdyby zdecydowało się na opcję nawet 512 GB, to i tak by było wystarczająco nawet dla wymagających użytkowników, a pozwoliłoby znacznie obniżyć cenę. Ta aktualnie wynosi 8499 złotych. Co na to konkurencja?

Spójrzmy na flagowce w wersji 1 TB, aktualnie dostępne w Polsce:

  • iPhone 17 Pro Max: 7870 złotych,
  • Samsung Galaxy S26 Ultra: 7539 złotych.

Chińska konkurencja dostępna jest tylko w opcji 512:

  • Xiaomi 17 Ultra 16 GB: 4999 złotych,
  • Oppo Find X9 Ultra 12 GB: 7379 złotych.

I nagle okazuje się, że Vivo cenowo odleciało na inną planetę. A jeszcze dodajmy do tego cenę telekonwertera i robi się 9499 złotych. Na temat ceny nie mam nic dobrego do powiedzenia. Jest turbo drogo i tyle.

A na koniec jeszcze trochę zdjęć z telekonwertera, które już widzieliście, jeśli regularnie czytacie Tabletowo. Jeśli chcecie osobny tekst na jego temat, dajcie znać, a wezmę tego giganta na miasto i ustrzelę jeszcze trochę fotek :)

Podsumowanie

Tak zbierając to wszystko w jedną całość powinniście mieć obraz absolutnie fantastycznego smartfona. Drogiego, a właściwie to nawet najdroższego w swojej kategorii, ale takiego, który potrafi sprawić radość zwłaszcza osobom robiącym ogrom zdjęć.

Dla mnie to trudny moment, bo pierwszy raz od naprawdę bardzo długiego czasu tak dobrze korzystało mi się z jakiegoś telefonu – wbrew rozumowi (nie lubię tak dużych smartfonów) i wbrew fizyce (ogromny, niewygodny, ciężki). A jednak na tyle dobrze, by nie chcieć brać kolejnych testowych smartfonów. 

Ten moment rozłąki musi jednak nastać. Super było przez dłuższy czas poużywać jednego telefonu, ale czas posprawdzać inne modele. Mimo wszystko mam jednak nadzieję, że Vivo X300 Ultra zostanie ze mną jeszcze na jakiś czas, bo aż się prosi, by flagową konkurencję fotograficznie porównywać między innymi właśnie z nim.

I to jest ten moment, w którym głos oddaję Wam. Vivo X300 Ultra spełnia Wasze oczekiwania? A może liczyliście w którymś aspekcie na więcej (pomijając niższą cenę, bo to oczywista oczywistość :D).

Recenzja Vivo X300 Ultra. Nie mogę przestać go używać
Zalety
rewelacyjny aparat
wysoka wydajność
świetny wyświetlacz
solidna konstrukcja z IP68/IP69
ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych
szybkie ładowanie 100 W i indukcyjne 40 W
dual SIM + eSIM
Wady
to, co OriginOS wyprawia z powiadomieniami, woła o pomstę do nieba
głośniki tyko dobre - w tej cenie oczekuję czegoś więcej
ogromna wyspa z aparatami (ale za to jakie robi zdjęcia!)
rozpoznawanie twarzy 2D
masa
cena (!!!)
9
Ocena