Są smartfony, których testowanie to ciężka praca. Są też takie, przy których dwa tygodnie mijają zaskakująco szybko, bo korzystanie z nich to po prostu przyjemność. Vivo X300 zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii.
Specyfikacja Vivo X300. Co oferuje ten smartfon?
Na początek trochę kontekstu, bo uważam, że przy recenzjach smartfonów jest on ważny. Na co dzień używam OnePlusa 15. To spory smartfon, więc przyzwyczaiłem się do dużego ekranu i, szczerze mówiąc, przez długi czas byłem sceptycznie nastawiony do renesansu kompaktowych modeli.
Brzmiało to dla mnie jak ładna opowieść marketingowa: małe, zgrabne, ale z nieuniknionym kompromisem gdzieś po drodze. Vivo X300 dość skutecznie podważył kilka moich przekonań w tej sprawie. Choć nie wszystkie, ale o tym za chwilę.
| Ekran | 6,31″ AMOLED LTPO, 2640×1216 px, 120 Hz, jasność szczytowa do 4500 nitów |
| CPU | MediaTek Dimensity 9500 |
| RAM | 16 GB LPDDR5X |
| Pamięć wewnętrzna | 512 GB |
| System operacyjny | Android 16 (OriginOS 6), 5 dużych aktualizacji + 7 lat aktualizacji zabezpieczeń |
| Aparat z tyłu #1 | główny 200 Mpix, f/1.68, OIS |
| Aparat z tyłu #2 | ultraszerokokątny 50 Mpix, f/2.0, 119° |
| Aparat z tyłu #3 | teleobiektyw 50 Mpix, f/2.57, zoom optyczny 3x, OIS |
| Aparat z przodu | 50 Mpix, f/2.0 |
| Akumulator | 5360 mAh, 90 W przewodowo, 40 W bezprzewodowo |
| Łączność i komunikacja | Wi-Fi 7, 5G, NFC, GPS, Glonass, Beidou, Galileo, NavIC, QZSS, eSIM, Bluetooth 6.0 |
| Głośniki | głośniki stereo |
| Wymiary | 150.57 x 71.92 x 7.95 mm |
| Waga | 190 g |
| Odporność | IP68 / IP69 |
Do testów w moje ręce trafiła wersja 16 GB RAM i 512 GB pamięci wewnętrznej, która w Polsce kosztuje 4399 złotych.
Vivo X300

Design, ergonomia i pierwsze wrażenia
Do testów trafiła do mnie wersja kolorystyczna, której Vivo nie określa jakimś kwiecistym przymiotnikiem – to po prostu różowy. Nie jest to jednak różowy krzykliwy czy tandetny. Plecki mienią się subtelnymi przebarwieniami w zależności od kąta padania światła i przechodzą przez różne odcienie. Z kolei tęczowa obwódka wokół wyspy aparatów to detal, który można lubić lub nie, ale nie da mu się odmówić charakteru.
W zestawie dołączono etui w tym samym, pudrowo-różowym odcieniu, które pasuje do całości lepiej, niż sugerowałoby to pierwsze skojarzenie. Muszę przyznać, że mimo iż różowy to kolor zdecydowanie nie dla mnie, to w tym smartfonie broni się zaskakująco dobrze. Z przymrużeniem oka powiem nawet, że korzystało mi się z niego całkiem przyjemnie mimo różu.
Ale przejdźmy do kwestii bardziej merytorycznych. Vivo X300 waży 190 g i mierzy 150,6 mm długości, co czyni go wyraźnie mniejszym od mojego codziennego OnePlusa 15. Przesiadka była natychmiastowo odczuwalna. Nagle okazało się, że telefon mieści się w dłoni w całości, da się go sensownie obsłużyć jedną ręką i dosłownie przestaje istnieć w kieszeni.
Po ponad dwóch tygodniach testów powrót do większego sprzętu okazał się zaskakująco trudniejszy, niż się spodziewałem, co zresztą mówi chyba więcej o X300 niż jakakolwiek liczba w tej recenzji.

Warto wspomnieć o pewnym paradoksie, który odczuwa każdy, kto przez lata korzystał z dużych smartfonów. Przez pierwsze dni miałem wrażenie, że ekran jest trochę za mały, że czegoś mi brakuje, że tą przestrzeń roboczą, do której zdążyłem się przyzwyczaić, ktoś mi zabrał. Ale gdzieś po trzecim-czwartym dniu coś się przestawiło. Zacząłem doceniać, że ekran jest mniejszy i obsługa jedną dłonią jest naprawdę wygodna.
Pod kątem samego wykonania naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Wszystko jest wykonane tak jak powinno, materiały dają poczucie trzymania w dłoni flagowca. Szkło z przodu, tworzywo z tyłu i aluminiowa ramka, czyli klasyczny przepis na flagowca, a w przypadku Vivo X300 starannie wykończony. Tylny panel jest matowy i przyjemny w dotyku, odciski palców nie gromadzą się na nim tak nachalnie jak na błyszczących pleckach. Przyciski głośności i zasilania po prawej stronie mają satysfakcjonujący klik i są solidnie osadzone. Na lewym boku nie znajdziemy nic, m.in. to różni X300 od modelu Vivo X300 Pro, który wyposażony jest w dodatkowy przycisk funkcyjny.
Jedyne, co rzuca się w oczy i wiele osób może uznać, że nie pasuje do kompaktowego smartfona, to wyspa aparatów. Odstaje wyraźnie ponad poziom obudowy i dominuje na tylnym panelu bardziej, niż można by się spodziewać po sprzęcie tej wielkości. Kiedy kładziesz X300 na stole, ta część ląduje na blacie, co oznacza lekkie kołysanie. Trzeba się z tym pogodzić. To jednak efekt uboczny tego, co ta wyspa skrywa wewnątrz (do tego jeszcze wrócimy). Warto dodać, że konstrukcja objęta jest certyfikatem odporności IP68 i IP69, co przy aktywnym stylu życia ma realne znaczenie.






Czy taki mały wyświetlacz może zachwycać?
6,31-calowy panel AMOLED LTPO z adaptacyjnym odświeżaniem do 120 Hz i jasnością szczytową do 4500 nitów to na papierze bardzo solidna propozycja. W praktyce wyświetlacz Vivo robi to samo, co najlepsze ekrany we flagowych smartfonach. Po prostu nie zwracasz na niego uwagi, bo nie ma powodu. Działa dokładnie tak jak powinien.
Technologia LTPO pozwala na obniżenie częstotliwości odświeżania do 1 Hz przy statycznych treściach, co przekłada się na oszczędność energii podczas przeglądania dokumentów czy czytania dłuższych tekstów. W praktyce różnicy nie poczujesz, bo to dzieje się w tle, ale bateria to docenia, do czego przejdziemy nieco później.
Jasność automatyczna zachowuje się bardzo rozważnie. To akurat cecha, na którą zawsze zwracam uwagę, bo korzystam ze smartfona również wieczorami w przygaszonym świetle i cenię, gdy wyświetlacz nie razi w oczy, ale też nie robi z ekranu ledwo widocznej szarej plamy. Vivo X300 w tej kwestii wypada bez zarzutów. W słoneczny dzień wyświetlacz pozostaje czytelny, a nocą nie przeszkadza. Czujnik automatycznej regulacji jasności działa szybko i przewidywalnie. Nie ma tu irytujących chwil, gdy nagle rozświetla się do maksimum w środku ciemnego pokoju albo gaśnie w ostrym słońcu.
Kolory na domyślnym ustawieniu są wyważone, bliższe naturalnym niż przesyconym. Jest to efekt współpracy Vivo z firmą ZEISS, która rozciąga się tu poza samo zaplecze fotograficzne. Dla mnie to zdecydowanie lepszy wybór niż agresywna saturacja, której nie brakuje u niektórych azjatyckich producentów. Kto woli żywsze kolory, w ustawieniach wyświetlacza znajdzie dedykowany tryb, a opcji do konfigurowania jest naprawdę dużo.







Wspomnieć warto o rozbudowanych opcjach personalizacji ekranu w OriginOS. Regulacja temperatury barwowej, adaptacyjny kolor, tryby ochrony wzroku, jasność zapobiegająca zmęczeniu itd. To wszystko dostępne kilka tapnięć od ekranu głównego. Można też skorzystać z Always on Display, który wyświetla godzinę, datę i powiadomienia na wygaszonym ekranie.
Ramki dookoła panelu są smukłe i symetryczne. Proporcje przedniej ścianki sprawiają, że smartfon wygląda nowocześnie i schludnie. Nie mam tu żadnych zastrzeżeń.
Na osobną wzmiankę zasługuje ultradźwiękowy czytnik linii papilarnych pod ekranem. Przez ponad dwa tygodnie testów nie zdarzyło mi się, żeby zawodnie odczytał odcisk. Działa błyskawicznie i jest umieszczony na tyle wygodnie, że obsługa jedną ręką nie wymaga żadnych „gimnastycznych sztuczek”. Jest też rozpoznawanie twarzy, które działa bardzo sprawnie, ale przy tak szybkim czytniku po prostu nie czułem potrzeby korzystania z czegoś innego.


Wydajność i system. Gładko, ale nie do końca
MediaTek Dimensity 9500, wykonany w litografii 3 nm, to aktualnie jeden z topowych procesorów mobilnych, a w połączeniu z 16 GB RAM i pamięcią UFS 4.1 daje Vivo X300 wydajność, przy której słowo „płynność” to oczywistość. Przez cały okres testów smartfon ani razu nie dał mi powodu do narzekań na wydajność w codziennym użytkowaniu. Aplikacje otwierają się natychmiastowo, multitasking nie sprawia żadnych trudności, a wielozadaniowość nawet przy szybkim przeskakiwaniu między kilkoma aktywnymi aplikacjami przebiega bez najmniejszych zająknięć.
Kwestia nagrzewania w kompaktowych smartfonach to zawsze temat do dyskusji, bo mniejsza obudowa oznacza mniej miejsca na układ chłodzenia. Vivo X300 radzi sobie z tym przyzwoicie. Przy intensywnych testach wydajnościowych oczywiście obudowa lekko się nagrzewa, ale w normalnym, codziennym użytkowaniu, polegającym na robieniu zdjęć, przeglądaniu internetu, konsumowaniu treści ze streamingów, pozostaje wyraźnie chłodny.
OriginOS 6, który zadebiutował właśnie wraz z serią X300, to nakładka, która robi dobre pierwsze wrażenie i utrzymuje je przez dłuższy czas. Interfejs jest dopracowany wizualnie, animacje są płynne, a sam system w codziennym użytkowaniu działa bez niespodzianek. Przy poprzednich wersjach nakładki Vivo zdarzało się narzekać na nadmierną ilość aplikacji instalowanych fabrycznie, których nikt nie chciał. Tutaj sytuacja jest wyraźnie lepsza. W X300 naliczyłem ich niewiele, co jak na azjatyckiego producenta jest wynikiem naprawdę przyzwoitym.
Warto wspomnieć o funkcjach AI wbudowanych w system. Vivo, podobnie jak inni producenci, mocno je eksponuje. Edytor zdjęć z możliwością usuwania niechcianych elementów kadru, w notatniku AI pozwala na tłumaczenie i podsumowywanie notatek, inteligentna klasyfikacja galerii. To wszystko działa w tle i w większości przypadków faktycznie się przydaje. Szczególnie usuwanie obiektów ze zdjęć radzi sobie dobrze nawet przy bardziej skomplikowanych kadrach.
Na uwagę zasługuje też inteligentne zarządzanie ładowaniem. Gdy telefon jest podłączony do szybkiej ładowarki, system pyta, czy chcemy ładować normalnie, czy z pełną prędkością, a to pozwala świadomie dbać o długowieczność baterii.
Jest jednak jedna rzecz, która regularnie mnie irytowała przez cały okres testów i o której nie mogę nie napisać. Panel powiadomień w X300 daje się rozwinąć tylko jako pojedyncza lista z ograniczonymi skrótami ustawień na górze. Nie ma możliwości rozwinięcia go do pełnej siatki skrótów z opcją przewijania między stronami, tak jak to działa u OnePlusa czy Samsunga.




Niby drobiazg, ale przy intensywnym użytkowaniu ten drobiazg wraca jak bumerang. Kilkanaście razy dziennie szukasz przełącznika hotspota czy trybu offline i za każdym razem musisz iść do ustawień. To nie jest nic, co dyskwalifikuje X300, bo oczywiście najczęściej używane przez siebie ustawienia można „wyciągnąć” do zbioru, który wyświetla się przez cały czas.
Vivo X300 startuje z Androidem 16 i OriginOS 6, a producent obiecuje pięć dużych aktualizacji systemu i siedem lat poprawek zabezpieczeń. To solidna deklaracja wyraźnie lepsza niż przy poprzednich generacjach i zbliżona do tego, co dziś oferują Samsung czy Google. Dla kogoś, kto używa telefonu przez kilka lat, taka obietnica jest nieobojętna.







Kompaktowy gaming?
Pod kątem mobilnego grania smartfon wypada solidnie. W Call of Duty Mobile bez problemu ustawiłem wszystkie opcje graficzne na najwyższe wartości (maksymalne detale, efekty i pozostałe suwaki). Mimo to gra utrzymywała stabilnych 60 klatek na sekundę, a sama rozgrywka była bardzo płynna. Nie zauważyłem żadnych przycięć, spadków płynności ani opóźnień, które mogłyby psuć komfort gry.
Równie dobrze wypadło Diablo Immortal. Przy wysokich ustawieniach graficznych tytuł również działał w 60 FPS, dzięki czemu sterowanie pozostawało responsywne, a animacje płynne. Nawet w momentach, gdy na ekranie pojawia się wiele efektów i przeciwników jednocześnie, gra zachowuje dobrą kulturę pracy, choć sporadycznie można zauważyć niewielkie spadki liczby klatek.
Warto natomiast wspomnieć o temperaturze obudowy. Po około 15–20 minutach intensywnego grania Vivo wyraźnie się nagrzewa. Nie wpływa to jednak na wydajność urządzenia.
Vivo X300 – benchmarki
W benchmarku Geekbench 6 Vivo X300 uzyskał 3031 punktów w teście single-core oraz 9050 punktów w teście multi-core. To solidne rezultaty, które potwierdzają wysoką wydajność zastosowanego układu i jego dobre przygotowanie zarówno do codziennych zadań, jak i bardziej wymagających aplikacji.
Sprawdziłem także możliwości graficzne urządzenia. W Geekbench 6 GPU smartfon osiągnął 20542 punktów w teście OpenCL oraz 20949 punktów w Vulkanie.
W testach 3DMark Vivo X300 również zaprezentował się bardzo dobrze. W benchmarku Wild Life wynik był na tyle wysoki, że test został oznaczony jako Maxed Out, co oznacza przekroczenie standardowej skali pomiarowej. W Wild Life Stress Test smartfon uzyskał wynik 14989/7334/48,9%, natomiast w Wild Life Extreme Stress Test 3531/1749/49,5%. W bardziej wymagającym teście Wild Life Extreme wynik wyniósł 6302 punkty.
Na koniec warto wspomnieć o wyniku w PCMark Work 3.0 Performance, który symuluje codzienne scenariusze użytkowania, takie jak przeglądanie internetu, praca z dokumentami czy edycja zdjęć. Tutaj Vivo X300 osiągnął 15590 punktów.







Bateria… wystarczająca. Ale czy dla wszystkich?
Szczerze powiem, że przed testami spodziewałem się w tej kwestii więcej. Logika podpowiadała: mniejszy ekran, pojemna bateria 5360 mAh, efektywny procesor 3 nm. Powinno wychodzić doskonale. Wyniki okazały się jednak nieco bardziej stonowane.
Mój średni czas pracy na ekranie oscylował przez większość dni w okolicach 6 godzin. Zdarzały się dni z wynikiem powyżej 7 godzin, ale też dni z nieco ponad 5 godzinami przy intensywnym korzystaniu z nawigacji, aparatu i sieci 5G.
Nie ma się co oszukiwać, smartfon ani razu nie rozładował mi się przed wieczorem, zawsze docierał do końca dnia i z jakimś zapasem. Ale ten zapas wynosił raczej 15-20% niż pół baterii, czego gdzieś w podświadomości się spodziewałem po mniejszym ekranie.






Najlepszym sposobem na zjadanie baterii okazały się aplikacje służące do nawigacji. Yanosik i Mapy Google przy aktywnej nawigacji z włączonym ekranem i GPS pracującym na pełnych obrotach potrafiły drenować baterię w tempie 5% na 15 minut. Przy godzinnej trasie samochodowej traciłem więc blisko 20%. Poza nawigacją, granie, intensywne sesje fotograficzne i streaming z YouTube’a to kolejne kategorie pożerające baterię bardziej niż przeciętnie, choć już w dużo spokojniejszym tempie.
Telefon wspiera ładowanie do 90 W przewodowo i 40 W bezprzewodowo. Przy użyciu szybkiej ładowarki Vivo X300 naładuje się od zera do pełna w nieco ponad godzinę. Sprawdziłem to z ładowarką 120 W innego producenta – wynik to około 40 minut, co jest naprawdę dobrym rezultatem.
Podsumowując, Vivo X300 jest w stanie obsłużyć intensywny dzień bez problemów, ale ktoś, kto liczył na wyraźnie lepszy czas pracy w porównaniu z większymi flagowcami, może czuć lekki niedosyt. Nie jest to jednak powód do rozczarowania. W końcu to solidny, uczciwy wynik, po prostu nie jakiś rekordowy.

Aparat. Tu naprawdę nie ma się do czego przyczepić
Dochodzimy do tej części recenzji, w której X300 błyszczy najmocniej. Zestaw aparatów to zdecydowanie najmocniejsza karta tego telefonu i jeden z głównych argumentów za zakupem.
Od strony sprzętowej mamy tu trzy obiektywy. Aparat główny to 200 Mpix matryca z przysłoną f/1.68 i optyczną stabilizacją obrazu. Teleobiektyw z 3-krotnym zoomem optycznym oparty jest na sensorze o rozdzielczości 50 Mpix. Ultraszeroki kąt to również 50 Mpix z polem widzenia 119 stopni. Do tego 50 Mpix aparat przedni. Cały zestaw robi imponujące wrażenie jak na telefon tej wielkości.
Aplikacja aparatu jest przejrzysta i intuicyjna. Najważniejsze tryby wyciągnięte na wierzch, przełączanie między obiektywami naturalne i szybkie. W praktyce przez większość czasu korzystałem tylko z trybu automatycznego i był na tyle dobry, że nie czułem potrzeby sięgania po cokolwiek innego. Może poza portretem, który czasem warto włączyć ręcznie.
Zdjęcia wykonane za dnia z głównego obiektywu są świetne. Mamy tutaj bardzo dobre szczegóły, naturalną kolorystykę i świetny dynamiczny zakres tonalny. Vivo we współpracy z ZEISS wybrało tu kalibrację zbliżoną do podejścia Apple.
Mam tu na myśli fakt, że kolory są naturalne, nieprzekłamane, biel jest bielą, a zielona trawa jest zielona, a nie fluorescencyjna. Mnie takie podejście bardzo odpowiada, bo zdjęcia po prostu wyglądają tak, jak to, co widziałem, a nie jak wersja z nasyconymi filtrami. Autofocus działa szybko i precyzyjnie, nawet przy poruszających się obiektach. Nie narzekałem ani razu na rozmazany kadr z powodu spóźnionego ostrzenia.
















Tryb wysokiej rozdzielczości daje jeszcze więcej detali do wyciągnięcia w postprodukcji. Warto z niego korzystać, gdy zależy nam na obróbce zdjęcia lub wydrukowaniu go w większym formacie. Czas przechwytywania jest nieco dłuższy, ale do codziennego fotografowania wystarczy tryb automatyczny.
Słabszym ogniwem jest ultraszeroki kąt. Nie jest zły, ale przy porównaniu z głównym obiektywem widać wyraźną różnicę w szczegółowości i spójności kolorów. Przy mocnym oświetleniu wyniki są akceptowalne, ale nie zachwycają. Zniekształcenia geometryczne na brzegach kadru są zauważalne, choć oprogramowanie stara się je korygować. To kompromis wpisany w format tego telefonu i przy telefonach tej klasy rozmiarowej tego oczekiwałem.





Tym, co robi duże wrażenie, jest teleobiektyw. 3-krotny zoom optyczny daje wyniki, których trudno się czepiać. Zdjęcia portretowe z tego obiektywu wychodzą z pięknym bokeh, świetnym odcięciem pierwszego planu od tła i zachowaną sporą ilością detali. To obiektyw, który w formacie kompaktowego smartfona potrafi zaskoczyć i jest moim zdaniem naprawdę mocnym argumentem, by wybrać akurat ten smartfon.


















Mamy tutaj też do dyspozycji tryb super makro, który korzysta z teleobiektywu. Poniżej znajdziecie porównanie kilku zdjęć wykonanych tym trybem oraz klasycznym automatycznym.








Nocna fotografia z X300 utrzymuje wysoki poziom. Efekt halo przy źródłach sztucznego światła jest zdecydowanie mało dokuczliwy. Szczegółowość przy słabym oświetleniu jest bardzo dobra, szum zachowany na rozsądnym poziomie, a tryb nocny nie przesadza z rozjaśnianiem kadru do tego stopnia, że efekt wygląda nienaturalnie.
Teleobiektyw nocą również zachowuje się przyzwoicie. Powiem, że zdecydowanie lepiej, niż można by się spodziewać po 3-krotnym zoomie optycznym. To rzadkość, by obiektyw z takim przybliżeniem radził sobie porównywalnie dobrze przy słabym świetle co główny aparat. Szczegóły w oddali, przy nocnym oświetleniu miejskim, X300 wyciąga skutecznie. Warto też dodać, że Vivo zaoferował nam na pokładzie silną lampę błyskową, która potrafi rozświetlić nocne zdjęcia.
























Jest jeden aspekt fotograficzny, który regularnie mnie irytuje i to nie tylko w X300, ale w smartfonach w ogóle. Chodzi o agresywne przetwarzanie AI przy wyższych wartościach cyfrowego powiększenia – linie, które „uciekają”, detale ewidentnie dołożone przez algorytm, a nie obiektyw. To widać gołym okiem przy 10-krotnym zoomie i wyższym. Zdjęcia z zoomem optycznym 3x wypadają kapitalnie. Ale gdy wchodzimy w zoom cyfrowy i AI bierze sprawy w swoje ręce, efekt bywa zbyt „plastikowy”, wygenerowany.
To ustawienie można oczywiście wyłączyć w ustawieniach aparatu, jednak po tym używanie zoomu większego niż 10-krotny mija się z celem, ponieważ zdjęcia nie są najlepszej jakości. Dzieje się to z prostego względu – wtedy algorytmy nie walczą już, żeby fotka wyglądała jak najlepiej.


































Przedni aparat to jeden z tych, których używam sporadycznie, ale muszę przyznać, że w Vivo X300 wypada naprawdę dobrze. Do wyboru mamy 3 opcję przybliżenia 0,8x, 1x oraz 2x. Zdjęcia mają naturalne odwzorowanie kolorów i dużą ilość szczegółów.





Vivo X300 obsługuje nagrywanie wideo w 4K przy 60 klatkach na sekundę z głównego obiektywu. Stabilizacja działa skutecznie, obraz przy dynamicznych ruchach pozostaje w miarę stabilny, a autofocus nadąża za zmianami sceny bez większych opóźnień. Do codziennego filmowania telefonem to w zupełności wystarczające możliwości.
Przykładowe wideo nagrane za pomocą Vivo:
Głośniki i haptyka
Przy telefonie kosztującym 4500 złotych głośniki stereo to oczywiście standard. Vivo X300 gra głośno i czysto, bez przesterów przy maksymalnej głośności. Do kanapowego oglądania filmów i seriali w zupełności wystarczy. Natomiast brakuje mu basu i wypełnienia w niskich tonach, przy bardziej wymagającej muzyce ta płaskość jest odczuwalna. Nie jest to poziom, który by zszokował negatywnie, ale telefon tej klasy cenowej ma na rynku godnych rywali, którzy grają wyraźnie lepiej.
Haptyka to już inna historia. Silnik wibracyjny w X300 pracuje precyzyjnie i zróżnicowanie, dając wyraźne, dobrze wyczuwalne wibracje przy powiadomieniach i interakcjach z systemem. Dla kogoś, kto korzystał wcześniej z taniego czy średniopółkowego sprzętu, to natychmiastowo odczuwalny skok jakościowy.
Łączność i dodatkowe funkcje
Vivo X300 ma pełne zaplecze łącznościowe, jakiego można oczekiwać od flagowca. 5G, Wi-Fi 7, Bluetooth 6.0, NFC, dual SIM z obsługą eSIM, GPS z wieloma systemami nawigacyjnymi. Tu niczego nie brakuje. Port USB-C obsługuje standard 3.2. Złącza słuchawkowego 3,5 mm nie ma, co w 2025 roku nie powinno już nikogo dziwić, ale warto odnotować dla tych, którzy korzystają ze słuchawek przewodowych.
Moduł NFC działa bez zarzutów, płatności zbliżeniowe i parowanie urządzeń działają natychmiastowo. GPS lokalizuje szybko i podczas testów nawigacyjnych nie tracił sygnału nawet w gęstej zabudowie miejskiej. Jakość połączeń bez zarzutu.

Vivo X300 a konkurencja
Przy cenie 4499 złotych X300 wchodzi w bezpośrednią konfrontację z kilkoma poważnymi graczami i ta konfrontacja nie jest dla niego tak komfortowa, jak być może chciałoby Vivo.
Xiaomi 15 to chyba najbliższy rywal w kategoriach kompaktowego flagowca. Oferuje podobne możliwości fotograficzne, podobną wydajność, ładowanie, które śmiga podobnie szybko, a kosztuje mniej, bo okolice 4100 złotych. Różnica w cenie nie jest duża i jeśli ktoś nie ma konkretnego powodu, by sięgać po Vivo (a tym konkretnym powodem może być choćby teleobiektyw), Xiaomi będzie trudnym rywalem.
iPhone 17 to zupełnie inna kategoria filozofii produktu. Apple oferuje ekosystem, o którym Vivo może na razie tylko pomarzyć, kilkuletnią gwarancję aktualizacji oprogramowania i niezłe zdjęcia, choć aparat główny i teleobiektyw X300 są tu po prostu lepsze. Bateria i szybkość ładowania stoją w iPhonie wyraźnie niżej. iPhone 17 kosztuje około 3999 złotych. Jest więc tańszy, ale dla kogoś spoza ekosystemu Apple nie jest to oczywista alternatywa.
Samsung Galaxy S25 to kolejny kompaktowy rywal, który – zestawiany z X300 – przegrywa na prawie każdym polu sprzętowym (aparat, bateria, ładowanie). Ale kosztuje teraz około 3600 złotych, ma jeden z najlepszych ekosystemów na Androidzie i siedem lat aktualizacji. Dla fanów One UI to zrozumiały wybór, zwłaszcza że w tej cenie trudno oczekiwać, by Samsung oferował wszystko co Vivo.
Vivo X300 wygrywa na tle tej konkurencji przede wszystkim teleobiektywem w tej klasie rozmiarowej, kompaktową formą bez realnych kompromisów sprzętowych i łączną jakością zdjęć. Czy to uzasadnia cenę? Dla fana mobilnej fotografii, który świadomie szuka najlepszego teleobiektywu w małym formacie, pewnie tak. Dla reszty użytkowników odpowiedź jest mniej oczywista i wymaga przemyślenia własnych priorytetów.
Czy warto kupić Vivo X300?
Po ponad dwóch tygodniach testów Vivo X300 wróciłem do swojego OnePlusa 15 z pewnym poczuciem straty. I to mówi chyba więcej niż jakakolwiek liczba w tej recenzji. X300 to kompaktowy flagowiec, któremu naprawdę trudno coś zarzucić w codziennym użytkowaniu. Działa płynnie, robi świetne zdjęcia, leży wygodnie w dłoni, nie przegrzewa się zbytnio przy wymagających zadaniach i nie irytuje systemem zaśmieconym bloatwarem. Polubiłem go, nawet w różu.
Problemy są dwa. Pierwszym jest cena. 4399 złotych to pułap, przy którym konkurencja jest naprawdę silna. Gdyby Vivo odważyło się zejść z ceną o jakieś 800-1000 złotych, mówilibyśmy o hicie w segmencie kompaktowych flagowców. Tak, to bardzo dobry telefon z ceną trochę zbyt ambitną.
Drugim problemem jest to, że X300 adresowany jest do bardzo konkretnej grupy odbiorców. To osoby, które świadomie szukają małego smartfona i nie chcą przy tym rezygnować z niczego, co oferuje współczesny flagowiec. Jeśli rozmiar nie jest dla was priorytetem, to warto rozejrzeć się po konkurencji, zanim wyłożycie 4,5 tysiąca złotych. Ale jeśli jesteście z tej właśnie grupy, to X300 jest prawdopodobnie najlepszym, co dziś możecie dostać.
Z pełnym przekonaniem polecam go wszystkim, którzy mają dość smartfonów wielkości tabletu i szukają czegoś, co mieści się w dłoni, kieszeni i nie rozczarowuje ani aparatem, ani wydajnością, ani baterią.
Mam wrażenie, że za kilka miesięcy, gdy cena X300 zejdzie do rozsądniejszego poziomu, będziemy o nim mówić jako o jednym z lepszych smartfonów minionego sezonu. Na teraz – naprawdę dobry smartfon, któremu bardzo mało brakuje do ideału.








