Zegarek Huawei Watch Fit 5 towarzyszył mi przez okrągły miesiąc. Wcześniej miałem przyjemność testować także jego poprzednika (i jego poprzednika również), dlatego moje oczekiwania były zawieszone wysoko. Czy nowemu modelowi udało się utrzymać dobrą formę?
Miesięczny test Huawei Watch Fit 5 dobiegł końca. Wnioski?
Pamiętam, że Huawei Watch Fit 3 z 2024 roku był świetnym smartwatchem. W ubiegłym roku producent dokonał kilku poprawek, dzięki którym Huawei Watch Fit 4 był nawet lepszy i do dziś właśnie z tego modelu korzysta moja żona.
Ucieszyłem się na możliwość przetestowania kolejnej generacji – Huawei Watch Fit 5 dotarł do mnie na początku maja i po miesiącu nie ma już przede mną tajemnic. Zaraz podzielę się opinią, ale na dobry początek, klasycznie zresztą, podsumujmy najważniejsze informacje. Oto…
Specyfikacja Huawei Watch Fit 5:
- prostokątny wyświetlacz AMOLED o przekątnej 1,82 cala, rozdzielczości 480×408 pikseli, częstotliwości odświeżania 60 Hz i jasności sięgającej 2500 nitów,
- czas pracy do 10 dni,
- ładowanie od 0 do 100% w ~60 minut,
- łączność Bluetooth 6.0,
- moduł NFC i płatności zbliżeniowe przez Curve,
- brak eSIM, ale możliwość prowadzenia rozmów głosowych przez Bluetooth,
- dwuzakresowy moduł GPS (L1+L5) i barometr,
- ponad 100 trybów treningowych,
- pomiar pulsu, natlenienia krwi, snu, stanu emocjonalnego, kroków, dystansu i kalorii,
- pyłoszczelność w klasie IP6X i wodoszczelność w klasie 5 ATM (nadaje się do pływania, ale nie nurkowania),
- koperta o wymiarach 42,9 × 38,2 × 9,5 mm,
- waga 27 g (bez paska).
Huawei Watch Fit 5 został wyceniony na 799 złotych, a więc o 100 złotych więcej niż poprzednik. Równocześnie jednak jeszcze do 21 czerwca 2026 roku trwa promocja, dzięki której możesz go kupić za 599 złotych (a to dokładnie tyle samo, ile w dniu swojej premiery, również z okazji promocji, kosztowała Czwórka).
Huawei Watch Fit 5
Do wyboru jest pięć wersji kolorystycznych: srebrno-zielona z paskiem materiałowym oraz cztery z paskiem fluoroelastomerowym (czarna, biała, zielona i fioletowa). Do mnie na testy dotarła ta ostatnia, więc właśnie ją możesz zobaczyć na zdjęciach przecinających tekst.
Jeśli chodzi o zawartość pudełka, w środku nie ma niczego ponad to, co absolutnie konieczne. Mamy zatem zegarek, magnetyczną ładowarkę ze zintegrowanym przewodem USB (ale bez kostki) oraz dokumenty.




Bez rewolucji w wyglądzie. Bez rewolucji w wygodzie
Huawei Watch Fit 5 i Watch Fit 4 to bliźniaki, które nie zdołałyby się wyprzeć pokrewieństwa. Na pierwszy rzut oka wyglądają dokładnie tak samo i trzeba się naprawdę dobrze przyjrzeć, by dostrzec drobne różnice między nimi. Jakie to różnice?
Ano na przykład minimalnie zmieniła się konstrukcja koronki – niestety, nadal element ten jest (w moim odczuciu) jednym z największych minusów tego smartwatcha. Jej forma jest na tyle delikatna, że dla mnie korzystanie z niej jest po prostu niewygodne i zdecydowanie preferuję przesuwanie treści palcem po ekranie. Jest malutka, a żłobienia na tyle płytkie, że nierzadko muszę dotknąć jej kilka razy, by faktycznie zareagowała (problem pogłębia się, gdy dłoń jest spocona, chociażby w trakcie treningu).
Do tego drugi fizyczny przycisk jest teraz nieco mniejszy, ale ani do jego formy, ani do działania nie mam większych zastrzeżeń. Tutaj wszystko jest jak należy.




Poza przyciskami na krawędziach odnajdujemy również otwory głośników i mikrofonów, którym Huawei Watch Fit 5 zawdzięcza funkcje, takie jak możliwość prowadzenia rozmów głosowych (choć wyłącznie przez Bluetooth, bo obsługi eSIM nadal brak) czy zapisywania notatek głosowych.
Ogólnie rzecz biorąc, moim zdaniem zegarek prezentuje się naprawdę dobrze, a przy tym jest bardzo lekki (korzystałem z niego całodobowo i zupełnie nie przeszkadzał mi w normalnym funkcjonowaniu, także w spaniu). Waży tylko 27 g i ma 9,5 mm grubości – nie stanowi przeszkody nawet przy długim i dopasowanym rękawie. W trzech słowach: nie mam uwag.
Oczywiście kluczowym elementem konstrukcji jest wyświetlacz, dlatego proponuję przejść już właśnie do niego…

(Prawie) nie zmienił się też wyświetlacz i wciąż jest genialny
Wyświetlacz zawsze był mocną stroną zegarków z tej serii i Piątka podtrzymuje dobrą passę. Zresztą, jej ekran jest prawie dokładnie taki sam jak u poprzednika – to panel AMOLED o przekątnej 1,82 cala, rozdzielczości 480×408 pikseli i częstotliwości odświeżania 60 Hz.
Jedyną różnicą jest wzrost maksymalnej jasności z 2000 do 2500 nitów. Dzięki temu widoczność w pełnym słońcu, do której już w Czwórce nie miałem zastrzeżeń, teraz jest jeszcze lepsza. Automatyczna regulacja jasności również działa jak należy.
O samej jakości ekranu naprawdę trudno powiedzieć cokolwiek złego. Kolory są intensywne, a przy tym przyjemne dla oka, kontrast – nienaganny, a do płynności animacji i reakcji na dotyk również trudno byłoby się przyczepić. Czytelność nie słabnie także pod kątem, a przynajmniej nie w stopniu, w którym miałoby to jakkolwiek przeszkadzać.

Podobnie jak w poprzedniej generacji, zegarek oferuje tryb Always on Display (AoD). W ustawieniach możemy wybrać, czy ekran ma całkowicie gasnąć czy też pozostawać w trybie przygaszonym (z minimalistyczną tarczą wyświetlającą jedynie aktualną godzinę, datę i liczbę kroków). W tej drugiej formie może pozostawać przez całą dobę, choć istnieje też możliwość aktywowania trybu uśpienia, aby ekran nie świecił bez sensu w czasie snu (to uśpienie może uruchamiać się automatycznie o określonej porze).
Dodatkowo istnieje możliwość ustawienia stale włączonego ekranu podczas treningów – może to być przydatne na przykład podczas wykonywania ćwiczeń, w których nie ma czasu (lub sposobności), by odwracać nadgarstek. Choć podkreślę tu od razu, że reakcja na ten gest jest natychmiastowa i podczas biegania ani razu nie miałem problemu z podejrzeniem bieżących statystyk. Skoro już przy tym jesteśmy…
Jak wygląda trening z Huawei Watch Fit 5?
Huawei Watch Fit 5 pozwala skorzystać z ponad setki trybów treningowych, przy czym większość z nich istnieje tylko po to, byśmy sami mieli łatwiejszy wgląd w to, co konkretnie robiliśmy, bo pomiar w nich ogranicza się do czasu, tętna i spalonych kalorii. Kilka jest bardziej rozbudowanych – specjalnie potraktowane zostały takie dyscypliny jak bieganie, jazda na rowerze czy wędrówka górska.
Aby uruchomić trening wystarczy wcisnąć dolny przycisk i wybrać interesującą nas dyscyplinę. Już w tym momencie następuje inicjowanie pulsometru oraz modułu GPS, a do tego – co fajne! – zegarek wskazuje aktualny poziom naładowania akumulatora wraz z informacją o tym, na ile godzin treningu powinno to wystarczyć.




Od razu podkreślę, że Huawei Watch Fit 5 ekspresowo łapie sygnał GPS. Trwa to góra kilka sekund od momentu zainicjowania (czyli wybrania trybu treningowego). Co do precyzji lokalizacji również nie mam większych uwag. Zarówno w mieście, jak i z dala od ludzkich zabudowań, radzi sobie bardzo dobrze.
Podczas biegu zegarek w przejrzysty sposób przedstawia kluczowe parametry, to jest: puls i strefa tętna, czas, dystans oraz aktualne i średnie tempo. Pozwala to mieć trening pod kontrolą i daje stały wgląd w najważniejsze wskaźniki.
Po wszystkim zaś otrzymujemy kompletny raport z szeregiem dodatkowych informacji, takich jak różnice wysokości na trasie, kadencja i średnia długość kroku, równowaga i odchylenie pionowe, VO2 Max czy czas z podziałem na segmenty. Słowem – wszystko, czego potrzeba do analizy treningu i kondycji, monitorowania postępów oraz planowania kolejnych działań.












Oczywiście trudno mi ocenić wiarygodność tych wskazań – najprostszy jest dystans, który wydaje się (przynajmniej w ramach akceptowalnego marginesu) dobrze obliczany (wnioskuję na podstawie tras). To mi jednak nie wystarczyło…
Aby sprawdzić, na ile można zaufać pulsometrowi podczas ćwiczeń, wskoczyłem u siebie na siłowni na bieżnię, która również ma wbudowany monitor tętna – to profesjonalny sprzęt treningowy, więc myślę, że można uznać jego wskazania za wiarygodne, a jeśli tak, to wiarygodny jest również Huawei Watch Fit 5, ponieważ oba urządzenia pokazywały właściwie to samo (różnice nie przekraczały 5 uderzeń na minutę).
Zresztą, pozostałe statystyki również – plus/minus – się zgadzały. Mam tu na myśli pokonany dystans i utrzymywane tempo. Istotną różnicę widziałem jedynie w liczbie spalonych kalorii (zegarek wskazywał na zauważalnie większy wydatek energetyczny – po kwadransie biegu wynik wynosił ok. 120, podczas gdy na wyświetlaczu bieżni liczba nadal była dwucyfrowa).
Jak zwykle sprawdziłem też licznik kroków – to, ile naliczyłem w głowie, zgadzało się z tym, co pokazywał zegarek (z marginesem błędu poniżej 10 kroków na 1000).
Codzienny monitoring zdrowia
Warto też zauważyć, że smartwatch potrafi samodzielnie wykrywać ćwiczenia, co udało mi się wielokrotnie potwierdzić przy okazji spacerów. Zajmuje mu to dokładnie 9 minut i 30 sekund (aż się dziwię, że Huawei nie chwali się automatycznym wykrywaniem aktywności w mniej niż 10 minut ;)). I robi to zdecydowanie szybciej niż poprzednik (a w dodatku funkcja jest aktywna automatycznie – to dobra zmiana).
Byłem na kilku przechadzkach z żoną (noszącą Czwórkę) i za każdym razem musiała przejść jeszcze kilkadziesiąt metrów (albo i więcej), nim jej zegarek zareagował na ruch. W efekcie jej spacery były według aplikacji krótsze, chociaż rozpoczynaliśmy i kończyliśmy wędrówki wspólnie. Monitorowanie spontanicznego ruchu oceniam więc na plus.
Zresztą, zegarek cały czas mierzy też puls i natlenienie krwi, zlicza kroki i spalone kalorie, a także monitoruje liczbę aktywnie spędzonych minut i godzin, w których podjęło się jakąkolwiek aktywność. Wszystko podsumowuje na dwóch ekranach. Pierwszym jest Rejestr aktywności (to trzy pierścienie, które trzeba wypełnić, aby dzień został uznany za dobry). Drugim są Koniczynki zdrowia, skupiające się bardziej na – no właśnie – zdrowiu (tutaj brane są pod uwagę także sen i nastrój).












Padło hasło „sen”, więc koniecznie trzeba też wspomnieć, że smartwatch oferuje zaawansowany monitoring czasu i jakości snu. Daje naprawdę szczegółowy wgląd w to, jak wygląda nasz nocny odpoczynek, nie tylko dzieląc go na strefy (sen głęboki, płytki, REM), ale też wskazując średnie tętno i saturację, częstotliwość oddechów, ciągłość snu głębokiego itd. Podsumowuje również, co jest w normie, a co wypadałoby poprawić, przedstawiając nawet konkretne pomysły na to, jak to zrobić.
Nie wiem, jak bardzo dokładne są te wskazania – Huawei przekonuje, że bardzo. To, co mogę ocenić, to że podczas testu czas snu prawie zawsze zgadzał się ze stanem faktycznym, dlatego też uznaję, że przynajmniej do pewnego stopnia można producentowi zaufać.






Zmierzając do końca, chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na aplikację W formie, która może przypaść do gustu osobom chcącym zrzucić zbędne kilogramy. Służy do liczenia kalorii (zarówno zapotrzebowania, jak i spożycia). Dla wielu osób możliwość kontrolowania tego z poziomu zegarka może być naprawdę cenna.
Wszystko to razem sprawia, że Huawei Watch Fit 5 pozwala skutecznie monitorować zdrowie i wyłapywać, gdy coś jest nie tak. Dodatkowo motywuje do aktywności – nie tylko kiepskimi wynikami, ale też komunikatami zachęcającymi do ruchu, a także nowym modułem mikrotreningów. Gdy siedzimy za długo, sympatyczna panda namawia nas do ruszenia czterech liter i ma nawet kilka pomysłów na trening, pomagając w jego realizacji. Mała rzecz, a cieszy!
Sam zegarek w obrębie własnego interfejsu przedstawia mnóstwo informacji, co wcale nie jest standardem w przypadków smartwatchy. Jeśli jednak potrzebujesz kompleksowych raportów, z pomocą przychodzi aplikacja Zdrowie Huawei (która służy też do zarządzania urządzeniem). Od czasu premiery poprzedniej generacji niewiele się w niej zmieniło, więc nie będę się rozpisywać na jej temat. Wspomnę tylko, że nadal jest niesamowicie wygodna, przejrzysta i funkcjonalna.
































Aha, aplikacja jest dostępna na smartfony Huawei, urządzenia z Androidem oraz iPhone’y (a zatem system iOS) – z kompatybilnością nie ma więc problemu.
Co jeszcze potrafi Huawei Watch Fit 5?
Huawei Watch Fit 5 nie ogranicza się do monitorowania wyników treningowych, kondycji, energii, zdrowia czy snu. To pełnoprawny smartwatch, który warto mieć na nadgarstku także wtedy, kiedy akurat się nie ćwiczy.
Przede wszystkim wyświetla powiadomienia z telefonu i robi to naprawdę dobrze. Synchronizacja jest pierwszorzędna – komunikaty na zegarku pojawiają się niemal równocześnie z tymi na smartfonie, a skasowanie ich na tym drugim powoduje, że znikają również z małego ekranu.
Wiadomości są przedstawiane w czytelny sposób – polskie znaki ani emotikony nie stanowią problemu, ale musisz wiedzieć, że zdjęcia nie wyświetlają się w ogóle (nie sądzę, by miał to być dla kogoś duży kłopot, ale warto być tego świadomym).
W dodatku na wiadomości można odpisywać – nie tylko w formie szybkich odpowiedzi, ale swobodnie wprowadzając treść: z poziomu klawiatury QWERTY (przy czym klawisze na tak małym ekranie nie sprzyjają komfortowemu pisaniu) lub T9 (to już wygodniejsze).








Huawei Watch Fit 5 umożliwia również prowadzenie rozmów głosowych przez Bluetooth. Jakość jest naprawdę przyzwoita – zarówno jeśli chodzi o głośnik, jak i mikrofon. Traktowałbym to raczej jako opcję awaryjną i w takim zastosowaniu trudno byłoby mi się do czegokolwiek przyczepić.
Tak jak już wspomniałem wcześniej, zegarek nie obsługuje wirtualnych kart e-SIM, więc o niezależnym od telefonu prowadzeniu rozmów nie ma mowy.
Lista aplikacji jest długa, a to dość dobrze obrazuje to, z jak wszechstronnym urządzeniem mamy do czynienia:






Chciałbym zwrócić szczególną uwagę na ostatnią ikonkę. Nowinką w Piątce są bowiem jeszcze płatności zbliżeniowe realizowane poprzez Curve. Huawei Watch Fit 4 również pozwalał na płacenie zegarkiem, ale poprzez Quicko, co – mówiąc wprost – nie było najwygodniejszą opcją na świecie.
Teraz działa to zdecydowanie lepiej (przede wszystkim dlatego, że można podpiąć własną kartę zamiast doładowywać wirtualny portfel założony specjalnie na tę okazję), a podczas prób dokonywania płatności w sklepach nie zauważyłem żadnych kłopotów. Wystarczy wywołać aplikację, zbliżyć rękę do terminala (czasem trzeba ją nieco dłużej przy nim przytrzymać) i done.

Czas pracy to olbrzymi atut Huawei Watch Fit 5
Podczas testów zdołałem zrealizować cztery pełne cykle – podczas nich nosiłem zegarek na ręce przez całą dobę (pomijając czas kąpieli) i regularnie oddawałem się różnym aktywnościom (nierzadko z wykorzystaniem wbudowanego modułu GPS). W pierwszym zegarek wytrzymał pełne 8 dni, zanim poziom energii w jego akumulatorze spadł poniżej 10%.
W drugim cyklu postawiłem przed zegarkiem nieco większe wyzwanie, ponieważ aktywowałem tryb Always on Display, w którym ekran nigdy do końca nie gaśnie (poza nocą, kiedy uruchamiany był tryb uśpienia). W tym scenariuszu Huawei Watch Fit 5 wymagał ładowania po niecałym tygodniu (konkretnie: wytrzymał 6,5 dnia).
Kolejne dwa cykle były właściwie powtórką poprzednich i osiągnąłem w nich praktycznie takie same wyniki. Z pewnością można wyciągnąć jeszcze więcej – w dniu bez większej aktywności poziom naładowania spada o około 9-10 punktów procentowych, a zatem nawet 10 dni działania powinno być osiągalne.
Z drugiej strony wynik może też być wyraźnie niższy, jeśli jesteś sportowym świrem, bo samo pół godziny treningu biegowego z aktywnym GPS-em pożera średnio 2-3 punkty procentowe. Tyle samo zabiera całonocny monitoring snu (jeśli nie lubisz spać w zegarku, ten odwdzięczy się dłuższym czasem pracy).
Ostatecznie uważam, że to naprawdę niezłe rezultaty – lepsze nawet niż u poprzednika (który przy intensywnym użytkowaniu wymagał ładowania po nieco ponad 5 dniach).
Równocześnie producentowi udało się zachować bardzo krótki czas uzupełniania energii – ładowanie od 10% do 100% zajmuje mniej niż godzinę. Pod szeroko ujętym względem energetycznym oceniam więc ten smartwatch na piątkę z plusem (w skali szkolnej).

Podsumowanie
Huawei Watch Fit 5 to kawał świetnego smartwatcha i kolejny udany model w serii, która od lat pozostaje jednym z najlepszych wyborów dla osób poszukujących stosunkowo taniego, ale dobrze wyposażonego i wszechstronnego zegarka na co dzień.
Jest bardzo wygodny, ma świetny wyświetlacz i oferuje na tyle szeroką funkcjonalność, by dobrze sprawdzać się zarówno podczas treningów, jak i poza nimi. Dobrze radzi sobie z powiadomieniami i pozwala pozostawać w kontakcie z bliskimi, ma wbudowany GPS z mapami i NFC do płatności zbliżeniowych. Wiarygodnie monitoruje zdrowie i kondycję, a i wskazaniom podczas ćwiczeń można zaufać. Do tego dochodzi jeszcze bardzo długi czas działania na jednym ładowaniu, no i pierwszorzędna wydajność.
Mam z nim właściwie tylko jeden problem. Biorąc pod uwagę to, jak mało zmieniło się względem poprzedniej generacji, nie rozumiem wzrostu ceny bazowej o 100 złotych (szczególnie że w tym samym czasie bardziej wypasiony Huawei Watch Fit 5 Pro potaniał o 50 złotych względem swojego poprzednika). Chociaż Huawei Watch Fit 5 jest świetny, sam raczej kupiłbym dziś ponownie Czwórkę (za 499 złotych). No, może nie konkretnie dziś, bo dopóki trwa promocja na start dylemat jest nieco trudniejszy.
Inna sprawa jest taka, że – przynajmniej w mojej opinii – nawet po podwyżce w swojej kategorii pozostaje bezkonkurencyjny.


